sobota, 7 września 2013

14. Pożyczony.

 Spraw, aby każdy dzień miał szansę stać się najpiękniejszym dniem twojego życia.


Obudziłam się z skołowana. Trochę kręciło mi się w głowie ale nie bolała mnie. Harry siedział na skraju łóżka .Zerknęłam na niego i od razu przypomniały mi się wczorajsze wydarzenia. Nie mam zamiaru zamienić z nim słowa. Wstałam z łóżka, lekko się chwiejąc i znów na nie opadłam.
- Leż.- prosił .
- Jak nie posłucham znów mi coś wbijesz? - prychnęłam ponownie wstając i tym razem mi się to udało. Podeszłam do komody i zaczęłam wyszukiwać w niej jakiejś bluzki.
- Przestań.- westchnął.- Zrobimy tak. Porozmawiamy dzisiaj. Powiesz mi wszystko co ci przeszkadza. Co mam zmienić. Zależy mi na tobie i nie chcę cię stracić. Nie wiem dlaczego tak jest, dlaczego właśnie tak walczę oto aby cię zatrzymać. Inaczej nie potrafię. Chcę żebyś mnie kochała.
- Nie chciej. To nie tak działa, że jak czegoś chcesz to to masz. - burknęłam wciąż stojąc do niego tyłem i grzebiąc po szufladach. Żadnej porządnej za dużej na mnie bluzy czy swetra które tak lubiłam. Są za to same obcisłe kiecki. Pieprzony Harold zmienił mi garderobę.
- Nie o tym mówię. Znów nie rozumiesz. Ubierz proszę sukienkę. Zaraz przyjedzie moja mama. Jest 12
- Rozumiem doskonale, to ty nie słuchasz mnie. I nie chcę sukienek. Mam dość tych obcisłych lateksów.
- Proszę.- powtórzył.- Słucham cię. Nie chcę się już kłócić. Zrobię co ze chcesz. Zrobię wszystko żeby cię zatrzymać .
- Daj mi jakiś swój T-shirt. - mruknęłam siadając na brzegu łóżka. - Pytaj, a ci odpowiem. Co chcesz wiedzieć? Albo poprawić?
- Nie chcę żebyś była zła.- podał mi koszulkę.- Nie chcę ciągłych kłótni oto że tobą rządzę. To tak nie jest. Chcę poprawić to aby w naszym związku obie strony mogły na siebie liczyć i mieć do siebie zaufanie. Chcę też abyś była bezpieczna... a Louis może tu wejść jak zauważyłaś i zrobić wam krzywdę dlatego to wszystko .
- Nie rządzisz mną? - prychnęłam śmiejąc się. - Co za bzdury. a każdym razem kiedy czegoś nie chcę robić czy coś mi nie pasuje mam cię słuchać bo mi grozisz! Jak mam się czuć bezpiecznie skoro na każdym kroku wymachujesz przy mnie bronią i zabierasz wszędzie tam gdzie ktoś może skrzywdzić mnie?! Trzymasz mnie tu jak w klatce, gdzie po woli zaczynam wariować bo praktycznie całe dnie spędzam sama! A dodatkowo kiedy wrócisz to albo ciągle mówisz mi co mam robić, ale albo mnie wtedy pieprzysz, albo zabierasz gdzieś bo ty masz na to ochotę nie ja! Kupujesz mi rzeczy, których nie lubię i nie chce! Nawet nie potrzebuje. Bez ciebie miałam spokojne życie. Robiłam to co lubię robić, ubierałam się jak chce i widywałam z ludźmi. A teraz?! Jestem zamknięta , jestem taka jaką chcesz bym była, nie jestem sobą! Ty! Ty nawet nie wiesz co lubię robić, bo cię to nawet nie interesuje! Interesujesz się tylko i wyłącznie sobą!
- Nie krzycz. Mieliśmy rozmawiać. Dobrze w takim razie to wszystko zmienimy .
- Ciekawe jak to zmienisz skoro nic a nic o mnie nie wiesz. - jęknęłam, a w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. O ile się nie myliłam to właśnie matka Harryego z którą nie miałam ochoty rozmawiać.
- To się dowiem. Wiem na razie tyle ile trzeba a ta wiedza cię zaskoczy. Ubierz się i zejdziemy .
- Mógłbyś dla odmiany ze mną porozmawiać, a nie wmawiać sobie, że cokolwiek wiesz. - mruknęłam. Naciągnęłam na siebie jego bluzkę, a na tyłek naciągnęłam swoje ulubione stare jeansy, które zdołałam ukryć przed Harrym. Włosy związałam w luźny kucyk nie patrząc na to czy mu się to spodoba czy nie. Powinien mnie zaakceptować taką jaka jestem, a nie zmieniać. Jego matce też nie muszę się przypodobać.
- Powiedziałem że porozmawiamy. Nie burmusz się tak. Przepraszam.
- Ciągle coś mówisz, a czasu masz na to mało. - wyminęłam go i zeszłam na dół. - Styles,, kurwa drzwi! Zamkniesz na cztery spusty, a potem wejść nie można.
Zszedł do mnie i otworzył drzwi pilotem.
- Nie klnij. Dziecko tego słucha.- wziął na ręce Mayke .
- Ciebie także, a tym się nie przejmujesz. - przeszłam do kuchni wyciągając miseczkę, mleko i płatki. Mam gdzieś odwiedziny tej babki. Przyszła do syna nie do mnie, a ja jestem głodna i mam swoje maleństwo do wykarmienie, która zje dziś ze mną płatki.
- Mayu, śniadanie! - krzyknęłam i czekałam aż przyleci.
- Już mi tata dał!
- Co jadłaś? - odwróciłam się do niej krzyżując dłonie na piersiach.
- Omlety. Takie doobre. I kakao. Chodź babcia przyszła - pociągnęła mnie do salonu gdzie była ta kobieta.
- Mamo to Rosemary moja dziewczyna.
- Witam. - uśmiechnęłam się sztucznie, ale może nie zauważyli i podałam jej rękę. - A kochanie. - zwróciłam się do dziewczynki. Ta pani nie jest twoją babcią. - wzięłam ją na ręce i wycofałam się do kuchni zjeść śniadanie wcześniej piorunując chłopaka wzrokiem, że pozbawia mnie nawet przyjemności spędzenia czasu z moją, powtarzam moją córeczką. Nie dość, że siedzę całymi daniami tu sama, to jeszcze ją chce mi odebrać.
- Nie lubię gdy się kłócicie.- powiedziała prawie płacząc .
- Mayu to tylko twój wujek, nie tata. Zrozum w końcu.
- Nie mów tak. Jest tatą i tatą będzie..- odparła. - I nas kocha .
- To nie jest twój tata do cholery! - krzyknęłam po czym szybko złapałam sięza buzie. - Przepraszam słonko, ale zrozum...
Widziałam, że mówiąc to Styles stanął w drzwiach przysłuchując się tej rozmowie, ale nie zareagował, a jego mama gdzieś się zawieruszyła. Odwróciła się z płaczem i pobiegła do chłopaka. Wziął ją na ręce tuląc do siebie.
Odwróciłam się plecami do nich, zakrywając twarz dłońmi. Z moich oczu mimowolnie popłynęły łzy, a ja zaczęłam szlochać.
- Rose.- poczułam jak delikatnie mnie przytula.- Rose nie płacz
- Ale ja już tak dłużej nie umiem... - jęknęłam odwracając się w jego stronę. Wydawało się, że jego twarz przeszywał ogromny ból, ale może to tylko moje złudzenie. - Mayu przepraszam... - chciałam ją pogłaskać po włosach, ale nie pozwoliła tylko mocniej wtuliła się w Harry’ego. W tej chwili poczułam się jak wrak statku. Nawet traciłam córeczkę, która wolała jego niż mnie. To bardzo, bardzo bolało. Styles chyba to zauważył, bo dziwnie na mnie spojrzał.
- Bądźmy rodziną. Proszę cię.- mówił łagodnie z uczuciem i widać że szczerze.- Ty, ja i Maya. Mówiłem ci że zrobię dla was wszystko. Poczynając od zmiany samego siebie ale daj mi ...nam szansę .
Nie odpowiedziałam. Po szafkach kuchennych osunęłam się na zimne kafelki, nie mogąc powstrzymać płaczu. W tej chwili zabrakło mi mojego ojca, który w takich chwilach mojej rozpaczy zawsze mnie mocno do siebie przytulał i siedział tak długo, aż nie przestałam płakać. A potem siedzieliśmy jeszcze dłużej gadając i śmiejąc się.
- Zabierz ją stąd, nie chcę by mnie taką widziała. - wymamrotałam, dławiąc się łzami.
Kucnęli przy mnie. Maya siedziała na kolanie chłopaka.
- Mamo.- dotknęła mojego policzka rączką. - Kochasz tatę ?
Spojrzałam na nią zaczerwionymi od płaczu oczami, po czym przeniosłam wzrok na Harry’ego.
- Proszę... zrób choć raz to o co cię proszę. Zabierz ją stąd i wróć tu sam.
- Mayu chodź.- podniósł się wychodząc z kuchni. Chwilę go nie było a ja wpadłam w jeszcze większą histerię. Gdy wrócił kucnął na przeciwko mnie trzymając moje ręce .
W tej chwili zachowywał się jak obcy. Klękał tylko pocieszając mnie głupimi słowami, nie tego chciałam.
- To też muszę zmienić.- powiedział jakby czytając mi w myślach. Zmienił pozycję oplatając mnie ramionami tak że wtulałam się w jego tors .
Posadził mnie na sobie okrakiem i mocno do siebie przycisnął. Płakałam jeszcze bardziej i czasami uderzałam pięściami w jego tors wyzywając go. Jednak on milczał. Wytrzymywał moje wyklinania na niego i bicie, a później całował w głowę mówiąc jak bardzo mnie kocha i głaskał. Czułam się okropnie, ale kiedy w końcu opadałam z sił poprosiłam by zachowywał się tak jak kiedyś mój tato i po prostu siedzieliśmy w ciszy. A kiedy Maya stanęła w drzwiach, pokiwał przecząco głową i uciekła. W sumie dobrze, potrzebowałam tego. Słuchałam jak spokojnie oddycha i jak bije jego serce. Gładził mnie po plecach delikatnie ale to bardzo delikatnie kołysząc. Zaczął mi cichuteńko śpiewać jedną z najpiękniejszych piosenek o miłości - I will always love you.
Zacisnęłam mocno powieki, wtulając się w zagłębienie jego szyi.
- Przepraszam cię... tak bardzo przepraszam. - jęknęłam.
- To ja cię przepraszam.- wychrypiał.- Za każdą groźbę, za każdą przykrość ...
- Oboje popełniliśmy błędy. Ja za swoje płacę utratą córki. - wychlipałam bawiąc się skrawkiem jego koszuli.
- Nie tracisz jej Rose - powoli podniósł mój podbródek. Również miał zaszklone oczy.- ona potrzebuje nas obojga. Ja wiem że to nie ja ją spłodziłem ... ale ją kocham.
- Ale ona zna tylko ideę ojca, nie wie dokładnie... a ja bym chciała aby wiedziała, że go ma. A ty... Harry nie chcę by kolejny raz cierpiała przez utratę taty, jeśli tylko coś się tobie stanie.
- Nie mogę ci obiecać tego, że jutro mnie nie zabraknie, że stanie się coś czego nie mogłem zaplanować, ale mogę obiecać ci bycie przy was do końca moich dni. Kocham cię. Tak bardzo cię kocham - znów szeptał w moje włosy.
- Ale ja nie chcę budzić się w nocy sama i bać się o to, że coś złego się z tobą dzieje. Nie chcę przy każdych wyścigach martwić się o to, czy nie będziesz miał jakiegoś wypadku. Nie chcę ciągle się bać i martwić. Dlaczego ja ciągle mam przeżywać tyle bólu emocjonalnego...
Przymknął powieki.
- Nie chcesz abym brał udział w wyścigach? Nie będę.
- N... Ni... - dukałam nie pewna czy mogę to powiedzieć. Nie lubił mnie słuchać.
- Tak? Proszę powiedz co myślisz, co czujesz, czego pragniesz .
- Ja nie chcę byś brał udział w wyścigach. - powiedziałam na jednym wydechy, mocno zaciskając dłoń na jego ramieniu i przytulając się do niego, jakby bojąc się, że zaraz mi się za to oberwie. - Chcę abyś więcej czasu spędzał ze mną tak jak teraz, po prostu buł i mnie przytulał i tyle. Proszę nie zabieraj nigdy May to swojego świata broni i przestępstw i chroń ją jak tylko możesz, nawet bardziej ode mnie. Kocham Cię... - skończyłam i zdałam sobie sprawę, że drżę z przerażenia w jego ramionach. Bałam się.
Powoli mnie od siebie odsunął. Patrzył teraz na mnie kompletnie zaskoczony. Zielone tęczówki patrzyły w moje oczy . Jego oddech przyspieszył.
- powtórz. Proszę . To ostatnie. Powtórz .
Spuściłam głowę, a z moich oczu znów wypłynęły łzy. Moje dłonie dostały Parkinsona.
- B...boję się...
- Czego?- wziął moją twarz w dłonie. Wargami spijał moje łzy .
- Ciebie. - chlipnęła. - Kocham cię Harry. Oh, obawiam się że za bardzo, ale się tego boje bo wiem, że to mnie zrani. Ale cię kocham, kocham... - szlochałam jak dziecko.
- Nie bój się.- znów mnie kołysał. Przesunął moją dłoń do swojego serca.- Bije dla ciebie .
Rzuciłam się na jego szyję i mocno w niego wtuliłam szepcząc cały czas że go kocham. Otulił mnie silnymi ramionami powoli podnosząc. Uniósł mnie jak pannę młodą i skierował się na górę. Usiadł na łóżku i wtedy mnie do siebie jeszcze mocniej przytulił . Dopiero teraz uświadomiłam sobie to jak bardzo byłam zmęczona i śpiąca. Złapałam się kurczowo Stylesa prosząc by został ze mną i mnie utulił do snu. Położyliśmy się i chłopak śpiewając mi uśpił mnie a ja odpłynęłam w głębokim śnie.

◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►◄►
Hej! Za bardzo Was rozpieszczam. Cieszę się i dziękuję za komentarze pod ostatnim
rozdziałem. Ciągle liczę, że wpadniecie na opowiadanie o wyścigach tak jak prosiliście,
które specjalnie dla Was jest założone. ( link za końcu notki).
Wyznanie uczuć, pogodzenie się... Dzieje, się dzieje.
Zdradzę Wam coś... Ja już mam rozpoczętą drugą część tego opowiadania i nie będę wprowadzać, żadnych zmian. I Tak RARRY! Nie będzie Louisa i Rose. Tego nigdy nie brałam
pod uwagę. Harry i Rosemary.. koniec.

piątek, 6 września 2013

13. No kochaj mnie




Była piękna ciepła noc,Wtedy to ujrzałem ją
Miała włosy brąz i czarujący wzrok
Powiedziała tak, zapytałem gdzie
Noc przykryje nas, więc zaczaruj mnie
Powiedziała mi, wyszeptała mi
Powiedziała mi, a wyszeptała mi
Siedziałam na dywanie bawiąc się z Mayą. Właśnie wróciłam z kolejnej nauki szybkiej jazdy. Harry mówi, że robię postępu i co raz bardziej dokłada mi różne techniki. Na razie poznałam Clutch Kick i uczę się robić Feint Drift przed zakrętem. Mówił, że nie będę się ścigać, ale mam na wszelki wypadek umieć. Nie sprzeciwiałam się. Zayn co raz częściej uczy mnie strzelać. To też umiem. Z Louisem trenuję walkę. Jego boję się najbardziej. Zawsze na halę idę z Harry'm. Wtedy czuję się bezpieczna. Tomlinson zażądał dowodu iż Mayka jest jego córką. Mieliśmy zdobyć testy. Zgodziłam się, ale to nie miało nic zmieniać. Nie pozwolę mu dotknąć małej. On nawet jej odważyłby się zrobić krzywdę, a na to nie pozwolę.
- Tata! - krzyknęła dziewczynka, podnosząc się z dywanu.
Podbiegła do holu, a zaraz pojawiła się z Harry'm, który trzymał ją na rękach. Uśmiechnęłam się na ten widok. Widać, że Loczek bardzo ją pokochał i naprawdę traktuje jak swoją córkę. Również się podniosłam i podeszłam do nich
- Cześć kochanie. - brunet ucałował mój policzek.
- Hej, gdzie byłeś? - spytałam.
- Załatwiałem parę spraw. - wzruszył ramionami. - Zabieram cię dziś na randkę. - dodał idąc do kuchni.
Wzniosłam oczy ku niebu, na szczęście mnie nie zobaczył. Machnęłam ręką i zaczęłam zbierać zabawki porozrzucane po podłodze. Po jakimś czasie ktoś objął mnie w talii, całując mój kark.
- Słucham pana? - zaśmiałam się.
- Pojedziemy na jakieś zakupy. Kupimy ci parę nowych ubrań. - jego ręka niebezpiecznie zsuwała się co raz niżej.
- Ale ja nie potrzebuję. - wydusiłam szeptem.
- Powiedziałem.- cicho warknął.
Jego dłoń już znajdowała się w moich szortach. Odchyliłam lekko głowę ciężko dysząc. Bałam się tylko, żeby Mayka nie weszła teraz do salonu. To co robiliśmy nie było odpowiednie.
- Przestań...- wydyszałam.
O dziwo spełnił moją prośbę. Złożył na moich ustach pocałunek i poszedł do swojego gabinetu. Otrząsnęłam się i skończyłam sprzątanie. Wieczorem kazał mi ubrać sukienkę, zostawił Mayę pod opieką Jamie- niani i gdzieś mnie zabrał. kierował się do centrum Londynu. Nie rozmawialiśmy. Patrzyłam w szybę, słuchając piosenki, która leciała w radiu. Czarny Mercedes zatrzymał się dopiero pod jedną z luksusowych restauracji. Obsługa tego lokalu, zaparkowała samochód gdzieś indziej, a my weszliśmy do środka. Przy stoliku zarezerwowanym dla nas zjedliśmy kolację. Było naprawdę miło. Nie wiedziałam, że Harry umie być taki romantyczny, a jednak... Po tym zabrał mnie nad Tamizę. W miłosnym nastroju, spacerowaliśmy nad jej brzegiem. Chłopak obejmowałam mnie w talii, a ja opierałam głowę o jego silne ramię. Na chwilę przystanęliśmy. Odwrócił mnie do siebie i spojrzał w oczy, a zaraz na usta. Powoli pochylił się i złożył słodki i długi pocałunek.
- Zostaniesz moją kobietą? - zapytał.
- No nie... Harry Styles ten badboy mnie pyta o coś takiego, a nie bierze jak uważa, że to mu się należy? - zrobiłam duże oczy.
Przewrócił oczami, przechodząc z nogi na nogę zniecierpliwiony.
- Ale to nie są oświadczyny, prawda? - zszokowana zrobiłam krok w tył.
- Gdybym się oświadczał to bym klęczał Rose, klęczałbym. - powiedział , patrząc na mnie jak na wariatkę.
- Oh, okay. To sądzę, że mogę nią być, choć boję spytać się co się z tym wiąże.
Zaśmiał się i powtórnie złączył nasze usta. Wziął mnie za rękę, wracając do samochodu.
Odpalił silnik i ruszył z podjazdu kierując się w stronę domu. Całe myśli przelałam teraz na Maykę i zastanawiałam się czy już śpi.
Miałam nadzieję, że ta opiekunka dobrze się nią zajmuje. Na to liczyłam. Poczułam ciepłą dłoń na moim kolanie. Zerknęłam na Harry’ego, który badawczo mi się przyglądał.
- O czym myśli moje słońce?
- O niczym, konkretnym. O moim słońcu. - uśmiechnęłam się blago i odwróciłam w stronę okna. Nie wiem dlaczego nagle dopadał mnie dziwna melancholijność i miałam ochotę... płakać? Jakaś dziwna się stałam. Potrząsnęłam głową przymknęłam powieki.
Dojechaliśmy pod willę. Harry zaparkował w garażu i wprowadził mnie do domu. Podziękował Jamie opiekunce i zamknął dom na każde zamki o blokady.
W tej chwili nawet nie miałam siły na nic. W jego domu najbardziej lubiłam duży balkon i jakoś tak naszła mnie ochota by tam usiąść i przemyśleć parę spraw ale najpierw kąpiel.
- Harry... proszę cię sprawdź czy Maya śpi.
- Dobrze. A ty masz na coś ochotę?- spytał zdejmując marynarkę i kierując się na schody.
- Tak posiedzieć sama. - mruknęłam i skierowałam się do kuchni. Mam nadzieję, że Styles da sobie spokój i nie będzie się dziś do mnie dobierał, ale wtedy pewnie nie byłby sobą.
Gdy zszedł na dół oznajmił że mała śpi. Ja poszłam na górę wziąć tą moją kąpiel a później jak mówiłam usiadłam na balkonie. Siedziałam z wilgotną głową, w samej halce nocnej, przyglądając się czystemu niebu. Na prawdę gwiazdy dziś świeciły niesamowicie.
Jakaś smętna byłam. Nic nie chciało mi się robić i byłam zmęczona. Lekki wiaterek owiewał moją twarz. Przymknęłam powieki i po chwili za sobą usłyszałam ciche chrząknięcie Harryego. Jeśli znów będzie miał ochoty na małe igraszki, a ja nie mogę mu się przeciwstawić to będę robiła to wbrew sobie. Jaki to ma sens? Przewróciłam oczami, zanim mógł mnie jeszcze tak ujrzeć. Na to właśnie dzisiaj miałam ochotę. Na rzucanie i trzaskanie rzeczy i zdjęć. Aby krzyczeć.
Chciałam krzyczeć i przewracać oczami, dlaczego?
Nie miałam pojęcia i nie dostawałam odpowiedzi. Weszłam do sypialni. - Moja mama jutro przyjeżdża. - oznajmił zdejmując koszulę.
- To się z nią spotkaj. - mruknęłam siadając na brzegu lóżka i ściskając w pięści jego pościel. Przysięgam, że zaraz coś lub w coś uderzę i zacznę krzyczeć. Może to przez na tłok myśli i wydarzeń. Oh tak dużo się dzieje. A ja muszę martwić się o wszystko i za wszystkich. O tego debila, który ryzykuje na tych wyścigach. O moją małą córeczkę, o siebie. Martwię się i boje zarazem, to że im coś się stanie, to że Lou tu wpadnie. Nie wytrzymuję tego psychicznie.
- Nie spotkam się sam. Przyjedzie tu i razem zjemy z nią obiad. Druga sprawa to to że ...- nie dokończył bo usłyszeliśmy płacz. Chłopak poszedł do małej i długo nie wracał. Chyba zasnął .
Weszłam do nich do pokoju i Styles faktycznie spał. Podeszłam cicho do jego ciała i wsunęłam rękę w kieszeń jego marynarki, wyciągając po cichu z nich pęk kluczy. Po cichu zeszłam na dół i od kluczyłam drzwi, wychodząc na dwór i przechodząc daleko na tyły Villi.
Złamałam oczywiście jedną z zasad. Nie mogłam wychodzić sama. Stałam w ogrodzie patrząc w niebo kiedy usłyszałam chrząkniecie i zauważyłam postać stojąca przy drzewie. Nie...on...
Styles stał i z wściekłością mi się przyglądał, a ja właśnie w tej chwili poczułam, że jestem więziona. Nie mogłam niczego robić. Czułam się jak ptak w klatce i pomału obumierałam. Zawrzała we mnie złość i przysięgam, że jak teraz zechce ciągnąc mnie do domu to zacznę krzyczeć i bić go pięściami. Może płakać...
- Co tu robisz?- syknął .

- Stoję. - burknęłam i upss... wywróciłam oczyma.
Podszedł do mnie łapiąc za ramię. - Nie pozwoliłem ci samej wychodzić. Po drugie grzeczniej.
- Mam dość tego, że wszystkiego mi zakazujesz. - wyrwałam się z uścisku, kładąc mu dłonie na torsie i mocno go od siebie odpychając. - Na miłość boską... Harry! Mam tego dość... mam prawo posiedzieć na dworze wieczorem czy z kimś pogadać, też mam swoje życie wiesz?!
- Może masz. Tylko że to zagraża tobie więc się nie stawiaj dobra?! - usłyszeliśmy huk a raczej strzał.
- Mayka! - wrzasnęłam i rzuciłam się w stronę domu, niestety zaraz zostałam szarpnięta do tyłu przez Stylesa.
- Stój.- szepnął wyjmując broń i rozglądając się. - Tomlinson?
- Tam jest moja córka, więc wybacz bo w tej chwili nie zamierzam ciebie słuchać! - wrzasnęłam na co chłopak wybrzuszył na mnie oczy, a ja pobiegłam do domu.
- Maya?! Mayka! - krzyczałam płacząc i wbiegając po schodach kierując się do pokoju mojej maleńkiej córeczki.
- Nie tak szybko.- drogę zastawił mi louis.- Powinnaś się słuchać Styles skarbie.- powiedział lądując broń i przyglądając mi się. Za mną już słyszałam kroki Hazzy. - Rose azyl w sypialni mai. Za szafa macie schron.- szeptał mi do ucha bardzo szybko.
- Choć raz mógłbyś wrócić szybko? - jęknęłam, a moje łzy skapywały na ziemie. Bałam się tego pokoju. Bałam się być z dala od niego, kiedy coś groziło mi i Mayce. Czy nie mogliśmy mieć spokojnego wieczoru, tak aby on usiadł a ja bym po prostu siedziała w niego w tulona i czasami popłakała. W jego ramionach.
- Biegnij, bo za trzy sekund wpakuje ci kulkę.- popchnął mnie do sypialni córki.
Wleciałam do małej, o dziwo ta smacznie spała. Wzięłam ją na ręce tak delikatnie na ile teraz pozwalało mi moje przerażenie i weszłam do szafy. Dłońmi stukałam w jego wnęki, tak aby jedną z nich poluzować i wejść do wyznaczonego mi schronu.
Otworzyły stalowe drzwi zamykane na fotokomórkę. Gdy byłam w środku masywne wrota się zasunęły. Miałam tu monitoring na cały dom. Widziałam i słyszałam wszystko.
Nie wiem co się stało przed chwilą, ale Louis w tej chwili klęczał przed Stylesem, a ten przykładał mu pistolet do skroni. Przerażona pisnęłam.
- A teraz cię zabije. Prosiłem i groziłem żebyś się do nich nie zbliżał Tomlinson!
- To moja córka. Mam prawo... - wysyczał w złości.
- Nie masz żadnego prawa słyszysz?! To jest moja córka !
- Gówno prawda! Przypisujesz ją tylko sobie, a tak na prawdę to ja ją spłodziłem i to cię boli człowieku! Ale skoro chcesz to okay... bierz te małą a mi dawaj jej matkę. Będzie po równo.

- Chciałbyś. Nie dostaniesz ani Mayki ani Rosemary. Ja przynajmniej wiem co to jest miłość.- wysyczał Harry.
- Ty? - prychnął. - Błagam cię... założę się, że ona jest z tobą nieszczęśliwa. Zresztą która by była skoro trzymasz ją tu jak w pułapce. Rozmawiasz z nią chociaż o uczuciach? Czy tylko wmawiasz jej swoje i żądasz by je odwzajemniała? Stary znam cię doskonale...
- Wiesz czemu ją trzymam? Bo ją kurwa chronię? A wiesz przed kim? Przed tobą ! Próbowałeś ją zgwałcić i zabić.
- Oj tam, nie powiesz mi, że sam nie masz ochoty na tę sukę? Sam i tak o niej nie myślisz inaczej jak nie o obiekcie seksualnym i dobrze o tym wiesz.
- Nigdy więcej nie mów tak o niej !- brunet dostał cios pięścią w brzuch.- Jest dużo więcej warta. Nie jest dziwką jak twoja Miriam.
- To w takim razie powiedz mi coś więcej o swojej Rose i o jej uczuciach, skoro tak dobrze ją znasz i kochasz? - prychnął dodatkowo go podjuszając.
Widać było że Harry był już dobrze wkurwiony.- Wystarczy że znam ją lepiej niż ty a teraz mi stąd wypierdalaj!
Louis podniósł się i skierował się do wyjścia, po czym przystaną i odwrócił się
 - Nie znasz jej lepiej niż ja... Obserwowałem ją niegdyś wystarczająco długo by wiedzieć jak się teraz czyje, to właśnie ja powinienem ją uratować przed tobą, zanim całkiem przez ciebie upadnie. Jest tylko twoją pokojówką, z którą sypiasz. Trzymasz ją pod zamknięciem a ona głupia tylko wykonuje każdy twój rozkaz, nawet nie mogąc się tobie przeciwstaw. Robi wszystko czego zażądasz, a kiedy ona coś chce zostaje przez ciebie wyśmiana czy z gnębiona. Dajesz jej to co myślisz że potrzebuje, kiedy ona tego w ogóle nie chce, a to czego pragnie dusisz w niej i zabijasz.
- Trzymam ją pod zamknięciem tylko i wyłącznie przez ciebie. Nie pojawiaj się tu więcej rozumiesz? Wtedy i ja i ona oraz NASZA córka będzie miała święty spokój.
- No i dobra. Zniknę i co zaczniesz ją wypuszczać samą po za dom? Wątpię. Dalej będzie nieszczęśliwa i wypełniała każdy twój rozkaz z obawy że możesz skrzywdzić jej córkę. Nie wierzysz? Zapytaj. - prychnął niewzruszony i wyszedł z domu.
Harry chwilę stał w salonie po czym wyszedł na górę do nas. Wpisał kod otwierający azyl.
Nie spoglądając na niego wyszłam z niego. Było tam dość duszno. Stanęłam przy łóżeczku małej i włożyłam ją do środka. Chłopak przykrył ją kołdrą i wyprowadził mnie z jej pokoju .
Ciągle unikałam jego wzroku i kiedy tylko opuściliśmy pomieszczenie puściłam jego rękę i zeszłam na dół po schodach zmierzając do lodówki. Potrzebowałam czegoś chłodnego do picia. Picie.. właśnie. A może czegoś mocniejszego?  Wyjęłam butelkę czystej nalewając ją do kieliszków. Harry nie zszedł na dół i dobrze. Piłam w samotności. W końcu znudziły mi się kieliszki i zaczęłam pić prosto z butelki Whisky była mocna i gorzka, ale po chwili nie czułam już tej goryczy, wręcz mi smakowało. Stanęłam w salonie, podtrzymując się stolika bo chwiałam się na nogach niemożliwie mocno, a pokój za szybko wirował. Dostałam niesamowicie wiele energii ale i doszły mnie wszystkie smutki i żale. Podniosłam wzrok w górę i napotkałam duże lustro. Byłam żałosna i nie potrafiłam postawić na swoim. Rozwścieczona zamachnęłam się i rzuciłam butelką o lustro, które w z hukiem roztrzaskało się wraz z butelką i osypało na ziemię. Ten popierdolony, dupę Tomlinson miał cholerną rację. Miał trochę racji ten parszywy i zakłamany debil...
Na dół zbiegł Styles. Podszedł do mnie obejmując w talii.
- Ej spokojnie. Chodź położysz się.
Chwilę mnie prowadził, ale przed samymi schodami się otrząsnęłam i zatrzymałam.
- Nie. - szepnęłam. - Nie. Nie! - wyrwałam się z jego uścisku. - Tym razem cię nie posłucham.
- O co ci chodzi?
- Dobrze wiesz o co. - prychnęłam i ruszyłam po drugą butelkę. - O rany boskie. - zaśmiałam się. - Mój eks miał rację co do naszej sytuacji.
- Nie, nie miał.- wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka.- Śpij.
- Kurwa daruj sobie co! Mam nogi! Mogłam sama wejść. Nie traktuj mnie jak dziecka. Dla odmiany mógłbyś mnie raz posłuchać! - wstałam z łóżka. - Daj kluczyki!
- Nie ma mowy.- zamknął drzwi.- Jutro porozmawiamy. Dzisiaj idziesz spać.
- Sam idź kurwa spać. - warknęłam. - I dawaj mi kluczyki,. Muszę wyjść na dwór. Duszę się tu.
- To się duś.- sięgnął do jakiejś szafki. Wyjął coś i przyciągnął mnie wybijając coś w ramię. Czułam że opadam .
- Nienawidzę cię Styles... - szepnęłam. - Chronisz mnie przed wszystkimi, a sam mnie najbardziej ranisz.... - opadłam prosto w jego ramiona.

~~~~~*~~~~~~
 Było słodko i się skończyło. Tak nie zabijajcie mnie, ale komplikacje muszą być. :)
DUUUUUŻo KOMENTARZY = SZYBKO ROZDZIAŁ a nawet bardzo szybko.
A tak serio to liczę, że Wam się podobało.

poniedziałek, 2 września 2013

12. Volveremos

 
Bo człowiek nie wie, co to życie, dopóki po raz pierwszy nie rozbierze kobiety.
Rosemary stała przy moim boku, patrząc na samochody z otwartą buzią. Wyglądała dość zabawnie. Ale nie dziwię się. Widziała w końcu 5 facetów, którzy szykowali się do wyścigu. Nielegalnego, ale to co my robimy rzadko jest legalne.  Poprawiłem skórzaną kurtkę na ramionach, pocałowałem dziewczynę w policzek i wsiadłem do mojego lamborghini. Zapiąłem pas i zacisnąłem dłonie na kierownicy. Spojrzałem w prawo. Obok mnie stał srebrny aston martin Louis’a. Zmierzyliśmy się wzrokiem, a ja już wiedziałem, że mi dzisiaj nie odpuści. Zatnie mnie na pasie, wymyśli coś … cos że pożałuje. Po prostu wiedziałem, że jest wściekły. W sumie ja bym go chyba zabił, gdyby przeleciał moją Rosie.
-Przygotujcie się!- krzyknął Tom, który nam towarzyszył.
Na jego znak odpaliliśmy silniki, ruszając. Mój wzrok lądował na drodze, a zaraz na samochodzie Tomlinsona i tak w kółko. Nie mogłem się skupić co go cieszyło. To on nad wszystkim panował i widział, że jestem rozkojarzony. Mimo tego, nikt mnie nie wyprzedził.  Jechałem równo z Louis’em. Przyspieszyłem tempo, zmieniając bieg. Skręciliśmy za jakimś magazynem i wtedy do on mnie wyprzedził. Po chwili zajechał mi drogę i zahamował. Tył austina uderzył z hukiem o maskę mojego lamborghini. Odrzuciło mnie do tyłu, ale nie zaprzestałem. Wyścig dalej trwał. Wyrównałem oddech i nacisnąłem gaz. Wskaźnik prędkości zbliżał się już do maksymalnej wartości. Teraz to mną władała złośc. To ja byłem wściekły. Zacisnąłem zęby, zajeżdżając mu drogę. Przez to chłopak nie opanował kontroli nad kierownicą. Zjechał na bok uderzając o mur. W lusterku ujrzałem jadące auto Malika. Przyspieszyłem, a Tommo powrócił na tor. Był tuż za mną. Dojechałem pierwszy. Zaraz za mną z piskiem zatrzymały się inne samochody. Nie obchodziło mnie to. Wysiadłem z pojazdu zatrzaskując drzwi. Tomlinson zrobił to samo. Szliśmy do siebie mierząc wzrokiem.
- Nie żyjesz Styles…- wysyczał.
Ktoś za mną pisnął. Rosemary… Zignorowałem to i podszedłem bliżej.
- Twoje nie doczekanie. – warknąłem.
Po chwili już czułem jego ręce na swojej kurtce. Szarpnął mną, a ja z całych sił go odepchnąłem. Posłał mi wrogie spojrzenie i przywalił w twarz. Nie martwiąc się o bolące i krwawiące miejsce oddałem mu. Czułem jak silne ramiona odciągają mnie od niego. Zayn trzymał moje ręce próbując uspokoić, a ja wciąż warczałem. Louisa złapał Liam.
- Wystarczy! – krzyknęła Miriam. – Przestańcie zachowywać się jak dzieci!
- Ty się nawet nie odzywaj. – syknął do niej.
Spuściła wzrok, a w tym samym czasie do dziewczyny podeszła moja Rose.
- Ona ma rację. Jesteście idiotami! Strzelcie sobie w łeb będzie po problemie! – krzyczała zdenerwowana.
Chciałem ją wziąć w ramiona i przytulić. Wiedziałem, że przy niej się uspokoję. Wyszarpałem się z uścisku Mulata , wziąłem brunetkę za rękę i wsiedliśmy do auta. Odjechałem kierując się do domu.
***
Mało co z tego rozumiałam. Harry był taki zdenerwowany, ale Lou też. Nie wyglądało to wtedy dobrze. Naprawdę się pokłócili, a ja wciąż nie wiedziałam o co. No bo chyba nie o Maykę. Nie mogli się o nią pokłócić. W końcu to była moja córka i tylko moja. To, że Louis był jej ojcem o niczym nie świadczyło. Nigdy w życiu nie pozwoliłabym mu jej wychowywać. Hazz to co innego. Jest porywczy i niebezpieczny, ale widać że kocha Mayę. Jest przy niej taki delikatny i czuły. To w nim kocham.
            Dojechaliśmy pod jego willę. W niej czekała na mnie mała i opiekunka, którą wynajął chłopak. Miałam nadzieję, że była jakaś normalna. Nie zwracając uwagi na kobietę, a raczej młodą dziewczynę i to dość ładną, podeszłam do mojej Mai.
- Mogę już iść panie Styles? – spytała grzecznie.
- Tak Jamie. Proszę. – podał jej pieniądze. – Jak będziesz nam jeszcze potrzebna to zadzwonię, Dzięki. – odprowadził ją do drzwi i wrócił do nas.
- Wszystko okay? –zapytałam ją czule.
- Tak mamo. Chcę spać. – powiedziała cicho i przytuliła się do mnie.
Wzięłam ją na ręce i zaniosłam do pokoiku, który był w tym wielkim domu. Nie wiedziałam, że Harry może mieć pokój dziecięcy, ale pomińmy ten fakt. Rozebrałam dziewczynkę do majteczek, kładąc do łóżka. Pośpiewałam jej i odpłynęła.
            Skierowałam się do drzwi, w których jak się okazało stał Hazz. Uśmiechnął się, biorąc mnie za rękę. Razem ruszyliśmy do jego sypialni. Brunet zamknął drzwi pokoju, przyciągając mnie do siebie. Musnął delikatnie moje usta, aby po chwili wpić się w moje wargi.
-Przepraszam cię za dzisiaj. Poniosło nas. – przyznał.
- Poniosło.- zgodziłam się i oplotłam jego kark rękoma.
Przesunął wargami po mojej szyi, błądząc dłońmi po moich plecach. Stanęłam na palcach, przygryzając jego wargę, co bardzo lubił. Wsunęłam ręce pod jego koszulę, badając jego twardy tors. Cicho westchnął i rozsunął zamek mojej sukienki, która po chwili znalazła się na podłodze.
- Kochanie weź mnie. – szepnęłam mu do ucha i rozpięłam powoli guziczki jego koszuli.
Zdjęłam ją z jego ramion, obdarowując je drobnymi pocałunkami. Był tylko mój. Ginęłam w jego dotyku. Byłam w swoim niebie, gdy jego usta przesuwały się po moich ciele.
Przejechałam językiem po jego klatce aż do klamry spodni. Klęknęłam rozpinając jego pasek. Wplótł palce w moje włosy i złapał moją głowę tak, że patrzyłam w jego oczy. Uśmiechnęłam się zadziornie.
Rozpięłam klamrę od paska, który po chwili zwisał bezczynnie wzdłuż jego ud. Palce wcisnęłam pod materiał spodni u samych jego bioder i powoli spuszczałam w dół, aż w końcu całkiem opadły na podłogę.
- Rose...- wyszeptał podciągając mnie do góry.
Nie rozumiałam dlaczego w końcu lubił takie zabawy. Stanęłam przed nim wpatrując się w jego zielone tęczówki.
- Nie musisz tego robić.- odparł głaszcząc mój policzek.
- Nie rozumiem. Nie chcesz tego? - uniosłam jedną brew ku górze
- Nie powiedziałem, że nie chcę. Powiedziałem, że nie musisz.
- Dobrze. - powiedziałam niepewnie, nie wiedząc co teraz zrobić.
Podniósł mnie umieszczając na swoich biodrach. Przyparł mnie do ściany, namiętnie napierając na moje wargi. Jego brzuch ocierał się o mój i moje piersi, a jego męskość łaskotała moją kobiecość . Odrywaliśmy się od siebie, aby nabrać powietrza. Potem znów łączyliśmy nasze usta, na nasze języki tańczyły dziki taniec, walcząc o dominację.
 Harry
Rose przygryzła moją dolną wargę, lekko ciągnąc ku sobie, po czym zabrała się za pozbawienie mnie mojej bluzki. Rzuciła ją gdzieś na mnie, a ja położyłem ją na łóżku. Całując jej szyję, zostawiałem na niej czerwone ślady.Dziewczyna owinęła swoje nogi wokół moich bioder, przyciskając mnie mocniej do siebie. Uwielbiała kiedy całowałem, a moje dłonie pieściły jej piersi. Po chwili przesunąłem ręce po jej biodrach. Dotarłem do zamka jej spodni, które zsunąłem z nóg brunetki. Całowałem jej kolana i uda. Rose mruczała jak kotka i wyginała się pode mną tak jak najbardziej lubiłem.Podsunąłem się trochę do góry i zębami ściągnąłem jej dolną część bielizny. Ona natomiast wplotła palce w moje włosy lekko je ciągnąc. Kiedy jej koronkowe figi znalazły się także na ziemi, podsunąłem się znów wyżej i wpiłem w jej usta. Dziewczyna wbiła paznokcie w moje plecy i zjechała nimi wzdłuż, aż do pośladków, hacząc nimi o moje bokserki i obsuwając je.Pozbyła się ich oddając co raz bardziej żarliwe pocałunki. Podsunąłem rękę pod jej plecy, aby rozpiąć jej stanik. Rzuciłem go gdzieś na podłogę i powróciłem do jej szyi i dekoltu. Uwielbiała kiedy całowałem jej szyję. Wtedy pozwalała mi na wszystko, taki jej słaby punkt.Zanim złączyłem nasze ciała, musiałem o coś zapytać.
- Bierzesz tabletki?
- Am... - najwidoczniej nie spodziewała się pytania. - Tak. 
- To dobrze.- musnąłem jej usta, zagłębiając się w nią.
Jej jęk przeszył całą sypialnie.Musiałem ją uciszać, bo przecież Maya spała obok. Zacząłem ją całować. Ciągle przedłużałem pocałunki. Z każdym mocniejszym pchnięciem zakrywałem dłonią jej usta, aby nie krzyczała i obcałowywałem jej szyję. Bardzo długo się kochaliśmy, ale nie dałem jej spokoju. Chwilę odpoczęliśmy, a ja powtórnie zacząłem obdarowywać pocałunkami całe jej ciało.
Noc była długa, więc dlaczego by nie przedłużać naszego grzechu.
-Kocham cię.- wydyszałem, gdy nad rankiem wtuleni w siebie zasypialiśmy.
- Ja ciebie też Harryeh. - szepnęła i umieściła głowę w zagłębieniu mojej szyji.
Pierwszy raz mi to wyznała. Byłem dość zaskoczony.  Może zrobiła to przez sen czy zmęczenie. A może serio właśnie mi wyznała swoje uczucie.Pokręciłem głową i przytuliłem ją mocniej do siebie.
-Śpij skarbie.- szepnąłem, sam zamykając oczy.
~~~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Teraz po raz pierwszy Rose wzięła udział w wyścigach. Znaczy widziała je przy Harry'm. JAk się podoba?
Dodaję, bo dzisiaj rozpoczęcie roku. Tak na pocieszenie :)http://from-hate-to-love.blogspot.com/

Szablon wykonała Clary G