Niedawno skończyłam tego bloga z wielkim bólem. Byłam przywiązana do historii Rosemary i chciałam zapytać czy chcielibyście takie podobne opowiadanie. To znaczy:
- gangsta.
- Harry lub też Louis jako głowni bohaterowie.
- i jakbyście mogli podsunąć jakiś pomysł. Jak to widzicie?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosemary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosemary. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 27 października 2013
sobota, 26 października 2013
Nowy blog
Zdziwiło mnie to, że mimo iż dałam link ( dużymi literami) pod epilogiem do nowego opowiadania to wy piszecie że czekacie na nowy blog... O_o... No dobra więc dla tych co przegapili.
czwartek, 24 października 2013
Epilog
Twoje usta są jak rewolwer strzelający kulami w niebo.
Twoja miłość jest jak żołnierz, oddana aż do śmierci.
I patrzyłem w gwiazdy przez długi, długi czas.
Gasiłem płomienie przez całe moje życie.
Wszyscy chcą zapłonąć, ale boją się poparzyć.
A dzisiaj jest nasza kolej.
Twoja miłość jest jak żołnierz, oddana aż do śmierci.
I patrzyłem w gwiazdy przez długi, długi czas.
Gasiłem płomienie przez całe moje życie.
Wszyscy chcą zapłonąć, ale boją się poparzyć.
A dzisiaj jest nasza kolej.
Czy to przyszło naturalnie?
Gdy jesteś milion mil od domu
Gdy próbujesz wszystkiego tak ostrożnie
Aby żyć życiem, które nie jest Twoją własnością
Uciszyłam oceany
Przesunęłam góry
By powiedzieć : "Kocham Cię"
Zrozumiałem - by żyć musisz chwytać dzień
Wstań by biec, bo istnieć nie znaczy żyć
Weź się w garść, ten dzień jest twoim dniem
A wierzę, że będzie dla każdego z nas piękno w naszych sercach
Gdy jesteś milion mil od domu
Gdy próbujesz wszystkiego tak ostrożnie
Aby żyć życiem, które nie jest Twoją własnością
Uciszyłam oceany
Przesunęłam góry
By powiedzieć : "Kocham Cię"
Zrozumiałem - by żyć musisz chwytać dzień
Wstań by biec, bo istnieć nie znaczy żyć
Weź się w garść, ten dzień jest twoim dniem
A wierzę, że będzie dla każdego z nas piękno w naszych sercach
Więc nie zajmuj już tym swoich małych ślicznych myśli
Ludzie rzucają kamieniami w rzeczy, które błyszczą
I życie sprawia, że miłość wydaje się trudna
Stawki są wysokie
Rzeki rwące
Ale ta miłość jest nasza
Ludzie rzucają kamieniami w rzeczy, które błyszczą
I życie sprawia, że miłość wydaje się trudna
Stawki są wysokie
Rzeki rwące
Ale ta miłość jest nasza
Nie uda nam się mieć wszystkiego na raz,
Coś kończy się żeby coś mogło trwać,
Ta brakująca część ukryta tu gdzieś,
Do pełni szczęścia brak nam jej
Coś kończy się żeby coś mogło trwać,
Ta brakująca część ukryta tu gdzieś,
Do pełni szczęścia brak nam jej
Nie uda nam się mieć wszystkiego na raz,
Los mówi stop i wracamy na start,
Coś kończy się, zaczyna się coś,
Uczymy się rozumieć to!
Bo choć zagadką jest co niebo ześle nam
tak bardzo chciałbyś znać odpowiedź na tych parę zdań
Bo choć zagadką jest co jeszcze przyjdzie znieść
linia życia wiąże nas linia życia naszych serc
Los mówi stop i wracamy na start,
Coś kończy się, zaczyna się coś,
Uczymy się rozumieć to!
Bo choć zagadką jest co niebo ześle nam
tak bardzo chciałbyś znać odpowiedź na tych parę zdań
Bo choć zagadką jest co jeszcze przyjdzie znieść
linia życia wiąże nas linia życia naszych serc
To właśnie koniec
Wstrzymaj oddech i policz do dziesięciu
Poczuj jak Ziemia drży, a potem
Usłysz jak me serce znów pęka
Wstrzymaj oddech i policz do dziesięciu
Poczuj jak Ziemia drży, a potem
Usłysz jak me serce znów pęka
~~~~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~~~~
Boże... I kolejny epilog, kolejny koniec czegoś coś stworzyłam.
Powiem tak... Początkowo pisałam tą historię sama, ale przyzwyczajona do dialogów tylko ze strony
chłopaków poprosiłam o pomoc. Wiele osób mi pomagało i im dziękuję :)
Ale Wam też dziękuję. Za wsparcie, za komentarze, za to że byliście i czytaliście.
Smutno? Mi na pewno, ale ...
Coś kończy się żeby coś mogło trwać,Proszę niech osoby, które czytały to opowiadanie i nie komentowały dziś wyjątkowo zostawią po sobie ślad. Dzięki :)
A TERAZ KOLEJNA HISTORIA :
Skyfall
poniedziałek, 21 października 2013
23. Pokaż mi niebo
- Za czym tak tęsknisz ?
-Za blaskiem słońca odbitym w jego źrenicach ..
Trzy lata późniejMyślałam że już wszystko jest w porządku. Obiecał mi ,że w nic nie będzie się mieszał, a teraz często nie wraca w nocy. Myśli że nie wiem bo udaję że śpię
Ale tak na prawdę strasznie się martwiłam, nie wiedziałam co się dzieje, co robi,a przeczucia miałam złe. Tak jak zawsze wrócił około trzeciej. Wyjął z marynarki jakieś małe paczuszki i wrzucił do szuflady.Poszedł do łazienki a po chwili czułam jak kładzie się obok mnie. Objął mnie w talii i zasnął. Poczekałam jeszcze chwilę i wstałam otwierając tajemniczą szufladę.
Jak się okazało były w niej strzykawki, woreczki z białym proszkiem a ja stałam jak wryta. Nie mogłam złapać oddechu ...Przecież tyle razy obiecywał, zapewniał, a tak na prawdę cały czas kłamał.
- Zostaw to. - usłyszałam za sobą. Nawet nie zorientowałam się kiedy wstał.
- Jesteś draniem...- powiedziałam odwracając się do niego
- Tak? - zmierzył mnie wzrokiem. - A co ja takiego robię?
- Jeszcze pytasz? Do czego ci potrzebne?! Dilerka, a może sam korzystasz?! Matko Harry ty masz dzieci do jasnej cholery!
- No mam. I trzeba na nie zarabiać wiesz? Tak biorę, ćpam codziennie. - prychnął.- Zastanów się czasem co mówisz.
- Mieliśmy być normalną rodziną...
- Jesteśmy.
- To nie jest normalne
- Połóż się spać. - powiedział zły. - A jak czegoś nie wiesz to zapytaj.
- O trzeciej w nocy? Wtedy kiedy najczęściej wracasz? Wczoraj nasz syn zapytał kiedy znowu tata przeczyta mu bajkę na dobranoc wiesz?
- To może powiedz, że pracuję? Bo tak jest. Ktoś musi. - wyszedł z pokoju.
Wściekła usiadłam na łóżku i rzuciłam jedną z poduszek o ścianę. Nic nie rozumiałam. Czemu on znowu robi coś złego? Przecież już taki nie był. Dobra nie zabija, nie kradnie, ale sprzedaje narkotyki! Do cholery co jest ważniejsze? Rodzina czy to gówno?! Wszystko znowu zaczynało się pieprzyć, a ja bałam się że mogę tego nie wytrzymać. Leżałam na łóżku do rana, gdy Mayka zawołała mnie na śniadanie. Ubrałam się i zeszłam z córką na dół.
- Pać mam samochodzik - przybiegł do mnie Tony pokazując zabawkę.
- Ale bryka, musi być szybki - wzięłam go na ręce- Tata mi kupił.
- Podziękowałeś?
- Tak.- pociągnęli mnie do kuchni, gdzie Harry podał nam śniadanie
Dzieci cały czas coś mówiły, były głośnie i radosne, a my siedzieliśmy w ciszy.
Później puściliśmy ich do ogrodu. Mąż pociągnął mnie za rękę do salonu i posadził na kanapę.
- Chyba musimy pogadać.
- To chyba dobry pomysł
- Co mam zrobić, żebyś przestała taka być?
- Taka? - podniosłam na niego wzrok
- Taka. Obrażona i milcząca. - mruknął siadając obok mnie
- Może przestań mieszać się w to gówno?
- Przecież ja nie biorę.
- Ale masz z tym do czynienia.
- Boże no - jęknął. - Dobrze.
- Tylko nie kłam...- Dlaczego tak ci to przeszkadza? te narkotyki.
- To na prawdę takie dziwne?
- Patrząc na moją przeszłość tak.
- Przeszłość. - zaznaczyłam
- Kochanie - wziął moją dłoń, a mnie przesunął na swoje kolana.
- No co?
- Jesteście najważniejsi.
- Ja się po prostu boję
- To nie bój. Mówiłem ci, że zagwarantuje nam bezpieczeństwo.
- Tak cholernie cię kocham że nic na to nie poradzę
- muszę zacząć szukać nowej pracy - pocałował mój policzek
Oparłam głowę o jego ramię delikatnie się uśmiechając.
- Też mogę iść do pracy
- Nie, ty zostaniesz z małym.
- Fajne mu to auto kupiłeś - zaśmiałam się.
- A no wiem, zajebiste. - pocałował moje usta.- A tak w ogóle to - przerzucił mnie przez ramię niosąc na górę.
- Dzieci! - śmiałam się
- Dzieci się bawią - weszliśmy do sypialni i położył mnie na łóżku całując. - Właśnie dzieci. obiecałaś mi jeszcze jedno.
- Przed chwilą była mowa o pieniądzach
- Teraz jest mowa o dzieciach i nie dyskutuj.
- Wyjdzie w praniu - przyciągnęłam go do siebie i zachłannie pocałowałam
~~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~
Uhm... IS THE LAST CHAPTER.Też tego nie chcę kończyć, ale powiem wam iż...wpadłam na pomysł! postaram się pisać sama, ale pewnie wyjdzie tak, że któraś z dziewczyn będzie pisac damskie dialogi ( i chwała im za to). Więc... fabuła bardzo, bardzo mi się podoba. Może i wam sie spodoba.
piątek, 18 października 2013
22. my heart will go on
Niall stał w salonie a ja po raz kolejny tłumaczyłam mu wszystko. Miał zostać z dziećmi aż trzy dni.
Tłumaczyłam mu to jak kozie na rowie dodatkowo zostawiając mu listę zadań, aby było mu łatwiej i wszystkie możliwe telefony.
- Kochanie on sobie poradzi- Harry mnie objął kładąc podbródek na moim ramieniu.
- W to nie wątpię, ale i tak będę się martwić.
- No matki już tak mają- westchnął.- chodź musimy jechać.
- No już, już. Niall ale wszystko wiesz, tak?
Blondyn mi odpowiedział .pożegnałam się z dziećmi i wyszliśmy. Autem dotarliśmy na lotnisko .
- To jaki jest nasz cel podróży kochanie?
- Barcelona- splótł nasze palce .
- Ładnie.
Samolot wzbił się w górę. Oparłam głowę o ramię narzeczonego i przymknęłam oczy. Tyle się ostatnio zdążyło. I dobrego i złego. Miałam nadzieję że teraz to co zbudowaliśmy nie runie. Harry był jeszcze słaby bo tym wszystkim.
Harry ucałował mnie w czoło i ścisnął moją dłoń. Czekała nas trzygodzinna podróż.
- Mam niespodziankę dla ciebie.
- Doprawdy? - uniosłam na niego wzrok, a jego oczy płonęły. - Jaką?
- To niespodzianka.- błysnął ząbkami .
- Ah, a nie możesz mi zdradzić choć troszkę? Tak ociupinkę? - cmoknęłam go w jego malinowe usta.
- Będziesz potrzebowała sukienki.- szepnął .
- A bielizny też? - zagryzłam dolną wargę.
- To już wymagania dowolne. Będziemy na plaży. - mówił mi do ucha
Czułam jak moja ekscytacja wzrasta i sięga zenitu.
- I co jeszcze? Będzie dużo ludzi?
- Nie. Może jedna osoba prócz nas. Ale tylko na chwilę.
- Jakiś stolik, koc? Dzień, noc?
- Nie powiem ci ale wieczór .
- Ale trochę się domyślam. - wymruczałam pocierając swoim nosem o jego. - A ja zmarzniemy?
- Nie zmarzniemy kochanie.
- A pierwszą noc spędzamy w hotelu czy już od razu na plażę?
- Na plażę .
- Dobrze mój aniele. - znów go pocałowałam i mocniej do niego przywarłam.
Objął mnie ramieniem opierając policzek o moje czoło. Lot minął przyjemnie. Wysiedliśmy w Barcelonie, a ciepłe powietrze owijało nasze twarze.
W hotelu tylko się przebrałam i poszliśmy na plażę. Tylko mi byliśmy i jakiś.mężczyzna. Harry wziął mnie za rękę prowadząc do niego. Jak się okazało był to pastor. Przystanęłam patrząc zdziwiona na chłopaka. Trochę nie rozumiałam, albo po prostu to do mnie nie dochodziło.
- Powiesz o co chodzi?
- Rosemary Hough pragnę zostać Twoim mężem.. tu i teraz - szepnął a jego wargi muskały moją szyję
Oddech przyspieszył, a serce prawie wyrywało z klatki.
- Tu i teraz...- powtórzyłam cicho do siebie, aby jego słowa lepiej do mnie dotarły.
Nogi miałam jak z waty, zielone tęczówki chłopaka elektryzowały mnie za każdym razem i chyba tak już zawsze zostanie. Harry delikatnie pociągnął mnie za rękę. Stanęliśmy naprzeciwko siebie uśmiechając się. Ja do niego a on do mnie.Cały otaczający nas świat zniknął liczyła się tylko ta chwila...ta chwila i nas dwoje. Z moich ust zaczęły wypływać słowa przysięgi układanej w tej chwili. Były one proste, ale pochodziły z głębi mojego serca.
- Every night in my dreams.I see you, I feel you, that is how I know you go on...Far, across the distance and spaces between us you have come to show you go on...
-You treat me like a rose. You give me home to grow. You shown the light of love on me. And gave me airs so I can breathe. You opened doors I close. In a world where anything goes. You give me strength so I stand tall. Within this bed of birth. Just like a rose.
Objał mnie w talii unosząc kilka stop nad ziemia
- Kocham cię, kocham, kocham - powtarzałam.
Na jego idealnej twarzy pojawił się uśmiech, okręcił nas o 180 stopni następnie postawił mnie na gorącym piasku . Splotłam nasze obie dłonie. Po chwili jednak pojawiły się na nich obrączki.
- Wracamy?- oplotłam jego kark.
- O nie kochanie - puścił mi oczko i pociągnął za sobą w stronę małego skuterka stojącego na brzegu.
- Ale Harry - zaśmiałam się idąc za nim. - Czemu ty wszystko planujesz za moimi plecami hmm?
- usiądź i złap się mnie mocno - zrobiłam tak jak kazał po chwili płynęliśmy w kierunku jakieś plamki majaczącej w oddali.
Opierałam głowę o jego ramię patrząc na falę, które robiły się za nami. Księżyc był w pełni, było idealnie. Po 10 minutach Harry zatrzymał maszynę. Tą mała plamką okazał się luksusowy jacht. Cichy pisk zachwytu wydobył się z mojego gardła.
- Zwariuję z tobą - mruknęłam całując jego kark. Po chwili pomógł mi i znaleźliśmy się na pokładzie.
Wszystko było przygotowane i zapięte na ostatni guzik. Na dziobie czekał na nas stolik którego obrusem były płatki czerwonych róż, świece porozstawiane dosłownie wszędzie. Do moich uszu dopłynęła łagodna melodia wygrywana przez skrzypka stojącego niedaleko. Kelner podszedł wolnym krokiem podając nam po kieliszku szampana.
- A gdybym ci uciekła? Byłeś pewny, że powiem tak?- spytałam opierając się o barierkę jachtu .
Poczułam wargi mojego męża na swojej skórze
- powiedzmy, że nie miałaś innej opcji - zassał kawałek a moją szyję zdobiła spora malinka .
- Skoro tak mówisz - uśmiechnęłam się pod wpływem jego dotyku. - Ale ustalmy coś. Więcej dzieci nie będzie.
- skarbie - wyszeptał - jeszcze tylko jedno - ponownie całował moje usta
- Przekonuj, przekonuj. Może ci się uda. - troszkę się z nim droczyłam, ale tylko tak troszkę.
- zapraszam Państwa do stołu - kelner odsunął przede mną krzesełko
Zajęliśmy miejsca, a po chwili została podana nam kolacja. Jadłam ciągle się uśmiechając i rozmawiając. Po niej Harry podniósł mnie i objął tańcząc.
Kołysał nasze ciało w rytm muzyki .
- Obiecaj mi coś.
- cokolwiek - odparł wpatrując się w moje oczy
- Nigdy więcej nie weźmiesz udziału w akcjach, nie będziesz dotykał broni i zapewnisz nam bezpieczeństwo.
- obiecuje kochanie - nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku
- Dziękuję. - odwzajemniłam pocałunek.
Znaleźliśmy się w sypialni no i oczywiście o mało nie spadłam ze schodków schodząc na dół na szczęście harry w ostatniej chwili mnie złapał ratując przez rozbiciem głowy
- Wiesz co? Ja i fizycznie bym bez ciebie nie przeżyła- złapałam się jego ramion.
Roześmiał się rzucając mnie na duże łózko. Przyciągnęłam go za koszulę i po chwili napierał na mnie swoim ciałem. Obdarowywał pocałunkami każdy milimetr kwadratowy mojego ciała. Mruczałam mu coś do ucha i jeździłam palcami po jego karku.
jednym ruchem pozbył się mojej garderoby
Zaczęłam rozpinać pasek u spodni męża, ale szlo opornie.
- Weź to zdejmij, bo mnie coś trafi - powiedziałam zirytowana moimi próbami.
pociągnął zębami moją wargę ściągając pasek
Uśmiechnęłam się gdy i on był bez swoich ubrań. Przejechałam dłonią po licznych bliznach na torsie mężczyzny. Na zawsze będą nam przypominać o zdarzeniach z przeszłości, to już część nas nie zmienimy tego możemy jedynie zaakceptować.
- Kocham je wszystkie - szepnęłam całując każdą po kolei
Mężczyzna objął mnie mocno swoimi silnymi ramionami delikatnie wchodząc we mnie
- Hazz...- jęknęłam.
- kocham cię- wyszeptał wprost do moich ust objęłam go mocniej wbijając paznokcie w jego łopatki
Odchyliłam lekko głowę, a palce jednej reki wplotłam w jego loki.
Doprowadził mnie do bram nieba... krzyknęłam dochodząc wraz z ukochanym
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taka mała niespodzianka. To jest przedostatni rozdział. Jeszcze jeden i epilog. Dlatego pokażcie że czytacie :) Mistakes
sobota, 12 października 2013
21. Skyfall
Nadzieja jest najcenniejszą towarzyszką życia.
Trzask drzwi a potem huk wybudził mnie z letargu. Zbiegłam na dol widząc jak Harry trzymając się za klatkę, kuśtykając próbuje ustać na nogach. Jego koszula była podarta i zakrwawiona .
- O Boże - szybko do niego podbiegłam
Spojrzał na mnie smutnymi oczami. Pomogłam mu usiąść na kanapie i przyniosłam apteczkę. Próbowałam opatrzec rany. Zdjęłam nu koszulę chociaż się bronił. Siłą zabrałam dłoń z jego torsu. Moim oczom ukazały się dwie kule. Ten widok mnie przeraził. Mój Harry... Podniosłam głowę patrząc mu w oczy, ale on wzrok miał nieobecny.
- Gdzieś ty był...?
Zignorował zadane pytanie. Nawet nie za bardzo chciał, abym mu te kule wyjmowała.
- Harry, co się dzieje? Daj ci to opatrzę. - w oczach stanęły mi łzy. - Martwiłam się...
Nie odzywał się do mnie w ogóle. Gdy tylko skończyłam, wstał i poszedł do naszego synka. Poszłam za nim, nie odpuszczając.
- Styles! Masz mi w końcu powiedzieć co się stało! - wykrzyczałam ze łzami.
Przez to, że krzyknęłam mały się rozpłakał. Chłopak wygodniej go ułożył w ramionach i uspokajał kołysząc.
- Mów do mnie, jak cię proszę... - jęknęłam spoglądając mu prosto w oczy. - Gdzie się podziało twoje uczucie do mnie? - z rozżaleniem opuściłam pokój, czując jak cała drżę i jak krew odchodzi mi z twarzy. Czułam zawroty głowy.
- Mamo..- podbiegła do mnie przestraszona Mayka.
Wyciągnęła rączki i wtuliła się w moją nogę.
- Idź do taty. - jęknęłam. - Mama musi zostać sama.
- Ale co ci jest?
- Mayu proszę idź do taty i lepiej zapytaj co mu jest.
Sama zamknęłam się w łazience i siadając na kafelkach, zaczęłam płakać Styles dodatkowo nic nie chciał mówić. Może już mnie nie kocha...Rozleglo się pukanie do drzwi.
Nie odpowiedziałam, tylko nasłuchiwałam. Pewnie to znowu Maya.
- Mamo tata nie chce ze mną rozmawiać.
- Tego już za wiele. - wyszłam z łazienki, każąc małej iść do siebie. Styles ostro przegiął.
Wpadłam wściekła do sypialni, na całe moje szczęście mały leżał i bawił się w łóżeczku.
- Ty zasrany idioto! - wrzasnęłam uderzając go pięścią w tors. - Co ty sobie w ogóle myślisz, co?! Martwię się ciebie cały tydzień wylewam łzy, a ty nawet nie raczysz mi wyjaśnić co się dzieje! Mam dość twojego zachowania co do mnie, potrafię to jeszcze zrozumieć... a co z twoją córką, co?! Ją też zaczynasz odpychać?! O może syna także?! Co mam jej powiedzieć? Może, oh skarbie tatuś nas już nie kocha... nie chce cię, co?! W końcu i tak ma w nas w dupie i nie patrzy na nasze uczucia... A zresztą po ca ja tu stoję i strzępię sobie język, może po prostu pójdę i jej to powiem, a i dodam aby się pakowała i się wyniesiemy.
Złapał moje nadgarstki patrząc głęboko w oczy. Długo się nie odzywał. tylko patrzył. Z wyrazu twarzy i spojrzenia nie mogłam nic wyczytać. Nie była to obojętność, a nicość.
- Zabiłem go.
- Kogo? - jęknęłam z uwiązanym gardłem.
Puścił mnie i odwrócił się do okna. Ręce oparł o parapet i tym razem już nieobecnym wzrokiem patrzył w szybę, którą pokrywały krople deszczu.
- Za długo milczysz... - westchnęłam. - Rób jak chcesz, abyś przez to czasami czegoś nie stracił. - pokręciłam głową i odwróciłam się w stronę wyjścia.
- Louis.
W tym momencie stanęłam jak w murowana, a moje myśli same przywołały obrazy związane z tym chłopakiem. Mogłoby się wydawać, że teraz poczułam jak bardzo mi go brak, ale nie weźcie mnie za złą, teraz poczułam wielką ulgę. Przez ten dłuższy czas chroniłam przed nim swoje dzieci i samą siebie, a teraz ten koszmar się skończył tyle, że teraz martwiłam się o Harryego. Może on to bardziej przeżywa.
Podeszłam do niego i wtuliłam się w jego plecy, zastanawiając się co mu powiedzieć by mnie zrozumiał.
- Kocham cię. I... i...
- Ja go zabiłem. Po prostu strzeliłem... - wydusił z siebie.
Oddychał głęboko i krotko. Starał się uspokoić, a moje bliskość mu pomagała. Chociaż nie widziałam jego oczu, wiedziałam to.
- Rozumiem... nie wiem co ci powiedzieć byś wiedział, że nie czuję gniewu czy smutku, a ulgę. Ponieważ... oh, tyle czasu chroniłam dzieci przed nim... więc... rozumiesz? A ty... ja nie wiem jakie ty z nim miałeś stosunki...
Odwrócił się do mnie. chwilę patrzył w ścianę, a potem wzrok przeniósł na mnie.
- Bałaś się mnie kiedyś pamiętasz? Teraz gdy go zabiłem nie odchodzisz, nie uciekasz.
Odsunęłam się na moment i spojrzałam w okno. Mam nadzieję, że mnie teraz dobrze zrozumie.
- To dlatego, że cię kocham Harry, a jedyne czego bardzo, ale to bardzo się boję to to, że pewnego dnia tak jak dzisiaj wrócisz po długiej nieobecności i usłyszę że ... że już mnie nie kochasz, albo.. a.. że chcesz odejść, ze masz dość, albo że masz kogoś innego. Stałeś się milczący Harry i... co ja mam myś... - przez łzy i ściśnięte gardło, nie mogłam wykrztusić z siebie żadnego słowa.
Odwrócił mnie stanowczo do ciebie.
- Stałem się. - przyznał.- Przez to, że go zabiłem. Pracowałem z nim, ale to nie oto chodzi. Patrzę na Maykę i widząc jak podobna jest to swojego ojca czuję ... rozdarcie i smutek. Nigdy nie przestanę cie kochać, nigdy nie będę cię miał dość. Nasza miłość jest na zawsze i na wieczność zapamiętaj.
- Ale to twoja córka i ciebie darzy uczuciem, nie jego... - jęknęłam przygnębiona. - Nie izoluj jej od siebie... łamiesz jej serce i moje w tej chwili też..
- Przepraszam. Daj mi trochę czasu.
- Jeśli teraz nie nauczysz się jej kochać, z czasem będzie ci jeszcze trudniej. Nie wiemy jaka będzie gdy dorośnie. - odwróciłam od niego wzrok. - Czym ona sobie na to zasłużyła. - mruknęłam bardziej do siebie. - Przez mój błąd z przeszłości...
- Nie to nie tak. Ja ją kocham. Kocham tak samo jak naszego syna. - wytlumaczyl.
Chciałam się do niego przytulić, ale przypomniałam sobie o szwach i opuściłam z powrotem ręce.
- Nigdy więcej tego nie rób.
- Czego?
- Nie zachowuj się tak jak dziś i nie znikaj bez słowa, na tak długi czas.
- To oni mnie porwali.
Spojrzałam na niego z przerażeniem.
- Zrobili ci coś jeszcze? Może powinnam cię obejrzeć?
- Nie chcę, abyś oglądała moje ciało. - szepnął i opuścił pokój
Wyszłam z sypialni, szukając wzrokiem Harryego, który siedział w salonie w półświetle. Przysiadłam obok niego. Hazz spojrzał na mnie przelotnie i utkwił wzrok na ścianie. Przysunęłam się bliżej i ucałowałam jego ramię. Dłońmi sięgnęłam za rogi koszulki i uniosłam ją lekko ku górze, nie odrywając od niego swoich warg.
- Kocham cię. - szepnęłam podciągając wyżej koszulkę.
Oddał pocałunek, ale siedział bez ruchu. Jego tors zdobyły dwie szramy od noża, blizny do postrzałów czyli nie było to tylko te dwie kule.
Oddał pocałunek, ale siedział bez ruchu. Jego tors zdobyły dwie szramy od noża, blizny do postrzałów czyli nie było to tylko te dwie kule.
Przejechałam delikatnie po jego ranach, obserwując dokładnie jego twarz.
- Opatrzę je. - szepnęłam. - Chodź ze mną. - oparłam swoje czoło o jego.
- Nie chcę cię opuszczać.
- Nie boli mnie to. - odparł po chwili.- Nie opuszczaj mnie.
- Nawet w snach, ale rany trzeba chociaż odkazić. Wiem, że boli postaram się być delikatna.
Poszliśmy do lazienki. Zaczęłam mu to wszystko przemywać.
Trochę się krzywił i za każdym razem kiedy sprawiałam mu ból, delikatnie go całowałam niedaleko rany.
- Chcę się z tobą kochać - powiedział po chwili ciszy
- Dobrze, ale nie dziś. Jak tylko rany się podgoją to pojedziemy gdzieś razem i będziemy się kochać do samego rana.
Pokiwał głową i pozwalał mi kontynuować.
- Nie odpowiedziałaś mi, gdy pytałem o ślub.
- Moim największym marzeniem jest zostać panią Styles. Podoba się odpowiedź? Resztą zajmiemy się potem.
Musnął moje usta jak piórko.
- Kocham cię,
- Ja ciebie także. Tylko proszę chociaż w dniu wesela niech będzie spokojnie.
- Od teraz będzie. - obiecał mi i wziął mnie za rękę. Ucałował każdą kostkę. - Pozwolisz mi się ścigać?
- Jeśli się od tego nie obejdziesz, ale proszę... jak dla mnie nie musisz być ciągle pierwszy na mecie, nie chce już widzieć cię poranionego.
- dobrze. - pocałował moje usta. - Chodź do sypialni
Podtrzymałam go, aby nie stracił równowagi, był taki biedny..
Stracił dużo krwi i był słaby. Doszliśmy do sypialni. Przebrałam się i pomogłam Harremu.
Ułożyłam go wygodnie do łóżka i okryłam.
- Potrzebujesz czegoś jeszcze?
- Nie - złapał mnie za rękę.- Mówiłem ci kiedyś że jesteś aniołem. Odpowiedziałaś że to nie prawda ale tak właśnie jest.
- Przeceniasz mnie. - usiadłam obok niego.
- Nie. - zamknął oczy kładąc moją dłoń na swoim policzku.
- Posiedzę, aż zaśniesz i prześpię się na kanapie.
- Nie. Połóż się obok inaczej razem będziemy spać na kanapie .
- Kochanie, musisz się wyspać.
- Przy tobie tak będzie
Delikatnie położyłam się nie za blisko Harry'ego i splotłam nasze dłonie razem.
- Kocham cię Rosemary .
- Ja kocham ciebie, panie Styles. Dobranoc.
- Dobranoc skarbie.- po chwili on zasnął a ja za nim.
~~~~~*~~~~~
No i jak? Harry wrócił i jest dobrze :)
Ostatnio tak myślałam... Mam mnóstwo opowiadań i piszę je z Karoliną lub Jaśkiem, ale teraz wpadłam na coś sama.
Nie wiem kto będzie czytał, bo One Direction nie ma. Jest za to Michał Winiarski - reprezentant Polski w siatkówce. Zobaczcie, może Was nawet i do takiego opowiadania przekonam.
http://czasem-trzeba-odejsc.blogspot.com/
niedziela, 6 października 2013
20. Carry you home
[...] najlepsi odchodzą. Takie jest życie.
~rok później~
Byliśmy na spacerze z małym Tonny'm oraz Mayką. Chodziliśmy po parku ciesząc się rodziną. W pewnym momencie ktoś zaczął strzelać. Szybko chwyciłam Mayę na ręce i razem ze Stylesem schowaliśmy się za wielkim pniem drzewa. Mała zdezorientowana zaczęła płakać, a wraz z nią mały. Uspokajałam ich, ale nie słuchali. Za bardzo byli przestraszeni.
- Do domu. Biegnijcie do domu. - rozkazał nam.
- Co z tobą? - krzyknęłam w stronę Harry'ego, który miał już broń w gotowości. - Chodź z nami!
- Nie. To są ludzie Louisa.
- To właśnie dlatego nie powinno cię tu być.
- Jeśli ich się nie pozbędziemy wrócą.
- Harry. Masz wyrok w zawieszeniu. - jęknęłam ciągnąc go do siebie.
Był rozdarty. chciał zrobić porządek z nimi, ale wiedział czym to grozi.
- Harry, proszę... - jęknęłam spoglądając głęboko w jego oczy i lekko szarpiąc za rękaw.
Westchnął zrezygnowany. Jeszcze raz spojrzał w tam tą stronę i odeszliśmy. Weszliśmy do domu, od razu podałam obiad.Zjedliśmy obiad i poszłam położyć małego spać.
- Tato czemu do ciebie strzelali?- gdy zeszłam na dół Maya rozmawiała z Harrym.
- Nie strzelali kochanie, to był taki pokaz.
- nie podobał mi się - wdrapał się nu na kolana
- Wiem - pocałował ją w czoło
- Tatusiu. Jak zrobiłeś Tony'iego?- przytuliła się do niego.
Zaczęłam się strasznie śmiać, aż oboje na mnie popatrzyli.
- Jesteś za mała na biologię.
- To trudne?
- Tak, bardzo skomplikowane.
- Bo mama go miała tu - pokazała na swój brzuch
- Tak miała, ale najpierw on był taki tyci-tyci, a potem rósł i teraz jest Tonny'm.
- Dalej jest mały
- Urośnie.
- Będzie duży?
- taki jak ty a potem większy .
- Ode mnie nie.
Zaśmiał się tylko i ją przytulił. Popołudnie spędziliśmy na oglądaniu filmów. Mała zrobiła się śpiąca więc umyłam ją i po chwili też już spała.
Usiadłam Harremu na kolanach
- Kochanie ...- pocałował mnie w usta.- Kiedy planujemy ślub?
- Ślub...- zupełnie o tym zapomniałam.
- No tak. - zaśmiał się.
- Nie wiem.
Chciał coś odpowiedzieć, kiedy rozległ się huk. Aż podskoczyłam. Coś trafiło w szybę kuloodporną .
- To oni?
- Tak- sięgnął po broń. Usłyszałam płacz małego a Mayka zbiegła na dol
- Może policja? - starałam się zachować spokój
- Chcesz żeby mnie zamknęli ?
- To co ja mam robić? - tuliłam do siebie córkę
Kolejny huk i kolejny.
- Louis ma dobrą broń. Te szyby długo nie wytrzymają. Idźcie na górę.- dał na rozkaz. Skierowałam się na schody kiedy ktoś zastawił mi drogę i porwał Mayke w swoje ręce.
Przede mną stał Louis i patrzył na blondynkę.
- Proszę nie...
- Cześć córciu .
- Nie mów tak do niej - widziałam że się boi
Kolejny huk. Louis tym razem strzelił w wazon a płacz z góry jeszcze bardziej się poglosnil- teraz Harry straci coś. Może właśnie moją córkę. Jakby trzymał język za zębami nie musiałbym uciekać z więzienia
- Nie błagam nie rób jej krzywdy. -jak ja się bałam
- Tomlinson zostaw ją- obok nas stanął harry
- Tata - mała wyciągnęła do niego ręce
- Oddaj mi ją. - podał mi dyskretnie drugi pistolet.
- Chyba nie myślisz że cię posłucham?
- Sam bałeś się przyjść? Potrzebowałeś obstawy?- rozpraszał go
Mała płakała wyrywając się chłopakowi który nie chciał jej puścić
- Zamknij się. Pożegnaj się z nimi.- warknął.
- Louis to jedynie dziecko.
- Moje dziecko. On nie ma prawa nawet żyć.-odblokował broń wymierzając w Harry'ego .
Mały płakał przez bałam się i o niego. Wszystko było takie straszne.
- Louis ... Weź mnie zostaw Mayke .
Bałam się że chłopak w końcu przestanie się zastanawiać. Nawet nie wiem kiedy z broni którą trzymałam padł strzał. Louis upadł na podłogę a mała trafiła w ramiona Harry'ego. Był zszokowany ale oprzytomniał. Oddał mi dziecko i zadzwonił po wsparcie. Louis się podniósł a chłopak wymierzył mu kolejny cios
Szybko pobiegłam z małą do Tommego.Usiedliśmy w zamkniętym pokoju. Było tyle hałasu i krzyków. Gdy wszystko ucichło zeszłam na dół. Harry'ego nie było.
- Harry? Harry?!
Nic nigdzie. Krew, rozbite szkło ale jego nie było.
- Harry chodziłam po domu bojąc się coraz bardziej
- Mamo - Maya wtuliła się we mnie .
Wzięłam ją na ręce uspokajając
Całą noc siedziałam czekając. Nic...ani śladu. Nie wrócił, nie wiem co się działo. Oboje dzieci położyłam w naszym łóżku żeby mieć ich na oku. Siedziałam na podłodze płacząc.
~~~~~~~*~~~~~~~~
Cześć, cześć. O Boże 20 rozdział. Sporo :) Chyba niedługo będzie koniec, bo nie ma
co ciągnąć historii w nieskończoność. Chciałam powiedzieć też, że miło wiedzieć Wasze komentarze
jak jesteś tak dużo. Mimo tego, że więcej osób czyta niż komentuje to DZIĘKUJĘ.
Lubicie czytać opowiadania o mrocznym Harrym? O kryminale? Właśnie takie zaczęłam pisać
z Karoliną. Zwiastun również zrobiłam co zaraz wstawię. Przypominam również tym którzy czekali, że już się pojawił rozdział na Everlasting - ja to nazywam historią cudowną :)
środa, 2 października 2013
niedziela, 29 września 2013
19. All star
Około 6 miesięcy później
Nie przypuszczałam, że to zrobi. Że wyzna prawdę. Ale tak było. Harry przyznał się, że brał w tym wszystkim udział również Tomlinson. I to on kierował całą akcją. Po długim procesie zatrzymali go, a Hazzę, Zayna i Nialla wypuścili. Tak szczęśliwa nie byłam już dawno. Stałam właśnie przed więzieniem i czekałam na tą świętą trójce razem z małą. Pierwszy wyszedł Mulat razem z blondynem. Zayn poprawił torbę na ramieniu i przywitali się ze mną.
- Gdzie tata?
W tym samym momencie, gdy Maya zadała pytanie w metalowych drzwiach stanął Harry. Przeczesał grzywkę, którą rozwiewał mu wiatr i podszedł do nas z uśmiechem. Dziewczynka wyrwała dłoń z mojego uścisku i pobiegła do niego najszybciej jak umiała. Śmiejąc się i krzycząc rzuciła mu się w ramiona. Uniósł ją i zakręcił. Potem mocno przytulił do swojej klatki. Mi również uśmiech pojawił się na twarzy.Chwilę później Maya była w ramionach Nialla, a do mnie podszedł Harry. Jedną ręką przyciągnął do siebie.
- Nie odwiedziłam cię ani razu, bo miałam powód. Mam niespodziankę.
- Jaką? - zdziwił się.
- Mam nadzieję że miłą.
- Rose.. - pocałował mnie w dłoń, którą przytulał do swojego policzka.- Po prostu powiedz.
- Nie. -zawieźliśmy chłopców do ich domów i sami wróciliśmy do Harrego. Moja córka kilka razy chciała się wygadać ale ją powstrzymałam. Na wejściu do domu chłopak wziął małą na ręce, a ona zamknęła mu oczy, natomiast ja pociągnęłam go w odpowiednim kierunku. Ustawiłam go tuż przed łóżeczkiem gdzie leżał nasz syn. Mayka wzięła swoje rączki z jego oczu.
- Ma niecały miesiąc. - powiedziałam.
Otworzył szeroko usta i patrzył. Widać było, że jest kompletnie zaskoczony. Zamrugał kilkakrotnie powiekami po czym nachylił się i złapał delikatnie za rączkę małego. Uśmiechnął się i ucałował jego piąstkę. Gdy na mnie spojrzał po jego policzkach płynęły łzy.
- Wiesz ze on był tu? - mała wskazała na mój brzuch.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - Harry tylko przytulił córkę, a zwrócił się do mnie.
- Nie byłam pewna kiedy cię wypuszczają.
- Mój syn...- znów popatrzył na maluszka.
Uśmiechnęłam się. Chłopczyk grzecznie spał na plecach. Odwrócił się do mnie i pocałował.
- Nie wiesz jak się czuję Kocham cię Rose.
- Ja ciebie też łobuzie.
Cmoknął mnie jeszcze raz w usta.
- Jak go nazwałaś?
- Tonny! - krzyknęła mała. To ona wymyśliła imię dla brata.
- Wspaniale skarbie. - pocałował ją w główkę.
- I będę się z nim bawić i kąpać i jeść i uczyć i biegać. A teraz idę do bajek - wyszła z pokoju.
Chłopak się zaśmiał i kucnął przy łóżeczku patrząc przez szczebelki.
- Może chcesz coś zjeść? - spytałam.
- Nie. -szepnął. - Chcę tu być.
Pocałowałam go w policzek i zeszłam do kuchni zrobić jeść małej. Karmiłam ją a ona oglądała bajki. Wieczorem musiałam nakarmić synka, a Maykę uśpiłam.
-Już brzuszek pełny? - spytałam noworodka.
Coś po miauczał i zaczął zasypiać. Chodziłam z nim po pokoju, kołysząc i nucąc cicho zmyśloną melodie.
- Mogę ja? - w pomieszczeniu pojawił się Hazz.
- Jasne. - ostrożnie podałam mu syna .
Wziął go w swoje ramiona i teraz to on kołysał. Cicho śpiewał Little things i maluch przysnął. Popatrzył na niego chwilkę po czym powoli ułożył w łóżeczku.
- Jest do ciebie podobny. - powiedziałam cicho.
- Jesteś wspaniały. Przepraszam.- wyszeptał .
- Niby za co? - nie rozumiałam.
- Za to wszystko. Jestem jaki jestem. Na pewno nie jestem dobrym człowiekiem ...
- Nie byłeś, a jaki będziesz to zależy tylko od ciebie.
- Chcesz wychowywać dzieci i być z gangsterem?
- Jezu zostaw to. Przeszłość, to tylko przeszłość.
- Ta przeszłości sporo namieszała.- westchnął i wyprowadził mnie z pokoiku.
Weszliśmy do naszej sypialni, w której przez miesiące sypiałam sama.
- Chcę tylko, abyś była pewna,że to właśnie ze mną chcesz dzielić przyszłość.
- Muszę to przemyśleć. - powiedziałam cicho.
Ponownie westchnął i usiadł na łóżku. Z kieszeni wyjął granatowe pudełeczko i obracał je w palcach.
- Już! - zaśmiałam się i przytuliłam do niego tak że spadłam na niego a on na plecy.
- Szybka jesteś. - objął mnie i całował we włosy.
Po chwili ujął moją dłoń i wsunął na nią pierścionek.
- Cudowny.
- Kochanie ... to ty jesteś cudowna. - gładził mój policzek.- Bez świadomości, że na mnie czekasz nie dałbym tam rady.
- Czekałam .
- A ja wróciłem. - musnął moje usta.
- I dobrze.
Posadził mnie na materacu i zdjął koszulę. Odwiesił ją na krzesło i przebrał spodnie na dresowe.
- Pierwsza noc w domu. - powiedziałam.
- Niedługo się stąd wyprowadzimy. Będąc w wiezieniu budowali nam dom.
- W jaki sposób to załatwiłeś? Z kim? Rany Styles... jesteś niemożliwy. - zaśmiałam się i opadłam plecami na łóżko, przymknęłam na chwilę powieki i wsłuchiwałam się w jego kroki, kiedy przemieszczał się po pokoju.
- Ma się swoje sposoby Rose. - odparł po chwili milczenia. - Ale że ty mi o Tonny'm nie powiedziałaś.
- Już mówiłam, to była niespodzianka. - chłopak najwyraźniej wszedł do łazienki obok, bo jego głos został lekko przytłumiony.
Kiedy wrócił usiadł obok mnie łapiąc moją dłoń. Ucałował ją i położył się .
- W końcu jesteśmy razem. - westchnęłam i obracając się na bok, wtuliłam się w tors Harry'ego.
- Na zawsze.
- I z naszymi skarbami. - zachichotałam pod nosem.
- No tak.
- Wiesz co mnie jeszcze cieszy? - zadarłam głowę lekko do góry, by móc na niego spojrzeć.
- Co?
- Teraz będzie twoja kolej wstawania w nocy do Tonny'ego kiedy się obudzi z płaczem. Ja już nie mam siły.
- Hahaha...- wybuchł śmiechem.
- Ale obiecuję, że będę wstawać.
- Dziękuję. - szepnęłam i ucałowałam go w usta, po czym ułożyłam głowę wygodnie na jego ramieniu. Tak bardzo mi brakowało jego bliskości i zapachu jego perfum.
Razem wtuleni zasnęliśmy.
~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~~~~~
II Część i nowy szablon. Jak wam się podoba? Zaskoczeni?
czwartek, 26 września 2013
Ważne
1. Z następnym rozdziałem zacznie się część druga opowiadania :) Poczekajcie jeszcze trochę, a dodam. Cieszyłoby mnie gdy by pojawiło się więcej komentarzy
2. Po raz kolejny założyłam bloga z Jaśkiem i serdecznie zapraszamy. Tym razem coś o Lou i Michale Winiarskim. http://michal-you-are-my-angel.blogspot.com/
2. Po raz kolejny założyłam bloga z Jaśkiem i serdecznie zapraszamy. Tym razem coś o Lou i Michale Winiarskim. http://michal-you-are-my-angel.blogspot.com/
poniedziałek, 23 września 2013
18. Niecierpiliwa
Wbiegłam do naszej willi, a córkę zostawiłam u mamy. chciałam się skontaktować z liam'em. w końcu był policjantem.
Dzwoniłam dwa razy, ale nikt nie odbierał, więc postanowiłam spróbować jeszcze raz, albo sama pofatyguję się do niego do biura.
Odebrał się przedstawiając itd... Trochę się zdziwił jak usłyszał mój głos.
- Rosemary o co chodzi?
- Powiedz mi wszystko co wiesz na temat Harry'ego. - powiedziałam chyba trochę za ostro.
- nie mogę. przykro mi.
- Dlaczego? Liam, słuchaj ja muszę to wiedzieć. Powiedz cokolwiek chociaż ze względu na mnie i na moją córkę.
- Na razie trwa proces. On nie chce współpracować. Nie chce zwalić na Louisa.
- Nie obchodzi mnie to. Dobra, słuchaj. Załatw mi z nim widzenie. Proszę...
- Eh dobrze... dzisiaj?
- Tak! - prawie krzyknęłam. Wyślij mi adres esemesem. Postaraj się jak najdłużej udostępnić mi wizytę z nim.
Zrobił co kazałam i o godzinie 15 wchodziłam do specjalnej celi.
Wzrokiem doszukiwałam się Stylesa, który stał nieopodal stolika z dwoma krzesłami. Mimowolnie łzy stanęły mi w oczach, a ja biegiem rzuciłam się w ramiona chłopaka.
- Rose? Rose co ty tu robisz?- był kompletnie zaskoczony i zdezorientowany.- Nie powinno cię tu być. Nie znasz mnie.
- Chyba trochę za późno.
- Miałaś siedzieć tam
- W wiadomościach o was mówili.
- Zrozum. - oparł się o stół. - Nie znasz mnie.
- Przestań.
- Teraz. W tym momencie jesteś w niebezpieczeństwie
- Jakim znowu?
- Jesteś głupia Rose. - westchnął. - Po co ci to aby wiedzieli, że masz ze mną do czynienia?
- Tęsknię za tobą.
- Ja za tobą też. - poddał się. - Ale nie wyjdę stąd .
- Przecież musi być jakieś wyjście. - panikowałam
Tak bardzo bałam się, że go stracę. Nie mogłam. On musiał do mnie wrócić. Znowu mieliśmy byc razem.
- Jest. Donieść na Louisa.
- Ty podobno nie chcesz tego zrobić.
- Nie chcę.
- Dlaczego?
- Po prostu nie. Nie wygadam tego, bo się zemści.
- Więc ja to zrobię.
- Ty się do tego nie mieszaj. - warknął. Fajnie stary Harry wrócił. - Masz zabrać Maykę i wyjechać... nie wiem gdzie ale jak najdalej. Nie znasz mnie i chłopaków. Ale zanim to zrobisz i wyjedziesz chcę o coś zapytać.
- Słucham - powiedziałam zrezygnowana.
- Wyjdź za mnie.
Policjant który był z nami w sali był chyba równie zdziwiony co ja. .Kompletnie się tego nie spodziewałam. Nie w takiej chwili ani chyba wcale. Harry patrzył na mnie wciąż zielonymi oczami i czekał.Nie wiedziałam jakby to miało wyglądać ale w tej chwili się tym nie przejmowałam.
- Będę przewracać oczami - ostrzegłam i go pocałowałam.
- I mnie irytować. - uśmiechnął się oddając pocałunek.
- Trudno. Tylko teraz nie masz wyjścia i musisz stąd wyjść.
- Postaram się. Teraz uciekaj. - wziął moje dłonie w swoje. - Nie pozwól zrobić sobie krzywdy.
- Nie chcę uciekać Harry.
- Tu nie jesteście bezpieczne. - wyszeptał. - Louis chce się zemścić za wszystko, a gdy go wydam... nie chcę nawet myśleć
- Ja to zrobię. Muszą go zamknąć.
- Nie. Nic nie zrobisz.
- Chcesz się założyć?
- Posłuchaj. - złapał mnie za ramię. - Wyjedź, błagam cię wyjedź. - prawie klęczał przede mną i błagał.
- Nie chcę cię zostawić. Mogę pomóc.
- Jeśli cię oto po proszę. Idź już. - pocałował mnie na pożegnanie.
- Do zobaczenia - ostatni raz na niego popatrzyłam i wyszłam.
Zostawiłam go w tym szarym budynku za kratami i wróciłam do domu.
Dzwoniłam dwa razy, ale nikt nie odbierał, więc postanowiłam spróbować jeszcze raz, albo sama pofatyguję się do niego do biura.
Odebrał się przedstawiając itd... Trochę się zdziwił jak usłyszał mój głos.
- Rosemary o co chodzi?
- Powiedz mi wszystko co wiesz na temat Harry'ego. - powiedziałam chyba trochę za ostro.
- nie mogę. przykro mi.
- Dlaczego? Liam, słuchaj ja muszę to wiedzieć. Powiedz cokolwiek chociaż ze względu na mnie i na moją córkę.
- Na razie trwa proces. On nie chce współpracować. Nie chce zwalić na Louisa.
- Nie obchodzi mnie to. Dobra, słuchaj. Załatw mi z nim widzenie. Proszę...
- Eh dobrze... dzisiaj?
- Tak! - prawie krzyknęłam. Wyślij mi adres esemesem. Postaraj się jak najdłużej udostępnić mi wizytę z nim.
Zrobił co kazałam i o godzinie 15 wchodziłam do specjalnej celi.
Wzrokiem doszukiwałam się Stylesa, który stał nieopodal stolika z dwoma krzesłami. Mimowolnie łzy stanęły mi w oczach, a ja biegiem rzuciłam się w ramiona chłopaka.
- Rose? Rose co ty tu robisz?- był kompletnie zaskoczony i zdezorientowany.- Nie powinno cię tu być. Nie znasz mnie.
- Chyba trochę za późno.
- Miałaś siedzieć tam
- W wiadomościach o was mówili.
- Zrozum. - oparł się o stół. - Nie znasz mnie.
- Przestań.
- Teraz. W tym momencie jesteś w niebezpieczeństwie
- Jakim znowu?
- Jesteś głupia Rose. - westchnął. - Po co ci to aby wiedzieli, że masz ze mną do czynienia?
- Tęsknię za tobą.
- Ja za tobą też. - poddał się. - Ale nie wyjdę stąd .
- Przecież musi być jakieś wyjście. - panikowałam
Tak bardzo bałam się, że go stracę. Nie mogłam. On musiał do mnie wrócić. Znowu mieliśmy byc razem.
- Jest. Donieść na Louisa.
- Ty podobno nie chcesz tego zrobić.
- Nie chcę.
- Dlaczego?
- Po prostu nie. Nie wygadam tego, bo się zemści.
- Więc ja to zrobię.
- Ty się do tego nie mieszaj. - warknął. Fajnie stary Harry wrócił. - Masz zabrać Maykę i wyjechać... nie wiem gdzie ale jak najdalej. Nie znasz mnie i chłopaków. Ale zanim to zrobisz i wyjedziesz chcę o coś zapytać.
- Słucham - powiedziałam zrezygnowana.
- Wyjdź za mnie.
Policjant który był z nami w sali był chyba równie zdziwiony co ja. .Kompletnie się tego nie spodziewałam. Nie w takiej chwili ani chyba wcale. Harry patrzył na mnie wciąż zielonymi oczami i czekał.Nie wiedziałam jakby to miało wyglądać ale w tej chwili się tym nie przejmowałam.
- Będę przewracać oczami - ostrzegłam i go pocałowałam.
- I mnie irytować. - uśmiechnął się oddając pocałunek.
- Trudno. Tylko teraz nie masz wyjścia i musisz stąd wyjść.
- Postaram się. Teraz uciekaj. - wziął moje dłonie w swoje. - Nie pozwól zrobić sobie krzywdy.
- Nie chcę uciekać Harry.
- Tu nie jesteście bezpieczne. - wyszeptał. - Louis chce się zemścić za wszystko, a gdy go wydam... nie chcę nawet myśleć
- Ja to zrobię. Muszą go zamknąć.
- Nie. Nic nie zrobisz.
- Chcesz się założyć?
- Posłuchaj. - złapał mnie za ramię. - Wyjedź, błagam cię wyjedź. - prawie klęczał przede mną i błagał.
- Nie chcę cię zostawić. Mogę pomóc.
- Jeśli cię oto po proszę. Idź już. - pocałował mnie na pożegnanie.
- Do zobaczenia - ostatni raz na niego popatrzyłam i wyszłam.
Zostawiłam go w tym szarym budynku za kratami i wróciłam do domu.
◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►
Cześć! siedzę dzisiaj w domu, bo chyba bym w szkole zasnęła
i postanowiłam dodać kolejny. W ogóle mnie emocje roznoszą po meczu :)
Nawet że przegrali to nie ważne, ale ta oprawa i ... o matko wspaniale było:)
Jak Wam się podoba rozdział?
środa, 18 września 2013
wtorek, 17 września 2013
17. Torn
O 12 Harry wiózł nas na lotnisko. Maya siedziała uśmiechnięta na tylnym siedzeniu auta, a ja nerwowo zagryzałam wargę i bawiłam się palcami u rąk. Nie chciałam się z nim rozstawać.Jeszcze do tego moje podejrzenia, że on coś ukrywa... Na pewno miałam rację. Miał jakąś tajemnicę przez co może się coś stać. Jednak nie pozostaje mi nic innego jak na niego czekać i wierzyć w to, że wszystko się rozwiąże i Harry mnie odnajdzie jak obiecał.
Zaparkował auto na parkingu przed lotniskiem. Rozglądając się wyjął bagaże i wprowadził nas do terminala.
- Lecicie do Sydney.
- Ktoś tam na nas będzie czekał? Mamy gdzie się zatrzymać? Dokąd się udać?
- Wszystko masz w tej kopercie i posłuchaj ważnej rzeczy. Facet stojący na bramce, która teraz was sprawdzi ma pod ladą broń. gdy przejdziecie masz ją wziąć i schować do torby.
- nie ukraść.- pokręcił głowę i westchnął. - On ci ją da. potrzebna. Jak tam będziecie musisz uważać. nie znasz mnie i nie nazywasz się Rosemary Hough tylko tak jak w nowym dowodzie.
- Harry... - jęknęłam i spojrzałam smutno w jego oczy.
- Słucham.
W moich oczach stanęły łzy, a po chwili wydostały się na zewnątrz. Rzuciłam się na szyję chłopaka mocno go do siebie przyciskając. Czyżby to było pożegnanie?
- Tak bardzo będę za tobą tęsknić.
- Tak jak ja za tobą skarbie. Uważaj na siebie i pilnuj małej. Wszystko się może stać. - wyszeptał spijając ustami moje łzy.
- Będziemy mieli ze sobą jakikolwiek kontakt?
Pokręcił przecząco głową.
- Wyjaśnię ci to kiedyś.
- Ale... - zasisnełam mocno pięści i wargę. Powieki mocno przymknęłam i odwróciłam głowę. Nie potrafiłam na niego patrzeć i myśleć, że to ostatni raz. Ostatni kiedy widzę jego soczysto zielone tęczówki, ten nonszalancki uśmiech, który ukazywał jego uwielbiane przeze mnie dołeczki, że ostatni raz będą mnie denerwować jego kędzierzawe loki, które w nocy łaskotały mnie w nos.
- Spotkamy się. Obiecałem. - szepnął jeszcze, a potem odszedł. Odszedł i zostawił nas dwie.
Po prostu odszedł, a ja wpatrywałam się jak znika jego sylwetka gdzieś w tle. Powstrzymywałam się przed tym, by nie krzyknąć za nim i nie pobiec i ostatni raz złączyć naszych warg. Ostatni, na pożegnanie.
Odwróć się, odwróć. - w mojej głowie te słowa obijały się echem jedno o drugie.
- Mamo, mamo gdzie tata poszedł?- usłyszałam głos Mai, która trzymała moją rękę.
- Do pracy. - jęknęłam i wzięłam małą na ręce. - A my musimy już iść do bramki.
- Ale ja chcę do taty.- zrobiła smutną minkę i prawie płakała.
- Wiem skarbie, wiem. Ja także. Zrozum że musimy na chwilę jechać na wakacje. Tata tego bardzo chce i tam na niego poczekamy. Za to będziemy z każdego dnia zbierać pamiątkę i kiedy już znów spotkamy się z tatą to wszystko mu powiemy i wszystko pokażemy. Co ty na to?
- Dobrze. - pokiwała główką. Przeszłyśmy przez bramkę. Zabrałam bronią i po odprawie znalazłyśmy się w samolocie.
Mała szybko odleciała już przed samym startem, a ja siedziałam rozmyślając nad tym " co dalej" ?
Nic nie rozumiałam z całej sytuacji. Wiedziałam, że życie z Harry'm nie będzie łatwe, ale aż tak? On ma aż tak duże problemy?
Nic nigdy nie wskazywało na to, że w końcu się rozdzielimy.
Boże czemu to takie zawiłe..- westchnęłam.
Pierdole, że Liam wtedy zjebał te misję... Tak to nie było by całego zmieszania.
Pomyłka... jeden głupi błąd. Cholera! Dojechałem pod dom Louisa, gdzie była reszta. rozmawialiśmy o nowym planie, kiedy usłyszeliśmy syreny policyjne.
- Kurwa! - warknąłem od razu sięgając i odbezpieczając broń.
- To nic nie da Styles. Uciekamy.- powiedział Niall.
Wszyscy skierowaliśmy się do tylnych wyjść, ale i te były obstawione.
Louisa nigdzie nie widziałem. Uciekł... Kurwa... Potem wszystko działo się bardzo szybko. Zabrali nas skutych na policję.
Oczywiście pozostałe już było rutyną. Każdemu z nas odczytano nasze prawa, aż w końcu zmknęli w celi, gdzie czekaliśmy na przesłuchania.
Siedziałam na dywanie w pokoju hotelowym oglądając wiadomości, gdy Mayka bawiła się klockami. Tyle czasu minęło, ponad miesiąc, a ja nie miałam żadnej wiadomości od Hazzy.
Maya cały czas o niego wypytuje, ale z czasem robi to rzadziej, a ja nie chcę by całkiem o nim zapomniała.
- "Proces nadal trwa, ale najważniejsze że grupa przestępców, która okradła bank rezerw federalnych jest już złapana".- usłyszałam
Od razu pogłaśniając dźwięk w tv,, otworzyłam szeroko usta. Nie! To nie mogła być prawda! Harry złapany! Muszę mu jakoś pomóc...To dlatego to wszystko ... wiedział, że tak będzie. Musiał wiedzieć. Boże drogi... chodziłam po pokoju układając wszystko w głowie. Po pierwsze muszę chronić Maykę, ale nie mogę od tak zostawić tej wiadomości. Nie mogę zostawić Harryego. A może by tak wrócić? Wrócić i spotkać się nim. Pójść na widzenie... Myśl, Rose myśl! Złapałam się za włosy i wypuściłam powietrze. Tak, powrót do Londynu. To właśnie muszę zrobić. Usiadłam przed laptopem i zamówiłam dwa bilety do Anglii na jutro.
Odłożyłam laptopa i zaczęłam pakować mnie i córkę, a następnie zameldowałam w hotelu, że jutro do dziesiątej rano oddaję pokój. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się obok małej, od razu zasypiając.
Zaparkował auto na parkingu przed lotniskiem. Rozglądając się wyjął bagaże i wprowadził nas do terminala.
- Lecicie do Sydney.
- Ktoś tam na nas będzie czekał? Mamy gdzie się zatrzymać? Dokąd się udać?
- Wszystko masz w tej kopercie i posłuchaj ważnej rzeczy. Facet stojący na bramce, która teraz was sprawdzi ma pod ladą broń. gdy przejdziecie masz ją wziąć i schować do torby.
- nie ukraść.- pokręcił głowę i westchnął. - On ci ją da. potrzebna. Jak tam będziecie musisz uważać. nie znasz mnie i nie nazywasz się Rosemary Hough tylko tak jak w nowym dowodzie.
- Harry... - jęknęłam i spojrzałam smutno w jego oczy.
- Słucham.
W moich oczach stanęły łzy, a po chwili wydostały się na zewnątrz. Rzuciłam się na szyję chłopaka mocno go do siebie przyciskając. Czyżby to było pożegnanie?
- Tak bardzo będę za tobą tęsknić.
- Tak jak ja za tobą skarbie. Uważaj na siebie i pilnuj małej. Wszystko się może stać. - wyszeptał spijając ustami moje łzy.
- Będziemy mieli ze sobą jakikolwiek kontakt?
Pokręcił przecząco głową.
- Wyjaśnię ci to kiedyś.
- Ale... - zasisnełam mocno pięści i wargę. Powieki mocno przymknęłam i odwróciłam głowę. Nie potrafiłam na niego patrzeć i myśleć, że to ostatni raz. Ostatni kiedy widzę jego soczysto zielone tęczówki, ten nonszalancki uśmiech, który ukazywał jego uwielbiane przeze mnie dołeczki, że ostatni raz będą mnie denerwować jego kędzierzawe loki, które w nocy łaskotały mnie w nos.
- Spotkamy się. Obiecałem. - szepnął jeszcze, a potem odszedł. Odszedł i zostawił nas dwie.
Po prostu odszedł, a ja wpatrywałam się jak znika jego sylwetka gdzieś w tle. Powstrzymywałam się przed tym, by nie krzyknąć za nim i nie pobiec i ostatni raz złączyć naszych warg. Ostatni, na pożegnanie.
Odwróć się, odwróć. - w mojej głowie te słowa obijały się echem jedno o drugie.
- Mamo, mamo gdzie tata poszedł?- usłyszałam głos Mai, która trzymała moją rękę.
- Do pracy. - jęknęłam i wzięłam małą na ręce. - A my musimy już iść do bramki.
- Ale ja chcę do taty.- zrobiła smutną minkę i prawie płakała.
- Wiem skarbie, wiem. Ja także. Zrozum że musimy na chwilę jechać na wakacje. Tata tego bardzo chce i tam na niego poczekamy. Za to będziemy z każdego dnia zbierać pamiątkę i kiedy już znów spotkamy się z tatą to wszystko mu powiemy i wszystko pokażemy. Co ty na to?
- Dobrze. - pokiwała główką. Przeszłyśmy przez bramkę. Zabrałam bronią i po odprawie znalazłyśmy się w samolocie.
Mała szybko odleciała już przed samym startem, a ja siedziałam rozmyślając nad tym " co dalej" ?
Nic nie rozumiałam z całej sytuacji. Wiedziałam, że życie z Harry'm nie będzie łatwe, ale aż tak? On ma aż tak duże problemy?
Nic nigdy nie wskazywało na to, że w końcu się rozdzielimy.
Boże czemu to takie zawiłe..- westchnęłam.
***
Minął tydzień od kiedy moje dziewczyny są bezpieczne. Tutaj nie jest dobrze. Mam na karku całą armię policji.Pierdole, że Liam wtedy zjebał te misję... Tak to nie było by całego zmieszania.
Pomyłka... jeden głupi błąd. Cholera! Dojechałem pod dom Louisa, gdzie była reszta. rozmawialiśmy o nowym planie, kiedy usłyszeliśmy syreny policyjne.
- Kurwa! - warknąłem od razu sięgając i odbezpieczając broń.
- To nic nie da Styles. Uciekamy.- powiedział Niall.
Wszyscy skierowaliśmy się do tylnych wyjść, ale i te były obstawione.
Louisa nigdzie nie widziałem. Uciekł... Kurwa... Potem wszystko działo się bardzo szybko. Zabrali nas skutych na policję.
Oczywiście pozostałe już było rutyną. Każdemu z nas odczytano nasze prawa, aż w końcu zmknęli w celi, gdzie czekaliśmy na przesłuchania.
***
Siedziałam na dywanie w pokoju hotelowym oglądając wiadomości, gdy Mayka bawiła się klockami. Tyle czasu minęło, ponad miesiąc, a ja nie miałam żadnej wiadomości od Hazzy.
Maya cały czas o niego wypytuje, ale z czasem robi to rzadziej, a ja nie chcę by całkiem o nim zapomniała.
- "Proces nadal trwa, ale najważniejsze że grupa przestępców, która okradła bank rezerw federalnych jest już złapana".- usłyszałam
Od razu pogłaśniając dźwięk w tv,, otworzyłam szeroko usta. Nie! To nie mogła być prawda! Harry złapany! Muszę mu jakoś pomóc...To dlatego to wszystko ... wiedział, że tak będzie. Musiał wiedzieć. Boże drogi... chodziłam po pokoju układając wszystko w głowie. Po pierwsze muszę chronić Maykę, ale nie mogę od tak zostawić tej wiadomości. Nie mogę zostawić Harryego. A może by tak wrócić? Wrócić i spotkać się nim. Pójść na widzenie... Myśl, Rose myśl! Złapałam się za włosy i wypuściłam powietrze. Tak, powrót do Londynu. To właśnie muszę zrobić. Usiadłam przed laptopem i zamówiłam dwa bilety do Anglii na jutro.
Odłożyłam laptopa i zaczęłam pakować mnie i córkę, a następnie zameldowałam w hotelu, że jutro do dziesiątej rano oddaję pokój. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się obok małej, od razu zasypiając.
◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►
Ups... Harry jest bad! No dzieje, się dzieje.
Przecież on aniołkiem nigdy nie był. Mam nadzieję, że rozdział się podoba.
Zapraszam na 3 nowe blogi.
I BARDZO DZIĘKUJĘ ZA DZISIEJSZY KOMENTARZ MORGAN
I BARDZO DZIĘKUJĘ ZA DZISIEJSZY KOMENTARZ MORGAN
niedziela, 15 września 2013
16. Linia życia
~Music~
Od paru dni Harry był dość dziwny. Trochę nieobecny. Coś do niego mówiłam, a on był wyrwany z myśli, gdy na mnie spojrzał. Chodził rozkojarzony i zmartwiony. Często jeździł do chłopaków coś ustalać, a mnie nie brał. Starałam się dowiedzieć czegokolwiek, ale on mówił, że nic się nie dzieję.
Kręciłam się po kuchni robiąc obiad. Harry jak zwykle był z chłopakami i zaraz miał wrócić z Mayką, która była w przedszkolu. Przygotowywałam jego ulubione danie i nuciłam coś pod nosem, bowiem dziś miałam świetny humor, mam nadzieję że Harry również wróci w dobrym nastroju.
- Jesteśmy.- usłyszałam z salonu. Pierwsza przywitała się ze mną córka. Po niej Harry .
- Cześć. - zaszczebiotałam radośnie i dałam mu słodkiego buziaka. - Głodni?
- Głodni.- odpowiedzieli równo. Nałożyłam obiad, który razem zjedlismy. Maya poszła się bawić a Harry zaciągnął mnie do gabinetu
Wyglądał trochę na przejętego, ale może to tylko moje przypuszczenia. Podeszłam do niego blisko, kładąc mu dłonie na klatce piersiowej.
- Yh ... Wiesz mam dla was niespodziankę.- zaczął. Objął mnie jedną ręką, a drugą sięgnął po jakieś bilety.- Pojedziecie na wakacje .
- Co? Dlaczego? - ściągnęłam brwi. Coś mi nie pasowało. I jeszcze użył słowa pojedziecie, nie pojedziemy. - Nie chcę nigdzie jechać. - powiedziałam stanowczo, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- Skarbie to wakacje. Ja do was dołączę.- westchnął .
- Dlaczego mamy tam jechać i na jak długo? Nie możesz jechać z nimi od razu?
- Nie. Muszę pozałatwiać parę spraw. Na miesiąc. Bo teraz j już.
- Mam wyjechać na cały miesiąc? I pewnie jeszcze przyjedziesz pod sam koniec? Harry co się na prawdę dzieje? - nie byłam głupia, ostatnio zauważałam kiedy kłamie.
- Nic się nie dzieję.- przekonywał mnie .- Ufasz mi? Proszę ..
- Harry.. ufam ci, ale nie okłamuj mnie. Chyba zasługuję na szczerość? - próbowałam wziąć go pod młot.
- Tak kochanie, ale nie okłamuję cię. Idź się spakować. Proszę nie dyskutuj już.- westchnął zrezygnowany.
- Teraz mam jechać? Chciałam spędzić jeszcze z tobą trochę czasu.
- Nie, jutro odwiozę was na lotnisko.- przytulił mnie.
- Niech ci będzie. - mruknęłam mało zadowolona z tego pomysłu. - Nie chcę się z tobą rozstawać.
- Dasz radę. Tyle czasu byłaś sama, a beze mnie jesteś bezpieczniejsza. - wyszeptał .
- Od kiedy tak mówisz. Zawsze to tylko z tobą byłam bezpieczna. Co się dzieje?
Przymknął oczy nic nie mówiąc. Mocno mnie trzymał i całował we włosy. Był inny. Moim ciałem wstrząsnął pojedynczy dreszcz, więc mocniej złapałam się ciała chłopaka, całując jego w szyję. I oh po chwili w szczękę za uchem.
- Wszystko będzie dobrze. - obiecał cicho.- Będę z wami. Będzie dobrze.
- Ufam ci. Nie zawiedź mnie.
Uniosłam głowę do góry, tak by móc spojrzeć w jego tęczówki i mocno wpiłam się w jego usta. Oddał pocałunek. Ale to było takie dziwne. Czułam jakby się ze mną żegnał . Nie mogąc na to pozwolić, przyciągnęłam go mocno do siebie, chcąc dać mu wszystko to co najlepsze.
- Rose...- odsunął się powoli i posadził mnie na biurku..- Posłuchaj to ważne .
- Tak?
- Najpierw podpisz to. - podał mi.jakieś dokumenty. Jakby się coś stało to wszystko co on ma będzie moje i Mai. To.wynikało z tego dokumentu .
- Co? Harry coś ty nabroił?! - wykrzyknęłam podrywając się z miejsca.
- Nic. Proszę podpisz to.- odpowiedział spokojnie.
- Co ty wyprawiasz?! Najpierw mówisz mi, że wszystko okay i że się niedługo zobaczymy na wakacjach, a po chwili podtykasz mi takie coś. I ja mam być spokojna?
- Nic nie wyprawiam. Spotkamy się na wakacjach. Przecież wiesz że wszystko może.się stać i to przy mojej pracy .
- Harry... - pokręciłam przecząco głową. - Nie mówisz mi całej prawdy. - powiedziałam smutno i odebrałam od niego dokumenty. Minęłam go z widocznym rozczarowaniem i opierając się o blat okna złożyłam na dokumencie swój podpis. Przez ten cały czas stałam do niego tyłem.
- Mówię. Słuchaj. - odwrócił mnie do siebie.- Pamiętaj że jesteście dla mnie wszystkim. Kocham was i.co by się nie stało robiłem wszystko abyście były bezpieczne
- Kochaj się ze mną tej nocy. - szepnęłam wpatrując się w jego klatkę piersiową i ignorując jego słowa.
Lekko się zaskoczony, bo wyrwałam go z toku myślenia, spojrzał na mnie. Podniósł mój podbródek patrząc w oczy. Nic nie wyczytałam z wyrazu jego twarzy. Pochylił się całując kącik moich ust.
- Kochaj ... - jęknęłam i ponownie ucałowałam jego wargi, czekając teraz na jego ruch. Może to przerwać chcąc posiedzieć spokojnie ze mną i Maya. Może wszystko.
Wziął mnie na ręce wynosząc z tego pomieszczenia. Powoli kierował się na górę do sypialni. Ułożył mnie na łóżku po czym wyszedł. Zrobiło mi się strasznie głupio i przykro. Zaproponowałam mu seks, a on mnie olał. Jestem skończoną idiotką. - podniosłam się z łóżka i poszłam do łazienki, wskakując pod prysznic.Po chwili poczułam jak.wyciąga mnie z.pod strumienia wody. Lekko mnie otarł ręcznikiem i znów położył na łóżku.
- nie możesz chwilę poczekać ?
- To co ty robiłeś? I jestem cała mokra, nawet włosy. Będziemy mieli mokre łóżko.
- Byłem uśpić nam dziecko.
- Ahh... zapomniałam. - mruknęłam bardziej sama do siebie.
- No właśnie.- musnął moje usta. - To może być nasz ostatni raz. - odparł zdejmując koszulę.
- Znowu mówisz tak, jakbyśmy już nigdy więcej mieli się nie spotkać. - wstałam, pozwalając na to by ręcznik opadł z mojego ciała.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował w zagłębienie szyi.
- Masz rację. Kłamię. Na pewno się spotkamy.
- Obiecaj, że cokolwiek by się stało to znajdziesz mnie. I że nie pozwolisz mi być za długo z dala od ciebie. - wymruczałam w jego usta, całując powoli.
- Obiecuję. Wszystko ci obiecam. - znów położył mnie na łóżku sam znajdując się nade mną.
Jego dłonie zgrabnie przesuwały się po moim ciele, a jego usta pozostawiały na mnie zimne niewidoczne ślady. Każdy dotyk przepełniony był miłością do mnie. Był bardzo czuły i delikatny. Gdy połączył nasze ciała .. to było coś innego niż zawsze.
Czułam, że oddaje mi całego siebie. Kochał się ze mną tak, jakby zaraz świat miał się kończyć.
Kręciłam się po kuchni robiąc obiad. Harry jak zwykle był z chłopakami i zaraz miał wrócić z Mayką, która była w przedszkolu. Przygotowywałam jego ulubione danie i nuciłam coś pod nosem, bowiem dziś miałam świetny humor, mam nadzieję że Harry również wróci w dobrym nastroju.
- Jesteśmy.- usłyszałam z salonu. Pierwsza przywitała się ze mną córka. Po niej Harry .
- Cześć. - zaszczebiotałam radośnie i dałam mu słodkiego buziaka. - Głodni?
- Głodni.- odpowiedzieli równo. Nałożyłam obiad, który razem zjedlismy. Maya poszła się bawić a Harry zaciągnął mnie do gabinetu
Wyglądał trochę na przejętego, ale może to tylko moje przypuszczenia. Podeszłam do niego blisko, kładąc mu dłonie na klatce piersiowej.
- Yh ... Wiesz mam dla was niespodziankę.- zaczął. Objął mnie jedną ręką, a drugą sięgnął po jakieś bilety.- Pojedziecie na wakacje .
- Co? Dlaczego? - ściągnęłam brwi. Coś mi nie pasowało. I jeszcze użył słowa pojedziecie, nie pojedziemy. - Nie chcę nigdzie jechać. - powiedziałam stanowczo, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- Skarbie to wakacje. Ja do was dołączę.- westchnął .
- Dlaczego mamy tam jechać i na jak długo? Nie możesz jechać z nimi od razu?
- Nie. Muszę pozałatwiać parę spraw. Na miesiąc. Bo teraz j już.
- Mam wyjechać na cały miesiąc? I pewnie jeszcze przyjedziesz pod sam koniec? Harry co się na prawdę dzieje? - nie byłam głupia, ostatnio zauważałam kiedy kłamie.
- Nic się nie dzieję.- przekonywał mnie .- Ufasz mi? Proszę ..
- Harry.. ufam ci, ale nie okłamuj mnie. Chyba zasługuję na szczerość? - próbowałam wziąć go pod młot.
- Tak kochanie, ale nie okłamuję cię. Idź się spakować. Proszę nie dyskutuj już.- westchnął zrezygnowany.
- Teraz mam jechać? Chciałam spędzić jeszcze z tobą trochę czasu.
- Nie, jutro odwiozę was na lotnisko.- przytulił mnie.
- Niech ci będzie. - mruknęłam mało zadowolona z tego pomysłu. - Nie chcę się z tobą rozstawać.
- Dasz radę. Tyle czasu byłaś sama, a beze mnie jesteś bezpieczniejsza. - wyszeptał .
- Od kiedy tak mówisz. Zawsze to tylko z tobą byłam bezpieczna. Co się dzieje?
Przymknął oczy nic nie mówiąc. Mocno mnie trzymał i całował we włosy. Był inny. Moim ciałem wstrząsnął pojedynczy dreszcz, więc mocniej złapałam się ciała chłopaka, całując jego w szyję. I oh po chwili w szczękę za uchem.
- Wszystko będzie dobrze. - obiecał cicho.- Będę z wami. Będzie dobrze.
- Ufam ci. Nie zawiedź mnie.
Uniosłam głowę do góry, tak by móc spojrzeć w jego tęczówki i mocno wpiłam się w jego usta. Oddał pocałunek. Ale to było takie dziwne. Czułam jakby się ze mną żegnał . Nie mogąc na to pozwolić, przyciągnęłam go mocno do siebie, chcąc dać mu wszystko to co najlepsze.
- Rose...- odsunął się powoli i posadził mnie na biurku..- Posłuchaj to ważne .
- Tak?
- Najpierw podpisz to. - podał mi.jakieś dokumenty. Jakby się coś stało to wszystko co on ma będzie moje i Mai. To.wynikało z tego dokumentu .
- Co? Harry coś ty nabroił?! - wykrzyknęłam podrywając się z miejsca.
- Nic. Proszę podpisz to.- odpowiedział spokojnie.
- Co ty wyprawiasz?! Najpierw mówisz mi, że wszystko okay i że się niedługo zobaczymy na wakacjach, a po chwili podtykasz mi takie coś. I ja mam być spokojna?
- Nic nie wyprawiam. Spotkamy się na wakacjach. Przecież wiesz że wszystko może.się stać i to przy mojej pracy .
- Harry... - pokręciłam przecząco głową. - Nie mówisz mi całej prawdy. - powiedziałam smutno i odebrałam od niego dokumenty. Minęłam go z widocznym rozczarowaniem i opierając się o blat okna złożyłam na dokumencie swój podpis. Przez ten cały czas stałam do niego tyłem.
- Mówię. Słuchaj. - odwrócił mnie do siebie.- Pamiętaj że jesteście dla mnie wszystkim. Kocham was i.co by się nie stało robiłem wszystko abyście były bezpieczne
- Kochaj się ze mną tej nocy. - szepnęłam wpatrując się w jego klatkę piersiową i ignorując jego słowa.
Lekko się zaskoczony, bo wyrwałam go z toku myślenia, spojrzał na mnie. Podniósł mój podbródek patrząc w oczy. Nic nie wyczytałam z wyrazu jego twarzy. Pochylił się całując kącik moich ust.
- Kochaj ... - jęknęłam i ponownie ucałowałam jego wargi, czekając teraz na jego ruch. Może to przerwać chcąc posiedzieć spokojnie ze mną i Maya. Może wszystko.
Wziął mnie na ręce wynosząc z tego pomieszczenia. Powoli kierował się na górę do sypialni. Ułożył mnie na łóżku po czym wyszedł. Zrobiło mi się strasznie głupio i przykro. Zaproponowałam mu seks, a on mnie olał. Jestem skończoną idiotką. - podniosłam się z łóżka i poszłam do łazienki, wskakując pod prysznic.Po chwili poczułam jak.wyciąga mnie z.pod strumienia wody. Lekko mnie otarł ręcznikiem i znów położył na łóżku.
- nie możesz chwilę poczekać ?
- To co ty robiłeś? I jestem cała mokra, nawet włosy. Będziemy mieli mokre łóżko.
- Byłem uśpić nam dziecko.
- Ahh... zapomniałam. - mruknęłam bardziej sama do siebie.
- No właśnie.- musnął moje usta. - To może być nasz ostatni raz. - odparł zdejmując koszulę.
- Znowu mówisz tak, jakbyśmy już nigdy więcej mieli się nie spotkać. - wstałam, pozwalając na to by ręcznik opadł z mojego ciała.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował w zagłębienie szyi.
- Masz rację. Kłamię. Na pewno się spotkamy.
- Obiecaj, że cokolwiek by się stało to znajdziesz mnie. I że nie pozwolisz mi być za długo z dala od ciebie. - wymruczałam w jego usta, całując powoli.
- Obiecuję. Wszystko ci obiecam. - znów położył mnie na łóżku sam znajdując się nade mną.
Jego dłonie zgrabnie przesuwały się po moim ciele, a jego usta pozostawiały na mnie zimne niewidoczne ślady. Każdy dotyk przepełniony był miłością do mnie. Był bardzo czuły i delikatny. Gdy połączył nasze ciała .. to było coś innego niż zawsze.
Czułam, że oddaje mi całego siebie. Kochał się ze mną tak, jakby zaraz świat miał się kończyć.
◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►
Postanowiłam dziś opublikować nowy rozdział. Jestem chora i myślę, że może Wam
humor poprawię. widzicie harry chce się pozbyć Rose z domu...
Dlaczego dowiecie się chyba w nn albo jeszcze w nn nie pamiętam co tam napisane było:)
Tym razem dziękuję Patrycji, która była naszą Rosemary. Thanks :)
Dziękuję za ostatnie komentarze i ogłaszam, że nie długo powstanie nowy blog o Harrym. Znaczy
już powstal, ale historia nie długo będzie opublikowana. To jej fragment :
"Zatrzasnąłem czarny futerał gitary i złapałem za jego rączkę. Ciemną marynarkę przerzuciłem przez ramię i wyszedłem z domu. Czy ja mogłem to nazwać domem? Bywałem tu rzadziej niż w hotelach. Nie miałem czasu, chęci. Londyn to miasto zguby. Mojej zguby.
Kiedyś myślałem, że jestem dość silny by wygrać. Myślałem, że mimo wszystko umiem stawić się problemom. Ale się pomyliłem... Wydawało mi się, że żadna słabość mnie nie pokona. Nigdy nie pokażę, że coś mnie może zmienić. Jednak tak się stało. Ja stałem się kimś innym. I mimo, ze nadal jest to Harry Styles, to nie jest to samo. A teraz? Teraz jestem Harry Styles, który stacza się z dnia na dzień. (...)
czwartek, 12 września 2013
15.You're not sorry.
Nazywam się winny, bo cokolwiek zrobiłbym
Już nigdy nie będę właśnie tym z kim chciałaś być
Już nigdy nie będę właśnie tym z kim chciałaś być
Obudziłam
się już wyspana. Nie czułam zmęczenia jakie towarzyszyło mi wczoraj. Silne
ramię obejmowało mnie w talii. Przetarłam oczy i ujrzałam Harry’ego, który
wciąż spał. Czułam się wydarzeniach źle po wczorajszych. Tak jakbym okazała się
najgorszą jędzą wszech czasów.
Było mi go trochę szkoda. Nie byłam sobą. Zachowywałam się jak nie ja. Chłopak wymruczał coś w poduszkę. Zaśmiałam się cicho pod nosem i odgarnęłam kępkę loków, która opadała mu na oczy.
- Mhmm...- znów coś mruknął i lekko się obrócił .
Pośpiesznie zabrałam rękę, odwracając głowę w stronę drzwi. Spojrzałam na powrót na loczka czy czasem się nie obudził i zaczęłam po cichu wychodzić z pod kołdry.
Wyjęłam czyste rzeczy i pobiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic doprowadzając się do ładu.
Po zakończonym odświeżeniu siebie, opuściłam pomieszczenie i pomaszerowałam do pokoju córeczki, aby sprawdzić jak się czuje. Wczoraj niepotrzebnie na nią nakrzyczałam. To w końcu dziecko i wiem, że chciała dobrze.
Siedziała na dywanie bawiąc się zabawkami. Podeszłam do dziewczynki.
- Hey. - rzuciłam cichutko, tak by zwrócić na siebie jej uwagę. - Co robisz, słonko? - podeszłam bliżej i kucnęłam przy niej i jej zabawkach. Siedziała na małym krzesełku, przy malutkim stoliku.
- Bawię się.- uśmiechnęła się wesoło.- Pojadę do przedszkola?- układała zamek z klocków
- Dziś jest sobota skarbie i przedszkole jest zamknięte. - odparłam z uśmiechem. - Może mamusia się z tobą pobawić?
- Tak.- zaśmiała się i podała mi klocki. Mama Harry'ego zostawiła nam śniadanie coś powiedziała i wróciła do domu. A my nadal się bawiliśmy.
Dziewczynka udawała, że sama przyrządza mi jedzenie, a ja zajadałam śniadanie i ją chwaliłam. 4-latka śmiała się jak nigdy dotąd, już zapomniałam jak to było kiedy mieszkałyśmy w naszym małym, przytulnym domku. Tęskniłam za tym spokojem. Śmiałam się wraz z nią i czułam się jak mała dziewczynka, zignorowałam nawet osobę, która stała w drzwiach.
- Dzień dobry panie.- usłyszałam.
- Hey. - rzuciłam w stronę Harry’ego nie przerywając monologu z córeczką. - A więc mówi pani, że to macki ośmiornicy, tak? I ja mam je zjeść?
- Tak. Proszę. - zaśmiała się. - Mamo piciu.
- Dobrze. - udałam że wkładam coś do buzi i się mocno krzywię. - Wiesz, niedobre i faktycznie teraz przyda się i mamie picie. Chodź. - wstałam od jej małego stolika, a mała zbiegła na dół do kuchni, ja jeszcze na chwilę przystanęłam przy jednym panu w drzwiach na mnie spoglądającego.
Uśmiechnął się tylko i pocałował mnie w policzek.
Było mi go trochę szkoda. Nie byłam sobą. Zachowywałam się jak nie ja. Chłopak wymruczał coś w poduszkę. Zaśmiałam się cicho pod nosem i odgarnęłam kępkę loków, która opadała mu na oczy.
- Mhmm...- znów coś mruknął i lekko się obrócił .
Pośpiesznie zabrałam rękę, odwracając głowę w stronę drzwi. Spojrzałam na powrót na loczka czy czasem się nie obudził i zaczęłam po cichu wychodzić z pod kołdry.
Wyjęłam czyste rzeczy i pobiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic doprowadzając się do ładu.
Po zakończonym odświeżeniu siebie, opuściłam pomieszczenie i pomaszerowałam do pokoju córeczki, aby sprawdzić jak się czuje. Wczoraj niepotrzebnie na nią nakrzyczałam. To w końcu dziecko i wiem, że chciała dobrze.
Siedziała na dywanie bawiąc się zabawkami. Podeszłam do dziewczynki.
- Hey. - rzuciłam cichutko, tak by zwrócić na siebie jej uwagę. - Co robisz, słonko? - podeszłam bliżej i kucnęłam przy niej i jej zabawkach. Siedziała na małym krzesełku, przy malutkim stoliku.
- Bawię się.- uśmiechnęła się wesoło.- Pojadę do przedszkola?- układała zamek z klocków
- Dziś jest sobota skarbie i przedszkole jest zamknięte. - odparłam z uśmiechem. - Może mamusia się z tobą pobawić?
- Tak.- zaśmiała się i podała mi klocki. Mama Harry'ego zostawiła nam śniadanie coś powiedziała i wróciła do domu. A my nadal się bawiliśmy.
Dziewczynka udawała, że sama przyrządza mi jedzenie, a ja zajadałam śniadanie i ją chwaliłam. 4-latka śmiała się jak nigdy dotąd, już zapomniałam jak to było kiedy mieszkałyśmy w naszym małym, przytulnym domku. Tęskniłam za tym spokojem. Śmiałam się wraz z nią i czułam się jak mała dziewczynka, zignorowałam nawet osobę, która stała w drzwiach.
- Dzień dobry panie.- usłyszałam.
- Hey. - rzuciłam w stronę Harry’ego nie przerywając monologu z córeczką. - A więc mówi pani, że to macki ośmiornicy, tak? I ja mam je zjeść?
- Tak. Proszę. - zaśmiała się. - Mamo piciu.
- Dobrze. - udałam że wkładam coś do buzi i się mocno krzywię. - Wiesz, niedobre i faktycznie teraz przyda się i mamie picie. Chodź. - wstałam od jej małego stolika, a mała zbiegła na dół do kuchni, ja jeszcze na chwilę przystanęłam przy jednym panu w drzwiach na mnie spoglądającego.
Uśmiechnął się tylko i pocałował mnie w policzek.
- Może ja
mamie picie przyniosę z Mayą?
- Przystanę na to, jeśli sam będziesz zajadał jej wymyślone ośmiorniczce macki. - zaśmiałam się i ucałowałam go w usta z wielkim uśmiechem, po chwili uświadamiając sobie, że wcześniej tak się nie zachowywałam.
- O jak miło.- oddał pocałunek.- Mówisz macki ośmiornicy? Hmmm ..
- Tak... - mruknęłam w jego usta, ponownie go całując. - Ale to nie teraz. - uśmiechnęłam się szeroko i po chwili jak małe dziecko, rzuciłam mu się na szyję, ogromnie zadowolona. W końcu wydawał się być bardziej dla mnie, a nie dla siebie.
On też się uśmiechał. Był bardzo wesoły dzisiaj. Wziął mnie na ręce powoli schodząc na dół. Nie odrywał ode mnie wzroku. Postawił mnie dopiero na dole i zaraz pojawiła się przy nas Mayka.
- Cześć skarbie.- wziął ją na ręce.
- Cześć tat... - mała spojrzała na mnie smutno. - ... wujku. - W taj chwili poczułam się okropnie podle i spuściłam głowę, a w oku zakręciła mi się pojedyncza łza, którą szybko otarłam, ale Styles i tak to zobaczył.
Pogłaskał mnie po policzku i postawił małą na ziemi.
- Przystanę na to, jeśli sam będziesz zajadał jej wymyślone ośmiorniczce macki. - zaśmiałam się i ucałowałam go w usta z wielkim uśmiechem, po chwili uświadamiając sobie, że wcześniej tak się nie zachowywałam.
- O jak miło.- oddał pocałunek.- Mówisz macki ośmiornicy? Hmmm ..
- Tak... - mruknęłam w jego usta, ponownie go całując. - Ale to nie teraz. - uśmiechnęłam się szeroko i po chwili jak małe dziecko, rzuciłam mu się na szyję, ogromnie zadowolona. W końcu wydawał się być bardziej dla mnie, a nie dla siebie.
On też się uśmiechał. Był bardzo wesoły dzisiaj. Wziął mnie na ręce powoli schodząc na dół. Nie odrywał ode mnie wzroku. Postawił mnie dopiero na dole i zaraz pojawiła się przy nas Mayka.
- Cześć skarbie.- wziął ją na ręce.
- Cześć tat... - mała spojrzała na mnie smutno. - ... wujku. - W taj chwili poczułam się okropnie podle i spuściłam głowę, a w oku zakręciła mi się pojedyncza łza, którą szybko otarłam, ale Styles i tak to zobaczył.
Pogłaskał mnie po policzku i postawił małą na ziemi.
- Pobaw się
chwilę.- wziął mnie do kuchni. Zaczął robić śniadanie nic nie mówiąc ale nóż
ściskał mocno w dłoni i zjechał tak że rozciął dłoń..
Szybko do niego uskoczyłam, chwytając go za dłoń.
- Przestań... pokaż. - uniosłam jego okrwawiony palec do góry i ustami spiłam jego krew. Była o dziwo słodkawa. Wzrokiem doszukałam się jego tęczówek i widziałam w nich narastającą furię, ale dobrze się trzymał i nie wybuchał gniewem. - Przepraszam... - mruknęłam nie przerywając czynności.
- Nie przepraszaj.- wypuścił głośno powietrze.- Nie chcę być wujkiem.- dodał kiedy opatrywałam mu rękę.
- Mayu! - krzyknęłam głośno, tak by mała usłyszała i już po chwili przybiegła do kuchni. Stanęła nieopodal nas, przyglądając się nam. Przeniosłam wzrok na Stylesa, który wpatrywał się w moje tęczówki. Nie wiem czemu, ale czekałam aż coś do mnie powie, jakby chciałam usłyszeć coś, co pozwoli mi uwierzyć, że to będzie dobre i że sama go nie stracę. Nie bałam się o to, że moja córka nazwie go ojcem, ale o to że kiedy ja się do tego przyzwyczaję to on odejdzie. To właśnie mnie bolało. Ale on o tym nie wiedział i nigdy nie pytał, dlaczego tak postępuje.
Ukucnął przy dziewczynce całując ją w główkę.
Szybko do niego uskoczyłam, chwytając go za dłoń.
- Przestań... pokaż. - uniosłam jego okrwawiony palec do góry i ustami spiłam jego krew. Była o dziwo słodkawa. Wzrokiem doszukałam się jego tęczówek i widziałam w nich narastającą furię, ale dobrze się trzymał i nie wybuchał gniewem. - Przepraszam... - mruknęłam nie przerywając czynności.
- Nie przepraszaj.- wypuścił głośno powietrze.- Nie chcę być wujkiem.- dodał kiedy opatrywałam mu rękę.
- Mayu! - krzyknęłam głośno, tak by mała usłyszała i już po chwili przybiegła do kuchni. Stanęła nieopodal nas, przyglądając się nam. Przeniosłam wzrok na Stylesa, który wpatrywał się w moje tęczówki. Nie wiem czemu, ale czekałam aż coś do mnie powie, jakby chciałam usłyszeć coś, co pozwoli mi uwierzyć, że to będzie dobre i że sama go nie stracę. Nie bałam się o to, że moja córka nazwie go ojcem, ale o to że kiedy ja się do tego przyzwyczaję to on odejdzie. To właśnie mnie bolało. Ale on o tym nie wiedział i nigdy nie pytał, dlaczego tak postępuje.
Ukucnął przy dziewczynce całując ją w główkę.
- Wiecie że
kocham was obie? Że jesteście moimi kobietami których nikt i nic nie skrzywdzi?
Że dam wam wszystko czego potrzebujecie łącznie z miłością i ciepłem. Chcę
żebyśmy byli rodziną .
Cieszyło mnie to, że daje tyle ciepła mojej córce, ale za cholerę nie mogłam pozbyć się tej myśli, że jeśli się na to zgodzę to go stracę. Czułam się tak jakbym wypadała z jego ciepłych i idealnych dla mnie ramion, a zostawała w nich moja córka. Coś złego miało się wydarzyć, czułam to.
- Kochanie, to twój tata. - uśmiechnęłam się do niej blado.
Na twarzy chłopaka pojawił się delikatny uśmiech. Uniósł dziewczynkę mocno ją przytulając. Zakręcił się i pocałował ją w policzek. Roześmiana pobiegła się bawić a on przyciągnął mnie do siebie. Uśmiechnęłam się do niego zastanawiając się, czy zauważył, że nie był to szczery uśmiech.
- Coś jest nie tak.- westchnął.- Powiedz.
Przez myśli przeleciało mi wszystko to co chciałam mu powiedzieć. Wszystkie obawy i zmartwienia. Tak bardzo pragnę mu tego powiedzieć, dlaczego tego unikam?
Cieszyło mnie to, że daje tyle ciepła mojej córce, ale za cholerę nie mogłam pozbyć się tej myśli, że jeśli się na to zgodzę to go stracę. Czułam się tak jakbym wypadała z jego ciepłych i idealnych dla mnie ramion, a zostawała w nich moja córka. Coś złego miało się wydarzyć, czułam to.
- Kochanie, to twój tata. - uśmiechnęłam się do niej blado.
Na twarzy chłopaka pojawił się delikatny uśmiech. Uniósł dziewczynkę mocno ją przytulając. Zakręcił się i pocałował ją w policzek. Roześmiana pobiegła się bawić a on przyciągnął mnie do siebie. Uśmiechnęłam się do niego zastanawiając się, czy zauważył, że nie był to szczery uśmiech.
- Coś jest nie tak.- westchnął.- Powiedz.
Przez myśli przeleciało mi wszystko to co chciałam mu powiedzieć. Wszystkie obawy i zmartwienia. Tak bardzo pragnę mu tego powiedzieć, dlaczego tego unikam?
- Wszystko
jest okay.
- Kłamiesz. - patrzył mi w oczy kiedy to stwierdził .
Zacisnęłam mocno szczękę, nie odrywając wzroku od jego przeszywających mnie na wskroś tęczówek.
- Możemy porozmawiać na osobności? - jęknęłam cichutko zauważając, że do kuchni wchodzi mama Stylesa z moją... naszą córeczką.
- Dobrze.- zgodził się i odwrócił.- Mamo mam cię odwieźć ?
- Już? Dopiero co się dogadałam z małą. - Odparła kobieta.
- Niech zostanie. - mruknęłam. - Mała musi poznać babcię, a ja teś... - zaczęłam ale zauważając dokąd to prowadzi szybko potrząsnęłam głową w nadziei, że może nie usłyszał i szybko się poprawiłam. - Mała musi poznać babcię.
- Jeśli chcesz. Dobrze zostaniesz na obiad. Chciałbym abyście się poznały.
Pokiwałam tylko głową na znak zgody i skierowałam się do wyjścia z domu. Chcę usiąść gdzieś pod drzewem wtulona w chłopaka i z nim spokojnie pogadać. Zostawił mała ze swoją mamą i poszedł za mną .najpierw się rozejrzał a potem spokojnie usiedliśmy. Oparł się plecami o drzewo, a ja usiadłam przed nim. Chłopak oplótł mnie swoimi nogami, a nasze dłonie splótł ze sobą.
- Co się dzieję myszko?- pocałował mnie w skroń.
- Nie wiem sama Harryeh. To mnie przerasta. Boję się, że jeśli... -Wzięłam głęboki wdech.
- Co jeśli kochanie?
- Że jeśli przyzwyczaję się do tego i zaakceptuję w pełni twoją miłość do nas i to że jesteś... opuścisz nas. Wiem, że to głupie, ale czuję od kilku dni, że stanie się coś okropnego. Boję się, że to mnie oddzieli od ciebie i córeczki. Boję się, że zostanę sama. Bez was. Coś się dzieje Harry...
- Nie. Nic się nie dzieję. Wiesz czemu to czujesz? Przez to wszystko co się działo przez ostatnie dni. Strach nadal jest ale ja cię nie opuszczę. Nie zostaniesz sama.
- Boję się tego ryzyka. Tyle złego się wydarzyło, a ty nie możesz mi dać gwarancji na to, że już więcej to się nie powtórzy. Że Louis nie wróci... - jęknęłam cichutko, gładząc go po policzku.
- Nie wiem czy on nie wróci. Nadal ze mną pracuje. Nadal jesteśmy w jednej drużynie .
- W jednej drużynie, a nawzajem sobie grozicie i podrzynacie gardła.
- No dobrze. O co innego mi chodzi.
- A mi właśnie o to.
- On musi odpuścić.
- Harry to nie takie proste, znasz go najlepiej. Jak długo mam znosić wasze potyczki?
- Poradzimy sobie. Musimy .
- Jasne.
- Kocham Cię Rosemary - pocałował mnie czule w usta.
- Tak, ja ciebie też.
- Wiem. Wszystko się ułoży .
Przysunęłam się bliżej i wtuliłam w jego tors, a chłopak zaczął gładzić mnie po włosach. Nie wiem ile tak siedzieliśmy. Tylko my i cisza. Tego potrzebowałam. On był dla mnie jak powietrze.
Przymknęłam powieki rozkoszując się jego obecnością i spokojem. Brakowało mi tylko Mayki, która biegała by nieopodal po trawie i się głośno śmiała czy bawiła na kocu. I to byłby mój mały raj.
- Skarbie...- wziął kosmyk moich włosów.- Może coś zjesz?
- To brzmi dobrze. - odrapałam uśmiechając się i podnosząc głowę, by na niego spojrzeć. - Ale tak mi jest tu wygodnie.
- W takim razie zaraz wracam.-musnął moje usta i zniknął w domu.
- Weź Mayę! - krzyknęłam i uśmiechnęłam się pod nosem.
Po jakiś 15 minutach mieliśmy piknik w ogrodzie. Maya cała brudna w czekoladzie
Śmiała się łaskotana przez Harry'ego .
Ja siedziałam i się im tylko przyglądałam, co chwila mówiąc Harry’emu aby przestał. To dziwne... czyżbym była zazdrosna? Co za dziwne uczucie.
- Harry... uważaj. - jęknęłam kiedy mała niemalże dławiła się ze śmiechu,
- No, już.- odsunął się całując ją w brzuszek
- Nie tato, jeszcze! - krzyknęła brunetka, wyciągając ku niemu swoje małe rączki.
- Jeszcze? Jeszcze?- znowu zaczął ją łaskotać .
- Taak. - mówiła przez śmiech.
Wypuściłam powietrze ze świstem... też tak chciałam.
W końcu dał jej spokój.
- Kłamiesz. - patrzył mi w oczy kiedy to stwierdził .
Zacisnęłam mocno szczękę, nie odrywając wzroku od jego przeszywających mnie na wskroś tęczówek.
- Możemy porozmawiać na osobności? - jęknęłam cichutko zauważając, że do kuchni wchodzi mama Stylesa z moją... naszą córeczką.
- Dobrze.- zgodził się i odwrócił.- Mamo mam cię odwieźć ?
- Już? Dopiero co się dogadałam z małą. - Odparła kobieta.
- Niech zostanie. - mruknęłam. - Mała musi poznać babcię, a ja teś... - zaczęłam ale zauważając dokąd to prowadzi szybko potrząsnęłam głową w nadziei, że może nie usłyszał i szybko się poprawiłam. - Mała musi poznać babcię.
- Jeśli chcesz. Dobrze zostaniesz na obiad. Chciałbym abyście się poznały.
Pokiwałam tylko głową na znak zgody i skierowałam się do wyjścia z domu. Chcę usiąść gdzieś pod drzewem wtulona w chłopaka i z nim spokojnie pogadać. Zostawił mała ze swoją mamą i poszedł za mną .najpierw się rozejrzał a potem spokojnie usiedliśmy. Oparł się plecami o drzewo, a ja usiadłam przed nim. Chłopak oplótł mnie swoimi nogami, a nasze dłonie splótł ze sobą.
- Co się dzieję myszko?- pocałował mnie w skroń.
- Nie wiem sama Harryeh. To mnie przerasta. Boję się, że jeśli... -Wzięłam głęboki wdech.
- Co jeśli kochanie?
- Że jeśli przyzwyczaję się do tego i zaakceptuję w pełni twoją miłość do nas i to że jesteś... opuścisz nas. Wiem, że to głupie, ale czuję od kilku dni, że stanie się coś okropnego. Boję się, że to mnie oddzieli od ciebie i córeczki. Boję się, że zostanę sama. Bez was. Coś się dzieje Harry...
- Nie. Nic się nie dzieję. Wiesz czemu to czujesz? Przez to wszystko co się działo przez ostatnie dni. Strach nadal jest ale ja cię nie opuszczę. Nie zostaniesz sama.
- Boję się tego ryzyka. Tyle złego się wydarzyło, a ty nie możesz mi dać gwarancji na to, że już więcej to się nie powtórzy. Że Louis nie wróci... - jęknęłam cichutko, gładząc go po policzku.
- Nie wiem czy on nie wróci. Nadal ze mną pracuje. Nadal jesteśmy w jednej drużynie .
- W jednej drużynie, a nawzajem sobie grozicie i podrzynacie gardła.
- No dobrze. O co innego mi chodzi.
- A mi właśnie o to.
- On musi odpuścić.
- Harry to nie takie proste, znasz go najlepiej. Jak długo mam znosić wasze potyczki?
- Poradzimy sobie. Musimy .
- Jasne.
- Kocham Cię Rosemary - pocałował mnie czule w usta.
- Tak, ja ciebie też.
- Wiem. Wszystko się ułoży .
Przysunęłam się bliżej i wtuliłam w jego tors, a chłopak zaczął gładzić mnie po włosach. Nie wiem ile tak siedzieliśmy. Tylko my i cisza. Tego potrzebowałam. On był dla mnie jak powietrze.
Przymknęłam powieki rozkoszując się jego obecnością i spokojem. Brakowało mi tylko Mayki, która biegała by nieopodal po trawie i się głośno śmiała czy bawiła na kocu. I to byłby mój mały raj.
- Skarbie...- wziął kosmyk moich włosów.- Może coś zjesz?
- To brzmi dobrze. - odrapałam uśmiechając się i podnosząc głowę, by na niego spojrzeć. - Ale tak mi jest tu wygodnie.
- W takim razie zaraz wracam.-musnął moje usta i zniknął w domu.
- Weź Mayę! - krzyknęłam i uśmiechnęłam się pod nosem.
Po jakiś 15 minutach mieliśmy piknik w ogrodzie. Maya cała brudna w czekoladzie
Śmiała się łaskotana przez Harry'ego .
Ja siedziałam i się im tylko przyglądałam, co chwila mówiąc Harry’emu aby przestał. To dziwne... czyżbym była zazdrosna? Co za dziwne uczucie.
- Harry... uważaj. - jęknęłam kiedy mała niemalże dławiła się ze śmiechu,
- No, już.- odsunął się całując ją w brzuszek
- Nie tato, jeszcze! - krzyknęła brunetka, wyciągając ku niemu swoje małe rączki.
- Jeszcze? Jeszcze?- znowu zaczął ją łaskotać .
- Taak. - mówiła przez śmiech.
Wypuściłam powietrze ze świstem... też tak chciałam.
W końcu dał jej spokój.
- No
mamusiu...ciebie też pomęczę.- w jednej chwili byłam w ramionach chłopaka całowana
i łaskotana .
- Śmiałam się tak mocno i tak wiele, że aż mnie zaczęły boleć policzki i dodatkowo wiłam się jak wąż od tych jego łaskotek, aż w końcu poprosiłam aby przestał.
- A co zrobisz jak nie przestanę hmm?- zostawiał krótkie pocałunki na moich ustach .
- Koniec z seksem. - szepnęłam mu na ucho, w końcu była przy nas nasza córka.
- Przekonałaś mnie.- odsunął się momentalnie.
Wyciągnął ramiona w stronę Mayki, więc nieco się zdziwił kiedy niepostrzeżenie zamiast małej znalazłam się w nich ja.
- Mamooo... - jęknęła dziewczynka.
Chłopak za to roześmiał się.
- Śmiałam się tak mocno i tak wiele, że aż mnie zaczęły boleć policzki i dodatkowo wiłam się jak wąż od tych jego łaskotek, aż w końcu poprosiłam aby przestał.
- A co zrobisz jak nie przestanę hmm?- zostawiał krótkie pocałunki na moich ustach .
- Koniec z seksem. - szepnęłam mu na ucho, w końcu była przy nas nasza córka.
- Przekonałaś mnie.- odsunął się momentalnie.
Wyciągnął ramiona w stronę Mayki, więc nieco się zdziwił kiedy niepostrzeżenie zamiast małej znalazłam się w nich ja.
- Mamooo... - jęknęła dziewczynka.
Chłopak za to roześmiał się.
- Mama jest
zazdrosna .
- Cicho bądź. - mruknęłam w jego klatkę i pięścią uderzyłam w jego ramę.
Pocałował mnie we włosy lekko kołysząc. Maya po chwili zasnęła bo nie skupiliśmy się na niej. Siedziałam i po chwili z nudów zaczęłam podgryzać jego ramię i mruczeć jak kotek.
- Coś ty dzisiaj taka podniecona. Na co masz ochotę?
- Nie wiem. - mruknęłam. - Po prostu lubię być przy tobie. Możemy też iść teraz na trochę spać. - poruszyłam śmiesznie brwiami. Bowiem to słowo można różnie definiować.
- Masz rację. Możemy iść pospać.- wziął mnie i małą. Położył ją u niej a mnie zaniósł do sypialni.
Tam spędziliśmy razem upojne i niezapomniane chwile.
- Cicho bądź. - mruknęłam w jego klatkę i pięścią uderzyłam w jego ramę.
Pocałował mnie we włosy lekko kołysząc. Maya po chwili zasnęła bo nie skupiliśmy się na niej. Siedziałam i po chwili z nudów zaczęłam podgryzać jego ramię i mruczeć jak kotek.
- Coś ty dzisiaj taka podniecona. Na co masz ochotę?
- Nie wiem. - mruknęłam. - Po prostu lubię być przy tobie. Możemy też iść teraz na trochę spać. - poruszyłam śmiesznie brwiami. Bowiem to słowo można różnie definiować.
- Masz rację. Możemy iść pospać.- wziął mnie i małą. Położył ją u niej a mnie zaniósł do sypialni.
Tam spędziliśmy razem upojne i niezapomniane chwile.
◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►
uznałam, że nie mam zamiaru słuchać, że Wy nic nie zrobiliście i dlatego rozdziału nie będzie.
Proszę, jest. Tylko mam jedno prośbą. Nie wymuszajcie.
Będę miała czas, dodam, a to że wy się zdenerwujcie, mnie przy okazji nic nie da.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







