niedziela, 28 września 2014

Rozdział 23

~Louis~ Wyszedłem z gabinetu z zamiarem juz wróżenia do domu. Na dole moja sekretarka kłóciła się z Avalon. W zasadzie obie mogły by się zaraz zagryźć.
- Co jest kurwa ?
- No właśnie Kurwo.                            
- No chyba do siebie mówisz - warknęła Ava.
- Co tutaj się dzieje ?! Kochanie ? - objąłem Avę w talii.
- Ugh nie ważne. Chodźmy już, bo ją rozszarpie.
- Odpowiedz.
- Posprzeczałyśmy się - ratowała Emily tyłek.
- Emily zwalniam Cie.
- No niby dlaczego?!
- BO TAKIE MAM KURWA PRAWO !
- Nie bez podstaw!
- Gdzie raport ?
- W komputerze.
- Czyim ?
- No moim. - Wywróciła oczami dalej zabijając wzrokiem Avalon.
- Powinien być na moim, wczoraj. Nie wykonujesz poleceń, jesteś opryskliwa a do tego wyzywasz moją dziewczynę.
- A ona to nie lepsza.
- Ona może. Dowiem się o co poszło ?!
- Lou, kochanie już nie ważne prawda Emily? Pomyliła mnie z kimś i tyle.
- PYTAM !
- Okay. Uznałam ją za kolejną ździrę z brzuchem która wmawia ze jest pan ojcem.
- Zejdź mi z oczy. - mruknąłem i zaprowadziłem Avalon do samochodu.
- Masz - podała mi zdjęcie usg i poszła na tył auta. Zapięła pas.
- Dlaczego siadłaś z tyłu ? - spojrzałem na nie i bez większych emocji schowałem do wewnętrznej kieszeni kurtki.
- Bo lubię - przetarła szybę ręką i oparła o nią głowę.
- Jak tam chcesz. - ruszyłem w stronę centrum handlowego. Zaparkowałem w podziemnym parkingu. Wow nie było korków.
- Chodź kobieto. - otworzyłem jej drzwi. Wyszła i szła za mną po centrum.
Wziąłem ją za rękę i myślałem, że będę jej zęby z podłogi zbierał. No...nie często wykonuje jakiekolwiek gest. Taki już jestem. Zaprowadziłem ją do sklepu z meblami.
- Wybierz dla malucha. Co chcesz.
- Mamy czas - odparła.
- Ava.. proszę Cie doceń.
- No to mówię. Mam jeszcze cztery miesiące.
- Na co ?
- na wybór. Nie spieszy mi się.
- Myślałem, ze przygotujemy wszystko wcześniej, ale nie to nie. - było mi przykro. Wyszedłem. Poszliśmy gdzieś dalej. Już nie trzymając się za ręce. Łaziłem za nią. Było mi wszystko jedno. W zasadzie to nic nie kupiliśmy. Wróciliśmy do domu. Chyba pojadę do chłopaków.
- Avalon wychodzę. O ile wrócę to będę.
- Cześć.
- Nara. - Wyszedłem. Z Niallem i Zaynem byliśmy w barze. Jak wróciłem było bardzo późno wiec od razu padłem do łóżka. Zasnąłem dość szybko. Rano w domu nikogo nie było.
Nie obchodzi mnie to. Staram się ? Źle. Nie staram ? Jeszcze gorzej. Kurwa.
Mam czasami ochotę wyjechać i od wszystkie odpocząć. Zwłaszcza od odpowiedzialności. Poszedłem do kuchni zrobić coś do jedzenia. Ooo nawet mam list. ZAJEBIŚCIE.
Czuje się ostatnio źle. Przygnębiony. Pobawiłbym się z Darcey. Ona mnie zawsze rozwesela. Pojechałem do Stylesow. Mój aniołek. W końcu chrześniak.
- Wujaszek !
- Chodź mała. Porywam wam dziecko.
- Koniu gdzie idziemy ?
- Na spacer i do wesołego miasteczka. Zakładaj buty.
- Pomóż. - przyniosła trampki.
- O litości - pomogłem jej ubrać markowe buty. Wziąłem na ręce i wyszliśmy. No...Louis w swoim żywiole.

 ~Avalon~ 

Zmarszczyłam brwi wyciągając portfel z torebki. Zapłaciłam za bilet i poszłam na peron.
Jadę do rodziców. Wiem, że on próbuje być... " dojrzalszy " ale jeszcze bardziej mnie wkurwiał. Chyba...on po prostu tego wszystkiego nie potrzebuje. Bycia ojcem, mężem itd. To nie jest Louis. Louis lubi zabawę, adrenalinę i gang. A ja lubię takiego Louisa.
I nie chce go zmieniać, wiec niweluje problemy. Ja go kocham, on się męczy. Po co to komu?
Może gdybym spuściła czasem z tonu... Najpierw musimy oboje odpocząć. Rodzice bardzo się ucieszyli. Nie wiedziałam na ile zostanę. Myślałam o tym jak Louis zajmował się Darcy.
Miał podejście do dzieci. Ale ja nie chciałam...nie chciałam go zamykać w domu w pieluchach. Dopiero teraz stwierdziłam, że się wkurwiam jak on tylko coś powie. Z drugiej strony.. kiedy patrzyłam jak Harry martwi się o Monic... po prostu wiem, że Louis by tak nie umiał. Wina leży po obu stronach. Ten związek, układ czy cokolwiek był dziwny od samego początku. Ale go kocham. Kochać to tez pozwolić odejść. Opadłam na łóżko i Głaskałam brzuch. - No to jak? Poradzimy sobie.
Dostałam smsa " Avalon... przepraszam. Więcej Cie nie skrzywdzę. Rozumiem. Że nie chcesz mnie więcej widzieć."
Przetarłam pięć razy oczy zszokowana. Ktoś go zmusił do napisania tego? "Nie. To ja nie będę krzywdzić ciebie rodziną. Nie ta bajka Louis".
- Próbuję, ale nie jest mi łatwo. - wszedł do mojej sypialni. - Całe życie robiłem z siebie kretyna, ale Ava ja mam 27 lat i ja w końcu muszę.. dojrzeć. Usiadłam gwałtownie. Chwila, najlepiej ogarnę co powiedział, a potem mogę rozmawiać.
- Wiem, że doprowadzam Cie do szału, ale Cie kocham. Ciebie i dziecko. I tak, uświadomiła mi to czteroletnia dziewczynka w conversach.
- Żartujesz? Zaraz się będziesz się śmiał, uważając ze jestem naiwna bo w to uwierzyłam. - miałam nadzieję że tak nie jest.
- Więc takie o mnie zdanie masz ? Może lepiej pójdę.
- Nie. Po prostu byłeś tam, a  ja tu i nagle jesteś tu i mówisz i...jestem w szoku. Przepraszam.
- Wrócisz ze mną do domu ?
- Ale na pewno tego chcesz?
- Gdybym nie chciał to by mnie tu nie było
- Zapewne tak.
- Darcy jest ze mną jako wsparcie...
- Chyba nie będzie potrzebne. - Przytulił mnie i pocałował w czoło Poczułam się dobrze. Bardzo. Nareszcie.
- Oddasz mi za benzyne. - wiem, że żartuje bo nadal przytula. Zamknęłam oczy na chwile. Dziecko w moim brzuchu wariowało.
- Wracajmy, zanim się ściemni.
- Dobrze. - Pocałował mnie i wziął moją torbę. Przywitałam się z Darcy.  Ale ona jest słodka.
- Wujku koniu wracamy do tatusia ?
- Jasne mała.
- To chodźmy. - wzięła go za rękę. Wyszliśmy z pokoju. Moi rodzice nie za bardzo chcieli nas wypuścić. Louis nagadał im coś o pracy. Pożegnaliśmy się i wyszliśmy. W drodze powrotnej Darcy śpiewała. Miała ładny głos, ale zaczynała mnie już boleć od tego głowa.
A tak jak czytając w myślach zasnęła. Jest ślicznym i słodkim dzieckiem. Pocałowałam ją w czoło i przykryłam swoją bluzą.
- Jak się czujesz ?
- Dobrze. Znaczy jak worek treningowy.
- Dlaczego ?
- Bo moje dziecko nic innego nie robi od trzech godzin tylko się przewraca.
- Nasze dziecko. - położył dłoń na moim brzuchu, a maluch w sekundzie sie uspokoił.
O! Odetchnęłam z ulgą. Uśmiechnął się i jeszcze chwilę głaskał mój brzuch.
A ja się uśmiechałam do niego.
- Darcy.. - zatrzymał się i pogłaskał ją delikatnie po policzku.
- Coo? -zamruczała zaspana.
- Jesteśmy w domku. Chodź, zaniosę Cie do tatusia. - Wyciągnęła łapki i Lou ją wziął na ręce. Zniknęli w willi. Zazdroszczę Monic tego jak żyje. Ma wszystko. A ja chcę...mam nadzieje ze teraz coś się zmieni. Zapomniałam wziąć wolne U Harry'ego. Cholera.
- No i załatwione. - Louis wsiadł do samochodu.
- Słodka jest.
- Darcy ?
- No tak.
- Tak trochę. Od dzisiaj nie pracujesz.
- Wiedziałam, że mnie zwolni.
- Ja Cie zwolniłem.
- Czemu?
- Bo jesteś w ciąży.
- Ale to nie choroba.
- Ale musisz się oszczędzać.
- A jak urodze to wrócę?
- Zastanowię się. - Pokiwałam głową, a on ruszył do domu.

~Harry ~

- Darcy przestań w końcu marudzić. Nie będziesz mieszkała z wujkiem koniem. Jasne?
- Ale ja chce.
- Ale to nie jest koncert życzeń.
- Chcę do wujka! - zaczęła ryczeć. Machnąłem na nią ręką i poszedłem do kuchni gdzie Monic szykowała kolację. Odechce jej się zaraz. Albo znudzi. Cmoknąłem narzeczoną w policzek.
- Czemu mała płacze ?
- Bo chce do Tommo.
- Harry musisz jej wprowadzić jakieś zasady bo ona przesadza.
- Zauważyłem. Niech się uspokoi - po 10 minutach płacz ucichł. Gdy wszedłem do salonu nie było jej. W pokoju tez. Nigdzie.

10 komentarzy:

Szablon wykonała Clary G