poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 21

Ale nie byłam w szpitalu. To nerwy. Na pewno jest wszystko dobrze. Drzwi się otworzyły i wszedł Harry o jednej z kul. Niósł mi śniadanie. - Hej malutka. Wszystko dobrze ?
 - To Ty mi powiedz.
- Ale że co? Jak się czujesz? - postawił na moich kolanach śniadanie.
- Co z dzieckiem ?
21:18
- Wszystko dobrze. Spałaś dwa dni.
- Jak Twoja noga ? - czułam, że coś między nami jest nie tak.
- Dobrze. Zjedz.
- Nie mam apetytu.
- Ale nie jesteś sama. - Pogłaskał mój ledwo widoczny brzuszek. - Jedz.  - Westchnęłam i zjadłam. Mniej niż połowę. Harry odłożył podparcie. - Przesuń swój zgrabny tyłek -Przesunęłam się z trudem. Nadal byłam taka osłabiona. Położył się obok i objął mnie ręką. Przysunął mnie do siebie. - Poleżysz sobie i odpoczniesz. Wszystko będzie dobrze tak? Kocham cię, bardzo cię kocham. Bałem się, że was stracę.
- Harry ja nie mam na nic siły. Na nic. Nawet się podnieść. Boje się.
- Musisz odpoczywać. Jesteś osłabiona. - miał czerwone oczy, czyli płakał czyli wcześniej musiało być źle.
- Dlaczego płakałeś ?
- Nie płakałem.
- Widzę. Powiedz.
- Mówiłem. Kr...krwawiłaś i się bałem.

- Czy.. zawiozłeś mnie na szpital ?
- Tak. Byłaś na obserwacji, pod kroplówką. Kazali cię wziąć, ale kroplówkę wciąż masz - pokazał ma kabelki. Powstrzymywałam się, żeby nie płakać. Schowałam twarz w jego koszuli.
Głaskał mnie po plecach i to ja poczułam pierwsza jego łzy, niż sama nimi wybuchnęłam.
- Mamusiu ? - Darcy do nas przyszła.
- Darcy, uważaj. Mama się źle czuje.
- Tata mazgaj. - usiadła delikatnie na łóżku i trzymała mnie za palec. Uśmiechnęła się. Przecież nie wiedziała co się dzieje. To dziecko. I tak już bardzo wystraszone ostatnio. 
- A ty jadłaś? Babcia zrobiła ci śniadanie? - spytał.
- Tak. Mamusiu.. bo ja zrobiłam ciasteczka, ale nie wiem czy Ci będą smakować . Bo tata był mazgaj i nie chciał mi pomóc.
- To....nasza kuchnia jest stoi?
- Tak. Wujek Louis mi pomagał, ale on gotować nie umie.
- To przynieś te ciastka i spróbujemy. - Uśmiechnęła się i pobiegła na dół. Cały czas coś łomotało i pikało. Rozejrzałam się po pokoju. Jedna maszyna sprawdzała moje serce, a druga... stan maluszka. Byłam podpięta do kroplówki.
- Taki domowy szpital mamusiu - Harry musnął moje usta i wstał biorąc obie kule. - Zaraz wrócę. A jak coś to naciśnij guzik. Kiwnęłam głową i zamknęłam oczy. Zawiodłam.
Leżałam tak długi aż przybiegła Darcey. 
- Proszę - podała mi ciastka z uśmiechem
- Dziękuję maleńka. - pocałowałam ją w policzek i spróbowałam. Nie były złe tylko strasznie słodkie.
- Są dobre, tylko za dużo cukru wiesz ? Ale tak to super
- Super - uśmiechnęła się. - No i wujek kupił pampersy. Powiedział, że będą na zapas a on Później nie będzie wydawał pieniąż...- Louis który wszedł do pokoju zaslonił jej buzię i uśmiechnął się do mnie.
- Cześć Lou. - przywitałam się.
- Jak się czujesz mamuśko?
- Słabo, a ty tatuśku ?
- Ja? Świetnie. Użeram się z nią, Avalon, Niallem wyżerającym wszystko z lodówki, zała..z Harrym i Zaynem który podpieprza mi szlugi.
- Oj przestań. Darcy jest urocza. - Wypuścił powietrze z ust i już nic nie powiedział.
- Koniu.. - Darcy przytuliła się do jego nóg.

- Cicho ty mała zołzo. Idziemy.
- Wujaszku.. - zaczęła się kołysać. Przerzucił ją przez ramię i wyszli. Znów zamknęłam oczy.
I osłabiona zasnęłam. Kiedy się obudziłam minęły kolejne 3 dni, ale tym razem byłam w szpitalu. Obok mnie była tylko Avalon i mama Harry'ego.
- Gdzie Harry ? Popatrzyły na siebie. 
- W domu. - odpowiedziała Anne.     
- U lekarza. - odparła Ava.
- Gdzie do cholery jest Harry ?
- Nie denerwuj się. Jak się czujesz?
- Gdzie. Jest. Harry ?!
- U psychologa. zaraz wróci.
- Dlaczego tam jest ?
- Louis. Zostaw mnie. Już - usłyszałam i mój narzeczony wszedł do sali. Powoli bo o tych kulach ale podszedł i wziął mnie za rękę. On sypia? Bałam się zapytać o dziecko. 
- Hazz.. - szepnęłam.
- Byłaś w śpiączce wiesz? - zaśmiał się. - I ja myślałem że się nie obudzisz. Ale obudziłaś. A wiesz co powiedział mi lekarz? -uśmiechal się. Zwariował chyba. - Ze nasze maleństwo jest zagrożone. Nie chciałam na niego patrzeć. Obwiniał mnie. Wiem to. 
- Zayn. - zwróciłam się do mulata - Zabierz go stąd. Proszę.
- Nie wyjdzie. Jak go zabiorę t0 sfiksuje do końca. - Zamknęłam oczy. Będę spokojna.
Godzinę później tylko Harry był w mojej sali. Uderzał małą piłką o ścianę.
Nie odzywałam się do niego. Przerażał mnie. 
Coś było nie tak. On miał depresję, ja musiałam leżeć w szpitalu.
- Miś..
- Tylko nie mów, że się źle czujesz. - spojrzał na mnie. - Co się stało?
- Chodź do mnie. - wyciągnęłam do niego rękę.
- Nie, bo mogę zrobię ci krzywdę.
- Zrobisz mi krzywdę jak tutaj nie przyjdziesz. Jak ty nie przyjdziesz to ja wstanę. - Podszedł do mnie. Usiadłam na łóżku i posadziłam go obok siebie.  On nie obwiniał mnie tylko siebie.
- Przytul mnie. Pocałuj. Powiedz, że kochasz i wszystko będzie dobrze.
- Ostatnio tak mówiłem i nie było - szepnął otulając mnie ramieniem.
- Bo to przeze mnie..
- Nie
- Tak.
- Niby jak twoja ? Moja. Naraziłem cię na stres.
- Harry.. - pocałowałam go długo. Oddał pocałunek trzymając moja dłoń.
- Zabierzesz mnie do domu ?
- Nie mogę..
- Dlaczego ?
- Bo ja nie umiem się dobrze wami zająć.
- Tylko przy Tobie będę spokojna. - Pocałował mnie w czoło i mocniej przytulił.
- Kocham Cie Harry.
- Ja ciebie tez.
- Idziemy do domu.
- Ale to niebezpieczne.
- Przestań.
- Jutro cię wezmę.
- Dzisiaj.
- Nie mogę.
- Misiu..
- Naprawdę nie mogę. Tam jest bałagan.
- Jak to ?
- No mieszkali tam chłopcy. Przynosili mi ubrania.
- Obiecaj mi jedną rzecz Harry.
- Tak.
- Obiecaj.
- Ale co.
- Najpierw obiecaj.
-Najpierw powiedz.
- Pojedziesz do domu się wyspać.
- Nie zostawię was.
- Albo pojedziesz do domu, albo ja nic nie zjem.
- Nie mów tak.
- Masz jechać do domu odpocząć.
- Nie chce cię zostawiać.
- A ja nie chce, zebysmy sie zamienili miejscami.

12 komentarzy:

Szablon wykonała Clary G