niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 31

Odsunął się.
- Ava -upomniał mnie.
- Idź do niej ! Idź ! Do swojej głupiej żony ! - krzyczałam wkurwiona na niego. Dawał mi sygnały, a teraz nie.
- Nigdy nie mów tak o Monic - złapał mocno mój podbródek. - Uznam, że jesteś zdesperowana i o tym zapomnę. -wstał. -Jedziesz czy nie?
- Oddam Ci się.
-  Słucham?!
- Wiem, że chcesz. Powiedziałeś, że się martwisz, złapałeś mnie za rękę. Widziałam Twoje sygnały.
- Avalon zwariowałaś ?! Jesteś naszą przyjaciółką.
- Przecież nikt się nie dowie.
- Nie będę zdradzał swojej żony. Dziewczyno zwariowałaś - wyszedł.. Trzeba go jakoś pokłócić z Monic. Wtedy przyjdzie. Następnego dnia pojechałam do niej. Musze jej powiedzieć, że WIDZIAŁAM Harry'ego z inną.
- A Ty co tutaj robisz ? - jest na mnie wściekła. Harry na pewno jej powiedział co sie wczoraj stało.
- Chciałam z tobą pogadać.
- O czym ? - trzymała na rękach jednego z bliźniaków. Jaki podobny do Harry'ego.
- Chciałam cię po prostu uświadomić, że Harry wczoraj mnie skrzywdził - zmiana planów. Udaje zdruzgotaną.
- Eww nie wierzę Ci
- Ale taka prawda! Wykorzystał to, że byłam w takim stanie.
- Harry taki nie jest, a Ty próbujesz nas pokłócić bo zazdrościsz.
- Tak było - otarlam łzy. Tak! Zazdroszczę! Masz wszystko dziewczyno.
- Skończ tą szopkę. Nie skłócisz mnie z Harrym. A tak dla Twojej wiadomości Harry nie może uprawiać seksu przez 2 tygodnie.
- Nie powiedziałam ze mnie zgwałcił.
- Więc co strasznego Ci zrobił ?
- Kochanie ale ja nie wiem gdzie są te śpioszki. Szu...- stanął przy mas z drugim chłopcem.
Dała mu długiego całusa. Miałam ochotę wydrapać jej oczy.
- Co jest? - objął ją ręką.
- Odpowiedz mi Avalon.
- No na pewno nie przy nim!
- Zejdź mi z oczu. - powiedziała i zamknęła mi drzwi przed nosem.


~Harry~ 

Wziąłem talerze z pizzą i poszedłem na górę do Darcy. 
- Proszę dziewczyny - bawiła się z Clarą nowa koleżanką. Pocałowałem córeczkę w czoło i Zszedłem na dół. - Monic?
- Tak ? - czyściła buźki bliźniaków.
- Nic jej nie zrobiłem - Powiedziałem cicho.
- Wiem. - Pocałowałem jej kark i Położyłem dłonie na jej talii. - Musimy iść do lekarza.
- Po co ?
- Zrobić usg - Odsunąłem się i zbierałem zabawki.
- A.. to fałszywy alarm wiesz ? - Chyba odetchnąłem z ulgą. 
- Ale nie poroniłaś ? - wyprostowałem się po chwili.
- Nie
- To dobrze. Pojadę do Louisa.
- Zostań.
- Nie wiem co on wymyślił. - podałem jej ubranka.
- Miś to nie nasze życie.
- Tak, ale on jest dla mnie jak brat. Tylko ten głupszy.
- Jak zwykle. Jedź w pizdu. - westchnęła smutno.
- Wrócę za godzinę - Przyciągnąłem ją pocałowałem i uszczypnąłem w tyłek.
- Zostaw. - odepchnęła moją rękę. Jest zła.
- Nie bądź wściekła, że chcę mu pomóc.
- Jasne, zostaw mnie z bliźniakami, Darcy i jej koleżanką. Przywieźcie mi jeszcze Nell, a wy idźcie na piwo.
- Masz rację, pojadę wieczorem.
- Albo zadzwoń i on przyjedzie. - Tak zrobiłem. Był 10 minut później.
- Słuchaj - poszedłem z nim do garażu. - Weź się człowieku w garść.
- Ja ? Daj mi spokój.
- Nie. Ja. Traktujesz ją jak przedmiot.
- Dobrze, że ona taki ideał.
- No właśnie oto chodzi. Mnie chce uwieść, bo jest zdesperowana.
- Harry, a gdyby Monic ciągle marudziła to byłbyś taki chętny do czegokolwiek ? Staram się, jest źle. Nie staram, to już w ogóle.
- Ale wiesz czemu nie marudzi? Bo ją doceniam. Komplementuje. Troszcze się. Ty nie i dlatego podrywa mnie.
- A ja też ją doceniam i się troszczę.
- No właśnie tak ją doceniasz ze wymyśla gwałty aby ktoś zwrócił na nią uwagę.
- Przesadzasz Harry. Ja jej w dupe wchodził nie będę.
- Przesadzam?! Wczoraj zadzwoniła do mnie zaplakana ze w ogóle jesteś taki i taki. Dobra przyjechałem. Ona jest tak zdesperowana ze chce rozbić moją rodzinę wiec weź się w garść.
- Harry jak ja nie wiem co do niej czuję. - przytulał do siebie Nell
- Wiesz jak było od początku. Zmusiłeś ją a potem zaszła w ciążę. Może znajdziesz kogoś innego.
- Chyba tak zrobię. - westchnął. - Ale dziecka jej nigdy nie oddam.
- Ona jest tak samo matką jak ty ojcem.
- Bedzie chciała mi ją odebrać.
- To pójdziecie do sądu. Ustalicie kiedy będziesz się widywać.
- Ona chyba. Ja Nell jej nie oddam. Nie ma nawet opcji. Ciekawe czy ty byś Monic tak dzieci oddał.
- Dzieciom najlepiej jest z matką.
- To daj jej Darcy i bliźniaków, a ty zostaniesz sam.
- Ale my się kochamy i nie rozstajemy. Przecież uczestniczył bym w ich życiu. A i jeszcze jedno. Nie możesz zostawić jej z  niczym.
- Jak Nell zostanie ze mną to ona mnie nie interesuje.
- To po co mieszales w jej głowie? Weź Cześć winy na siebie.
- Biorę.
- No właśnie.
- Jestem chujem. Ok.
- Dawaj dziecko - zabrałem mu małą. - Jedź i to załatw raz a dobrze.
- Jeżeli dasz ją Avalon to do mnie sie już nawet nie odzywaj.
- To ty jedziesz do Avalon, poza tym Monic jej tu nie wpuści.
- Jak ona tu przylezie i dasz jej moje dziecko to Cie zajebię.
- Nie dam.
- Mam nadzieję. - pocałował córę i wyszedł. Poszedłem do żony. Położyłem Nelly w wózku.
- Mhm, jednak dostaje piąte pod opiekę ?
- Ale ja nigdzie nie idę.
- Czemu Nell została ?
- Bo Louis musiał jechać do Avy.
- Wariatki miałes na mysli. - zazdrosna Monic. Tego jeszcze nie bylo.
- Oj przestań.
- Oj nie wkurwiaj mnie.
- Po co ty się denerwujesz? Kryzys przechodzi.
- Po co ?! A gdyby ktoś tak mnie bajerował jak ona Ciebie to taki spokojny byś był ?-Przyciągnąłem ją.
- Ale juz tego nie będzie robić. I nie krzycz dzieci śpią.
- Mhm bo ty akurat wiesz.
- Ale ja jestem twój i nie masz o co być zazdrosna. Kotku - pocałowałem jej usta, nosek i szyję. - kocham cię.
- Jest ode mnie ładniejsza, zgrabniejsza i ma bardziej przebojowy charakter.
- Nie jest od ciebie ładniejsza. Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie.
- Kłamiesz.
- Nie kłamię skarbie. Nie widzę świata poza tobą, ty nim jesteś. - Wtuliła nos w moją koszulę. Jest strasznie zła. Całowałem ją po włosach.
- Uśmiechnij się.
- Nie.
- No proszę. - posadziłem ją na biodrach.
- Nie.
- Uparta jesteś. Ale ze złością ci nie do twarzy  - postawiłem ją i poszedłem otworzyć drzwi. Mama Clary.
- Dzień dobry, proszę wejść.
- Dziękuję- weszła do środka.
- Darcy! - zawołałem je.
- Tak tatuś ? - zeszła na dół razem z koleżanką.
- Chodź - wziąłem moje słoneczko. - Clara mama przyszła.
- Do widzenia. - powiedziała dziewczynka kiedy jej mama otworzyła jej drzwi.
- Do widzenia. Wpadaj kiedy będziesz chciała.
- Dziekuje za opieke Panie Styles.
- Nie ma za co.
- Do widzenia. - wyszły. Przytuliłem Darcey.
- I jak było?
- Fajnie.
- No to się ciesze. Może następnym razem zostanie na noc?
- Nie wiem. Czemu mama uderzyła w ściane.
- Zaraz się zapytam. Idź do braci -poszedłem do żony. - Skarbie.
- Skarbie ?! - rzuciła we mnie swoim telefonem. Zobaczyłem zdjęcie moje i Avy.
- No przecież cie nie zdradzilem ! - złapałem jej rękę. - To zdjęcie jest z naszych wakacji tylko przerobione. Nie widać ? Odepchnęła moją dłoń.
- Nie rób scen Monic. Nigdy bym cię nie zdradził - Powiedziałem zły i poszedłem do dzieci.
Nie musiałem długo czekać, żeby usłyszeć trzask drzwi wejściowych. Byłem wściekły, że w ogóle tak pomyślała. Wszystko dla nich robie a ona mnie oskarża o romans z wariatką.
Jestem wkurwiony na Louisa bo przez niego jebie się mnie. Cudownie nie? Zajebiście. Wykąpąłem. bliźniaków i wszystkich uśpiłem. Zszedłem na dół i usiadłem na krześle.  Przecieralem zmęczoną twarz. Boże! Nell. Na szczęście spała. Nie mam kurwa siły.
Wziąłem telefon i zadzwoniłem do Louisa. W tym momencie Monic wparowała do domu i tak się na mnie rzuciła, że telefon wyleciał mi z ręki. Tuliła się do mnie drżąc. Poczułem na policzku coś ciepłego i lepkiego. Spojrzałem na jej buzię. Na policzku miała dwie rany, jedną bardzo blisko oka.

8 komentarzy:

Szablon wykonała Clary G