poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 16

- No na pewno - prychnąłem. - Nie zapominaj, że jest nasze. Zastanów  się co mówisz.
- A ja go nie chcę mieć z Tobą wiesz ? - wyszła do ogrodu i siedziała na tym zimnie w samych szortach i koszulce. Rzuciłem krzesłem o ścianę. Uspokoiłem się i dopiero do niej wyszedłem.
- Wiesz, że cię kocham i zrobię dla ciebie wszystko a ty mnie ranisz. Chcesz zabić człowieka, chociaż prosiłaś abym ja tego nie robił. chcesz zabić nasze dziecko. DZIECKO, które oboje kochamy. A to wszystko przez jedną kłótnie. Ty nawet nie chcesz dojść do porozumienia, tylko zachowujesz się jak DZIECKO, które ma humorki. To nie jest rozwiązanie.
- Bo nic nie wiesz, a wtrącasz się w coś co Cie nie dotyczy ! Nawet nie wiesz co zrobiłeś ! Nie masz pojęcia !
- Niby skąd mam mieć kontakty do twojej rodziny?! Tak, chciałem żebyście się pogodzili ale ja nawet nie wiedziałem z jakiego kraju dokładnie jesteś! Nic nie zrobiłem.
- To dlaczego kurwa powiedziałeś, że oni tutaj przyjadą ?!
- Bo tak mnie właśnie kochasz.
- O czym ty mówisz ?!
- Ja tylko blefowałem ,a ty co chcesz zrobić? - Uderzyła mnie mocno w twarz. Złapałem jej ręce i zaciskając wargi, spojrzałem w jej oczy.
- Uspokój. Się. W końcu. Nikt nie przyjeżdża.
- Nie dotykaj mnie gnoju. Rozumiesz ? Między nami koniec.
- Na pewno. - prychnąłem. - Powiedz mi w końcu prawdę. PRAWDĘ. Bo na tajemnicach to my nic nie zbudujemy jak widzisz.
- Nie chcę Cie więcej widzieć. - wyrwała mi się i poszła na górę. Wrzucała do walizek ciuchy. Swoje. Nie te, które jej kupiłem.
- Ale wiesz, że ja cię stąd nie wypuszczę? - oparłem się o drzwi. - Możesz naprawić to co zepsułaś.
- Nie chcę. Nie chcę nic z Tobą naprawiać.
- Monic! - podszedłem do niej i odwróciłem w swoją stronę. - Nie chcę, żebyś mnie zostawiała  bo cię kocham i bez ciebie nie ma mnie. Taka jest prawda, że jeden dzień rozłąki to cała wieczność. Wiesz czego chcę? Jedynie tego, abyś mi zaufała i powiedziała prawdę. Zmanipulowałem, ale i tak to nic nie dało. A ja nie chcę się kłócić. Chcę tylko wiedzieć co cię tak boli.
- Nie będziesz wiedział. To nie jest Twoja sprawa. - zamknęła walizkę.
- Kochanie - przyciągnąłem ją. - Przepraszam.
- Zostaw.
- Nie mogę. Nie będę się też bawił w poetę. Po prostu przepraszam. Zostań.
- Po co ?
- Bo cię potrzebuję.
- I dlatego mną manipulujesz ?! - miała łzy w oczach.
- Przepraszam - otarłem je z policzków. - Nigdy więcej.
- Nie wiesz co przeszłam. Nie miałeś nawet prawa o takim czymś wspomnieć.
- Proszę, nie denerwuj się już. - położyłem dłoń na jej brzuchu.
- Uważam, że potrzebujemy przerwy.
- Uważam, że nie umiem.
- Chcę spać sama.
- Dobrze - westchnąłem. Położyła się na łóżku. Pogłaskałem ją po włosach i wyszedłem.
Kiedy wstałem rano razem z Darcy jadły śniadanie.
- Jak się czujesz mała?
- Dobrze tatusiu.
- A ty? - usiadłem obok brunetki. Wzruszyła ramionami. Zaraz ją uduszę. Westchnąłem i oparłem rękę na jej krześle.
- Co chcesz dzisiaj robić Monic?
- Z Tobą nic.
- Cudownie. - Odłożyła widelec i poszła do kuchni. Oparłem ręce na stole, a na nich głowę. Kogoś. Dzisiaj. Zabiję.
- Mama zła ?
- Tylko trochę.
- Czemu ?
- Eh..nie ważne.
- Co zrobiłeś tatuś ?
- Głupstwo. - Poszło do ogrodu, a po chwili przyniosła jakiegoś kwiatka.
- Idź przeproś mamusię. - Pocałowałem ją w czoło. Nie wiem czy setny raz pomoże. Poszedłem do kuchni. Robiła kawę.
- Nie możesz pić kawy.
- I ?
- Przepraszam. - przytuliłem ją. Stała jak kłoda. Nawet mnie nie objęła, ani nic.
ALE przynajmniej znów nie dostałem w twarz.
- Boże, co mam jeszcze zrobić? Przecież nie chcę dla ciebie źle. Chcę ci pomóc.
- Jak ? Wracając najgorszy koszmar ? Whow, w pomaganiu mi to jesteś zajebisty.
- Powiesz mi co się stało?
- Nie.
- Więc już się nie gniewaj. Przecież nie drążę.
- Powiedziałam, że potrzebuję czasu. Czegoś  nie zrozumiałeś ?!
- Tylko do czego ty chcesz tego czasu? - ja jestem dziś kurwa jak oaza spokoju przy niej. - Gdy wcześniej pytałem o twoich rodziców, nie robiłaś afery. Teraz tylko o nich wspomniałem. Okay, miej czas. Kawy nie pij - wyszedłem z domu. Praca wzywała.
Sms. " Wypiłam kawę " Spokojnie.. jestem bardzo spokojny.
" Na zdrowie"
 " Dzieciak się cieszy"
Wywróciłem oczami i odłożyłem telefon na biurko. No ile tych papierów nagle się zebrało?!


~Louis~

Szefuńcio mnie wezwał do siebie. Ciekawe po co. Jak się po chwili dowiedziałem, miałem mu pomagać w rachunkach. Wkurwiony jak jasna cholera. 
- A Tobie co ? - spytałem wkładając mu długopis w ucho.
- Mi? Monic.
- Uuu.. nie lubi Ciee.
- Uuu zamknij sięę.
- Jesteś niemiły.
- Jestem wkurwiony! Nic tej kobiecie nie zrobiłem, a ona na złość wszystko robi.
- Ciąża, te sprawy.
- Tak, tak. Pewnie. Koszmar życia, ale ona nie powie bo nie.
- Są rzeczy, o których się nie mówi.
- Ale nie trzeba robić afery? Czy ja ją trzymam za włosy i każę się spowiadać?
- Jezu nie wiem, nie jest babą. Chociaż cycuszki to bym chciał.
- Louis - jęknął.- załamujesz mnie. Jak ona z tobą wytrzymuje.
- Zejdź ze mnie bo mi duszno.
- Stańmy się gejami. Ty i ja. Łatwo się dogadamy.
- Spierdalaj, kijem przez szmate Cie nie tknę !
- I czego się drzesz?! Obliczaj t..
- Louis jestem w ciąży - do gabinetu wbiegła Avalon.
- Ciekawe z kim bo ja z Tobą nie spałem.
- Jak przyszedłeś trzy dni temu najebany,
- Jasne. Po pierwsze po trzech dniach to się tego nawet wykryć nie da.
- Louis da - Harry na  mnie spojrzał. - Test możesz zrobić nawet po 24 godzinach od stosunku, ale po tygodniu lepiej się można upewnić.
- Jak jesteś, to usuniesz.
- Co?! - oboje krzyknęli.
- Ja dziecka niańczył nie będę.
- To ja będę sama ale nie usunę. Pojebało cię już do końca? - zła trzasnęła drzwiami.
Wyszedłem za nią.

- Czego ty ode mnie oczekujesz ?
- Niczego - podawała zamówienia.
- Dziewczyno ! - złapałem ją w talii i zmusiłem, żeby na mnie spojrzała.
- Odpowiedziałam. Puść mnie.
- Ja sam jestem jak dziecko. Nie wychowam go. Będzie takim samym debilem jak ja.
- Ja to dobrze wiem. Kocham debila.
- Co ?
- No to.
- Kochasz mnie ?
- Niestety.
- O dzięki wiesz.
- Jak sam stwierdziłeś jesteś debilem.
- Cóż.. wychowasz mnie i dziecko. - delikatnie ją pocałowałem.
- To będzie trudne zadanie - oddała pocałunek i pokręciła głową. - Teraz przepraszam, ale rosół stygnie. - Wróciłem do Harry'ego.
- Gratuluję tatusiu.
- Spierdalaj. Idź sobie pilnuj Monic i się nią zajmij bo Cie nie lubi. - znów wsadziłem mu długopis w ucho.
- Jak mnie nie chce widzieć to jej sprawa,  Tomlinson Kurwa ile ty masz lat! - rzucił we mnie długopisem.
- 27. A co ? - narysowałem mu kutasa na kartce gdzie robił obliczenia.
- Zachowujesz się gorzej niż Darcy i Monic razem wzięte.
- Jesteś Harry Styles i pozwalasz jakiejś przedszkolance wchodzić sobie na głowę ?


czytasz = komentuj


.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 15

Na moja córkę krzyczeć?! Siedziała na świetlicy.
- Musimy pogadać - warknąłem.
- O czym Panie Styles ?
- O tym jak pani traktuje moją córkę i inne dzieci.
- Niby jak ?
- Krzyczysz.
- Gdyby Pan miał pod opieką 20 dzieci to tez czasem podniósłby pan głos.
- Ale nie tak.
- Co Pan mi sugeruje ?
- Że pani się wyżywa
- Nie ma pan dowodów !
- Mam.
- Niby jakie. ?
- Wierze dziecku.
- Nie ośmieszaj się nawet.
- Ale mogę też mieć inne dowody i dobrze to wiesz. A dziś tracisz prace.
- Ale to nie ty decydujesz.
- To moje przedszkole
- Moja matka jest dyrektorka.
- Ale przedszkole jest moje. A twoja matka to pionek. - wyszedłem i wróciłem do domu
- Hazz dobrze, ze jestes. Musisz zabrać małą do szpitala! Ma 40° gorączki !
- Darcy - podbiegłem do córki i wziąłem ją na ręce. - Skarbie.
- Tato.. - płakała zgniatając w piąstkach moją koszule.
- Już jestem. Już jedziemy - Monic siedziała z nią na tyłach auta a ja jechałem do lekarza.
- Hazz ona usnęła.
- Obudź ją i coś opowiadaj. - Obudziła Darc kiedy podjechaliśmy na szpital. Od  razu zaniosłem ją na izbę przyjęć.
- Co się stało ? - spytal mnie lekarz.
- Ma wysoką gorączkę. - Podłączyli jej jakieś kroplówki i dali leki.
- Państwo są rodzicami ?
- Tak - patrzyłem na małą.
- Pan wie, że ona ma długotrwałe zapalenie płuc ? 
- Co?! Mówiliście, że angina. Byłem już u lekarza.
- Objawy są podobne, łatwo się pomylić.

- Pomylić? - no zaraz go rozszarpię.
- Panie Styles niech pan się na mnie nie wyżywa bo ja ją pierwszy raz na oczy widzę.
- Na kimś muszę - burknąłem. - No ma zapalenie i co dalej?
- Musi zostać w szpitalu.
- Cudownie.
- Tatusiu.. - moja córeczka patrzyła na mnie przestraszona
- Nic się nie dzieje kochanie.
- Chcę do domku..
- Nie możesz - pocałowałem jej czoło. Zakaszlała. Moje biedactwo Kazałem Monic usiąść i się nie denerwować. Pojechałem do domu po jakieś trzy - cztery zabawki.
Kiedy wróciłem siedziała przy śpiącej dziewczynce.
- Odwiozę cię do domu.
- Nie chcę być w nim sama.
- Musisz się położyć.
- Nic mi nie jest Harry.
- Dobrze.
- Tatuś.. - usiadłem po drugiej stronie jej łóżka.
- Proszę - dałem jej misia.
- Dziękuję tatuś.
- Proszę skarbie.
- Kocham Cie.
- Ja ciebie też maluszku. - Usnęła.
- Powinni państwo już iść.
- Nigdzie nie idę.
- Proszę opuścić salę chorych. Już dawno jest po godzinach odwiedzin
- Gdyby nie wy wcale by tu nie leżała.
- Zaraz zawołam ochornę.
- Hazz chodź.. -szepnęła Monic. Wyszedłem z dziewczyną ze szpitala. Panowała między nami jakaś dziwna atmosfera. Ciągle myślałem o córce. Byłem zły na lekarzy. Gdyby przyłożyli się do tego, nie leżała by w szpitalu. Położyłem dłoń na kolanie dziewczyny.
- Jak się czujesz?
- Normalnie.
- Zrobię ci kolację - pocałowałem jej czoło i poszedłem do kuchni.
- Nie jestem głodna Harry.
- To sobie zrobie - mruknąłem do siebie.
- W przyszłym tygodniu wyjeżdżam Harry.
- Gdzie?
 - Na Węgry.
- Po chole...Do rodziny?
- Ta. Do siostry.
- Ale ona tu przyjedzie,
- Słucham ?
- No przyjedzie tu  rodziną.
- Rozmawiałeś z nimi ?
- tak
- Jakim prawem ?!
- Nie denerwuj się bo nie możesz. Normalnym. Miała być twoja rodzina i moja.
- Nie wierzę ! - poszła na górę. Wróciłem do salonu. Nie wiem o co jej chodzi, ale wolałbym mieć rodzinę niż  nie. Kiedy wróciła na dół szlag mnie trafił. Z dużą torebką była gotowa do wyjścia.
- Nigdzie nie idziesz - zawróciłem ją na kanapę. - Siadaj. Nie wkurzaj się oto, że ich zapprosiłem. Nie każe ci się z nimi godzić. Zrobisz jak chcesz i odeślesz to domu. Ale nigdzie nie pójdziesz. Skończyłem.
- Chcę wyjść. Nie masz prawa mnie tutaj zamykać.
- A ja cię nie wypuszczę. Musisz zachowywać się jak dziecko? Coś się nie spodobało to spakuję zabawki.
- Może  po prostu nie mam ochoty z Tobą przebywać.
- Bo?! No słucham czemu tak nagle nie masz ochoty.
- Bo ty nic nie wiesz, a się wtrącasz w moje życie !
- Nie ma problemu. Powiedz to nie będą przyjeżdzać!
- Nic kurwa nie rozumiesz. - wyszła trzaskając drzwiami. Ughh za chwilę zwariuję. Liam za nią pojechał.
- Harry zgubiłem ją. - usłyszałem jak tylko odebrałem telefon.
- Zajebiście.
- Zniknęła gdzieś obok London Eye
- Zaczekaj to przyjadę - byłem wykończony całym dniem. Darcy w szpitalu, a ona zachowuje sie gorzej niż dziecko. Ciążowe humorki czy co kurwa ?! Pojechałem do przyjaciela i szukaliśmy jej razem. Znalazłem ją z jakąś dziewczyną. Siedziały na ławce i piły gorącą czekoladę Odetchnąłem z ulgą i założyłem na jej ramiona marynarkę. Stanąłem z Liamem dalej, rozmawiając.
- Weźmiesz ją i zabierzesz stąd zaraz dobra? Nie do domu. Do Katherine.
- Nigdzie nie jadę. - powiedziała i wróciła do rozmowy z koleżanką.13:52

- Jedziesz i nie odstawiaj przedstawień. A ja muszę jechać do szpitala, bo dzwonili - zostawiłem ich i pojechałem do Darcy. Powiedzieli mi, że mogę ją wziąć do domu jak się skończy kroplówka.
No i całe szczęście. Boże, druga w nocy.
Znów telefon.
- Halo? - odebrałem cicho.
- Ona poszła gdzieś z  przyjaciółką i powiedziała, żebyś dał jej spokój. I pytała mnie czy zaręczam się z Kath.
- A daj mi święty spokój - rozłączyłem się. Położyłem córeczkę do łóżka i sam się położyłem. I tak nie usnąłem. Cieszyłem się, że Darcy lepiej się czuje. A Monic i tak namierzyłem i do domu sprowadziłem. Nie odezwała się do mnie przez 3 dni.
Jej zabawa już mnie nudziła. Uśpiłem małą.
- Ile ty masz lat co? Siedem czy osiem? Zachowujesz się gorzej niż Darcy.Cisza.
Zaraz mnie coś trafi. I weź miej nerwy przy takiej dziewczynie.
- Albo się odezwiesz, albo spełnię twoją prośbę i rodzice dzisiaj przyjadą tak jak tego pragniesz.
- Chcę usunąć dziecko. 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 14

- O co Wam chodzi ?!
- Monic? - Ale miał minę.
- Groziłeś jej i straszyłeś - przekrzywiłem głowę.
- I co ? Wisi mi hajs !
 - I co? I teraz ci kurwa łeb rozwalę - odblokowałem bron.
- Bo ?! Chciałem odzyskać moje pieniądze ?
- Nie miałeś prawa jej straszyć! Pieniądze ci się już nie przydadzą
- A ona miała prawo mnie okraść ?! - nie mogę go dłużej słuchać.
Strzeliłem, a jego ciało upadło. Wróciłem do domu. Zmęczony poszedłem pod prysznic i położyłem się na kanapie. Zamknąłem oczy zasypiając, aby ból głowy przeszedł.
Ale jakoś tu cicho. Za cicho.
- Monic? - podniosłem się.
Nic.
- Cudownie - wziąłem telefon i zadzwoniłem do niej. Gdzie one poszły o tej porze.
- Halo ?
- Gdzie jesteś - poszedłem do kuchni.
- Wyjdź do ogrodu.
 Poszedłem tam szybko. Paliły ognisko i piekły pianki i  kiełbaski. Uśmiechnąłem się przeczesując włosy. Kucnąłem obok córki i pocałowałem ją w czoło. Zdjęła z kijka piankę i mi podała.
- Dziękuje.
- Proszę tatuś. - podbiegła do Monic, która nabiła jej kolejną piankę.
Usiadłem obok brunetki i objąłem ją ramieniem. Podzieliłem się pianką, wkładając ją do jej ust.
- Hazz mam swoją. - powiedziała opierając głowę o moje ramię.
- Kiedyś będziemy tak siedzieli jako małżeństwo a wokół nas gromadka dzieci.
- Kiedyś.. - prychnęła - Za jakieś 8 miesięcy.
- Co?!
- Co Co ? Jestem w ciąży. - zaśmiała się.
- Yyy…jak…co? Przecież ty nie chciałaś przed ślubem.
- Yyy.. a czy to moja wina ?
- No nie, ale się cieszysz.
- A co mam płakać ?
- Nie - uśmiechnąłem się i namiętnie ją pocałowałem.
Teraz trzeba się oświadczyć. Tylko jak Harry..
- Tatuś. - Darcy przyniosła mi kolejną pianke.
- Dziękuję skarbie. Wiesz, że będziesz mieć rodzeństwo?
- Tak.
Uśmiechnąłem sie. Jeju będę tatą.


~Louis~


Też sobie firmę otworzyłem. A co. Gorszy mam być. Wszedłem zmęczony do domu, a tam pełno świeczek. Co to prądu nie ma ? Poczułem ręce na ramionach. Osoba za mną zdjęła mi marynarkę i odwiesiła. Przejechała dłonią po ramieniu, aż do ręki i splotła palce.
- Co ty wymyślasz ?!
- Nie krzycz Lou. Psujesz wieczór.
- Prąd wysiadł ?
- Nie jesteś zabawny.
- Ale ja na serio.
- no nie!

- A.. no okej. - Pociągnęła mnie do salonu, gdzie była kolacja.
- Co ugotowałaś ?
- To co lubisz - wskazała.
- Schabowe ?! - Opadła na krzesło i oparła czoło o dłoń zamykając oczy.
- Boże, Louis jesteś kretynem.
- Ja nie umiem być romantyczny. Przepraszam.
- Wiem, siadaj po prostu - Usiadłem przy stole. W ciszy zjedliśmy kolację. Potem sprzątnęła i zniknęła na górze.
- Ej, a ty gdzie ?
- Chyba pójdę spać wiesz.
- Przepraszam no.. kupiłem wino.
Dobra, zajebałem Stylesowi, ale tego nie musi wiedzieć.
- Louis! - krzyknęła, a potem wybuchnęła śmiechem. - Jesteś idiotą.
- Czemu znowu jestem idiotą ?
- Bo jesteś. Jesteś głupi, nieromantyczny, spontaniczny,nerwowy, porywczy ale chyba cię bardzo lubię.
- Nie widzę problemu. - Westchnęła.
- Mógłbyś mnie po prostu przytulić, a nie krzyczysz do mnie z dołu schodów?
- Zejdź na dół.
- To ty się rusz. - Westchnąłem i jęcząc pod nosem jakieś przekleństwa wszedłem na górę.
- No dziękuję łaskawco.
- Nie denerwuj. - przytuliłem ją. Wtuliła się w mój tors. Ja nie jestem romantykiem. I nigdy nie będę.


~Harry~ 

Wyszliśmy od ginekologa. Wlepiałem wzrok w mojego maluszka na zdjęciu.
- Tatuśku bo pod samochód wejdziesz.
- To jest takie piękne - przyciągnąłem ukochaną i złożyłem na jej ustach pocałunek. Moja słodka.
- Przecież to nie Twoje 1 dziecko.
- Ale ciesze się z niego tak samo jak z pierwszego.
 - Ciesze się, że się cieszysz.
- A może tak małe wakacje co kotku? - otworzyłem jej drzwi od samochodu.
- A co z Darc ?
- Niall aż się rwie. - Uśmiechnęła się.
- Co tylko powiesz Hazz. - Pocałowałem jej skroń i wsiadła do środka. Zająłem swoje miejsce. - A gdzie byś chciała?
- Nie ważne gdzie, ważne, że z Tobą..
- Tak. Ale proszę powiedz.
- Może Cadiz w Hiszpanii.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.

- Dobrze.
- Kocham Cie bardzo.
- A ja ciebie też. Bardzo. - Znów się uśmiechnęła. Zabrałem ją na obiad.
- Liam prosił mnie o pomoc. Lecz ja się nie znam. Który ci się podoba? - pokazałem jej zdjęcia pierścionków.
- Ten.
- Ten? Powiem mu.
- Trochę to dziwne bo dopiero co znalazł nową dziewczynę.
- A czy my jesteśmy długo?
-  Dłużej niż tydzień. - Zakrztusiłem się woda 
- Nie drąż. Chce się oświadczać niech to robi.
- Wybacz. - zajęła się swoją sałatką. Położyłem dłoń na jej kolanie i odetchnąłem z ulgą. Dziwnie się uśmiechała.
- No co?
- Nic nic.
- No powiedz - Cmoknąłem jej policzek.
- Nie musimy wyjeżdżać, żebyś mi się oświadczył.
- Jedziemy na wakacje, a oświadczać...skąd ty wiesz ze ja się będę oświadczał ?
- Domyślam się Harry, nie jestem głupia.
- No dobraaa...Dosłownie będę się dwa razy oświadczał. Uprzedzam.
- co ? Dlaczego?
- Nie wnikaj - usmiechnąłem się. - Wracamy?
- Przy rodzinie raz i raz na wakacjach ?
- Tak.
- Jej, ale jestem mądra. - Zaśmiałem się i wziąłem ją za rękę. Poszliśmy do auta. Zaczęło padać. Jechałem ostrożnie pod przedszkole Darcey. Poszedłem po córeczkę, a Monic czekała w samochodzie.
- Dzień dobry Alice - przywitałem się z opiekunką i wziąłem dziewczynkę.
- Dzień dobry Panie Styles. - uśmiechnęła się do mnie zalotnie.
- Jak tam Darcy?
- Do mamusi. - wtuliła się w moją szyję.
-No to idziemy. Podasz mi jej buty?
- Proszę. - podała mi je trochę za długo dotykając mojej ręki. Wywróciłem oczami i ubrałem małą. 
- Do jutra - Powiedziałem i wyszedłem.
- Mama ! - Darcy strasznie chciała iść do Monic. Otworzyłem auto i podałem jej malutką.
- Cześć kochanie.
- Mamuś - przytuliła się, a później posadziłem ją z tyłu w foteliku i tez wsiadłem, ruszając.
Darcy cały czas trzymała Monic za rękę. W domu zjadła coś i bawiła się z dziewczyną. Zamawiałem hotel.
- Hazz.
- Hmm?
- Darcy powiedziała, że nie chce więcej iść do przedszkola.
- Co znowu - jęknałem. - Darcy! Co ty wymyślasz dziecko drogie?
- Bo ta pani ksycy i mowi, ze jak nie będziemy jeść obiadku to nikt nas nie zabierze z pzedskola.
- Ale mów normalnie kochanie. Krzyczy? Więcej nie będzie, ale musisz chodzić do przedszkola.
- Tato ! Nie pójdę ! Mama mnie nauczy prawda mamusiu ?!
- Hej, hej, hej. - posadziłem ją na kolanie. - Musisz chodzić. Tam masz kontakt z rówieśnikami.
- Ale ja nie chce.
- Ale czemu?
- Bo ta pani be.
- To będzie inna.
- Nie chce tatuś. - zrobiła oczy szczeniaka.
- Ugh...

- Tatku.. - stanęła mi na kolanach, oparła czółko o moje czoło, a rączki położyła mi na policzkach. 
- Dobrze kotuś. Nie będziesz chodzić, ale masz . pomagać . mamie. - pocałowałem jej policzek i wyszedłem. Pojechałem do przedszkola. Jeszcze powinna tam suka być.

piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział 13

Więc tego jestem pewien. Czas mija szybko. W drodze do domu zrobiłem zakupy. Myślałem, że babka w aptece szczękę z gleby będzie zbierała jak poprosiłem o 3 paczki prezerwatyw.
Nie rozumiem. Po prostu robię zapas, a tyle starczy na góra trzy tygodnie. Musimy przejść na tabletki czy coś. Chociaż ja to bym chciał dziecko... Nawet jej o tym nie powiem bo się wkurzy tylko. Ma jakieś swoje urojone zasady, że najpierw ślub, a potem dziecko. Więc muszę poczekać lub się oświadczyć. W sumie czemu nie? Ale to musi być coś zajebistego. Podjechałem pod przedszkole i wszedłem na salę. 
- Dzień dobry - zwróciłem się do przedszkolanki
- Dzień dobry Panie Styles. Darcy ! Tata przyszedł.
- Była grzeczna? - spytałem.
- Bardzo. - podeszła do mnie i wzięła mnie za rękę.

- Hej kochanie - pocałowałem czoło dziewczynki.
- Do domu tatuś ! Na obiadek ! - ciągnęła mnie w stronę wyjścia.
- Już idziemy do domku. Do widzenia
- Papa ! - pomachała przedszkolance. Wyszliśmy z przedszkola. Posadziłem ją w samochodzie.
- Co będzie na obiad tato ?
- Nie wiem co mana ugotowała.
- A kiedy pójdziemy na basen tato ?
- A Chcesz dzisiaj?
- Z mamą !
- Dobrze kotku.  - Śpiewała coś wesoło z tyłu. Uśmiechnąłem się i zatrzymałem w garażu domu. Wziąłem córeczkę i zakupy. Weszliśmy do domu. Mała Darcy pobiegła umyć ręce. Poszedłem do kuchni. - Hej królewno - pocałowałem kark brunetki.
- Hej Hazz. Jak było w pracy ?

- Miło, lecz Tęskniłem. -  Położyłem dłoń na jej talii. - Ładna sukienka.
- Dziękuję. Sam mi ją kupiłeś.
- A tak. Być może. Mam dwa pytania. Jedno to czy powiesz mi o swojej rodzinie?
- Pewnie. Od 3 lat nie mam z nią kontaktu
- Dlaczego? - oparłem się o blat zakładając ręce na klatkę.
- Pokłóciliśmy się ja wyjechałam..
- Może czas na zgodę?
- To nie takie łatwe Harry. - westchnęła.
- Dlaczego skarbie ? - chciałem dla niej jak najlepiej.
- Bo oni nie wybaczą mi tego co zrobiłam.
- Co zrobiłaś ?
- Zostawiłam ich.
- Można to naprawić.
- Nie można Hazz.
- Spróbuj.
- Nie chcę Harry.
- Dobrze. Druga sprawa. Czy chcesz coś robić ?
- To znaczy ?
- Praca?
- Nie wiem, a co ?
- Pytam. Może ci się nudzi.
- Opiekuję się domem.
- Ciągle sama w domu. Można to podzielić. Ale nie zmuszam.
- Jeżeli chcesz to mogę pomagać w restauracji..
- Jeżeli ty chcesz. Mogę ci też załatwić prace w przedszkolu Darcy.
- Nie  chcę w przedszkolu. - zarzuciła mi ręce na szyi.
- Nie? A gdzie? - Położyłem ręce na jej biodrach.
- Nie wiem Harry.
- Dobrze.
- Może powinnam iść na studia. - wzruszyła ramionami
- Byłaś. Przecież studiowałaś pedagogikę. - Wtuliła się we mnie.
- Jestem zagubiona Harry
- Kotku - pocałowałem jej włosy - Razem sobie poradzimy.
- Co ja mam ze sobą zrobić ? Wymagałam od Ciebie tyle, a sama jestem beznadziejna..
- Nie jesteś. Coś wymyślimy. Mamy czas.
- Przepraszam...
- Nie masz za co. Darcy jest głodna.
- Chodźcie zjeść - Poszliśmy do stołu. Po obiedzie dałem małej nową zabawkę. - Dla ciebie tez coś mam - Monic podałem pudełko z naszyjnikiem.
- Whow.. Harry jest piękny.. Dziękuję, ale  nie musiałeś.. - przytuliła mnie. Pocałowałem jej skroń.
- Zrobiłam ciasto. - przyniosła jeszcze ciepłą szarlotkę.
- Jesteś cudowna.
- Wcale nie.
- Oj jesteś.
- Harry teraz to ty słodzisz..
- Od tego jestem.
- Wcale nie. - Zapiąłem jej biżuterię na szyi. Idealnie. Odwróciła się i mnie pocałowała.
Oddałem pocałunek z uśmiechem. 
- Fu uuu!
- Darcy ! - Zaśmiała się i połaskotała dziewczynkę.
- Idziemy na basen!
- Jezu nie.. - jęknęła Monic.
- Tak, tak! - pobiegła się ubrać.
- Harry ja nie chce. Idźcie sami.
- Dlaczego nie?
- Dobrze wiesz.
- Nauczę cię pływać.
- A może ja nie chcę ?
- A czemu nie ? 
- Bo nie jest mi to potrzebne
- Przesadzasz. Pływanie to zdrowie.
 - Harry.
- To basenu cię nie wrzucę - wziąłem małą na ręce.
- Mam nadzieję .
- Ha ha ha. Idź z mamą, a ja się przebiorę. - Monic i mała poszły na basen. Przebrałem się i do nich dołączyłem. Siedziały na brzegu grając w łapki. One są takie słodkie. Obie. Jestem szczęśliwy, że Monic z nami jest. Położyłem Darcy na materacu i pływałem obok niej.
Jakoś trzeba rzeźbę robić. Monic jest dzisiaj bardzo smutna. Nie wiem co się z nią dzieje.
Mam wrażenie, że to te wspomnienia z rodziną. Podpłynąłem do niej.
- Co jest słońce?
- A co ma być ?
- Jesteś smutna.
- Wydaje Ci się.
- Nie. Powiedz mi. - oparłem podbródek na jej kolanie.
- Jestem zastraszana.. 
- Słucham?!przez kogo?
- No bo.. Jak jeszcze pracowałam w przedszkolu to..spotykałam się z takim chłopakiem. Wyszło raz tak, że nie dostałam wypłaty i on pożyczył mi 5 tysięcy. Powiedział mi, że on nie potrzebuje i oddam mu jak będę miała. Powiedział mi, że mam 2 dni, albo oddam mu w naturze. 
- Kochanie czemu mi nie powiedziałaś? Przecież ja go zabije.
- Nie wiem. Nie chciałam, żebyś się denerwował.
- Musisz mi mówić takie rzeczy rozumiesz? Powiedz jak on się nazywa.
- Jake Eastwood.
-  Nic ci się nie stanie. Darcy przypłyń do brzegu - zwróciłem się do córki i wyszedłem z wody. Ubrany pojechałem do chłopaków.
- O prosze. Szefuńcio.
- Muszę kogoś zajebać. Znajdzcie mi Jakea Eastwooda.
- I co mamy z nim zrobić ?
- Przyprowadzić do mnie.
- Wedle życzenia. - Usiadłem na fotelu wzdychając. Ava przyniosła mi kawę. W ogóle zatrudniłem ją jako kelnerkę. Niech się do czegoś przyda i da trochę Louisowi żyć.
Katherine i Niall gotują. Ja też jak nie mam roboty papierkowej i jest dobrze. Wypiłem kawę i poszedłem na chwilę do biura. Popatrzyłem na dokumenty. Nic pilnego.Utarg jest co raz lepszy. Mam zamiar otworzyć jeszcze parę restauracji. Niech się biznes rozwija. Monic dba o Menu i wystrój. Zadzwonił mi telefon. Po godzinie spotkałem się z chłopakami za Londynem
Szablon wykonała Clary G