czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 15

Na moja córkę krzyczeć?! Siedziała na świetlicy.
- Musimy pogadać - warknąłem.
- O czym Panie Styles ?
- O tym jak pani traktuje moją córkę i inne dzieci.
- Niby jak ?
- Krzyczysz.
- Gdyby Pan miał pod opieką 20 dzieci to tez czasem podniósłby pan głos.
- Ale nie tak.
- Co Pan mi sugeruje ?
- Że pani się wyżywa
- Nie ma pan dowodów !
- Mam.
- Niby jakie. ?
- Wierze dziecku.
- Nie ośmieszaj się nawet.
- Ale mogę też mieć inne dowody i dobrze to wiesz. A dziś tracisz prace.
- Ale to nie ty decydujesz.
- To moje przedszkole
- Moja matka jest dyrektorka.
- Ale przedszkole jest moje. A twoja matka to pionek. - wyszedłem i wróciłem do domu
- Hazz dobrze, ze jestes. Musisz zabrać małą do szpitala! Ma 40° gorączki !
- Darcy - podbiegłem do córki i wziąłem ją na ręce. - Skarbie.
- Tato.. - płakała zgniatając w piąstkach moją koszule.
- Już jestem. Już jedziemy - Monic siedziała z nią na tyłach auta a ja jechałem do lekarza.
- Hazz ona usnęła.
- Obudź ją i coś opowiadaj. - Obudziła Darc kiedy podjechaliśmy na szpital. Od  razu zaniosłem ją na izbę przyjęć.
- Co się stało ? - spytal mnie lekarz.
- Ma wysoką gorączkę. - Podłączyli jej jakieś kroplówki i dali leki.
- Państwo są rodzicami ?
- Tak - patrzyłem na małą.
- Pan wie, że ona ma długotrwałe zapalenie płuc ? 
- Co?! Mówiliście, że angina. Byłem już u lekarza.
- Objawy są podobne, łatwo się pomylić.

- Pomylić? - no zaraz go rozszarpię.
- Panie Styles niech pan się na mnie nie wyżywa bo ja ją pierwszy raz na oczy widzę.
- Na kimś muszę - burknąłem. - No ma zapalenie i co dalej?
- Musi zostać w szpitalu.
- Cudownie.
- Tatusiu.. - moja córeczka patrzyła na mnie przestraszona
- Nic się nie dzieje kochanie.
- Chcę do domku..
- Nie możesz - pocałowałem jej czoło. Zakaszlała. Moje biedactwo Kazałem Monic usiąść i się nie denerwować. Pojechałem do domu po jakieś trzy - cztery zabawki.
Kiedy wróciłem siedziała przy śpiącej dziewczynce.
- Odwiozę cię do domu.
- Nie chcę być w nim sama.
- Musisz się położyć.
- Nic mi nie jest Harry.
- Dobrze.
- Tatuś.. - usiadłem po drugiej stronie jej łóżka.
- Proszę - dałem jej misia.
- Dziękuję tatuś.
- Proszę skarbie.
- Kocham Cie.
- Ja ciebie też maluszku. - Usnęła.
- Powinni państwo już iść.
- Nigdzie nie idę.
- Proszę opuścić salę chorych. Już dawno jest po godzinach odwiedzin
- Gdyby nie wy wcale by tu nie leżała.
- Zaraz zawołam ochornę.
- Hazz chodź.. -szepnęła Monic. Wyszedłem z dziewczyną ze szpitala. Panowała między nami jakaś dziwna atmosfera. Ciągle myślałem o córce. Byłem zły na lekarzy. Gdyby przyłożyli się do tego, nie leżała by w szpitalu. Położyłem dłoń na kolanie dziewczyny.
- Jak się czujesz?
- Normalnie.
- Zrobię ci kolację - pocałowałem jej czoło i poszedłem do kuchni.
- Nie jestem głodna Harry.
- To sobie zrobie - mruknąłem do siebie.
- W przyszłym tygodniu wyjeżdżam Harry.
- Gdzie?
 - Na Węgry.
- Po chole...Do rodziny?
- Ta. Do siostry.
- Ale ona tu przyjedzie,
- Słucham ?
- No przyjedzie tu  rodziną.
- Rozmawiałeś z nimi ?
- tak
- Jakim prawem ?!
- Nie denerwuj się bo nie możesz. Normalnym. Miała być twoja rodzina i moja.
- Nie wierzę ! - poszła na górę. Wróciłem do salonu. Nie wiem o co jej chodzi, ale wolałbym mieć rodzinę niż  nie. Kiedy wróciła na dół szlag mnie trafił. Z dużą torebką była gotowa do wyjścia.
- Nigdzie nie idziesz - zawróciłem ją na kanapę. - Siadaj. Nie wkurzaj się oto, że ich zapprosiłem. Nie każe ci się z nimi godzić. Zrobisz jak chcesz i odeślesz to domu. Ale nigdzie nie pójdziesz. Skończyłem.
- Chcę wyjść. Nie masz prawa mnie tutaj zamykać.
- A ja cię nie wypuszczę. Musisz zachowywać się jak dziecko? Coś się nie spodobało to spakuję zabawki.
- Może  po prostu nie mam ochoty z Tobą przebywać.
- Bo?! No słucham czemu tak nagle nie masz ochoty.
- Bo ty nic nie wiesz, a się wtrącasz w moje życie !
- Nie ma problemu. Powiedz to nie będą przyjeżdzać!
- Nic kurwa nie rozumiesz. - wyszła trzaskając drzwiami. Ughh za chwilę zwariuję. Liam za nią pojechał.
- Harry zgubiłem ją. - usłyszałem jak tylko odebrałem telefon.
- Zajebiście.
- Zniknęła gdzieś obok London Eye
- Zaczekaj to przyjadę - byłem wykończony całym dniem. Darcy w szpitalu, a ona zachowuje sie gorzej niż dziecko. Ciążowe humorki czy co kurwa ?! Pojechałem do przyjaciela i szukaliśmy jej razem. Znalazłem ją z jakąś dziewczyną. Siedziały na ławce i piły gorącą czekoladę Odetchnąłem z ulgą i założyłem na jej ramiona marynarkę. Stanąłem z Liamem dalej, rozmawiając.
- Weźmiesz ją i zabierzesz stąd zaraz dobra? Nie do domu. Do Katherine.
- Nigdzie nie jadę. - powiedziała i wróciła do rozmowy z koleżanką.13:52

- Jedziesz i nie odstawiaj przedstawień. A ja muszę jechać do szpitala, bo dzwonili - zostawiłem ich i pojechałem do Darcy. Powiedzieli mi, że mogę ją wziąć do domu jak się skończy kroplówka.
No i całe szczęście. Boże, druga w nocy.
Znów telefon.
- Halo? - odebrałem cicho.
- Ona poszła gdzieś z  przyjaciółką i powiedziała, żebyś dał jej spokój. I pytała mnie czy zaręczam się z Kath.
- A daj mi święty spokój - rozłączyłem się. Położyłem córeczkę do łóżka i sam się położyłem. I tak nie usnąłem. Cieszyłem się, że Darcy lepiej się czuje. A Monic i tak namierzyłem i do domu sprowadziłem. Nie odezwała się do mnie przez 3 dni.
Jej zabawa już mnie nudziła. Uśpiłem małą.
- Ile ty masz lat co? Siedem czy osiem? Zachowujesz się gorzej niż Darcy.Cisza.
Zaraz mnie coś trafi. I weź miej nerwy przy takiej dziewczynie.
- Albo się odezwiesz, albo spełnię twoją prośbę i rodzice dzisiaj przyjadą tak jak tego pragniesz.
- Chcę usunąć dziecko. 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 14

- O co Wam chodzi ?!
- Monic? - Ale miał minę.
- Groziłeś jej i straszyłeś - przekrzywiłem głowę.
- I co ? Wisi mi hajs !
 - I co? I teraz ci kurwa łeb rozwalę - odblokowałem bron.
- Bo ?! Chciałem odzyskać moje pieniądze ?
- Nie miałeś prawa jej straszyć! Pieniądze ci się już nie przydadzą
- A ona miała prawo mnie okraść ?! - nie mogę go dłużej słuchać.
Strzeliłem, a jego ciało upadło. Wróciłem do domu. Zmęczony poszedłem pod prysznic i położyłem się na kanapie. Zamknąłem oczy zasypiając, aby ból głowy przeszedł.
Ale jakoś tu cicho. Za cicho.
- Monic? - podniosłem się.
Nic.
- Cudownie - wziąłem telefon i zadzwoniłem do niej. Gdzie one poszły o tej porze.
- Halo ?
- Gdzie jesteś - poszedłem do kuchni.
- Wyjdź do ogrodu.
 Poszedłem tam szybko. Paliły ognisko i piekły pianki i  kiełbaski. Uśmiechnąłem się przeczesując włosy. Kucnąłem obok córki i pocałowałem ją w czoło. Zdjęła z kijka piankę i mi podała.
- Dziękuje.
- Proszę tatuś. - podbiegła do Monic, która nabiła jej kolejną piankę.
Usiadłem obok brunetki i objąłem ją ramieniem. Podzieliłem się pianką, wkładając ją do jej ust.
- Hazz mam swoją. - powiedziała opierając głowę o moje ramię.
- Kiedyś będziemy tak siedzieli jako małżeństwo a wokół nas gromadka dzieci.
- Kiedyś.. - prychnęła - Za jakieś 8 miesięcy.
- Co?!
- Co Co ? Jestem w ciąży. - zaśmiała się.
- Yyy…jak…co? Przecież ty nie chciałaś przed ślubem.
- Yyy.. a czy to moja wina ?
- No nie, ale się cieszysz.
- A co mam płakać ?
- Nie - uśmiechnąłem się i namiętnie ją pocałowałem.
Teraz trzeba się oświadczyć. Tylko jak Harry..
- Tatuś. - Darcy przyniosła mi kolejną pianke.
- Dziękuję skarbie. Wiesz, że będziesz mieć rodzeństwo?
- Tak.
Uśmiechnąłem sie. Jeju będę tatą.


~Louis~


Też sobie firmę otworzyłem. A co. Gorszy mam być. Wszedłem zmęczony do domu, a tam pełno świeczek. Co to prądu nie ma ? Poczułem ręce na ramionach. Osoba za mną zdjęła mi marynarkę i odwiesiła. Przejechała dłonią po ramieniu, aż do ręki i splotła palce.
- Co ty wymyślasz ?!
- Nie krzycz Lou. Psujesz wieczór.
- Prąd wysiadł ?
- Nie jesteś zabawny.
- Ale ja na serio.
- no nie!

- A.. no okej. - Pociągnęła mnie do salonu, gdzie była kolacja.
- Co ugotowałaś ?
- To co lubisz - wskazała.
- Schabowe ?! - Opadła na krzesło i oparła czoło o dłoń zamykając oczy.
- Boże, Louis jesteś kretynem.
- Ja nie umiem być romantyczny. Przepraszam.
- Wiem, siadaj po prostu - Usiadłem przy stole. W ciszy zjedliśmy kolację. Potem sprzątnęła i zniknęła na górze.
- Ej, a ty gdzie ?
- Chyba pójdę spać wiesz.
- Przepraszam no.. kupiłem wino.
Dobra, zajebałem Stylesowi, ale tego nie musi wiedzieć.
- Louis! - krzyknęła, a potem wybuchnęła śmiechem. - Jesteś idiotą.
- Czemu znowu jestem idiotą ?
- Bo jesteś. Jesteś głupi, nieromantyczny, spontaniczny,nerwowy, porywczy ale chyba cię bardzo lubię.
- Nie widzę problemu. - Westchnęła.
- Mógłbyś mnie po prostu przytulić, a nie krzyczysz do mnie z dołu schodów?
- Zejdź na dół.
- To ty się rusz. - Westchnąłem i jęcząc pod nosem jakieś przekleństwa wszedłem na górę.
- No dziękuję łaskawco.
- Nie denerwuj. - przytuliłem ją. Wtuliła się w mój tors. Ja nie jestem romantykiem. I nigdy nie będę.


~Harry~ 

Wyszliśmy od ginekologa. Wlepiałem wzrok w mojego maluszka na zdjęciu.
- Tatuśku bo pod samochód wejdziesz.
- To jest takie piękne - przyciągnąłem ukochaną i złożyłem na jej ustach pocałunek. Moja słodka.
- Przecież to nie Twoje 1 dziecko.
- Ale ciesze się z niego tak samo jak z pierwszego.
 - Ciesze się, że się cieszysz.
- A może tak małe wakacje co kotku? - otworzyłem jej drzwi od samochodu.
- A co z Darc ?
- Niall aż się rwie. - Uśmiechnęła się.
- Co tylko powiesz Hazz. - Pocałowałem jej skroń i wsiadła do środka. Zająłem swoje miejsce. - A gdzie byś chciała?
- Nie ważne gdzie, ważne, że z Tobą..
- Tak. Ale proszę powiedz.
- Może Cadiz w Hiszpanii.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.

- Dobrze.
- Kocham Cie bardzo.
- A ja ciebie też. Bardzo. - Znów się uśmiechnęła. Zabrałem ją na obiad.
- Liam prosił mnie o pomoc. Lecz ja się nie znam. Który ci się podoba? - pokazałem jej zdjęcia pierścionków.
- Ten.
- Ten? Powiem mu.
- Trochę to dziwne bo dopiero co znalazł nową dziewczynę.
- A czy my jesteśmy długo?
-  Dłużej niż tydzień. - Zakrztusiłem się woda 
- Nie drąż. Chce się oświadczać niech to robi.
- Wybacz. - zajęła się swoją sałatką. Położyłem dłoń na jej kolanie i odetchnąłem z ulgą. Dziwnie się uśmiechała.
- No co?
- Nic nic.
- No powiedz - Cmoknąłem jej policzek.
- Nie musimy wyjeżdżać, żebyś mi się oświadczył.
- Jedziemy na wakacje, a oświadczać...skąd ty wiesz ze ja się będę oświadczał ?
- Domyślam się Harry, nie jestem głupia.
- No dobraaa...Dosłownie będę się dwa razy oświadczał. Uprzedzam.
- co ? Dlaczego?
- Nie wnikaj - usmiechnąłem się. - Wracamy?
- Przy rodzinie raz i raz na wakacjach ?
- Tak.
- Jej, ale jestem mądra. - Zaśmiałem się i wziąłem ją za rękę. Poszliśmy do auta. Zaczęło padać. Jechałem ostrożnie pod przedszkole Darcey. Poszedłem po córeczkę, a Monic czekała w samochodzie.
- Dzień dobry Alice - przywitałem się z opiekunką i wziąłem dziewczynkę.
- Dzień dobry Panie Styles. - uśmiechnęła się do mnie zalotnie.
- Jak tam Darcy?
- Do mamusi. - wtuliła się w moją szyję.
-No to idziemy. Podasz mi jej buty?
- Proszę. - podała mi je trochę za długo dotykając mojej ręki. Wywróciłem oczami i ubrałem małą. 
- Do jutra - Powiedziałem i wyszedłem.
- Mama ! - Darcy strasznie chciała iść do Monic. Otworzyłem auto i podałem jej malutką.
- Cześć kochanie.
- Mamuś - przytuliła się, a później posadziłem ją z tyłu w foteliku i tez wsiadłem, ruszając.
Darcy cały czas trzymała Monic za rękę. W domu zjadła coś i bawiła się z dziewczyną. Zamawiałem hotel.
- Hazz.
- Hmm?
- Darcy powiedziała, że nie chce więcej iść do przedszkola.
- Co znowu - jęknałem. - Darcy! Co ty wymyślasz dziecko drogie?
- Bo ta pani ksycy i mowi, ze jak nie będziemy jeść obiadku to nikt nas nie zabierze z pzedskola.
- Ale mów normalnie kochanie. Krzyczy? Więcej nie będzie, ale musisz chodzić do przedszkola.
- Tato ! Nie pójdę ! Mama mnie nauczy prawda mamusiu ?!
- Hej, hej, hej. - posadziłem ją na kolanie. - Musisz chodzić. Tam masz kontakt z rówieśnikami.
- Ale ja nie chce.
- Ale czemu?
- Bo ta pani be.
- To będzie inna.
- Nie chce tatuś. - zrobiła oczy szczeniaka.
- Ugh...

- Tatku.. - stanęła mi na kolanach, oparła czółko o moje czoło, a rączki położyła mi na policzkach. 
- Dobrze kotuś. Nie będziesz chodzić, ale masz . pomagać . mamie. - pocałowałem jej policzek i wyszedłem. Pojechałem do przedszkola. Jeszcze powinna tam suka być.

piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział 13

Więc tego jestem pewien. Czas mija szybko. W drodze do domu zrobiłem zakupy. Myślałem, że babka w aptece szczękę z gleby będzie zbierała jak poprosiłem o 3 paczki prezerwatyw.
Nie rozumiem. Po prostu robię zapas, a tyle starczy na góra trzy tygodnie. Musimy przejść na tabletki czy coś. Chociaż ja to bym chciał dziecko... Nawet jej o tym nie powiem bo się wkurzy tylko. Ma jakieś swoje urojone zasady, że najpierw ślub, a potem dziecko. Więc muszę poczekać lub się oświadczyć. W sumie czemu nie? Ale to musi być coś zajebistego. Podjechałem pod przedszkole i wszedłem na salę. 
- Dzień dobry - zwróciłem się do przedszkolanki
- Dzień dobry Panie Styles. Darcy ! Tata przyszedł.
- Była grzeczna? - spytałem.
- Bardzo. - podeszła do mnie i wzięła mnie za rękę.

- Hej kochanie - pocałowałem czoło dziewczynki.
- Do domu tatuś ! Na obiadek ! - ciągnęła mnie w stronę wyjścia.
- Już idziemy do domku. Do widzenia
- Papa ! - pomachała przedszkolance. Wyszliśmy z przedszkola. Posadziłem ją w samochodzie.
- Co będzie na obiad tato ?
- Nie wiem co mana ugotowała.
- A kiedy pójdziemy na basen tato ?
- A Chcesz dzisiaj?
- Z mamą !
- Dobrze kotku.  - Śpiewała coś wesoło z tyłu. Uśmiechnąłem się i zatrzymałem w garażu domu. Wziąłem córeczkę i zakupy. Weszliśmy do domu. Mała Darcy pobiegła umyć ręce. Poszedłem do kuchni. - Hej królewno - pocałowałem kark brunetki.
- Hej Hazz. Jak było w pracy ?

- Miło, lecz Tęskniłem. -  Położyłem dłoń na jej talii. - Ładna sukienka.
- Dziękuję. Sam mi ją kupiłeś.
- A tak. Być może. Mam dwa pytania. Jedno to czy powiesz mi o swojej rodzinie?
- Pewnie. Od 3 lat nie mam z nią kontaktu
- Dlaczego? - oparłem się o blat zakładając ręce na klatkę.
- Pokłóciliśmy się ja wyjechałam..
- Może czas na zgodę?
- To nie takie łatwe Harry. - westchnęła.
- Dlaczego skarbie ? - chciałem dla niej jak najlepiej.
- Bo oni nie wybaczą mi tego co zrobiłam.
- Co zrobiłaś ?
- Zostawiłam ich.
- Można to naprawić.
- Nie można Hazz.
- Spróbuj.
- Nie chcę Harry.
- Dobrze. Druga sprawa. Czy chcesz coś robić ?
- To znaczy ?
- Praca?
- Nie wiem, a co ?
- Pytam. Może ci się nudzi.
- Opiekuję się domem.
- Ciągle sama w domu. Można to podzielić. Ale nie zmuszam.
- Jeżeli chcesz to mogę pomagać w restauracji..
- Jeżeli ty chcesz. Mogę ci też załatwić prace w przedszkolu Darcy.
- Nie  chcę w przedszkolu. - zarzuciła mi ręce na szyi.
- Nie? A gdzie? - Położyłem ręce na jej biodrach.
- Nie wiem Harry.
- Dobrze.
- Może powinnam iść na studia. - wzruszyła ramionami
- Byłaś. Przecież studiowałaś pedagogikę. - Wtuliła się we mnie.
- Jestem zagubiona Harry
- Kotku - pocałowałem jej włosy - Razem sobie poradzimy.
- Co ja mam ze sobą zrobić ? Wymagałam od Ciebie tyle, a sama jestem beznadziejna..
- Nie jesteś. Coś wymyślimy. Mamy czas.
- Przepraszam...
- Nie masz za co. Darcy jest głodna.
- Chodźcie zjeść - Poszliśmy do stołu. Po obiedzie dałem małej nową zabawkę. - Dla ciebie tez coś mam - Monic podałem pudełko z naszyjnikiem.
- Whow.. Harry jest piękny.. Dziękuję, ale  nie musiałeś.. - przytuliła mnie. Pocałowałem jej skroń.
- Zrobiłam ciasto. - przyniosła jeszcze ciepłą szarlotkę.
- Jesteś cudowna.
- Wcale nie.
- Oj jesteś.
- Harry teraz to ty słodzisz..
- Od tego jestem.
- Wcale nie. - Zapiąłem jej biżuterię na szyi. Idealnie. Odwróciła się i mnie pocałowała.
Oddałem pocałunek z uśmiechem. 
- Fu uuu!
- Darcy ! - Zaśmiała się i połaskotała dziewczynkę.
- Idziemy na basen!
- Jezu nie.. - jęknęła Monic.
- Tak, tak! - pobiegła się ubrać.
- Harry ja nie chce. Idźcie sami.
- Dlaczego nie?
- Dobrze wiesz.
- Nauczę cię pływać.
- A może ja nie chcę ?
- A czemu nie ? 
- Bo nie jest mi to potrzebne
- Przesadzasz. Pływanie to zdrowie.
 - Harry.
- To basenu cię nie wrzucę - wziąłem małą na ręce.
- Mam nadzieję .
- Ha ha ha. Idź z mamą, a ja się przebiorę. - Monic i mała poszły na basen. Przebrałem się i do nich dołączyłem. Siedziały na brzegu grając w łapki. One są takie słodkie. Obie. Jestem szczęśliwy, że Monic z nami jest. Położyłem Darcy na materacu i pływałem obok niej.
Jakoś trzeba rzeźbę robić. Monic jest dzisiaj bardzo smutna. Nie wiem co się z nią dzieje.
Mam wrażenie, że to te wspomnienia z rodziną. Podpłynąłem do niej.
- Co jest słońce?
- A co ma być ?
- Jesteś smutna.
- Wydaje Ci się.
- Nie. Powiedz mi. - oparłem podbródek na jej kolanie.
- Jestem zastraszana.. 
- Słucham?!przez kogo?
- No bo.. Jak jeszcze pracowałam w przedszkolu to..spotykałam się z takim chłopakiem. Wyszło raz tak, że nie dostałam wypłaty i on pożyczył mi 5 tysięcy. Powiedział mi, że on nie potrzebuje i oddam mu jak będę miała. Powiedział mi, że mam 2 dni, albo oddam mu w naturze. 
- Kochanie czemu mi nie powiedziałaś? Przecież ja go zabije.
- Nie wiem. Nie chciałam, żebyś się denerwował.
- Musisz mi mówić takie rzeczy rozumiesz? Powiedz jak on się nazywa.
- Jake Eastwood.
-  Nic ci się nie stanie. Darcy przypłyń do brzegu - zwróciłem się do córki i wyszedłem z wody. Ubrany pojechałem do chłopaków.
- O prosze. Szefuńcio.
- Muszę kogoś zajebać. Znajdzcie mi Jakea Eastwooda.
- I co mamy z nim zrobić ?
- Przyprowadzić do mnie.
- Wedle życzenia. - Usiadłem na fotelu wzdychając. Ava przyniosła mi kawę. W ogóle zatrudniłem ją jako kelnerkę. Niech się do czegoś przyda i da trochę Louisowi żyć.
Katherine i Niall gotują. Ja też jak nie mam roboty papierkowej i jest dobrze. Wypiłem kawę i poszedłem na chwilę do biura. Popatrzyłem na dokumenty. Nic pilnego.Utarg jest co raz lepszy. Mam zamiar otworzyć jeszcze parę restauracji. Niech się biznes rozwija. Monic dba o Menu i wystrój. Zadzwonił mi telefon. Po godzinie spotkałem się z chłopakami za Londynem

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 12

~Harry~
Dziewczyny były w Azylu. Serce domu. Kamery. Pomieszczenie do którego nie da się wejśc bez haseł. Prócz tego że gdy jest otwarte i wejdzie się do środka, drzwi od razu się zamykają. Są bezpieczne.
Wziąłem broń i podszedłem do chłopaków.
- Te szyby są kuloodporne, ale to zależy co mają. Granaty?
- Wątpie Harry.
- To co? I kto to?
- Chłopak Avalon. Tak zgaduję.
- Chłopak Avalon miałby cały sztab ludzi?!
- Najwidoczniej.
- Gdzie jest Avalon? - rozglądałem się.
- W Azylu, a gdzie ma być ?!
Zbiegłem po schodach do pomieszczenia. Wpisałem blokady i wyciągnąłem brunetkę. Zaciągnąłem ją na górę i otworzyłem drzwi od domu, odblokowując jednocześnie broń.
- Co Ty robisz ? Harry ? - powiedziała przerażona.
- Cicho. Chciałaś podobno do chłopaka.
- Nie ! Zostaw mnie !
- Zamknij się - popchnąłem ją do przodu. Od razu się wszyscy tu zbiegli, a ja oddawałem strzał za strzałem.
Nikt do mnie nie strzelał. Pierdolony Chuck Norris. Ważne, że nie żyli.
- To ten twój chłopak? - prychnąłem widząc ostatniego. Iana.
- T-tak.
- Zabić czy zajebać? Masz wybór. Albo Louis albo Ian, szybko bo nie będę tu siedział pół nocy.
- L-louis..
- Okay - pif,paf, gleba.
Chłopaki wyszli i zaczęli sprzątać ciała.
Gdy wiedzieliśmy, że jest bezpiecznie wypuściłem dziewczyny.
- Monic ? Skarbie ?
Rozstrzesiona przytulała uśpioną Darcy. Objąłem ją i zaprowadziłem do sypialni. Dziewczynkę zaniosłem do jej pokoju i wróciłem.
- Już wszystko dobrze - pogłaskałem jej policzek.
Odsunęła się.
- Kochanie, przepraszam – jęknąłem.
- Chcę dzisiaj spać sama. Nie dotykaj mnie.
- Nie bądź zła – kucnąłem. – Przecież to nie moja wina, że chłopak chciał odzyskać ukochaną. Wam nie stałaby się żadna krzywda.
- Ale Tobie mogła.
- Oddałbym za was życie Monic.
- Pomyśl co stanie się z Darcy jak Ciebie zabraknie Harry.
- Będzie miała ciebie. To jest moje zapewnienie, że niczego jej nie zabraknie.
- Mnie ?! Zabiorą mi ją. Nie mam do niej prawa. Nie jestem ani Twoją żoną, ani jej matką.
- No właśnie to załatwiałem dzisiaj. Jeśli tak się stanie, że ja...no wiesz, wtedy dostaniesz prawda do Darcey i wszelakie pieniądze. Poza tym jeśli chodzi o bycie moją żoną to wszystko da się załatwić- pocałowałem ją w nos.
- Jakim cudem ją dostanę ?
- W tym kraju wszystko da się załatwić.
Położyła się na łóżku i zamknęła oczy.
Westchnąłem i tylko ja przykryłem. Potem wyszedłem.
- Kurwa ! - oparłem się o stół.
Byłem zły. Nie chciałem, aby się bała.
- Tato.. Mama płacze. -  Darcy szarpała mnie za nogawkę.
- Czemu ty nie śpisz - jęknąłem. Zostawiłem ją z Niallem i do niej pobiegłem. Nie obchodziło mnie czy jest zła czy nie. przytuliłem dziewczynę
-  Skończ z tym.. - jęknęła wtulając się w mój tors.
- Proszę, nie płacz- kołysałem ją.
- Obiecaj, że z tym skończysz.. Obiecaj..
Przez chwilę milczałem. Całowałem jej skroń i przytulałem mocniej.
- Kocham cię.
- Obiecaj!
- Obiecuję, że nie będę narażał życia.
- Obiecaj, że zrezygnujesz..
- Tak.
Spojrzała mi głęboko w oczy.
- Obiecuje Monic.
Kiwnęła głową.
Spiłem wargami jej łzy.
- Też Cie kocham.
Chyba się powietrzem zakrztusiłem.
- No co ?
- Zaskoczyłaś mnie.
- Wiem.. ty mnie trochę też.
- Ale wiesz, że ja nie oczekuje tego abyś zmuszała się do odpowiedzi.
- Nie zmuszam się. Chcę, żebys zrezygnował dla mnie i Darcy z gangu. Tylko tyle..
- Tak zrobię. Znaczy nie będę brał udziału w gangu.
- Harry.. Prosze Cie.
- W akcjach.
- To po co Ci to.. przecież masz firmę, zarabiasz.. Hazz..
- Ja mam firmę? - otworzyłem szeroko oczy.
- A nie masz ?
- Nie skarbie, nie mam.
- Jesteś  kompletnie nieodpowiedzialny.
- Tak trochę. I głupi.
- Harry czy ty.. Boże.. - usiadła na łóżku.  Nie bardzo wiedziałem o co jej chodzi.
- Co jest?
- Myślisz, że nikt nie będzie zdziwiony skąd masz tyle pieniędzy ?
- Mam utworzoną działalność. Płacę podatki. Tylko firma jako faktycznie firma nie działa, ale jest.
- Dlaczego nie działa ?
- No bo to tylko firma, aby właśnie myśleli ze to z niej są pieniądze.
- Ale teraz kiedy nie będziesz brał udziału w gangu to możesz sie nią zająć ?
- Ale ja nie będę brał udziału w akcjach. Można kwestionować wymyślanie planów?
- Nie chcę, żebyś byl przestępcą
- Taka firma - jeknalem. - Wieżowiec sobie walnę po środku Londynu. - Zaśmiałem się.
- Czy ja wyglądam na rozbawioną ?
- Jeszcze nie próbowałem cię rozbawiac. A potem drugi obok. A czym ta firma ma się zajmować? Kochanie Ty moje ja się nie znam na takich rzeczach.
- Hmm.. Agencja turystyczna.
- Częste kryzysy.
- Moda.
- Nie - skrzywiłem się. – Gastronomia
- Kosmetyki.
- Nie, restauracja.
- Biżuteria..
- Nie znam się na tym.
- A rób co chcesz byle legalnie.
- No dobra.
Pocałowała mnie w usta i poszła do łazienki. Wypuściłem z ust powietrze i zszedłem na dół. Wziąłem córeczkę, a potem ją uśpiłem. No więc trzeba zacząć nowe życie...

~Louis~

Avalon wybrała mnie, a nie Iana. Szokujące? Bardzo. Siedziała na kanapie ciągle się na mnie gapiąc. Nawet nic nie mówiła. Jak nie ona.
- E. Co Ci ?
- Nic..
- No powiedz. - usiadłem obok niej.
- Chyba się cieszę.
- Z ?
- Z tego, że tu jestem.
- Taa ? Od kiedy ?
- No właśnie...
- No właśnie co ?
- No własnie wiem od kiedy.
- No to nieźle.
- Też tak myślę - zaśmiała się. Ona się umie śmiać.
- Więc.. chcesz coś porobić czy coś ? Obejrzeć film.
- Możemy obejrzeć film.
- Jaki ?
- Ten z wyścigami.
- Szybcy i wściekli w sensie ?
- Tak! - Uśmiechnąłem się i włączyłem film. Przygotowałem też popcorn. Dobrze jest się z nią dogadywać. Zero kłotni.
- Jak mnie zaprosisz na randkę to możemy kwestionować twoje zachcianki.
- Co masz na myśli ?
- A po co mnie tu chcesz?
- Myślisz, że chcę Cie bzyknąć ? Och daj spokój.
- Mówiłeś cos o byciu razem. - rozłożyła ręce.
- Mówiłem.
- No tak. wiec warunek.
- Jaki ?
- Mówiłam.
- Zbiorę, ale jak zrobi się spokojniej. Albo zrobimy randkę tutaj.
- Możemy. - uśmiechnęła się.
- Jutro ?
- Jutro - zgodziła się.

~Harry~

- Darcey idź spać w końcu.
- Nie chcę! - uciekła z salonu i biegała po domu.
- Darcy natychmiast tutaj przyjdź !
- Nie chcę spać!
- A chcesz mnie zdenerwować ? - Nie przyszła i tak. Chcesz spędzić czas z ukochaną po całym dniu zabawy z córką, ale przecież nie można. Złapałem ją w końcu i zaniosłem do łóżka. Usnęła mi na rękach już kiedy ją tam niosłem. Nie ona wcale nie chciała spać. W ogóle. Położyłem dziewczynkę na łóżku i Przykryłem. Poszedłem do sypialni.
- Ona ma za dużo energii. - zdjąłem koszulkę
- Ty też. - zamruczała zaspana. Pocałowałem ją w czoło. 
- Idę pod prysznic skarbie. - wyprostowałem się i udałem do łazienki.Położyłem się za nią i objąlem w talii. Zasnąłem wtulony w brunetkę.

~*~

Jakiś miesiąc zeszło mi z tym wszystkim, ale firma działa. Monic się o nic nie czepia i jest okej.
Jakoś się żyje. Darcy posłałem do przedszkola bo bym nie wytrzymał.
- Harry ? Kupisz mleko jak będziesz wracał z firmy ? Skończyło się.
- Jasne. Coś jeszcze? - zapiąłem spinki od mankietów.
- Prezerwatywy.
- Ku..co? - spojrzałem na nią rozbawiony.
- No skończyły się nam
- Dobrze, skarbie kupie. - Uśmiechnęła się do mnie i pocałowała mnie krótko. Za krótko.
Cmoknąłem nie zadowolony i pokręciłem głową. Wyszedłem z domu. Pojechałem do tej restauracji. Moja praca wcale nie jest taka zła. Ale mam sporo wrogów i nie chce narażać dziewczyn. Liamowi płacę za bycie kierowcą Monic. Wolę, żeby była bezpieczna. A kto zapewni jej większy spokój niż najgroźniejszy facet w mieście. 
Szablon wykonała Clary G