piątek, 6 września 2013

13. No kochaj mnie




Była piękna ciepła noc,Wtedy to ujrzałem ją
Miała włosy brąz i czarujący wzrok
Powiedziała tak, zapytałem gdzie
Noc przykryje nas, więc zaczaruj mnie
Powiedziała mi, wyszeptała mi
Powiedziała mi, a wyszeptała mi
Siedziałam na dywanie bawiąc się z Mayą. Właśnie wróciłam z kolejnej nauki szybkiej jazdy. Harry mówi, że robię postępu i co raz bardziej dokłada mi różne techniki. Na razie poznałam Clutch Kick i uczę się robić Feint Drift przed zakrętem. Mówił, że nie będę się ścigać, ale mam na wszelki wypadek umieć. Nie sprzeciwiałam się. Zayn co raz częściej uczy mnie strzelać. To też umiem. Z Louisem trenuję walkę. Jego boję się najbardziej. Zawsze na halę idę z Harry'm. Wtedy czuję się bezpieczna. Tomlinson zażądał dowodu iż Mayka jest jego córką. Mieliśmy zdobyć testy. Zgodziłam się, ale to nie miało nic zmieniać. Nie pozwolę mu dotknąć małej. On nawet jej odważyłby się zrobić krzywdę, a na to nie pozwolę.
- Tata! - krzyknęła dziewczynka, podnosząc się z dywanu.
Podbiegła do holu, a zaraz pojawiła się z Harry'm, który trzymał ją na rękach. Uśmiechnęłam się na ten widok. Widać, że Loczek bardzo ją pokochał i naprawdę traktuje jak swoją córkę. Również się podniosłam i podeszłam do nich
- Cześć kochanie. - brunet ucałował mój policzek.
- Hej, gdzie byłeś? - spytałam.
- Załatwiałem parę spraw. - wzruszył ramionami. - Zabieram cię dziś na randkę. - dodał idąc do kuchni.
Wzniosłam oczy ku niebu, na szczęście mnie nie zobaczył. Machnęłam ręką i zaczęłam zbierać zabawki porozrzucane po podłodze. Po jakimś czasie ktoś objął mnie w talii, całując mój kark.
- Słucham pana? - zaśmiałam się.
- Pojedziemy na jakieś zakupy. Kupimy ci parę nowych ubrań. - jego ręka niebezpiecznie zsuwała się co raz niżej.
- Ale ja nie potrzebuję. - wydusiłam szeptem.
- Powiedziałem.- cicho warknął.
Jego dłoń już znajdowała się w moich szortach. Odchyliłam lekko głowę ciężko dysząc. Bałam się tylko, żeby Mayka nie weszła teraz do salonu. To co robiliśmy nie było odpowiednie.
- Przestań...- wydyszałam.
O dziwo spełnił moją prośbę. Złożył na moich ustach pocałunek i poszedł do swojego gabinetu. Otrząsnęłam się i skończyłam sprzątanie. Wieczorem kazał mi ubrać sukienkę, zostawił Mayę pod opieką Jamie- niani i gdzieś mnie zabrał. kierował się do centrum Londynu. Nie rozmawialiśmy. Patrzyłam w szybę, słuchając piosenki, która leciała w radiu. Czarny Mercedes zatrzymał się dopiero pod jedną z luksusowych restauracji. Obsługa tego lokalu, zaparkowała samochód gdzieś indziej, a my weszliśmy do środka. Przy stoliku zarezerwowanym dla nas zjedliśmy kolację. Było naprawdę miło. Nie wiedziałam, że Harry umie być taki romantyczny, a jednak... Po tym zabrał mnie nad Tamizę. W miłosnym nastroju, spacerowaliśmy nad jej brzegiem. Chłopak obejmowałam mnie w talii, a ja opierałam głowę o jego silne ramię. Na chwilę przystanęliśmy. Odwrócił mnie do siebie i spojrzał w oczy, a zaraz na usta. Powoli pochylił się i złożył słodki i długi pocałunek.
- Zostaniesz moją kobietą? - zapytał.
- No nie... Harry Styles ten badboy mnie pyta o coś takiego, a nie bierze jak uważa, że to mu się należy? - zrobiłam duże oczy.
Przewrócił oczami, przechodząc z nogi na nogę zniecierpliwiony.
- Ale to nie są oświadczyny, prawda? - zszokowana zrobiłam krok w tył.
- Gdybym się oświadczał to bym klęczał Rose, klęczałbym. - powiedział , patrząc na mnie jak na wariatkę.
- Oh, okay. To sądzę, że mogę nią być, choć boję spytać się co się z tym wiąże.
Zaśmiał się i powtórnie złączył nasze usta. Wziął mnie za rękę, wracając do samochodu.
Odpalił silnik i ruszył z podjazdu kierując się w stronę domu. Całe myśli przelałam teraz na Maykę i zastanawiałam się czy już śpi.
Miałam nadzieję, że ta opiekunka dobrze się nią zajmuje. Na to liczyłam. Poczułam ciepłą dłoń na moim kolanie. Zerknęłam na Harry’ego, który badawczo mi się przyglądał.
- O czym myśli moje słońce?
- O niczym, konkretnym. O moim słońcu. - uśmiechnęłam się blago i odwróciłam w stronę okna. Nie wiem dlaczego nagle dopadał mnie dziwna melancholijność i miałam ochotę... płakać? Jakaś dziwna się stałam. Potrząsnęłam głową przymknęłam powieki.
Dojechaliśmy pod willę. Harry zaparkował w garażu i wprowadził mnie do domu. Podziękował Jamie opiekunce i zamknął dom na każde zamki o blokady.
W tej chwili nawet nie miałam siły na nic. W jego domu najbardziej lubiłam duży balkon i jakoś tak naszła mnie ochota by tam usiąść i przemyśleć parę spraw ale najpierw kąpiel.
- Harry... proszę cię sprawdź czy Maya śpi.
- Dobrze. A ty masz na coś ochotę?- spytał zdejmując marynarkę i kierując się na schody.
- Tak posiedzieć sama. - mruknęłam i skierowałam się do kuchni. Mam nadzieję, że Styles da sobie spokój i nie będzie się dziś do mnie dobierał, ale wtedy pewnie nie byłby sobą.
Gdy zszedł na dół oznajmił że mała śpi. Ja poszłam na górę wziąć tą moją kąpiel a później jak mówiłam usiadłam na balkonie. Siedziałam z wilgotną głową, w samej halce nocnej, przyglądając się czystemu niebu. Na prawdę gwiazdy dziś świeciły niesamowicie.
Jakaś smętna byłam. Nic nie chciało mi się robić i byłam zmęczona. Lekki wiaterek owiewał moją twarz. Przymknęłam powieki i po chwili za sobą usłyszałam ciche chrząknięcie Harryego. Jeśli znów będzie miał ochoty na małe igraszki, a ja nie mogę mu się przeciwstawić to będę robiła to wbrew sobie. Jaki to ma sens? Przewróciłam oczami, zanim mógł mnie jeszcze tak ujrzeć. Na to właśnie dzisiaj miałam ochotę. Na rzucanie i trzaskanie rzeczy i zdjęć. Aby krzyczeć.
Chciałam krzyczeć i przewracać oczami, dlaczego?
Nie miałam pojęcia i nie dostawałam odpowiedzi. Weszłam do sypialni. - Moja mama jutro przyjeżdża. - oznajmił zdejmując koszulę.
- To się z nią spotkaj. - mruknęłam siadając na brzegu lóżka i ściskając w pięści jego pościel. Przysięgam, że zaraz coś lub w coś uderzę i zacznę krzyczeć. Może to przez na tłok myśli i wydarzeń. Oh tak dużo się dzieje. A ja muszę martwić się o wszystko i za wszystkich. O tego debila, który ryzykuje na tych wyścigach. O moją małą córeczkę, o siebie. Martwię się i boje zarazem, to że im coś się stanie, to że Lou tu wpadnie. Nie wytrzymuję tego psychicznie.
- Nie spotkam się sam. Przyjedzie tu i razem zjemy z nią obiad. Druga sprawa to to że ...- nie dokończył bo usłyszeliśmy płacz. Chłopak poszedł do małej i długo nie wracał. Chyba zasnął .
Weszłam do nich do pokoju i Styles faktycznie spał. Podeszłam cicho do jego ciała i wsunęłam rękę w kieszeń jego marynarki, wyciągając po cichu z nich pęk kluczy. Po cichu zeszłam na dół i od kluczyłam drzwi, wychodząc na dwór i przechodząc daleko na tyły Villi.
Złamałam oczywiście jedną z zasad. Nie mogłam wychodzić sama. Stałam w ogrodzie patrząc w niebo kiedy usłyszałam chrząkniecie i zauważyłam postać stojąca przy drzewie. Nie...on...
Styles stał i z wściekłością mi się przyglądał, a ja właśnie w tej chwili poczułam, że jestem więziona. Nie mogłam niczego robić. Czułam się jak ptak w klatce i pomału obumierałam. Zawrzała we mnie złość i przysięgam, że jak teraz zechce ciągnąc mnie do domu to zacznę krzyczeć i bić go pięściami. Może płakać...
- Co tu robisz?- syknął .

- Stoję. - burknęłam i upss... wywróciłam oczyma.
Podszedł do mnie łapiąc za ramię. - Nie pozwoliłem ci samej wychodzić. Po drugie grzeczniej.
- Mam dość tego, że wszystkiego mi zakazujesz. - wyrwałam się z uścisku, kładąc mu dłonie na torsie i mocno go od siebie odpychając. - Na miłość boską... Harry! Mam tego dość... mam prawo posiedzieć na dworze wieczorem czy z kimś pogadać, też mam swoje życie wiesz?!
- Może masz. Tylko że to zagraża tobie więc się nie stawiaj dobra?! - usłyszeliśmy huk a raczej strzał.
- Mayka! - wrzasnęłam i rzuciłam się w stronę domu, niestety zaraz zostałam szarpnięta do tyłu przez Stylesa.
- Stój.- szepnął wyjmując broń i rozglądając się. - Tomlinson?
- Tam jest moja córka, więc wybacz bo w tej chwili nie zamierzam ciebie słuchać! - wrzasnęłam na co chłopak wybrzuszył na mnie oczy, a ja pobiegłam do domu.
- Maya?! Mayka! - krzyczałam płacząc i wbiegając po schodach kierując się do pokoju mojej maleńkiej córeczki.
- Nie tak szybko.- drogę zastawił mi louis.- Powinnaś się słuchać Styles skarbie.- powiedział lądując broń i przyglądając mi się. Za mną już słyszałam kroki Hazzy. - Rose azyl w sypialni mai. Za szafa macie schron.- szeptał mi do ucha bardzo szybko.
- Choć raz mógłbyś wrócić szybko? - jęknęłam, a moje łzy skapywały na ziemie. Bałam się tego pokoju. Bałam się być z dala od niego, kiedy coś groziło mi i Mayce. Czy nie mogliśmy mieć spokojnego wieczoru, tak aby on usiadł a ja bym po prostu siedziała w niego w tulona i czasami popłakała. W jego ramionach.
- Biegnij, bo za trzy sekund wpakuje ci kulkę.- popchnął mnie do sypialni córki.
Wleciałam do małej, o dziwo ta smacznie spała. Wzięłam ją na ręce tak delikatnie na ile teraz pozwalało mi moje przerażenie i weszłam do szafy. Dłońmi stukałam w jego wnęki, tak aby jedną z nich poluzować i wejść do wyznaczonego mi schronu.
Otworzyły stalowe drzwi zamykane na fotokomórkę. Gdy byłam w środku masywne wrota się zasunęły. Miałam tu monitoring na cały dom. Widziałam i słyszałam wszystko.
Nie wiem co się stało przed chwilą, ale Louis w tej chwili klęczał przed Stylesem, a ten przykładał mu pistolet do skroni. Przerażona pisnęłam.
- A teraz cię zabije. Prosiłem i groziłem żebyś się do nich nie zbliżał Tomlinson!
- To moja córka. Mam prawo... - wysyczał w złości.
- Nie masz żadnego prawa słyszysz?! To jest moja córka !
- Gówno prawda! Przypisujesz ją tylko sobie, a tak na prawdę to ja ją spłodziłem i to cię boli człowieku! Ale skoro chcesz to okay... bierz te małą a mi dawaj jej matkę. Będzie po równo.

- Chciałbyś. Nie dostaniesz ani Mayki ani Rosemary. Ja przynajmniej wiem co to jest miłość.- wysyczał Harry.
- Ty? - prychnął. - Błagam cię... założę się, że ona jest z tobą nieszczęśliwa. Zresztą która by była skoro trzymasz ją tu jak w pułapce. Rozmawiasz z nią chociaż o uczuciach? Czy tylko wmawiasz jej swoje i żądasz by je odwzajemniała? Stary znam cię doskonale...
- Wiesz czemu ją trzymam? Bo ją kurwa chronię? A wiesz przed kim? Przed tobą ! Próbowałeś ją zgwałcić i zabić.
- Oj tam, nie powiesz mi, że sam nie masz ochoty na tę sukę? Sam i tak o niej nie myślisz inaczej jak nie o obiekcie seksualnym i dobrze o tym wiesz.
- Nigdy więcej nie mów tak o niej !- brunet dostał cios pięścią w brzuch.- Jest dużo więcej warta. Nie jest dziwką jak twoja Miriam.
- To w takim razie powiedz mi coś więcej o swojej Rose i o jej uczuciach, skoro tak dobrze ją znasz i kochasz? - prychnął dodatkowo go podjuszając.
Widać było że Harry był już dobrze wkurwiony.- Wystarczy że znam ją lepiej niż ty a teraz mi stąd wypierdalaj!
Louis podniósł się i skierował się do wyjścia, po czym przystaną i odwrócił się
 - Nie znasz jej lepiej niż ja... Obserwowałem ją niegdyś wystarczająco długo by wiedzieć jak się teraz czyje, to właśnie ja powinienem ją uratować przed tobą, zanim całkiem przez ciebie upadnie. Jest tylko twoją pokojówką, z którą sypiasz. Trzymasz ją pod zamknięciem a ona głupia tylko wykonuje każdy twój rozkaz, nawet nie mogąc się tobie przeciwstaw. Robi wszystko czego zażądasz, a kiedy ona coś chce zostaje przez ciebie wyśmiana czy z gnębiona. Dajesz jej to co myślisz że potrzebuje, kiedy ona tego w ogóle nie chce, a to czego pragnie dusisz w niej i zabijasz.
- Trzymam ją pod zamknięciem tylko i wyłącznie przez ciebie. Nie pojawiaj się tu więcej rozumiesz? Wtedy i ja i ona oraz NASZA córka będzie miała święty spokój.
- No i dobra. Zniknę i co zaczniesz ją wypuszczać samą po za dom? Wątpię. Dalej będzie nieszczęśliwa i wypełniała każdy twój rozkaz z obawy że możesz skrzywdzić jej córkę. Nie wierzysz? Zapytaj. - prychnął niewzruszony i wyszedł z domu.
Harry chwilę stał w salonie po czym wyszedł na górę do nas. Wpisał kod otwierający azyl.
Nie spoglądając na niego wyszłam z niego. Było tam dość duszno. Stanęłam przy łóżeczku małej i włożyłam ją do środka. Chłopak przykrył ją kołdrą i wyprowadził mnie z jej pokoju .
Ciągle unikałam jego wzroku i kiedy tylko opuściliśmy pomieszczenie puściłam jego rękę i zeszłam na dół po schodach zmierzając do lodówki. Potrzebowałam czegoś chłodnego do picia. Picie.. właśnie. A może czegoś mocniejszego?  Wyjęłam butelkę czystej nalewając ją do kieliszków. Harry nie zszedł na dół i dobrze. Piłam w samotności. W końcu znudziły mi się kieliszki i zaczęłam pić prosto z butelki Whisky była mocna i gorzka, ale po chwili nie czułam już tej goryczy, wręcz mi smakowało. Stanęłam w salonie, podtrzymując się stolika bo chwiałam się na nogach niemożliwie mocno, a pokój za szybko wirował. Dostałam niesamowicie wiele energii ale i doszły mnie wszystkie smutki i żale. Podniosłam wzrok w górę i napotkałam duże lustro. Byłam żałosna i nie potrafiłam postawić na swoim. Rozwścieczona zamachnęłam się i rzuciłam butelką o lustro, które w z hukiem roztrzaskało się wraz z butelką i osypało na ziemię. Ten popierdolony, dupę Tomlinson miał cholerną rację. Miał trochę racji ten parszywy i zakłamany debil...
Na dół zbiegł Styles. Podszedł do mnie obejmując w talii.
- Ej spokojnie. Chodź położysz się.
Chwilę mnie prowadził, ale przed samymi schodami się otrząsnęłam i zatrzymałam.
- Nie. - szepnęłam. - Nie. Nie! - wyrwałam się z jego uścisku. - Tym razem cię nie posłucham.
- O co ci chodzi?
- Dobrze wiesz o co. - prychnęłam i ruszyłam po drugą butelkę. - O rany boskie. - zaśmiałam się. - Mój eks miał rację co do naszej sytuacji.
- Nie, nie miał.- wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka.- Śpij.
- Kurwa daruj sobie co! Mam nogi! Mogłam sama wejść. Nie traktuj mnie jak dziecka. Dla odmiany mógłbyś mnie raz posłuchać! - wstałam z łóżka. - Daj kluczyki!
- Nie ma mowy.- zamknął drzwi.- Jutro porozmawiamy. Dzisiaj idziesz spać.
- Sam idź kurwa spać. - warknęłam. - I dawaj mi kluczyki,. Muszę wyjść na dwór. Duszę się tu.
- To się duś.- sięgnął do jakiejś szafki. Wyjął coś i przyciągnął mnie wybijając coś w ramię. Czułam że opadam .
- Nienawidzę cię Styles... - szepnęłam. - Chronisz mnie przed wszystkimi, a sam mnie najbardziej ranisz.... - opadłam prosto w jego ramiona.

~~~~~*~~~~~~
 Było słodko i się skończyło. Tak nie zabijajcie mnie, ale komplikacje muszą być. :)
DUUUUUŻo KOMENTARZY = SZYBKO ROZDZIAŁ a nawet bardzo szybko.
A tak serio to liczę, że Wam się podobało.

poniedziałek, 2 września 2013

12. Volveremos

 
Bo człowiek nie wie, co to życie, dopóki po raz pierwszy nie rozbierze kobiety.
Rosemary stała przy moim boku, patrząc na samochody z otwartą buzią. Wyglądała dość zabawnie. Ale nie dziwię się. Widziała w końcu 5 facetów, którzy szykowali się do wyścigu. Nielegalnego, ale to co my robimy rzadko jest legalne.  Poprawiłem skórzaną kurtkę na ramionach, pocałowałem dziewczynę w policzek i wsiadłem do mojego lamborghini. Zapiąłem pas i zacisnąłem dłonie na kierownicy. Spojrzałem w prawo. Obok mnie stał srebrny aston martin Louis’a. Zmierzyliśmy się wzrokiem, a ja już wiedziałem, że mi dzisiaj nie odpuści. Zatnie mnie na pasie, wymyśli coś … cos że pożałuje. Po prostu wiedziałem, że jest wściekły. W sumie ja bym go chyba zabił, gdyby przeleciał moją Rosie.
-Przygotujcie się!- krzyknął Tom, który nam towarzyszył.
Na jego znak odpaliliśmy silniki, ruszając. Mój wzrok lądował na drodze, a zaraz na samochodzie Tomlinsona i tak w kółko. Nie mogłem się skupić co go cieszyło. To on nad wszystkim panował i widział, że jestem rozkojarzony. Mimo tego, nikt mnie nie wyprzedził.  Jechałem równo z Louis’em. Przyspieszyłem tempo, zmieniając bieg. Skręciliśmy za jakimś magazynem i wtedy do on mnie wyprzedził. Po chwili zajechał mi drogę i zahamował. Tył austina uderzył z hukiem o maskę mojego lamborghini. Odrzuciło mnie do tyłu, ale nie zaprzestałem. Wyścig dalej trwał. Wyrównałem oddech i nacisnąłem gaz. Wskaźnik prędkości zbliżał się już do maksymalnej wartości. Teraz to mną władała złośc. To ja byłem wściekły. Zacisnąłem zęby, zajeżdżając mu drogę. Przez to chłopak nie opanował kontroli nad kierownicą. Zjechał na bok uderzając o mur. W lusterku ujrzałem jadące auto Malika. Przyspieszyłem, a Tommo powrócił na tor. Był tuż za mną. Dojechałem pierwszy. Zaraz za mną z piskiem zatrzymały się inne samochody. Nie obchodziło mnie to. Wysiadłem z pojazdu zatrzaskując drzwi. Tomlinson zrobił to samo. Szliśmy do siebie mierząc wzrokiem.
- Nie żyjesz Styles…- wysyczał.
Ktoś za mną pisnął. Rosemary… Zignorowałem to i podszedłem bliżej.
- Twoje nie doczekanie. – warknąłem.
Po chwili już czułem jego ręce na swojej kurtce. Szarpnął mną, a ja z całych sił go odepchnąłem. Posłał mi wrogie spojrzenie i przywalił w twarz. Nie martwiąc się o bolące i krwawiące miejsce oddałem mu. Czułem jak silne ramiona odciągają mnie od niego. Zayn trzymał moje ręce próbując uspokoić, a ja wciąż warczałem. Louisa złapał Liam.
- Wystarczy! – krzyknęła Miriam. – Przestańcie zachowywać się jak dzieci!
- Ty się nawet nie odzywaj. – syknął do niej.
Spuściła wzrok, a w tym samym czasie do dziewczyny podeszła moja Rose.
- Ona ma rację. Jesteście idiotami! Strzelcie sobie w łeb będzie po problemie! – krzyczała zdenerwowana.
Chciałem ją wziąć w ramiona i przytulić. Wiedziałem, że przy niej się uspokoję. Wyszarpałem się z uścisku Mulata , wziąłem brunetkę za rękę i wsiedliśmy do auta. Odjechałem kierując się do domu.
***
Mało co z tego rozumiałam. Harry był taki zdenerwowany, ale Lou też. Nie wyglądało to wtedy dobrze. Naprawdę się pokłócili, a ja wciąż nie wiedziałam o co. No bo chyba nie o Maykę. Nie mogli się o nią pokłócić. W końcu to była moja córka i tylko moja. To, że Louis był jej ojcem o niczym nie świadczyło. Nigdy w życiu nie pozwoliłabym mu jej wychowywać. Hazz to co innego. Jest porywczy i niebezpieczny, ale widać że kocha Mayę. Jest przy niej taki delikatny i czuły. To w nim kocham.
            Dojechaliśmy pod jego willę. W niej czekała na mnie mała i opiekunka, którą wynajął chłopak. Miałam nadzieję, że była jakaś normalna. Nie zwracając uwagi na kobietę, a raczej młodą dziewczynę i to dość ładną, podeszłam do mojej Mai.
- Mogę już iść panie Styles? – spytała grzecznie.
- Tak Jamie. Proszę. – podał jej pieniądze. – Jak będziesz nam jeszcze potrzebna to zadzwonię, Dzięki. – odprowadził ją do drzwi i wrócił do nas.
- Wszystko okay? –zapytałam ją czule.
- Tak mamo. Chcę spać. – powiedziała cicho i przytuliła się do mnie.
Wzięłam ją na ręce i zaniosłam do pokoiku, który był w tym wielkim domu. Nie wiedziałam, że Harry może mieć pokój dziecięcy, ale pomińmy ten fakt. Rozebrałam dziewczynkę do majteczek, kładąc do łóżka. Pośpiewałam jej i odpłynęła.
            Skierowałam się do drzwi, w których jak się okazało stał Hazz. Uśmiechnął się, biorąc mnie za rękę. Razem ruszyliśmy do jego sypialni. Brunet zamknął drzwi pokoju, przyciągając mnie do siebie. Musnął delikatnie moje usta, aby po chwili wpić się w moje wargi.
-Przepraszam cię za dzisiaj. Poniosło nas. – przyznał.
- Poniosło.- zgodziłam się i oplotłam jego kark rękoma.
Przesunął wargami po mojej szyi, błądząc dłońmi po moich plecach. Stanęłam na palcach, przygryzając jego wargę, co bardzo lubił. Wsunęłam ręce pod jego koszulę, badając jego twardy tors. Cicho westchnął i rozsunął zamek mojej sukienki, która po chwili znalazła się na podłodze.
- Kochanie weź mnie. – szepnęłam mu do ucha i rozpięłam powoli guziczki jego koszuli.
Zdjęłam ją z jego ramion, obdarowując je drobnymi pocałunkami. Był tylko mój. Ginęłam w jego dotyku. Byłam w swoim niebie, gdy jego usta przesuwały się po moich ciele.
Przejechałam językiem po jego klatce aż do klamry spodni. Klęknęłam rozpinając jego pasek. Wplótł palce w moje włosy i złapał moją głowę tak, że patrzyłam w jego oczy. Uśmiechnęłam się zadziornie.
Rozpięłam klamrę od paska, który po chwili zwisał bezczynnie wzdłuż jego ud. Palce wcisnęłam pod materiał spodni u samych jego bioder i powoli spuszczałam w dół, aż w końcu całkiem opadły na podłogę.
- Rose...- wyszeptał podciągając mnie do góry.
Nie rozumiałam dlaczego w końcu lubił takie zabawy. Stanęłam przed nim wpatrując się w jego zielone tęczówki.
- Nie musisz tego robić.- odparł głaszcząc mój policzek.
- Nie rozumiem. Nie chcesz tego? - uniosłam jedną brew ku górze
- Nie powiedziałem, że nie chcę. Powiedziałem, że nie musisz.
- Dobrze. - powiedziałam niepewnie, nie wiedząc co teraz zrobić.
Podniósł mnie umieszczając na swoich biodrach. Przyparł mnie do ściany, namiętnie napierając na moje wargi. Jego brzuch ocierał się o mój i moje piersi, a jego męskość łaskotała moją kobiecość . Odrywaliśmy się od siebie, aby nabrać powietrza. Potem znów łączyliśmy nasze usta, na nasze języki tańczyły dziki taniec, walcząc o dominację.
 Harry
Rose przygryzła moją dolną wargę, lekko ciągnąc ku sobie, po czym zabrała się za pozbawienie mnie mojej bluzki. Rzuciła ją gdzieś na mnie, a ja położyłem ją na łóżku. Całując jej szyję, zostawiałem na niej czerwone ślady.Dziewczyna owinęła swoje nogi wokół moich bioder, przyciskając mnie mocniej do siebie. Uwielbiała kiedy całowałem, a moje dłonie pieściły jej piersi. Po chwili przesunąłem ręce po jej biodrach. Dotarłem do zamka jej spodni, które zsunąłem z nóg brunetki. Całowałem jej kolana i uda. Rose mruczała jak kotka i wyginała się pode mną tak jak najbardziej lubiłem.Podsunąłem się trochę do góry i zębami ściągnąłem jej dolną część bielizny. Ona natomiast wplotła palce w moje włosy lekko je ciągnąc. Kiedy jej koronkowe figi znalazły się także na ziemi, podsunąłem się znów wyżej i wpiłem w jej usta. Dziewczyna wbiła paznokcie w moje plecy i zjechała nimi wzdłuż, aż do pośladków, hacząc nimi o moje bokserki i obsuwając je.Pozbyła się ich oddając co raz bardziej żarliwe pocałunki. Podsunąłem rękę pod jej plecy, aby rozpiąć jej stanik. Rzuciłem go gdzieś na podłogę i powróciłem do jej szyi i dekoltu. Uwielbiała kiedy całowałem jej szyję. Wtedy pozwalała mi na wszystko, taki jej słaby punkt.Zanim złączyłem nasze ciała, musiałem o coś zapytać.
- Bierzesz tabletki?
- Am... - najwidoczniej nie spodziewała się pytania. - Tak. 
- To dobrze.- musnąłem jej usta, zagłębiając się w nią.
Jej jęk przeszył całą sypialnie.Musiałem ją uciszać, bo przecież Maya spała obok. Zacząłem ją całować. Ciągle przedłużałem pocałunki. Z każdym mocniejszym pchnięciem zakrywałem dłonią jej usta, aby nie krzyczała i obcałowywałem jej szyję. Bardzo długo się kochaliśmy, ale nie dałem jej spokoju. Chwilę odpoczęliśmy, a ja powtórnie zacząłem obdarowywać pocałunkami całe jej ciało.
Noc była długa, więc dlaczego by nie przedłużać naszego grzechu.
-Kocham cię.- wydyszałem, gdy nad rankiem wtuleni w siebie zasypialiśmy.
- Ja ciebie też Harryeh. - szepnęła i umieściła głowę w zagłębieniu mojej szyji.
Pierwszy raz mi to wyznała. Byłem dość zaskoczony.  Może zrobiła to przez sen czy zmęczenie. A może serio właśnie mi wyznała swoje uczucie.Pokręciłem głową i przytuliłem ją mocniej do siebie.
-Śpij skarbie.- szepnąłem, sam zamykając oczy.
~~~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Teraz po raz pierwszy Rose wzięła udział w wyścigach. Znaczy widziała je przy Harry'm. JAk się podoba?
Dodaję, bo dzisiaj rozpoczęcie roku. Tak na pocieszenie :)http://from-hate-to-love.blogspot.com/

piątek, 30 sierpnia 2013

11. We Own it

 
Życie jest proste, podejmuj decyzję i nie oglądaj się
~music~
 Otworzyłem oczy, lekko ziewając. Rozejrzałem się nieprzytomny wzrokiem po sypialni. Obok mnie, wtulona spała Rosemary. Pochyliłem się i ucałowałem jej czoło, głaszcząc po miękki włosach. Była całkowicie moja. Zaczęła coś mruczeć i się wybudzać. Uśmiechnąłem się na ten słodki widok. Przetarła oczy, które zaraz otworzyła.
- Dzień dobry.- przywitałem ją słodkim pocałunkiem.
- Mhm..- wymruczała po przez pocałunek.
Objąłem ramieniem jej talię, przedłużając czułość. Oddawała pocałunki non stop.
- Wyspałaś się?- spytałem, przejeżdżając językiem po jej szyi.
Przymknęła powieki i wydusiła ciche "tak". Oplotła mój pas nogami, a szyję rękoma. Uniosłem ją i wstaliśmy z łóżka, kierując się do łazienki. Tam wzięliśmy długi, wspólny prysznic. Później ubraliśmy się i zeszliśmy na dół. Rosemary chodziła po kuchni robiąc śniadanie, a ja szykowałem Mayę, która ciągle mi uciekała.
- Maya Polly Hough masz 5 minut i widzę cię w salonie!- krzyknąłem.
Mówiłem, że mam problemy z nerwami i trochę się zdenerwowałem. Gdy dziewczynka przybiegła ubrałem ją i wziąłem do kuchni, gdzie zjedliśmy śniadanie. Później zabrałem ją do przedszkola, a Rose zamknąłem w domu.
Po odstawieniu Mayki, udałem się do pracy. Musieliśmy wyciągnąć te hasła. Po paru godzinach męczenia informatyka, Niall miał już wszystko i przelewał pieniądze. Osiągnęliśmy sukces i dlatego na wieczór zaplanowaliśmy kolejny nielegalny wyścig. Wyścig i zabawa...

***
Wsiadłem do Land Rovera, jadąc jak najszybciej na miejsce. Było już dość ciemno jak na godzinę dwudziestą, ale za bardzo mi to nie przeszkadzało. Wymijałem auta przede mną, dodając gazu, aż dotarłem tam, gdzie czekała reszta. Wysiadłem z samochodu, podchodząc do mojego Pagani Huayra.  Miałem dużo aut do ścigania, to było jedno z nich. Srebrny, lśniący i szybki, a to najważniejsze. Rzuciłem chłopakom krótkie cześć i zacząłem sprawdzać silnik i ogółem maskę mojego pojazdu. 
Gdy wsiadłem do środka, obok mnie podstawił się czarny Hennesey Venon, Zayn'a. Jak zwykle moją prawą stronę zajął Aston Martin Louis'a. Zaraz jeszcze McLaren Niall'a i Nissan GT-R  Liama.
Trzy!
Dwa!
Jeden!
Ruszyliśmy. Na początku każdy równo, rozwijał prędkość. Manewrowałem skrzynią biegów, naciskając gaz. Moje auto zaczęło wychodzić na prowadzenia, a kilka sekund później zostawiło resztę w tyle. W lusterku ujrzałem standardowo Tomlinsona. Raz był za mną raz obok. Zrobiłem szybki Clutch Kick. Nacisnąłem sprzęgło, zredukowałem bieg i bardzo szybko puściłem go, gdy przez zakręt. Samochód Tommo za to bardzo sprawnie wykonał Race Drift. On również znał dobre techniki. Często był nie pokonany. To on wygrywał, ale zdarzało się że robiłem to też ja. Że go pokonałem. Dodałem gaz i wyjechałem tylną osią poza tor, aby zrobić poślizg. Mój wzrok lądował teraz na lusterku, sprawdzając pozycję Tomlinsona. Wykonywał Manji Drift, balansując autem od jednej krawędzi do drugiej. Mój oddech przyspieszył, a zęby zacisnąłem. Nie mógł mnie wyprzedzić. Nie tym razem. Ujrzałem również auto Malika. Jechał równie zacięcie co Louis. Robiło się gorąco.
Kolejny zakręt. Tuż przed nim zaciągnąłem hamulec ręczny i wcisnąłem sprzęgło. Później długo trwałem w Long Slide drifcie. Już po chwili wyprzedził mnie Hennesey Zayn'a. Ważne, że nie był to Tomlinson. Tylko nie on. Dojechaliśmy na metę prawie równo. Ja za Malikiem, Tommo za mną i reszta.
***
Wszedłem do domu, rzucając kluczyki na stolik. Pilotem zamknąłem wszystkie zamki w wilii i przeszedłem do salonu. Na kanapie siedziała Rosemary, najwidoczniej na mnie czekając. Gdy tylko mnie zauważyła od razu wstała i podeszła do mnie, a jej oczy ciskały we mnie gromem.
-  Czemu nie śpisz?- spytałem zdziwiony jej zachowaniem.
- Nie powinieneś być wcześniej w domu? - zignorowała moje pytanie. - Zostawiłeś mnie i Maykę samą! - warknęła uderzając mnie palcem o tors.  
- Mówiłem ci już, że ten dom to forteca. Masz blokady, kody, broń nawet masz, więc nie przesadzaj. A czy powinienem być wcześniej? Może. 
- Nie obchodzą mnie te durne zabezpieczenia. Dobrze wiesz, że Louis potrafił by je obejść! 
- Niby jak?- spojrzałem na nią jak na wariatkę. - Louis nie dałby rady to po pierwsze. Po drugie był ze mną. Po trzecie nie podnoś na mnie głosu. 
- Ale się martwię, tak? O moją maleńką córkę i o ciebie!  
- Byłem w pracy, przecież wiesz.- wziąłem ją za ramiona. - Uspokój się. 
- Ale miałeś wrócić wcześniej!  
- Nie krzycz. - syknąłem. - Nie mówiłem kiedy wrócę. Byłem na wyścigach. 
- Miałeś nie brać w nich udziału... - jęknęła i wyszarpała się z moich objęć, co mi się nie podobało. 
Złapałem ją za rękę i obróciłem w swoim kierunku.
-Powiedziałem, że wtedy nie pójdę, ale nie że zrezygnuję. Zabiorę cię na te wyścigi. Byłaś z Louisem, teraz pojedziesz ze mną. 
- Nie mam zamiaru się tam z tobą wybierać, ani z nikim innym. - syknęła.
- Owszem wybierzesz się. - zagroziłem jej. - Na górę.
- Nie zostawię Mayki samej. Nie pójdę.  
- Nie martw się będzie miała opiekę. - popchnąłem ją lekko do schodów.- Na górę. 
- Mam ją zostawić z obcymi ludźmi. Harry, ona jest mała. Nie będę ryzykować tego, że gdy dorośnie będzie miała z tego powodu chandrę z dzieciństwa.  
- Spokojnie. Ten temat odłóżmy. na razie nigdzie nie jedziesz. jutro dopiero znowu pojedziemy na plac. Poćwiczysz jazdę. Teraz idź na górę! 
- Sam idź na górę. - burknęła pod nosem, kiedy wchodziła po schodach.  
Ona mnie po prostu tak drażni ... Czasami mam ochotę jej porządnie wpierdolić, no ale tego nie zrobię. Weszliśmy do sypialni. Rozpiąłem trzy guziki koszuli i ściągnąłem ją przez głowę. Rose nawet na mnie teraz nie spojrzała, tylko położyła się na swoim miejscu, nakrywając się po uszy kołdrą. Przewróciłem oczami i poszedłem do łazienki. Odświeżyłem się i wróciłem do niej, kładąc się obok.
Dziewczyna leżała na samym brzegu łóżka. I słodko pochrapywała.Wtuliłem się w nią i odpłynąłem.
~~~~~~*~~~~~~~~
Hejooo. Taka niespodzianka:) Dzisiaj This Is Us więc i jest nowy rozdział.
Ughh ale ja to dawno pisałam. Nawet nie pamiętałam co było w tym rozdziale.
wyścig realistyczny? Powiedzcie że tak :)
SZABLON SIĘ CZĘSTO MOŻE ZMIENIAĆ, BO MI SIĘ SZYBKO NUDZĄ :)
PROSZĘ, WPADNIJCIE TEŻ TU :*:Teach me to love

środa, 28 sierpnia 2013

10. Wierność jest nudna




Żyjemy nie tak, jak chcemy, lecz tak, jak potrafimy.

Tydzień. Minął tydzień. Co raz bardziej poznawała ich życie. uczyłam się szybkiej jazdy i strzelania. Harry nie odpuszczał i już nie raz próbował zaciągnąć mnie do łózka. Za to Mayka uparcie nazywa go tatą. Nie umiem jej tego wybić z głowy. Przecież to dziecko. Za każdym razem gdy dochodziło to spotkania my i chłopcy, ciarki mnie przechodziły gdy widziałam Tomlinsona. Bałam się go i dobrze o tym wiedział. Mógł zrobić mi krzywdę w jedną chwilę, zresztą Hazz też, ale jemu zaufałam. Nikt oprócz mnie, Hazzy i Nialla, nie wiem o Mai i tak ma zostać.
Sprzątałam w tym wielkim domu, kiedy wrócił Harry z małą. Wpadła mi w ramiona i mnie przytuliła.
-A tata zabrał mnie na ciastko! - krzyknęła radośnie.
-Oh ten tata.- westchnęłam i wzięłam ją do kuchni.
Po chwili pojawił się również chłopak. Nie omieszkał mnie pocałować. Drażnił mnie tym, ale nie mogłam się przeciwstawić. Przecież już raz mnie uderzył.
-Jesteś głodny? - zapytałam grzecznie.
-Jestem.- mruknął.- Wieczorem wychodzę. - dodał jeszcze i sięgnął po talerze.
Nie pytałam gdzie, bo i tak nie odpowie. Miałam tylko nadzieję, że nie na żaden wyścig czy coś... Błagam nie. Zjedliśmy ciepłą lasagne i pozmywałam. Maykę porwał do ogrodu bawiąc się. Ja za to wzięłam gorącą herbatę i usiadłam przy stole. Miałam ochotę porobić zdjęcia, ale nie miałam swojego aparatu. Nie mogłam też powiedzieć, że mi się nudzi, bo miałam tu pełno atrakcji. Tylko nie miałam swojej pracy. Gdy Harry wychodził, zamykał mnie w domu. Nie mogłam sama nigdzie wychodzić. Czułam się jak w więzieniu, a uzasadnieniem tego wszystko miało być moje i Mai bezpieczeństwo.
Ciepłe dłonie oplotły moją talię, a czyjeś wargi dotknęły mojego karku. Chwila... to nie mógł być Harry. On biegał po ogrodzie z moją córką. Serce stanęło mi. Nie tylko nie on...
-Cześć maleńka.- szepnął, a jego oddech otulił moją szyję.
- Louis... - odskoczyłam od niego.
-Zgadza się.- złapał mnie mocno za nadgarstek.- Nie uciekniesz.
- Zostaw - próbowałam się uwolnić. - C-czego chcesz?
Nie dawałam rady. Przecież był silniejszy. Przyparł mnie do ściany, odpychając wszystko co miał na drodze.
-Hmm zastanówmy się czego ja mogę chcieć.- przejechał bronią przez mój dekolt, aż pistolet dotarł pod moją bluzkę. Od zimnej stali przeszedł mnie dreszcz. Bałam się jak cholera. Nie wiedziałam co miałam zrobić i tak nie miałam przy nim szans
-Tato, tato!- usłyszeliśmy radosne krzyki.
Brunet zmrużył oczy i gwałtownie odsunął się ode mnie, kierując do wyjścia na taras. Kurwa, kurwa, kurwa! Rose myśl.
- Louis! - krzyknęłam za nim. Mayka była najważniejsza, musiała być bezpieczna.
Odwrócił się do mnie lustrując wzrokiem. Był rozdrażniony.
Wzięłam głęboki oddech.
- Dam ci to czego chcesz. - powiedziałam cicho.
Przekrzywił głowę znów mrużąc wzrokiem. W dłoni obracał pistolet.
-Tak? - podszedł bliżej.- A wiesz, że dałaś mi to już 4 lata temu?
- Jak to?
-Nie pamiętasz już.- powiedział urażony i cmoknął.- To nie dobrze. Trzeba ci przypomnieć.- przejechał dłonią po moim policzku .
- O matko... - to stąd był dla mnie znajomy. To on był ojcem mojej córki. Ale czy o niej wiedział?
Nie mógł... nie, na pewno nie.
-A teraz...- złapał mnie mocno za włosy ciągnąc je.- Powiesz mi kto tam jest oprócz Harry'ego.- popchnął mnie przed siebie przykładając broń do skroni. Zaczął mnie prowadzić do ogrodu.
- Louis błagam, zrobię co chcesz.....tylko odpuść.
-Tam jest coś na czym ci zależy... to dobrze.- odpowiedział otwierając przede mną drzwi. Wyszliśmy do ogrodu.
Harry podnosił i podrzucał dziewczynkę. Ta cały czas się śmiała.
-Ekhem... Styles mam coś twojego.- brunet zwrócił na siebie uwagę .
Odwróciła się przodem do nas i zbladł. Mała chciała do mnie podbiec ale ją powstrzymał.
-No widzisz doigrałeś się. co to za bękart?
Posłałam mu błagające spojrzenie.
- Nie twój interes.
-No wiesz jeden strzał i możesz trumnę załatwiać.
- Mama! - mała zaczęła się wyrywać i płakać.
Louis złapał mocniej moje nadgarstki, z moich oczu popłynęły łzy.
-Puśc ją!- Harry schował za siebie maykę.
- Mama? - spytał.
Nie odpowiedziałam. Zacisnęłam zęby.
- Może ty wyjaśnisz? - popatrzył na Harry'ego.
-Może spierdalaj stąd?
- Harry mam nową koszulkę.. - odblokował pistolet. - ..nie chce jej już ubrudzić.
Styles wyjął swoją broń mierząc w niego.
-Puść ją i wyjdź.
- Naprawdę chcesz ryzykować?
Harry spojrzał na mnie a zaraz na ledwo. I tak jeszcze raz. Zrozumiałam że był to sygnał.
Udało mi się unieść jego ramię i szybko oddalić od niego jak tylko mogłam daleko. Hazz odblokował broń, a strzał wymierzony był w lewą rękę Louisa. Popatrzyłam na córkę która była przerażona, moje biedne maleństwo.
-Zabierz ją na górę. - rzucił do mnie i popchnął w moją stronę dziewczynkę.
***
Zostałem z nim sam na sam. Uspokoiłem oddech i patrzyłem jak Tomlinson trzyma się za ramię.
- Mówiłem żebyś sie do niej nie zbliżał.
Zaśmiał się tylko kpiąco.
-Mało mnie obchodzi co mówiłeś.- nie zauważyłem jednego ruchu, a kula trafiła mój obojczyk.
Koszulka zaczęła przesiąkać krwią- Kurwa...
-Mówiłem ci, że ci nie odpuszczę gówniarzu.- warknął.
- Spierdalaj. Po cholerę tu przylazłeś?
-Ta mała przerwała mi w pieprzeniu twojej Rose.
Myślałem że mnie zaraz szlag jasny trafi.
- Łapy precz od niej bo ci je kurwa odstrzelę!
Uśmiechnął się głupio i prychnął.
-Jeszcze zobaczymy. Czyj to bachor?!
- Gówno ci do tego. Wypieprzaj z mojego domu.
-Nie pozwalaj sobie.- ostrzegł mnie.- Pytam jeszcze raz z kim ta dziwka ma dziecko?
- Nie mów tak o niej. - byłem wściekły.
-Jest nią.
-Szlag cię trafia bo ma cie w dupie. - uśmiechnąłem się szyderczo.
-Chciałaby mnie mieć.
Zacząłem się śmiać.
- Proszę cię kurwa nie ośmieszaj się.
-A tak na poważnie, to zajmę się tym bachorem. Tylko przeszkadza.- podrzucił swoją zabawkę .
- Nie tkniesz jej.
-znowu się chcesz przekonać? Ojoj.- wszedł do domu. - Rose skarbie!
Pobiegłem za nim. Na prawdę byłem bliski zabicia go. Trzymałem się za krwawiące ramię, ale to nie było najważniejsze. Nie mógł zrobić im krzywdy.
-Jak cię wolałam to masz zejść słyszysz?!- krzyknął i strzelił w wazon.- Rose!- teraz w żyrandol.
Na górze schodów pojawiła się wystraszona Rose. Powoli zeszła na dół.
-Z tą małą ! Chcę tą małą !
- Nie. - powiedziała twardo
Chłopak przyłożył mi dłoń do skroni.
-Mała albo on zginie .
Zobaczyłem panikę w jej oczach. Jestem martwy- pomyślałem. Dziewczyna znikła i po chwili zobaczyłem ją małą na rękach.
Kompletnie mnie Zaskoczyła. Przecież ją uderzyłem groziłem...a ona chcę mnie uratować.
-Rose nie rób tego..- wychrypiałem
Popatrzyła na mnie, a potem na Louisa.
- Czego chcesz?
-Daj ją.
- Proszę nie.. - przytuliła ją mocniej do siebie.
-Po co ci kurwa to dziecko?! Co to jego?!- walnął mnie bronią w czoło .
- Co tobie do tego? - spytała.
-To że jeśli jego to z większą przyjemnością zabije
- N-nie jego. - w oczach miała łzy.
-Tato!- krzyknęła przerażona Mayka .
- Cicho. Mała za chwile będzie dobrze, proszę cicho. - uspokajała ją.
-Ja nie odpuszczę a ty dziwko masz mi udowodnić że ten bękart nie jest jego.
- Ona....jest twoją córką. - powiedziała cicho.
-Co kurwa?!- Oboje wykrzyknęliśmy
- Wtedy, 4 lata temu zaszłam w ciążę.
-Louis weź mnie zabij.- powiedziałem.
- Nie! - krzyknęła. - Znasz prawdę, teraz nas zostaw.
Syknąłem z bólu gdy ścisnął mój ranny obojczyk. Odepchnął mnie i wyszedł.
- Miałeś ją chronić! - teraz już się rozpłakała.
-Co mogłem poradzić? - sam byłem na siebie łzy. Usiadłem pod ścianą rozrywając rękaw .
- Trzeba jechać do szpitala.
-Poradzę sobie.- kula była na wierzchu.-Przynieś mi nóż.
- Tata... - mała płakała.
-Chodź skarbie .- wyciągnąłem do niej drugą rękę .
Podbiegła do mnie mocno się tuląc.
- Harry...przecież jesteś postrzelony.
-Daj mi nóż.- powtórzyłem tuląc do siebie córkę .
- Może ja spróbuje? - spytała nieśmiało.
-Co? Chcesz to wyjąć ?
- Chcę pomóc. Mam to wyjąć?
-Znaczy potrzebuje noża i to wydłubię .
- Zrobisz sobie krzywdę. Może mi się uda. Palcami, to bezpieczniejsze.
-Chodź.- westchnąłem.
Podeszła i klęknęła obok mnie, pokazała żebym zasłonił małej oczy i zaczęła majstrować przy ranie.,
Syknąłem z bólu i oparłem głowę o ścianę zamykając oczy.
- Już. - usłyszałem po chwili.
-Dziękuję Rose ..
- Co on teraz zrobi? - spytała cicho.
-Nie wiem kochanie. To jego córka .
- Idziemy się położyć? - spytała małą.
-Tak ... mamo czyli tata już nie będzie moim tatą ?
- Jesteś zmęczona. Pożegnaj się i idziemy spać. - powiedziała do niej.
-Odpowiedz mi.- tupnęła nóżką .
- Ten pan nic nie zmieni kochanie. - wzięła ją na ręce.
-Dobranoc księżniczko.- uśmiechnąłem się sennie. Czułem się słaby .
Poszła z nią na górę, ja przeniosłem się do kuchni. Potem przyszła do mnie Rose.
- Boli?
-Trochę.- próbowałem zatamować krew .
- Źle to robisz. - podeszła do mnie i wzięła materiał odpowiedni uciskając nim krwotok.
-Po co mi pomagasz? Zraniłem was.
Mocniej przycisnęła ręką ranę.
-Rose ..
- Musisz ją chronić. Błagam.
-Będę. Tylko dlaczego on? Dlaczego to on?- pytałem osuwając się na ziemię .po policzkach spłynęły łzy.
- Nie wiem, to była wpadka.
Boże ja płakałem ...Sam w to nie wierzyłem .
- Co jest? - dziewczyna była równie zdziwiona.
-Zabije się. Zdałem sobie sprawę jaki jestem a tak bardzo chcę cię mieć. To nie ma sensu.- sięgnąłem do półki z nożami .
- Jezus Maria! - podbiegła do mnie i popchnęła na ścianę. - Mówiłeś że ją ochronisz, martwy tego nie zrobisz.
-Ale ja nie mogę nie rozumiesz?- spojrzałem na nią smutna. Podałem jej broń .-Zabij .
Dziewczyna wycelowała we mnie i strzeliła. Kula przeleciała tuz obok mojego ucha i zbiła kubek za mną. Rose podeszła do mnie.
- Mogę ci obiecać że jeżeli coś sobie zrobisz, znienawidzę cię i zrobię wszystko by ona też to zrobiła. - pokazała na górę gdzie spała mała.
Zacisnąłem zęby. Przyciągnąłem ją do siebie i się przytuliłem. Musiałem .
Odwzajemniła uścisk, cały czas uważając na moje ramię. Przy niej się uspokoiłem. Odsunąłem się i przetarłem twarz. Wyminąłem ją i poszedłem na górę .
Sprawdziłem czy mała śpi i poszedłem do siebie.
Wziąłem prysznic. Stanąłem przed lustrem z przewiązanym przez pas ręcznikiem. Zabije go...Zabije Louisa Tomlinsona - obiecałem sobie i wszedłem do pokoju.
-Co tu robisz?- szepnąłem widząc Rose.
- Chciałam sprawdzić czy jest ok.
-Nie jest ok.
- Jeszcze trochę poboli.
-Nie o tym mówię. Nic nie rozumiesz.-westchnąłem i j ubrałem się
- Ja cię rzadko kiedy rozumiem.
Usiadłem na łóżku.
-Ona nie będzie miała jakiejś traumy?- spytałem .
- Oby nie...
-Śpisz ze mną ?
- Mała może się w nocy obudzić, poza tym musisz spać sam przez ramię.
-Co jeszcze wymyślisz?- mruknąłem kładąc się. Przytuliłem się do poduszki .
- Na razie nic mi nie przychodzi do głowy. - zaśmiała się cicho.
-Kocham cię Rose .
- Mówiłeś i niestety ja chyba też coś do ciebie czuje i nie mówię tu o nienawiści.
Podniosłem głowę patrząc na nią wielkimi oczami i otwartymi ustami .
- Nie patrz się tak.
-przepraszam.
Teraz ona zrobiła wielkie oczy.
- Harry Styles przeprasza.
-Tak. Szczerze. Za wszystko przepraszam. Za to że cię kocham też .
- I dobrze. Masz za co. Ale raz wystarczy. - uśmiechnęła się do mnie.
Też się uśmiechnąłem. Była wspaniała .
- Już tak nie krwawi, to dobrze
-Yh ...- jęknąłem.
- No co?
-Chcę ciebie .
- Daj spokój.
-Proszę.
- Harry...
-Słucham?- leżałem na poduszce patrząc na nią.
- Masz zranione ramię. Ja już pójdę.
-Pierdolę to ramię. Chcę ciebie.
Zawahała się i popatrzyła na mnie.
- To był ciężki dzień, odpocznij.
-To chociaż zaśnij obok.- burknąłem zrezygnowany .
- jesteś duży, zaśniesz sam.
Przyciągnąłem ją do siebie jednym ruchem i się wtuliłem .
- Jesteś okropnie uparty.
-Wiem . Zaakceptuj mnie.
- Chyba nie mam innego wyjścia.
Uśmiechnąłem się i całowałem jej kark. Chyba postanowiła mnie ignorować bo nie reagowała.
Oplotłem ją w pasie i wtuliłem twarz w jej szyję
- Zaśnij już.
-Nie lubisz jak cię dotykam?- spytałem zamykając oczy.
- Lubię i w tym problem.
Obróciłem ją do siebie i spojrzałem w jej oczy.
-Nie widzę problemu .
- To idź do okulisty - odpyskowała.
-Rosemary musisz się tak drażnić ?
- Nie widzę w tym problemu.
-Ja widzę.- cmoknąłem ją w jej słodkie usta .
- To zamknij oczy. - znowu.
Wzniosłem oczy ku górze głęboko oddychając.
- Nie przewracaj oczami - upomniała mnie surowym głosem.
Spojrzałem na nią podnosząc brew .
-A co mi zrobisz?
- Już cię nie zacytuje. - wystawiła język.
-A szkoda.- pocałowałem ją teraz bardzo czule .
- Ramie...
-Usta ...
Zatkała mi usta dłonią i usiadła na mnie okrakiem.
- Jesteś nieznośny. Spać.
-Teraz na pewno nie zasnę.- odparłem wesoło. Boże chwila jej uśmiechu i czuje się jak naćpany .
- To ja stąd idę.
-Nie ma mowy.- przyciągnąłem ją całując .
Odsunęła się ode mnie ciężko oddychając.
Ucałowałem jej nosek i czoło a zaraz znowu usta.
- Śpij do cholery. - powiedziała mi w usta.
-Z tobą. .- odparłem zdejmując jej bluzkę .
- Kurwa, ty chyba nie wiesz co znaczy spać.
-No chyba nie.- teraz całowałem jej szyję zachwycając się paroma malinkami. Przesunąłem dłonie na jej piersi które były w czarnym koronkowym staniku .
Dostałem po łapach więc je szybko zabrałem bo zapiekło. Dziewczyna wzięła je w swoje dłonie i położyła na swoim tyłku. Wbiłem palce w jej pośladki wracając ustami do jej ust. Wparowałem językiem do środka walcząc z jej zacięcie. Poczułem jej dłonie w swoich włosach. Cały czas na mnie siedziała. Zacząłem rozpinać jej spodnie a zaraz je ściągnąłem. Potem ściągnąłem swoje które wcześniej zostały rozpięte przez dziewczynę. Położyłem ją i zacząłem ją dotykać. Poznawałem jej ciało. Nie ruszała się. Leżała patrząc na mnie i lekko się uśmiechając. Przejechałem palcami po jej talii.
Jej ciało przeszedł dreszcz, lecz ona nadal czekała na to co zrobię, miałem wrażenie iż oddała mi się całkowicie. Zacząłem składać powoli czułe pocałunki na jej brzuchu .Czułem jak stara się miarowo oddychać, jak powoli traci nad sobą kontrolę. Podobało mi się że tak reagowała. Wsunąłem dłoń w jej bieliznę masując powoli jej kobiecość. Cały czas patrzyłem jej w te piękne niebieskie oczy.
Co chwilę przymykała i otwierała je. Widać było że ledwo powstrzymuje się od jęków, co mnie satysfakcjonowało.
Gdy wsunąłem w nią dwa palce była na skraju. Zamknąłem jej usta pocałunkiem ale to mało dało gdy przyspieszyłem ruchy.
- Harry... - wiła się pode mną.
-Tak kochanie?- moje pytania i ton głosu doprowadzał ją do szału.
- Matko...
Uśmiechnąłem się i zostawiłem ją w niedosycie.
Popatrzyła na mnie wielkimi oczami, a jej usta były otwarte. Zdjąłem jej majtki i położyłem rękę pod plecy lekko unosząc. Usiadła oplatając mnie rękoma. Rozpiąłem jej stanik i zostawiłem nagą .
- Nienawidzę cię. - wysapała.
-Ja cię kocham.- odwróciłem ją do siebie tyłem i całowałem jen kręgosłup i łopatki.
Wydawała z siebie pomruki zadowolenia, co było melodia dla moich uszu.
Jak ja jej strasznie pragnąłem. Znów ją odwróciłem. Zdjąłem bokserki i wszedłem w nią.
Dziewczyna krzyknęła łapiąc mnie za ramiona. Mój oddech momentalnie przyspieszył.
-Boli cię?- spytałem zastając bez ruchu.
- Nie..
Pocałowałem ją i zacząłem się w niej poruszać.
-Jezu jakaś ty ciasna ...
W odpowiedzi otrzymałem kolejne westchnienie, zaczęła wypychać biodra w moją stronę.
Materac co raz bardziej uginał się pod naszym ciężarem. Kochałem ją bardzo długo aż oboje byliśmy spełnieni. Opadłem na nią kładąc głowę na jej piersi .
Rose zaczęła bawić się moimi lokami, przeplatając przez nie swoje palce.
Wyrównałem oddech kładąc się obok
-dziękuję skarbie .
- Dobranoc Harry.
-Dobranoc Rose.- ucałowałem ją i zasnąłem.
~~~~*~~~~
No eh.. jest scena ( nie wiem czy nareszcie czy niestety)
Mam nadzieję, że wam się podoba. Ale nie wiem... Mam wrażenie, że nic nie wiem.
Nie wiem kiedy następny.
Szablon wykonała Clary G