-Proszę... Popatrz w moje oczy... Czy aż tak zmieniły się?
~Harry~
Po wielu miesiącach terapii wróciłem do domu. Nie było łatwo. Przez ten czas byłem zamknięty w ośrodku. Trochę jak więzienie. Zero wolności, ale dawałem sobie radę. Miałem motywację w postaci Ariel. Myślałem o niej i wiedziałem, że mam po co walczyć. Zdjęcie w telefonie przypominało mi jak wygląda. Mimo,że mogłem kontaktować się z bliskimi to tego nie robiłem. Byłoby gorzej mi się odseparować od wszystkiego. A tak? Postawiłem na chwilę mur i za murem leczyłem się. I udało się.
Zdjąłem swoją marynarkę i odwiesiłem ją na oparcie krzesła. Nikomu nie mówiłem, że dziś przyjadę. Przekroczyłem próg salonu i rozejrzałem się. Kanapę zajmował Louis z Niallem. Na fotelu siedział Zayn i czytał coś w telefonie, a Liam wracał z tarasu do pokoju. Jako pierwszy mnie zauważył. Chyba był w szoku. Rozejrzałem się ponownie, ale nigdzie nie dostrzegłem Ariel.
- Jestem. - odkaszlnąłem.
Wszyscy raptownie obrócili się w moją stronę. Pierwszy poderwał się Loueh i mocno mnie ucisnął. Zaraz zanim reszta moich przyjaciół. Ale nie tego chciałem. Chciałem poczuć jej zapach, spojrzeć w oczy i dotknąć jej delikatnych warg.
Fajnie, że się cieszą na mój widok ale gdzie jest Ariel? Chyba zauważyli moje pytające spojrzenie. Odsunęli się równo wypuszczając powietrze. Wyczułem dziwne napięcie, ba to było uczuć na kilometr. Napięcie wymieszane ze strachem. Pewnie kilka miesięcy temu rzuciłbym się na któregoś czekając na odpowiedzieć, jednak teraz napiąłem mięśnie i głęboko oddychałem.
- Gdzie. Jest. Ariel, kurwa? - spytałem cedząc każde słowo.
Wymienili między sobą spojrzenia, a ja czekałem. Niecierpliwie czekałem. Coś mi w głowie zaświtało, ale próbowałem to zgasić. Już nie jestem tam tym Harry'm.
- Harry, ona... - Louis przełknął głośno ślinę co słyszałem stojąc dwa metry dalej. - Ona odeszła. Przykro mi. - Nawet nie wiedzieliśmy jak. Zdała egzaminy i uciekła.
Powoli doszły do mnie jego słowa. Potem zacząłem je rozumieć. Złapałem krzesło i zacisnąłem na nim palce. Byłem wściekły. Nie, nie. Po prostu nie. Tylko nie ona. Ona miała czekać. Być tutaj. Tylko dla niej walczyłem o normalność. Było dobrze, gdy wyjeżdżałem. Każde słowo, które mi powiedziała było prawdą. widziałem to w jej oczach. A teraz odeszła, złamała obietnice.
Uciekła, Harry.
Ona uciekła.
Nie ma jej.
Pustka.
Uciekła.
Opadłem na sofę wplatając palce w swoje włosy. Zacząłem za nie ciągnąc układając w głowie litanie przekleństw. Chyba właśnie odebrano mi powietrze. Bez uprzedzenia. Nagle.
Przecież ja ją muszę znaleźć. Choćbym miał przekopać cały świat to wyciągnę ją spod ziemi. Nie dam rady bez niej. Ona musi być obok. Przez ten długi czas w ośrodku zrozumiałem coś ważnego i nie mogłem teraz odpuścić ani zrezygnować.
- Znajdę cię Ariel. Nawet na końcu świata. - szepnąłem cicho i zabrawszy marynarkę wyszedłem z domu.
~Ariel~
Kręciłam się po kuchni robiąc herbatę. Alis siedziała na krześle mówiąc do mnie. Oczywiście to nie jest nowina, bo ona mówi ciągle. Jest straszną gadułą. Czasem chcę mi się śmiać. Rozbawia mnie, ale ją uwielbiam. Dziękowałam Bogu, że to z nią pracowała no i mieszkałam drzwi w drzwi. Usiadłam obok niej i podałam czerwony kubek dziewczynie.
- Słuchaj, musimy udać się na jakiejś zakupy. Trzeba temu maluchowi już zacząć kupować rzeczy. I trzeba łóżeczko kupić, i wózek - wymieniała. - I nosidełko.
- Alis, wiesz że nie musisz mi tak pomagać? - uśmiechnęłam się do niej. Naprawdę byłam wdzięczna tej dziewczynie za wszystko co dla mnie zrobiła. Pogubiłabym się tu.
- Ktoś musi. Ariel, a co z tym facetem co ci to zrobił? - blondynka ogarnęła swoją grzywkę. - Jaki był?
I znów się zaczyna. Nie chcę przypominać sobie o Harry'm. Nie może go być w moim życiu. Mimo, że to okropnie boli. Ta samotność. To wszystko. Ale nie mogę wrócić.
Przymknęłam oczy i westchnęłam. Nie było łatwo.
- Wiesz, był taki przystojny. Miał głębokie , zielone oczy. Idealne rysy twarzy... Był postawny i umięśniony. No i wysoki. A gdy się uśmiechał było widać dołeczki w policzkach. - uśmiechnęłam się sama do siebie. - Zależało mi na nim. - Wyjęłam telefon i pokazałam jej nasze, jedyne zdjęcie.
Spojrzała na komórkę i uśmiechnęła się. Komu o by się nie spodobał?
- A ty uciekłaś...
- Mówiłam ci. W jego życiu nie ma miejsca dla mnie i dla małego. Koniec tematu.
Wiedziała, że nie chcę już o tym rozmawiać. Zaczęłyśmy gadać o zakupach. Razem z Alis wyszłyśmy na spacer i do galerii. Przez godziny wybierałyśmy ubranka i akcesoria dla maleństwa. Było dużo zabawy i też kłótni. bo te wszystkie ciuszki są takie małe i słodkie. Myślałam, że wykupię pół sklepu. Czułam się cudownie.
Wróciłam do domu pod wieczór. Po kąpieli i kolacji ułożyłam się na sofie z książką. Dłoń ułożyłam na brzuchu i powoli głaskałam.
Szeroko się uśmiechnęłam czując ruchy synka. Po raz pierwszy mnie kopnął. Takie dziwne uczucie. Przez tą radość wzięłam telefon i zadzwoniłam do Louis'a. W sumie to co ja mu chciałam powiedzieć? Zanim się rozłączyłam, odebrał.
- Halo? - spytał.
- Cześć, Lou - przywitałam się cicho.
- Ariel?! - krzyknął. Boże człowieku...
- Jesteś sam?
- Tak, o Jezu. dziewczyno gdzie ty jesteś? Harry wrócił i prawie się załamał, ale potem postawił pół Londynu na nogi, który cię szuka.
Gadał tak szybko, że ledwo rozumiałam. Dosłownie wpadł w słowotok.
- Przepraszam, ale nie mogę ci powiedzieć. Raczej nie wrócę.
- Namierzaj, gadam z nią - słyszałam jak do kogoś mówi. - Jak to nie wrócisz?! Co nie wrócisz?!
- Nie wrócę - mruknęłam. - Nie mogę, bo zaczynam od nowa.
- Dawaj tej telefon - usłyszałam Harry'ego.
Czyli nie był sam. Skłamał, a teraz się nie rozłączyłam.
- Ariel, Ariel skarbie gdzie jesteś? Zrobię wszystko dla ciebie, proszę cię wróć...
Jego słowa spowodowały, że się rozpłakałam. Płakałam jak głupia, rozdarta w uczuciach. To nie było sprawiedliwe. Zostawiłam go bez wyjaśnień, ale nie mógł wiedzieć o dziecku.
~~*~~
Dooobra, rozdział miał być wczoraj ale byłam zajęta oglądaniem TVD. Za bardzo mnie wciągnęło :D No i jeszcze robiłam szablon oraz zwiastuny na zamówienie. Tak, więc jest. Pytałyście czemu Harry jej nie szuka. Może dlatego, że był w ośrodku i o tym nie wiedział? Tak na logikę :) Liczę na trochę więcej komentarzy, bo...jest Was dużo.