wtorek, 2 grudnia 2014

Rozdział 28

Wstaliśmy dopiero na obiad. Jedliśmy na plaży wraz z naszymi gośćmi. Darcy była strasznie zadowolona. Oni dzisiaj wylatywali. Darcy i dzieci będą u mamy Harry'ego.
- Córcia. Dziękuję Ci bardzo za to, że to z tatą zorganizowaliście. Jesteś kochana. - pocałowałam ją w policzek.
- Teraz chce siostrzyczkę - powiedziała uśmiechnięta i pobiegła do LouPomachaliśmy im. 
Harry wziął mnie za rekę i poszliśmy się przebrać. Od razu udaliśmy się na plaże.

~Avalon~

W drodze powrotnej myślałam o ślubie Stylesów. Był piękny, a Monic taka szczęśliwa.
No i jest już mężatką. Westchnęłam i wstałam z fotela. Podeszłam do wózka. Czemu Monic ma wszystko ? Zabiera ją na drogie wakacje, zakupy, kupuje jej prezenty. Nie to że nie czuję się nie kochana, ale brakuję mi czułości. Louis jest taki spontaniczny. Jego życiowe motto to chyba "Oj tam, potem". Albo " Pierdol plany, najlepsze są spontany ". A jeśli chodzi o czułość to okazuje ją. Tak, tylko i wyłącznie naszej córeczce.
- Nelly no uśmiechnij się do tatusia. Super ! - cieszył się chociaż nawet na niego nie spojrzała. Zrobiłam im zdjęcie. Ważne, żeby ona wychowywała się w pełnej rodzinie. Chociaż...tak chyba zazdroszczę Monic.
- Ava ?
- Co?
- Idziemy na kolację dzisiaj. - O przypomniał sobie o mnie. Super.. 
- Okaay.
- A Nell zostaje z wujciem Niallem. No właściwie to Nelly śpi dzisiaj u wujka.
- Przyjemność po mojej stronie - powiedział blondyn. Chwile później byliśmy już w Londynie. Niall od razu wziął Nell do samochodu. Podałam mu torbę z rzeczami.
- Papa córeczko ! Tatuś będzie tęsknił !
- Louis robisz siare - mruknął blondyn.
- Zamknij sie patałachu. - mruknął i objął mnie ramieniem.
- Jedziemy królewno od tego zgreda - wsiadł do auta i odjechał.
- Zaraz mu przyjebe. - Louis otworzył mi drzwi od auta. Wsiadłam do środka, a on za mną zamknął To dziwny gest z jego strony. Miałam nadzieję, że nie robił tego z litości.
- Na co masz ochotę ?
- Na pizze. Tanie wino i spacer.
- Wysokie wymagania.
- Górna półka pragnień.
- A co jeszcze na niej jest ?
- Nie powiem - zrobiłam się czerwona.
- Powiedz.
- Masz koc w aucie ?
- Może w bagażniku, a co ?
- No bo....moglibyśmy to zrobić pod gołym niebem. - powiedziałam szybko.
- Nie. - Oparłam skroń o auto. Ja mam jakieś wygórowane pragnienia?
- Jest za zimno.
- To Kurwa wyjedziemy na Karaiby. - mruknęłam. - Kiedyś.
- Nie bede sie bzykał jak jakiś dzikus do cholery.
- Nie mam porównania.
- Co ?
- Nic. - Westchnął parkując pod domem. Wzięłam sportową torbę i weszłam z nim do domu.
- Wskakuj w kiecke. - mruknął i poszedł po łazienki. Poszłam na górę i się ubrałam. Kiedy zeszłam na dół Louis wyglądał zaskakująco.. jak nie Louis.
- O cholera - zachwiałam się patrząc na niego.
- Możemy iść ?
- Jaaasne. - Wyciągnął do mnie rękę. Podałam mu swoją. 
-Louis - zatrzymałam się na chwilę.
- Tak ?
- Kocham cię.
- Ja Ciebie też. - Przyciągnęłam go i pocałowałam. Oddał krótko pocałunek. - Chodź już.
Wyszliśmy z domu i poszliśmy do auta. Mój brat napisał, że urodziły mu się bliźniaki. Ups.
Nie wiem czy mówić o tym Louisowi. Może nie teraz... Tylko się wkurzy, a to odbije sie na mnie. Nie. Nie mówię. Ostatnio zastanawiam się czy nie jest  ze mną dla dziecka. Przecież widzę jak Harry patrzy na Monic z miłością. Chciałabym mieć takiego Harry'ego. W sumie.. mogę spróbować. Chociaż to trochę chamskie, ale on mi czasem prawi komplementy.
- Która pizzernia  ?
- Obojętnie.
- Ava..
- Tak?
 - Która pizzernia ?
- Nie wiem, znasz je lepiej. - Wywrócił oczami i zaparkował pod jedną z nich. Wysiadłam i poszłam za nim. Usiedliśmy przy stoliku. Wziął mnie za rękę.
- Louis, nie denerwuj się ale chcę ci zadać pytanie. - popatrzyłam na niego. Bawiłam się naszymi palcami.
- Słucham?
- Gdyby nie Nell nie byłoby cię tu ze mną?
- W poradniku młodej matki to przeczytałaś ?
- Pytam poważnie.
- Avalon wiesz jaki jestem.
- Wiem, ale ... To wszystko takie nienormalne jest.
- Bo ja jestem nienormalny. - A nie możesz być jak Harry? Chciałam zadać to pytanie.
- Ava, kocham Cie, chociaż nie zawsze umiem to okazać.
- Przepraszam - odparłam. Jedliśmy pizzę i rozmawialiśmy. Chciałam go wreszcie POZNAĆ.
O dziwo czasami umie być normalny. Pocałowałam go w policzek i wytarłam swój ubrudzony nos z sosu.
- Wracamy ? Musimy jeszcze kupić tanie wino.
- Tak, tak. Chodźmy - wstałam. Przeszliśmy się do galerii alkoholi. Takie do końca tanie to ono nie było. Ale odpuściłam mu za dobre chęci. Szliśmy przez park z winem. Prowadził mnie do samochodu.
- A dywan może być?
- Łóżko.
- Ten kominek jest zachęcający.
- Ava, a kto Ci w ogóle powiedział, że będziemy  uprawiać seks ?
- Zgwałcę cię.
- Spokojnie.
- Ne wkurzaj mnie. - Otworzył samochód. Wsiadłam i włączyłam radio. 15 minut później byliśmy w domu. Wzięłam go za rękę i pociągnęłam na górę. Popchnelam go na łóżku nie dając dojść do słowa. Całowałam go i rozbierałam.
A on tylko się śmiał.
- Jesteś idiotą - powiedziałam. Zdjęłam swoją bieliznę i obróciliśmy się.
- Teraz Ci pokażę jak się to robi. - zsunął się między moje nogi. Piszczałam na cały dom. Ale krzyczałam. I jęczałam. I wszystko na raz. A on się ze mnie śmiał. On się ciągle śmieje. Przynajmniej ma dobry humor. Świetnie. Przyciągnęłam go i oplotłam nogami w pasie.
Poczułam go przy swoim wejściu.
- Louis - sapnęłam. Igrał.
- Taak ? - drażnił moje czułe punkty.
- Wejdź.
- A jak nie to co ? - wbił się we mnie mocno. Krzyknęłam ciągnąc go za włosy. Było mi bardzo dobrze. Robił to powoli, ale bardzo mocno. Całą noc mamy dla siebie.
- Tylko w ciąże nie zachodź. - mruknął całując moją szyję.
- Wezmę tabletki..
- Co ?! 
- Bo tabletki można brać też po.
-  Mam gumkę. Nie strasz mnie kobieto. - Uśmiechnęłam się i go pocałowałam. Rano od razu wyciągnął mnie z łóżka i pojechaliśmy po małą. Był dziwnie milczący. Nie wygłosił jeszcze złośliwej uwagi ani nic. Ciekawa byłam co mu się stało. Położył dłoń na moim udzie prowadząc.
- Loueh?
- Hm ?
- Co ci?
- A co ma mi być ?
- Jesteś jak nie ty.
- Głowa mnie boli.
- Brałeś tabletkę ?
- Nie. To chyba po tym winie.
- Masz słabą głowę do wina? - Podałam mu do ust proszek.
- Nie przepadam za nim
- Okay.
- Harry uwielbia. Ja jako facet wolę wódę.
- Harry tez jest facetem.
- Pizdą.
- Nie mów tak. Ma inny charakter. Nie każdy mężczyzna jest taki sam.
- A co ty go tak bronisz ? 

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 27

- Ty mnie już wcale nie kochasz.
- Nie gadaj głupot.
- Nie podobam Ci się.
- Podobasz - zamknął oczy.
- Jasne.
- No tak
- I dlatego nie przeleciałeś mnie od porodu ?
- A co ma jedno do drugiego?
- Moje poczucie własnej wartości.
- Jesteś bezcenna.
- Daj mi spokój. - odepchnęłam go i wtuliłam się w poduszkę. Obudziłam się w samolocie.
- Gdzie ty mnie kurwa wywozisz ?!
- Cicho mamo.
- Darcy ?!
- Cicho! Śpią.
- Gdzie my lecimy ?
- Ro coś tam.
- Gdzie ojciec ?
- Zajmuję się małymi.
- Gdzie ?
- Tam - pokazała na kabinę. Wstałam i tam poszłam. Maluchy spały na łóżku, a Harry chował wszystko do przewijania. Wściekła stanęłam przy drzwiach.
- Obudziłaś się to dobrze.
- Co ty kombinujesz ?! - byłam zła. Bardzo zła.Odłożył torbę i podszedł do mnie. 
- Możesz się uspokoić? Zwracam na ciebie uwagę? Źle. Nie zwracam ?  Jeszcze gorzej.
- Pytam co kombinujesz.
- Nic. Niespodzianka.
- Jaka ?
- Chciałaś lecieć na Rodos.
- A ty powiedziałeś, że dzieci są za małe.
- No widzisz. Jednak nie.
- Nie rozumiem Cie.
- Jak było po porodzie to powiedziałem, że są za mali. Teraz mają pół roku.
- Dobrze już.
- Chodź tu - rozłożył ręce. Przytuliłam się do niego. Pocałował mnie we włosy i kołysał.
Wiem, że  coś z Darcy ukrywają i ja się dowiem co. Na dodatek na miejscu była Avalon z Louisem.
- Dobra. Co tutaj się dzieje ?!
- Chodź idziemy - Darcy i Avalon poszły ze mną do innego auta. Tam była moja siostra Dalia.
Pisnęłam na jej widok, a chwilę później płakałam ze szczęścia. Przytuliła mnie i pocałowała w policzek.
- Dobra, dosyć tej radości. Idziemy - wyciągnęły mnie z auta za ramiona i weszliśmy do jakiegoś domku.
- Co tutaj się dzieje ?
- Nic takiego - Avalon zdjęła mi bluzę i dresowe spodnie, bo w to mnie Harry ubrał. Dala mi biała bieliznę i podwiązkę.
- O nie. On.. - usiadłam na łóżku.
- Mamy mało czasu. Ubieraj się.
- Nie mam sukni ślubnej
- Masz - Darcy taszczyła pokrowiec.
- To miałaś w tych zeszytach ?

- Taak. - Przytuliłam mocno dziewczynkę. Uśmiechnęła się i dała mi suknie. Wzięłam ją i poszłam do łazienki. Ubrałam się. Bielizna. Suknia.. Była idealna. Długa, koronkowa. Cudowna. Ale co z włosami i makijażem ? Byłam przerażona.
- No chodź tu. - Wyszłam z łazienki.
-Ale pięknie - Avalon i moja siostra posadziły mnie na krześle i chodziły w okół. Byłam delikatnie pomalowana a włosy miałam upięte. Próbowałam nie płakać, ale nie mogłam.
- Ej no - zaśmiały się. Darcy weszła mi na kolana i założyła diadem.
- Kocham Cie córeczko.
- A ja ciebie Mamuś. - Zaprowadziły mnie znów do samochodu trzymając moją suknię.
- Tylko uważaj.
- Wiem. - Zamknęły za mną drzwi i gadały przez chwile coś sobie tłumacząc. Byłam przestraszona. To wszystko działo się tak szybko...Darcy sama otworzyła sobie drzwi i wgramolila się do środka między mnie a nosidełko. Nie wiem co Harry zrobi z chłopcami. Nie mam pojęcia.
- Darcy dlaczego wy mi nic nie powiedzieliście ?
- Bo to niespodzianka - uśmiechnęła się.
- Ale Darcey..
- Podoba ci się?
- Jest pięknie. - Do Auta wsiadły ubrane dziewczyny. Miały błękitne sukienki. 
- No stara nie masz wyjścia. Jesteśmy twoimi druhnami - powiedziała Dalia i ruszyła.
- Dlaczego nikt mi nic nie powiedział ?
- Ja się dzisiaj dowiedziałam - odparła Ava.
- Darcy ?
- Tak?
- kocham Cie. - Przytuliła się lekko, a potem zabawiała Nelly. W końcu samochód stanął.
Louis otworzył przede mną drzwi. Miał granatowy garnitur. Jak nie on. Wysiadłam z auta uważając na suknię.
- Niall - zagwizdał i blondyn mnie wziął pod rękę
- Co wy wyczyniacie ? - zaśmiałam się.
- Prowadzę cię do ołtarza kochana.
- Do jakiego oł..- już wiem do jakiego ołtarzaStaliśmy na plaży. Przed nami była altanka z ołtarzem. Zobaczyłam Harry'ego. Ubrany był jak cała reszta chłopaków ale wyglądał najlepiej. Jego mama pilnowała chłopców. Uśmiechnął się do mnie szeroko. Podeszliśmy tam. Wziął mnie za rękę.
- co ty wykombinowałeś ? - szepnęłam patrząc na niego z miłością.
- Nic takiego piękna. - Uroczystość była piękna. Powiedzieliśmy z Harrym  sakramentalne " tak ".Przyciągnął mnie i długo pocałował.
- Kocham Cie. Bardzo bardzo bardzo. !
- A ja ciebie kochanie - wziął mnie na ręce. Wtuliłam się w niego najbardziej jak tylko mogłam. Każdy złożył nam gratulacje i wręczył prezenty. Później pojechaliśmy na wesele.
Nasz pierwszy taniec był cudowny. Kołysaliśmy się powoli. Harry uśmiechał się do mnie.
- Jestem na Ciebie wściekła, że nic mi nie powiedziałeś, ale jestem prze szczęśliwa.
- Wszystko się udało - pocałował mnie i zaprowadził do stołu. Piliśmy, jedliśmy, tuliliśmy się.
Przyjęcie było długie i udane. Wróciliśmy do wynajętego domku około 4 nad ranem.
- Masz jakąś instrukcje - zaśmiał się ciągnąc za mój gorset od sukienki.
- Sama to zrobię. - Rozwiązałam go i pozwoliłam sukni swobodnie opaść. Harry przygryzł wargę i przyciągnął mnie. Całował moją szyje.
- Sama to zrobię. - Rozwiązałam go i pozwoliłam sukni swobodnie opaść.
- Kładziemy się ? - udawałam że nie wiem do czego dąży.
- Wiesz, myślę że nie. - pocałował mnie za uchem.
- Dlaczego ? Na 100% jesteś zmęczony.
- Ja? Nie. Ale jeśli ty tak to możemy iść spać.
- Cicho mężu. - pocałowałam go zachłannie. Położył mnie na łóżku oddając pocałunki. Błądził rękoma po moim ciele, pozbawiając mnie bielizny. Jak się dzisiaj nie postara to go zabiję.
- To nam nie potrzebne - rozpiął moją bieliznę i zrzucił na podłogę.  Całował mój dekolt i brzuch, aż doszedł do złączenia ud. Patrzyłam na niego z delikatnym uśmiechem.
Teraz pieścił moją kobiecość.
- Harry... - jęczałam wplątując palce w jego loczki. Robił to najpierw powoli, ale gdy widział że dochodzę przyspieszył.
- Hazziu.. taak..  - nieświadomie dociskałam jego głowę w dół wywołując jego śmiech.
Wygięłam się w łuk dochodzą. Harry odsunął się i rozebrał. Popchnęłam go na łóżko i teraz to ja całowałam jego tors. Wplótł palce w moje włosy. Drugą ręką jeździł po moich plecach.
Całowałam jego podbrzusze.
- Harry ?  - powiedziałam nieśmiało.
- Hm?
- Chcę być Ci dzisiaj uległa. - Uniósł brew nieco zdziwiony. Pociągnął mnie do góry i spojrzał w oczy.
- Dlaczego?
- Bo ty kiedyś byłeś uległy mnie.
- Zrobisz mi dobrze?
- Co tylko powiesz.
- więc własnie tego od ciebie chcę..- bawił się moimi włosami. Posłusznie zrobiłam to co kazał mi zrobić. I wiedziałam, że sprawia mu to wielką przyjemność. A potem się ze mną długo kochał. Spałam naga w jego ramionach. Nigdy nie było mi tak dobrze.
Mieliśmy tu spędzić jeszcze cały miesiąc. Będzie cudownie. 

niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 26

Pocałowalem ją w czoło. Mój misiek.
- Tata ? Położysz się spać ?
- Idę do chłopców.
- A mnie nie położysz ?
- A ty już chcesz spać? - pocałowałem jej nosek.
- Tak. Bo Braty śpią.
- Bracia. Chodź.
- Tato ty nie rozumiesz. - westchnęła. - Nie bracia, bo tak mówi każdy. Braty bo są moi i wyjątkowi. - popatrzyła na mnie jak na idiotę i tak się właśnie poczułem.
- Och no dobra. To chodź.
- Dobranoc braty ! - krzyknęła kiedy kładłem ją spać. Uśmiechnąłem się i opowiedziałem jej bajkę. Skonany poszedłem do sypialni. Monic siedziała na łóżku w samej koszulce nocnej i rozczesywała włosy. Pocałowałem jej skroń i ściągnąłem ubrania. Prysznic. Tak....Poszedłem się szybko wykąpać. Kiedy wróciłem moja ukochana leżała i pisała sms'a.
- Z kim ty tak romansujesz ? - Położyłem się obok.
- Z Avalon. - wtuliła się. Pocałowalem ją w czoło. Ciągle mogę to robić. Mój skarb. Jestem szczęśliwy.

*** Oczami Louis'a *** 

 Bylem w Norwegii w sprawach związanych z firmą. Ava siedziała w domu. Wczoraj rozmawialiśmy. Dzisiaj cały dzień przesiedziałem na spotkaniach, ale wieczorem byłem. Dom był pusty. Zadzwoniłem do niej. Telefon był w domu. Kurwa. Dzwonię do Styles'a.
- Halo - odebrał zaspany.
- Gdzie jest Ava ?!
- A to ty...w szpitalu.
- Czemu ?!
- No rodziła. Dzwoniłem do sekretarki. Miała ci przekazać.
- Ja pierdole ! - pobiegłem do auta i niedługo później byłem w szpitalu. Nawet się nie przebrałem tylko w tym garniturze szukałem ginekologicznego. Znalazłem porodówkę i wbiłem się do środka.
- No już ma Pani wsparcie. - powiedziała lekarka.
- Zabiję go! - usłyszałem. Boże ile tu rodzących było. Tyle, że parawanami oddzielone. Wziąłem za rękę dziewczynę. Mogą mi ją już amputować.
- Jestem skarbie. - pocałowałem ją w czoło. Wzięła oddech i podniosła głowę krzywiąc się.
- Pamiętasz ? Przyj przyj wdech.
- Chcesz się zamienić? - wiedziałem, że to z bólu.
- Gdybym mógł to bym wziął to na siebie. - Odetchnęła i znów próbowała. Tak jeszcze cztery godziny. W końcu dostałem na ręce moją córkę. Była mała. Bardzo mała. Ale głośno płakała.
No płuca to ma po mnie. 
- Mamy akcje serca! - usłyszałem nagle i ze tak powiem zostałem odepchnięty. Nadal trzymałem na rękach moje maleństwo. Nie za bardzo wiedziałem co się dzieje. Pielęgniarka kazała mi czekać na korytarzu. Nie zabrali mi małej. Patrzyła na mnie i machała rączkami. Wyglądały trochę jak parówki. Nie płakała. Dobra, mam nadzieje ze przestanie być czerwona. I mam nadzieje ze serce jej matki zacznie bić.
- Masz na imię Nell. No weź powiedz. N-E-L-L. - Patrzyła na mnie, a potem na swoje piąstki..zupełna ignorancja.
- Osz Ty. Ojca tak ignorować ? - Potem pielęgniarka wzięła ją na badania i te sale co wszystkie dzieci tam leżą. Moja córa najlepsza.
- Panie Tomlinson, z żoną wszystko w porządku.
- Z kim ?
- Z panią Avalon - popatrzyła na mnie. - um...panną Hemmings.
- Ciesze się.
- Może pan do niej iść.
- Gdzie jest ?
- Na sali 4.
- Dziękuje. - poszedłem tam . Pół leżała przecierając oczy. Rozejrzała się. 
- Gdzie Nell?
- Na badaniach. Jak się czujesz ? - pocałowałem ją w czoło.
- Słabo. Gdzieś byłam. Nie wiem gdzie. Myślałam, że nie przyjedziesz.
- Jestem tu skarbie. Już wszystko jest okej. - Wzięła mnie za rękę i uśmiechnęła się. - Nell jest piękna. Taka jak Ty.
- Chciałabym ją już zobaczyć. Dziękuję. - i się rozpłakała.
- Czemu płaczesz ? Ava ? - przytuliłem ją.
- Bo mam was. Bo jestem szczęśliwa. Bo...dajesz mi wszystko.
- Nie płacz. - pielęgniarki przywiozły Nell. Wziąłem ją na ręce. - Zobacz kochanie. Nasza córa. Uśmiechnęła się i patrzyła na nią. Spała. Była śliczna. 

~*~

 - Louis, pieluszki. - przypomniała mi. Szliśmy do Stylesów.
- Wiem kobieto.
- Daj mi butelkę.
- Proszę. - dałem jej ją. Poprawiła Nell na rękach i dała jej mleko. Później dziewczynka ubrana w bluzę z uszami leżała w wózku.
- Ale cudna jesteś. Taka jak tata. - powiedziałem dając jej smoczka.
Nelly <3
- Narcyzm - usłyszałem i poczułem ze mnie klepie w tyłek.
- Cicho tam. Już ? Możemy iść ?
- Jasne - ubrała kurtkę i wyszliśmy. -Prowadziłem wózek ciągle zagadując córę. Patrzyła na mnie niebieskimi oczami. Stylesowie nie daleko. Zadzwoniłem do drzwi.
- Wchodźcie - Otworzył nam Harry upierdolony jakimś proszkiem.
- Wujaszek ! - Darcy przybiegła.
- Cześć mała - poczochrałem jej włosy. Boże ten dom to sklep z zabawkami i gerberami.
- Braty rozrabiają
- No widać właśnie. - Westchnęła i pozbierała szybko zabawki.
- Czegoś się napijecie ?
- Kawę poproszę. - Darcy nie pcha się na kolana, tylko idzie na górę. Dziwne...Wyjąłem małą z wózka i Ava ją wzięła. Poszły do kuchni. Harry usiadł obok
- Gdzie Darcey poszła ?
- Pilnuje Bratów bo teraz w ogóle nie sypiają. Zęby czy coś.
- Bratów ? Braci kretynie.
- Niee. Bratów. Nie zrozumiesz. Jak mała? Dajesz rade ?
- Taa, a ty z bliźniakami ?
- Daję. Słuchaj sprawa jest. - Przysunął się bliżej.
- Co jest ?
- Masz - podał mi obrączki i bilety.
- Co to jest ?!
- Będziesz drużbą.
- Kiedy ? Monic już zaplanowała datę ?
- Monic o tym nie wie. Za tydzień.
- Szybki jesteś, a jej siostrę ściągniesz ?
- Jasne.  Słyszałem, że dzisiaj biorę pod opiekę czwarte dziecko - o, a ja nie.
- Co ?
- Nell zostaje.
- A czemu niby ?
- A nie wiem.
- Nie ma mowy. Córa wraca ze mną.
- Stary ja spełniam prośbę Avy. Jutro ja odbierzesz.
- Avalon ! - czułem poirytowanie.
- Co? - przyniosła mi kawę.
- Dlaczego niby Nelly nie wraca z nami do domu ?!
- Proszę nie krzycz - usiadła obok.
- Pytam to odpowiadaj.
- Jesteś kretynem - Harry się zaśmiał i poszedł na górę.
- Avalon do jasnej cholery.
- Bo mam do ciebie prośbę. Nie denerwuj się.
- Jaką ? - Skubała nerwowo palcami moje spodnie. - No bo ja bym chciała raz zrobić to z tobą kiedy jesteś świadomy.
- Powinniśmy jeszcze trochę odczekać po porodzie.
- Ona ma prawie dwa miesiące Louis.
09:08
Crazy Mofos
- Dobrze, ale ona wraca do domu i koniec.
- Dobrze.
Wrócił Harry z Darcy na rękach.
- Braty śpią. - powiedziała siadając obok mnie i biorąc sobie ciasteczko.
- Na szczęście.. - dodał jej ojciec.
- Braty nas wykończą i wcale nie chcą się bawić. - weszła mi na kolana i się wtuliła.
- No wiesz są za mali.
- Ale są fajni.
- A Nell lubisz?
- Tak, ale nie tak bardzo jak bratów.
- No ja wiem. - Zjadła ciastko.
- Muszę coś zrobić. - poszła grzecznie na górę, a ja znów byłem w szoku. Harry popatrzył za nią z uśmiechem. Co oni kombinują.
- Louis, nie zawiedź mnie.
- Cicho bądź. - wywróciłem oczami. Denerwuje mnie. Przyszła i Monic. Harry wziął ją na kolana i pocałował.
- Jak tam tatuśku? - zapytała mnie.
- Ciągle się uczę.
- A jak Ci idzie ?
- Chyba dobrze...
- Ciesze się.
- Po miesiącu nauczył się zmieniać pieluchy, ale co tam.
- Oj Ava mnie uczył Harry więc wiesz. - zaśmiała się One plotkowały głownie o nas, a my rozmawialiśmy. W końcu powiedziałem, że chcę zapalić, a Harry wyszedł ze mną.
-  A ty masz jakieś plany Louis?
- Nie wiem. Ty, a jak ty jej sukienkę kupisz ? 
- Wiem jaki ma rozmiar.
- A jak jej się nie będzie podobała ?
- Darcy ją pytała. tylko w inny sposób.
- Ty to z tej Darcy masz pociechę.
- Harry, dlaczego Darcy siedziała w Twoim gabinecie ?
- A nie może ?
- Nie wiem, ale jak weszłam to zaczęła piszczeć zabrała jakieś zeszyty i wybiegła.
- Inteligentne dziecko.
- Harry ja nie wiem co wy kombinujecie, ale się dowiem.
- Nic - skłamał.
- To zabierz Darcy te zeszyty bo jak ja chciałam to mnie ugryzła.
- Może jej potrzebne.
- Ciekawe do czego. - dziewczynka przybiegła do mnie przyciskając do siebie zeszyty i schowała się przed Monic w moich ramionach.
- Chodź kochana, idziemy do cioci - wyszliśmy z tarasu. Poszła gdzieś schować te swoje zeszyty.
- Co oni wymyślają? - Ava karmiła małą.
- Nic.
- Dobra...


~ Monic ~

Goście wyszli, Darcy spała, a pod poduszką miała te zeszyty. Mogłam uszanować jej tajemnice lub zobaczyć. Ale tak bardzo mnie kusiło tym bardziej, że Harry wiedział. Weszłam po cichu do jej pokoju.
- Co robisz mamo ? - usłyszałam wkurzony głos malucha.
- Ja...sprawdzam czy śpisz.
- Śpię, a tu  nie ma tego co szukasz.
- Niczego nie szukam. Śpij - poprawiłam jej kołdrę.
- Monic. - Harry wszedł do jej pokoju.
- Śpię! - krzyknęła Darcy i schowała głowę pod poduszkę. - Idźcie sobie. - Wyciągnął mnie z pokoju i zaprowadził do sypialni.
- Spać. Już.
- O co się na mnie złościsz ?

- O nic.
- Chodź do łóżka.
- Idę. - zdjął ubranie. Położyłam się i ułożyłam do spania. Nie uprawiamy seksu od jakiegoś czasu. Nie wiem czemu. Harry nawet nie proponuje. Trochę mi przykro, ale nie ważne.
Położył się obok i wziął mnie w ramiona. Westchnęłam.
- Śpij mała.
- Ta. Domyślam się. Co mam innego do roboty ? - Nie odpowiedział mi. Zarejestrowałam tylko ze dziwnie się uśmiecha.

piątek, 24 października 2014

Rozdział 25

- CO? - byłem w szoku.
- To nic groźnego. To znaczy. Tak często jest w przypadku bliźniaków
- Ale jednak.
- Jeżeli będą państwo dbać o leczenie to nie powinno to uprzykrzać mu życia.
- Dobrze...
- Gratuluję synów.
- Dziękuję - mruknąłem i wyszedłem na korytarz. Tam spotkałem Louisa i Avę.
- Hej...
- Hej. Jak Monic ? - spytała mnie dziewczyna.
- Ona? Śpi. A ty?
- Okej. Dostałam skurczy i spanikowałam.
- Rozumiem.
- A dzieci ? - spytał mnie Lou.
- Ee...
- Co ?
- Nie no nic...Jedno jest chore.
- Co ? Jak to ?
- A skąd ja mam wiedzieć czemu akurat to mój syn jest chory?
- Co mu jest ?
- Niewydolność serca. - Dziewczyna bez słowa mnie przytuliła. Na tyle, na ile pozwalał jej brzuch. Westchnąłem. Dobrze mieć przyjaciół.
- Tata.. - zapłakana Darcy przyszła do mnie.
- Tak? Co się stało?
- Gdzie byłeś  ?
- U lekarza słońce.
- Zostawiłeś mnie. - szlochała w moją szyję.
- Musiałem. Już dobrze.
- Wujcio koń. - wyciągnęła do niego rączki.
- Chodź - podniósł ją. Wyszedłem się przewietrzyć. Jestem ojcem. Mam 3 dzieci. Mam synów z Monic. Jest dobrze...Źal mi tego najmłodszego. Zrobię wszystko, żeby był szczęśliwy.
Usiadłem na schodkach przed szpitalem.
- Ej stary. - Louis usiadł obok mnie.
- Hm? - mruknąłem.
- co jest ?
- Nic. Musze się przewietrzyć.
- Chcesz pogadać ?
- To nie sprawiedliwe.
- Przecież to nie wasza wina.
- Ale czemu on...
- Może Monic ma jakieś problemy i to po niej.  ?
- To wtedy się zacznie obwiniać.
- Nie dręcz się tak. - Westchnąłem i przetarłem twarz.
- Monic się obudziła. Zabrali ją na badania.
- Dobra. Wracamy.
- Będzie dobrze.
- Na pewno - wszedłem do szpitala.
- Tato. Znowu mnie zostawiłeś.
- Chodź pójdziemy do mamy.
- Chce do domu. Masz mnie zawieźć.
- Louis zawieziesz ja ?
- Ona ciągle chce do Ciebie Harry.
-Nie mogę z nią jechać.
- Ona Ci zaraz uśnie. - Wziąłem dziewczynkę na ręce i przytuliłem. Faktycznie po chwili zasnęła. Wszedłem do sali. Monic wróciła. Kiedy mnie zobaczyła odwróciła wzrok.
- Hej skarbie. Jak się czujesz? - wziąłem ją za rękę. Darcy leżała obok niej.
- Przepraszam. - powiedziała nadal na mnie nie patrząc.
- Kochanie to nie twoja wina.
- Moja.
- Nie. Nasz synek jest zdrowy i będzie szczęśliwy.
- Jeden tak.
- Drugi też.
- On nie jest zdrowy Harry !
- Jest. Nic mu nie będzie.
- Ma tą sobą chorobę co ja.
- Nie mówiłaś.
- Nie wiedziałam, że to dziedziczne. Przepraszam. Wiem, że już mnie nie chcesz. Rozumiem.
- Przestań mówić takie rzeczy.
- Przeze mnie nasz synek jest chory.
- Nie przez ciebie.
- A przez kogo ?!
- Po prostu tak jest. Trudno. - Wreszcie na mnie spojrzała. Płakała. Pocałowałem ją i otarłem łzy. Popatrzyła na Darcy i uśmiechnęła się smutno.

- Wszystko będzie dobrze. Jak chcesz ich nazwać?
- Olivier i Daniel.
- Okay. Bardzo ładne.
- Chcesz to zmień.
- Nie chcę - poszedłem wypisać akty. Kiedy wróciłem Darcy siedziała na łóżku rozmawiając z Monic.
- Zaraz przywiozą maluchy.
- Fajnie.
- Braty ?!
- Tak.
- Wreszcie.
- Wreszcie wreszcie dzwońcu - połaskotałem ją.
- Braty będą fajne.
- Bracia Darcy.
- Braty.
- Bracia.
- Braty. - skrzyżowała rączki na piersi.
- Bracia.
- Nie.
- T-A-K.
- Braty i tak. - wróciła do rozmowy z Monic ignorując mnie. Przywieźli naszych synów.
Monic była szczęśliwa A ja uśmiechałem się widząc tę czwórkę. 2 dni później byli już w domu. Układałem Oliviera w łóżeczku.
- Harry kolacja.
- Już zaraz...
- Tatoo
- Idę - wyszedłem.
- Harry ? - Monic podbiegła do mnie z dużym uśmiechem.
- Tak kochanie - Przyciągnąłem ją.
- Widzę swoje stopy !
- Jak super!
- Ty nie wiesz jakie to uczucie. - Pocałowałem ją i wziąłem na ręce. Zaniosłem królewnę do stołu.
- Tato ? - Darcy weszła mi na kolana.
-Słucham ?
- Kiedy będzie ślub ?
- Nie wiem.
- A czemu nie wiesz ? - czekaliśmy aż Monic poda nam posiłek.
- No nie wiem. Nic nie ustaliliśmy.
- A może.. zróbmy mamusi niespodziankę ? - przytuliła się do mnie.
- Ooo dobry pomysł.
- A mogę Ci pomóc ?
- Jasne.
- To super. - Uśmiechnąłem się. Mam genialną córkę. Siedziała na moich kolanach jedząc kolację.
- Kochanie?
- Tak Harry ?
- Masz jakieś wymarzone miejsce?
- Rodos.
- Okay. Teraz to nie pojedziemy. Wiesz dzieci.
- Wiem, rozumiem. Uśmiechnąłem się i spojrzałem na Darcy. Przyda mi się jej gust.
- Cii.. - przyłożyła paluszek do ust kiedy Monic się odwróciła. 
Szablon wykonała Clary G