sobota, 11 stycznia 2014

11. Little me.

Ból. silny ból, którego nie umiałam zlokalizować. Ból się przemieszczał i narastał w całym moim ciele. Coraz mocniej go czułam. Był wszędzie. Był mną. Ból osiągnął swój cel i podjął władze nade mną. Chwytałam powietrza, które mi brakowała. Potem kolejna gorąca fala oblała mnie całą. Łzy spływały jedna za drugą po moich policzkach. Zaczęłam się nimi dusić, dławić. Krzyczałam.
- Harry! Proszę, nie!
Poczułam jak ktoś obejmuje moje ramiona. Słyszałam niezrozumiany szept, który zagłuszał mój oddech. 
- Ariel, Ariel cholera otwórz oczy - teraz głośniej i intensywniej doszedł do mnie jego głos.
Nagle ból zniknął, a ja podniosłam powieki spanikowana. Klęczał na łóżku i trzymał mnie, gdy ja się trzęsłam. 
- Skarbie, wszystko w porządku. To tylko zły sen, spokojnie. - powtarzał.
- Który kiedyś był prawdą - szepnęłam cicho.
Chłopak znieruchomiał. Nic nie odpowiedział. Wyraz jego twarzy nic nie ukazywał. Zero uczuć i emocji. Puścił mnie i opadłam na łóżko. Podniósł się wstając. Podszedł do okna i je uchylił wpuszczając powietrza.
- Tak, był. Ale już nie będzie. - głos miał zachrypnięty i cichy. - Zaufaj mi. Potrzebuję tego.
- Ja ci ufam słyszysz? - otarłam łzy i wygrzebałam się z kołdry.
Podeszłam bliżej przytulając go od tyłu.
- Ufam tylko się boję. Strach próbuje mnie pokonać i przejąć kontrolę. Staram się. Tak jak ty dla mnie, ja dla ciebie. Ale zapewnij mnie, że się nie poddasz.
- Nie poddam. - obiecał.
-~*~~
Popatrzyłam w okno gotując obiad chłopakom. Od kiedy Harry pojechał na leczenie, Liam, Louis, Zayn i Niall mieszkając ze mną. Cieszę się, że nie jestem sama. Polubiłam ich. Naprawdę. Są zabawni i mili. Nie wyglądają teraz jak bandyci. Ktoś mnie przytulił i pocałował w policzek, przerywając moje zajęcie i rozmyślenia.
- Tęsknisz za nim? - to był głos blondyna.
Zdziwił mnie takim pytaniem. Rzadko rozmawialiśmy o Harry'm. Każdy miał nadzieję, że się zmieni.
- Trochę. - mruknęłam.
Po chwili odwróciłam się i wtuliłam w ciepłe ciało Nialla.
- Tak, bardzo. I cholernie się boję, że on się wcale nie zmieni.
- Rozumiem. - kołysał mnie.- Ale musimy wierzyć, że się uda. Po to tam pojechał.
Westchnęłam cicho. On miał rację. Musiało być przecież w końcu dobrze. Czemu ciągle mam cierpieć. Czemu ma być źle.
- Tak, wiem. - otarłam łzę. - Co z waszym biznesem?
- Kręci się nadal. Nie martw się Ariel, ty tam nie trafisz.
Powtórnie westchnęłam i usiadłam. Podparłam głowę na rękach. Nieco mi się w niej kręciło. Wszystkie emocje we mnie buzowały. Czułam się jakbym miała wybuchnąć i już się nie pozbierać. Nic nie miało sensu.
- Ja powinnam wrócić do szkoły. Mam maturę.
- I dużo zaległości. - dodał. - No dobra. Od jutra będę cię tam zawoził. Pojedziemy po twoje książki.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się słabo i dokończyłam obiad.
Poszłam zanieść go na stół. Zayn mnie wyręczył i posprzątał. Chłopaki zrobili seans filmowy. Do późna oglądaliśmy, aż przysnęłam na kolanach Louis'a. Chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Odpłynęłam.
Trzy miesiące później
Obudziłam się na kafelkach w łazience. No tak...Całą noc wymiotowałam. Byłam pewna, że to ze strasy przed dzisiejszym egzaminem.  Ale jak można się denerwować od prawie 2 miesięcy? Ciągłe wymioty, omdlenia...Strasznie dużo jem, tyję. A może nie tyję?
Ariel o czym ty myślisz?
Przecież nie miałabyś okresu od jakiś trzech miesię...o kurwa!
Podniosłam się z podłogi w zaskakującym tempie. Stanęłam przed dużym lustrem patrząc na siebie. Nikłam w oczach. Wszystko na mnie wisiało. Dziwne prawda?  Chodząca śmierć. Podsunęłam koszulkę do góry i położyłam dłoń na brzuchu. O matko, on był twardy i wypukły. Jezu.
- Czemu tego wcześniej nie zauważyłam?
- Czego? - usłyszałam przy sobie Louis'a.
Odwróciłam się zaskoczona jego obecnością.  Zamrugałam i pokręciłam głową.
- Niczego. Pójdę na spacer. Wracam za godzinę. - ubrałam sukienkę na egzamin i wyszłam.
Miałam trochę czasu przed pojechaniem do szkoły. Podkradłam się do garażu zabierając jedno z aut. Moim celem była apteka. Byłam pewna, ale chciałam mieć dowód. Przyśpieszyłam dojeżdżając do miasta. Zaparkowałam pod ośrodkiem zdrowia, gdzie obok znajdowała się apteka. Weszłam do niej na drżących nogach. Emocje zdecydowanie wzięły górę nade mną. Nigdy jeszcze nie byłam tak zdenerwowana. Podeszłam do okienka opierając się o brat. Świat wirował. Rozpadał się na małe kawałeczki. To było okropne, ale możliwe. Niestety możliwe.
- Poproszę test ciążowy. - wydusiłam patrząc na farmaceutkę jakby miała mi pomóc.
~~~~~*~~~~~~
W połowie tego opowiadania straciłam pomysł na dalszą część, więc wyszła ciąża..Taa.
Tak samo Linia życia naszych serc 3. Mam parę rozdziałów, ale co dalej to nie wiem :)
Jest tu jakaś LS, albo ktoś kto lubi czytać Larry'ego.

12 komentarzy:

  1. omg *-* cudny... ona jest w ciąży! *-* o.o

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty rozdział. Ariel jest w ciąży. SUPER! Czekam na kolejny ro zdział, oby był jak najszybciej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boski rozdział , mam nadzieje że pomysł z ciążą wypali i będzie dalsza część bloga, bo jak dla mnie jest on zachwycający :*** .!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Brak mi słów żeby opisać ten rozdział .
    W ciąży..... WOW:-*:-*

    OdpowiedzUsuń
  5. mega nie mogę w to uwierzyć ! w ciązy ?! ale kiedy xd

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział świetny :p WOW... ciąża ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny, Ona jest w ciąży? Super. Ciekawe jak to będzie dalej. Czekam z niecierpliwością. Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  8. Nominowałam Cię do Libster Award.
    Więcej informacji u mnie: http://lond-it-does-not-mean-forever-1d.blogspot.com/
    (: Za niedługo wszystko się pojawi ♥ *-;

    OdpowiedzUsuń
  9. O Matko! O Matko! Aww. Kocham <3.! Rozdział genialny. Totalnie mnie zaskoczyłaś tą ciążą. :)
    Pozdrawiam <3 ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. CUDOWNE!

    http://never-say-goodbye-baby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Clary G