sobota, 28 czerwca 2014
Ważne pytanie
Jest dużo wejście . Prawie 100 obserwatorów, a komentarzy ledwo 10. Po prostu nie wiem czy chcecie to dalej czytać. Więc?
poniedziałek, 9 czerwca 2014
3. Midnight memories.
Obudziła mnie Darcey żądająca śniadania.
- Też cię
kocham...- zwlekłem się z sofy.
- No kocham
cię tatusiu. Zrobisz mi kanapkę?
- Tak, już -
poszedłem do kuchni przecierając twarz.
- Z
czekoladą.
- No jasne.
Oczywiście. Mowy nie ma. - posadziłem ją na blacie. Zrobiłem jakieś normalne
śniadanie. - siedź tu, tata idzie się ubrać.
- Jesteś
wredny- krzyknęła za mną.
Pokręciłem
głową wchodząc na piętro. Od razu zdjąłem koszule i przebrałem świeże ciuchy.
Wziąłem klucze od audi - szczegół że wczoraj jak ją do przedszkola zawoziłem
był mercedes a wcześniej bmw- i poszedłem do córki.
- Maluchu do
auta !
- Nie!
Przerzuciłem
ją przez ramię i wpakowałem do samochodu. Zapiąłem w foteliku i ruszyłem.
- Nie lubię
cię.- Założyła ręce na piersi i pokazała mi język.
- A tak
fajnie. Bo ja cię kocham .- popatrzyłem w lusterko.
- Jesteś
wredny. Nie lubię cię.
- Nie jestem
wredny i nie pyskuj Darcy. - powiedziałem przyspieszając. W przedszkolu byłem
punktualnie. Zahamowałem 2 centymetry przed Monicą- oczywiście celowo.
Patrzyła na
mnie mrużąc swoje piękne oczy. Uśmiechnąłem się do niej i wysiadłem z
samochodu. Chwilę musiałem poszarpać się z Darcy, która nie chciała wysiąść.
- Darcey kur
...kochanie nie będę się z tobą kłócił. Wysiadaj albo wujek Lou do ciebie nie
przyjdzie .
- Wolę wujka
Louisa. - Wysiadła z samochodu i specjalnie nadepnęła mi na nogę.
- Ała! Ty
zołzo jedna. - zmrużyłem oczy .
- Powiem
babci jak do mnie mówisz.
- Właź tam i
nie dyskutuj.
Obrażona
dziewczynka poszła do przedszkola. Sam nie wiem co w nią wstąpiło.
- Co za
dziecko.. - zamknąłem drzwiczki.
Całemu temu
cyrkowi przyglądała się Monic. Pewnie miała niezły ubaw.
- Wie pani
muszę zabić dziś parę osób nieco się spóźnię.
- Zabić?-
Otworzyła usta ze zdziwienia.
- Oj
żartuje. Ale spóźnię się .
-
Zdziwiłabym się jakby pan przyjechał punktualnie.
- Ładna
kiecka. - poszedłem do swoich drzwi .
- Ładne
auto.
- Wiem -
położyłem się delikatnie na masce. - Moja Monik.
Kobieta
pokręciła rozbawiona głową i weszła do budynku przedszkola.
Wsiadłem do
auta i w dobrym humorze odjechałem. Spotkałem się z chłopakami i od razu
ruszyliśmy na akcje. Mimo że to nie była noc łatwiej ich było zaskoczyć.
Monic
Dzień w
pracy minął szybko. Darcy jak zawsze bawiła się sama.
Przy swoim
ojcu była taka roześmiana, a w grupie swoich rówieśników nie potrafiła się
odnaleźć. Poza tym on ją inaczej wychowywał. Nie był ojcem z książek. Był kimś
innym. Widać było, że kocha córkę nad życie. Siedziałam z małą po godzinach. Bawiła się
swoją lalką. Ciekawa byłam gdzie on tak pracuje.
- Darcy-
zwróciłam się do dziewczynki.
-Tak proszę
pani?
- A co robi
twój tatuś?
Odwróciła
się do mnie patrząc z przechyloną głową. Wyruszyła ramionkami.
- Nie mówił
ci nigdy gdzie pracuje?
- Ne - pokręciła
głową.
- Szkoda.-
Dziewczynka wróciła do zabawy, a ja dalej myślałam nad tajemniczym panem
Stylesem.
Musiał być
bogaty. Darcy zawsze miała drogie ubrania a on miał masę aut. Pewnie pracował w
jakiejś korporacji. W końcu przyjechał.
Wszedł trzymając rękę na żebrach. Wargę miał mocno rozciętą. Przeraziłam się
jego widokiem, Darcy tak samo.
- Nic panu
nie jest?- spytałam.
- Niee... -
marynarka przesiąkała krwią.
- Może ja
wezwę karetkę.
- Nic mi nie
jest. Darcy do auta - oparł się o ścianę.
- Dobrze.-
Dziewczynka zgodziła się bez gadania.
- Do
widzenia. - odwrócił się idąc do wyjścia. - Darcy stój! - krzyknął zanim wyszła
a rozległa się seria strzałów.
Byłam przerażona
tym co się działo, dziewczynka też. Za łzami w oczach podeszła do mnie. Wtuliła
się mocno. Wszystko ucichło. Mężczyzna zjechał powoli po ścianie krztusząc się
krwią.
Nie
wiedziałam co mam robić. Podeszłam do niego.
- Panie
Styles.
- Zabierz
Darcy.
- A ty?
- Poradzę
sobie. - rzucił mi brudne, czerwone kluczyki i klucze od domu.
Wzięłam przerażoną
dziewczynkę na ręce i wyszłam z przedszkola. Wsiadłam do jego samochodu.
Mała się rozpłakała
a ja nie wiedziałam co się dzieje. Nic nie pojmowałam.
- Ce do
tatusia .
- Spokojnie
słoneczko. Powiesz mi gdzie mieszkacie?
Byłam
spanikowana. Musiałam użyć gps żeby się dowiedzieć gdzie mieszkają .
- Niech
przyjdzie tutaj
- Nie może.
Płakała tak
głośno jak nie wiem. Jechałam do ich domu. To była wielka rezydencja. Zaparkowałam
na podjeździe. Wysiadłam z auta i wzięłam ją na ręce. Przytuliła się do mnie
nadal płacząc.
Harry
Będąc pewny
że nic im nie grozi zadzwoniłem po Louisa. Przyjechał do mnie bo ja nie miałem
siły się podnieść. Wyprowadzi mnie z tego budynku i posprzątał po tym całym
bałaganie.
W moim domu
zaczął mi wyjmować kule i zaszywać ranę. Krzyczałem z bólu na pół Londynu.
Do łazienki
wpadła Monic. Kobieta była blada jak ściana.
- Nie...wyjdź
..
- To
powinien zobaczyć lekarz.
- Nic mu nie
będzie. Trzymaj się Harry. - Lou zdezynfekował ranę a ja zacisnąłem w zębach
ręcznik.
Ledwo się
trzymałem, ból był nie do zniesienia. Aż
mną trzęsło.
- Już... Już koniec. - uspokoił mnie
przyjaciel.
- Dzięki
Bogu. Co z Darcy?
- Śpi. - wydusiła
Diana. Louis podał mi pół garści przeciwbólowych i wyszedł.
- To
dobrze.- Podniosłem się z krzesła.- Nie powinnaś była tego widzieć.
Nie odpowiedziała
mi bo stała jak sparaliżowana. Złapałem jej ramię i wyprowadziłem z łazienki.
- Odwiozę cię.
- Najpierw
chce usłyszeć jakieś wyjaśnienia i chyba nie zostawisz Darcy samej. Najadła się
dzisiaj strachu.
- Ona śpi.
Zdążę wrócić. Ty nic nie musisz wiedzieć.
- Dobrze,
ale policja z chęcią się dowie.
- Chcesz
mnie straszyć policją? Nie próbowałbym.
- Co mi
zrobisz?- NIgdy bym nie pomyślał, że ta kobieta jest tak zadziorna.- Naraziłeś
na niebezpieczeństwo własne dziecko, mnie i myślisz, że odejdę bez wyjaśnień.
- Jeśli
pójdziesz na policję źle skończysz.
- Wiesz co
pieprz się Styles.
- Przykro mi
Monic. Nie jestem ze świata dobrych. Nie chce cię krzywdzić. Po prostu ...nie
wtrącaj się w to dla własnego dobra.
- Mam cię
gdzieś.
- Monic mówię o twoim życiu słyszysz? Co chcesz wiedzieć? Zabiłem wszystkich członków
mafii jak dotąd myślałem. A jednak nie .
- Kim ty do
jasnej cholery jesteś?
- Szefem
angielskiej mafii.
Kobieta
usiadła ze zdziwienia. Patrzyła na mnie niedowierzająco.
- To chciałaś
usłyszeć ?
- Muszę stąd
wyjść.
- Nie
trzymam cię - poszedłem na dol.
Monic chwyciła swoją torebkę i wyszła. Poszedłem do córeczki. Położyłem się obok. Mała
wtuliła się we mnie i spała dalej. Mój aniołek. On tu był najmniej winny. Nic
złego nie zrobił. Sam zasnąłem ale budziłem się co chwila. Od 5 nie zmrużyłem
oka. Nadal trzymając w ramionach córkę myślałem nad wczorajszym dniem. Monica za
dużo widziała i wiedziała. Nie mogłem tego zmienić. Nie wiedziałem też co z nią
zrobić.
- Tatusiu
siusiu - usłyszałem.
- Już
kochanie.- Podniosłem się z łózka i zaniosłem Darcy do łazienki
- Nic ci nie
jest? - spytała gdy odwiązywałem jej spodenki.
- Nic
księżniczko.
- Ale...no
dobla.
- co idziemy
jeść śniadanko kochanie?
- Mogę kanapkę
z czekoladą ? - zrobiła dziobek.
- Tylko ten
jeden raz.
- Dziękuję
tatku. - objęła moją szyję
Wziąłem ją
na ręce i zeszliśmy do kuchni.
Zrobiłem jej
wymarzone śniadanie, a później ubrałem w sukienkę. Posadziłem ją na krześle i
zaplotłem warkoczyki.
- Jedziemy
do babci.
- Tak do
babci- ucieszyła się.
Pocałowałem
ją w policzek i wziąłem za rękę . Wyszliśmy z domu do garażu. Usadziłem ją w
samochodzie i pojechaliśmy.
czwartek, 5 czerwca 2014
piątek, 16 maja 2014
2. All the matters.
- Jestem. - oparłem się o drzwiczki ciężarówki z łupem z banku.
- Cześć stary.
- Jakaś akcja?
- Nie dzisiaj nudy
Zapaliłem papierosa patrząc przed siebie. Moje życie. W dzień pogodne, w noc pełne adrenaliny.
- Jedzie ktoś na wyścigi?
- Ja z chęcią- odezwał się Niall.
- A ktoś zostanie z młodą?
Padło na Louisa, który siedział na kanapie zajęty swoimi myślami. Zaśmiałem się i poprosiłem, żeby został z Darcy. Po godzinie jechałem po małą do przedszkola. Trochę się spóźniłem, ale tak jakoś wyszło.Wszedłem do środka. Opiekunka czekała z nią w jednej z sal. Była to brunetka o długich nogach i zielonych oczach, ubrana w letnią sukienkę. Minę miała nie za ciekawą.
- Przepraszam za spóźnienie.
- Panie Styles za każdym razem pan przeprasza i zero poprawy
- No taka praca co ja poradzę. - uśmiechnąłem się do niej .
- Niech to się następnym razem nie powtórzy.- Wstała i chwyciła swoją torbę. Darcy porzuciła zabawki i podbiegła do mnie.
- No hej kochanie. - wziąłem ją na ręce.
- Tatusiu pojedziemy na pizze?
- Gdzie tylko chcesz. - wziąłem jej rzeczy. - Dziękuję pani...jak pani miała na imię?
- Monic.
- A tak. Dziękuję - pocałowałem jej dłoń.
- Do widzenia panie Styles, cześć Darcy- powiedziała i odeszła w swoją stronę.
Posadziłem małą w aucie i pojechaliśmy ma pizze.
Darcy ciągle mówiła o tej swojej wychowawczyni. Słuchałem tego co mówi z udawanym skupieniem.
- Lubisz ją?
- Kogo?
- No tę nauczycielkę.
- Lubię.
- Ładna jest - przyznałem.
- Bardzo i ładnie się ubiera.
- Dobra wracamy do domu.
- Tato, a ty lubisz panią Monic?
- Wracamy do domu. - powtórzyłem.
- Dobrze.- Zeskoczyła z krzesła i złapała mnie za rękę. - To lubisz ją czy nie?
- Eh, lubię. - westchnąłem.
Wcale jej nie znałem. Zadowolona Darcy wsiadła do samochodu. Ruszyłem do domu. Tam od razu poszła oglądać bajki a ja zająłem się autem na wyścigi. Po kilku chwilach usłyszałem płacz swojej córeczki. Zerwałem się ze swojego miejsca i pobiegłem do domu.
- Darcey!
- Tatusiu.- Dziewczynka siedziała na podłodze trzymając się za kolano. Oczka miała zalane łzami.
- Co się stało skarbie?
- Boli. Przewróciłam się.
- Nie boli - pocałowałem jej kolanko. - Dzielna jesteś.
- Nie boli- stwierdziła i jeszcze raz pociągnęła noskiem.
Otarłem jej łezki i posadziłem na dywanie. Włączyłem następną bajkę.
Wróciłem do swojego poprzedniego zajęcia.
SKończyłem robotę przy aucie na wieczór i wszedłem do domu. Z małą się chwilę pobawiłem. Później przyjechał do niej Louis.
Daryc była zadowolona z towarzystwa wujka. Wiedząc, że jest pod dobrą opieką pojechałem się ścigać.
Zaparkowałem McLaren na starcie. Obok mnie stawiły się inne auta, ale tak naprawdę nie miały szans. Byłem najlepszy, miałem najlepsze auto. Wygraną miałem w kieszeni. Przekroczyłem metę najszybciej. Wiedziałem... Z uśmiechem przyjmowałem kasę. Ze mną nie warto się ścigać.
Po paru wyścigach wróciłem do domu.Byłem tak strasznie zmęczony, że padłem w salonie. Louis powiedział, że tu nocuje i poszedł do gościnnego.
niedziela, 11 maja 2014
Little Abbie
Nic już ze mnie nie zostało. Pustka. Zabrał mi człowieczeństwo.
Tak bardzo go nienawidzę.
Tak bardzo cierpię.
Boli.
http://little-abbie-fanfiction.blogspot.com/
Tak bardzo go nienawidzę.
Tak bardzo cierpię.
Boli.
http://little-abbie-fanfiction.blogspot.com/
czwartek, 8 maja 2014
Wow! 100 000
Wow, doczekałam się 100 000 wejśc. Jestem pod wrażeniem, ale to dzięki WAM.
Naprawdę, naprawdę dziękuję!
Kocham Was! :*
Z tej okazji przypomnę jeszcze raz o FIFTY SHADES OF TOMLINSON
Naprawdę, naprawdę dziękuję!
Kocham Was! :*
Z tej okazji przypomnę jeszcze raz o FIFTY SHADES OF TOMLINSON
Subskrybuj:
Posty (Atom)

