poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 16

- No na pewno - prychnąłem. - Nie zapominaj, że jest nasze. Zastanów  się co mówisz.
- A ja go nie chcę mieć z Tobą wiesz ? - wyszła do ogrodu i siedziała na tym zimnie w samych szortach i koszulce. Rzuciłem krzesłem o ścianę. Uspokoiłem się i dopiero do niej wyszedłem.
- Wiesz, że cię kocham i zrobię dla ciebie wszystko a ty mnie ranisz. Chcesz zabić człowieka, chociaż prosiłaś abym ja tego nie robił. chcesz zabić nasze dziecko. DZIECKO, które oboje kochamy. A to wszystko przez jedną kłótnie. Ty nawet nie chcesz dojść do porozumienia, tylko zachowujesz się jak DZIECKO, które ma humorki. To nie jest rozwiązanie.
- Bo nic nie wiesz, a wtrącasz się w coś co Cie nie dotyczy ! Nawet nie wiesz co zrobiłeś ! Nie masz pojęcia !
- Niby skąd mam mieć kontakty do twojej rodziny?! Tak, chciałem żebyście się pogodzili ale ja nawet nie wiedziałem z jakiego kraju dokładnie jesteś! Nic nie zrobiłem.
- To dlaczego kurwa powiedziałeś, że oni tutaj przyjadą ?!
- Bo tak mnie właśnie kochasz.
- O czym ty mówisz ?!
- Ja tylko blefowałem ,a ty co chcesz zrobić? - Uderzyła mnie mocno w twarz. Złapałem jej ręce i zaciskając wargi, spojrzałem w jej oczy.
- Uspokój. Się. W końcu. Nikt nie przyjeżdża.
- Nie dotykaj mnie gnoju. Rozumiesz ? Między nami koniec.
- Na pewno. - prychnąłem. - Powiedz mi w końcu prawdę. PRAWDĘ. Bo na tajemnicach to my nic nie zbudujemy jak widzisz.
- Nie chcę Cie więcej widzieć. - wyrwała mi się i poszła na górę. Wrzucała do walizek ciuchy. Swoje. Nie te, które jej kupiłem.
- Ale wiesz, że ja cię stąd nie wypuszczę? - oparłem się o drzwi. - Możesz naprawić to co zepsułaś.
- Nie chcę. Nie chcę nic z Tobą naprawiać.
- Monic! - podszedłem do niej i odwróciłem w swoją stronę. - Nie chcę, żebyś mnie zostawiała  bo cię kocham i bez ciebie nie ma mnie. Taka jest prawda, że jeden dzień rozłąki to cała wieczność. Wiesz czego chcę? Jedynie tego, abyś mi zaufała i powiedziała prawdę. Zmanipulowałem, ale i tak to nic nie dało. A ja nie chcę się kłócić. Chcę tylko wiedzieć co cię tak boli.
- Nie będziesz wiedział. To nie jest Twoja sprawa. - zamknęła walizkę.
- Kochanie - przyciągnąłem ją. - Przepraszam.
- Zostaw.
- Nie mogę. Nie będę się też bawił w poetę. Po prostu przepraszam. Zostań.
- Po co ?
- Bo cię potrzebuję.
- I dlatego mną manipulujesz ?! - miała łzy w oczach.
- Przepraszam - otarłem je z policzków. - Nigdy więcej.
- Nie wiesz co przeszłam. Nie miałeś nawet prawa o takim czymś wspomnieć.
- Proszę, nie denerwuj się już. - położyłem dłoń na jej brzuchu.
- Uważam, że potrzebujemy przerwy.
- Uważam, że nie umiem.
- Chcę spać sama.
- Dobrze - westchnąłem. Położyła się na łóżku. Pogłaskałem ją po włosach i wyszedłem.
Kiedy wstałem rano razem z Darcy jadły śniadanie.
- Jak się czujesz mała?
- Dobrze tatusiu.
- A ty? - usiadłem obok brunetki. Wzruszyła ramionami. Zaraz ją uduszę. Westchnąłem i oparłem rękę na jej krześle.
- Co chcesz dzisiaj robić Monic?
- Z Tobą nic.
- Cudownie. - Odłożyła widelec i poszła do kuchni. Oparłem ręce na stole, a na nich głowę. Kogoś. Dzisiaj. Zabiję.
- Mama zła ?
- Tylko trochę.
- Czemu ?
- Eh..nie ważne.
- Co zrobiłeś tatuś ?
- Głupstwo. - Poszło do ogrodu, a po chwili przyniosła jakiegoś kwiatka.
- Idź przeproś mamusię. - Pocałowałem ją w czoło. Nie wiem czy setny raz pomoże. Poszedłem do kuchni. Robiła kawę.
- Nie możesz pić kawy.
- I ?
- Przepraszam. - przytuliłem ją. Stała jak kłoda. Nawet mnie nie objęła, ani nic.
ALE przynajmniej znów nie dostałem w twarz.
- Boże, co mam jeszcze zrobić? Przecież nie chcę dla ciebie źle. Chcę ci pomóc.
- Jak ? Wracając najgorszy koszmar ? Whow, w pomaganiu mi to jesteś zajebisty.
- Powiesz mi co się stało?
- Nie.
- Więc już się nie gniewaj. Przecież nie drążę.
- Powiedziałam, że potrzebuję czasu. Czegoś  nie zrozumiałeś ?!
- Tylko do czego ty chcesz tego czasu? - ja jestem dziś kurwa jak oaza spokoju przy niej. - Gdy wcześniej pytałem o twoich rodziców, nie robiłaś afery. Teraz tylko o nich wspomniałem. Okay, miej czas. Kawy nie pij - wyszedłem z domu. Praca wzywała.
Sms. " Wypiłam kawę " Spokojnie.. jestem bardzo spokojny.
" Na zdrowie"
 " Dzieciak się cieszy"
Wywróciłem oczami i odłożyłem telefon na biurko. No ile tych papierów nagle się zebrało?!


~Louis~

Szefuńcio mnie wezwał do siebie. Ciekawe po co. Jak się po chwili dowiedziałem, miałem mu pomagać w rachunkach. Wkurwiony jak jasna cholera. 
- A Tobie co ? - spytałem wkładając mu długopis w ucho.
- Mi? Monic.
- Uuu.. nie lubi Ciee.
- Uuu zamknij sięę.
- Jesteś niemiły.
- Jestem wkurwiony! Nic tej kobiecie nie zrobiłem, a ona na złość wszystko robi.
- Ciąża, te sprawy.
- Tak, tak. Pewnie. Koszmar życia, ale ona nie powie bo nie.
- Są rzeczy, o których się nie mówi.
- Ale nie trzeba robić afery? Czy ja ją trzymam za włosy i każę się spowiadać?
- Jezu nie wiem, nie jest babą. Chociaż cycuszki to bym chciał.
- Louis - jęknął.- załamujesz mnie. Jak ona z tobą wytrzymuje.
- Zejdź ze mnie bo mi duszno.
- Stańmy się gejami. Ty i ja. Łatwo się dogadamy.
- Spierdalaj, kijem przez szmate Cie nie tknę !
- I czego się drzesz?! Obliczaj t..
- Louis jestem w ciąży - do gabinetu wbiegła Avalon.
- Ciekawe z kim bo ja z Tobą nie spałem.
- Jak przyszedłeś trzy dni temu najebany,
- Jasne. Po pierwsze po trzech dniach to się tego nawet wykryć nie da.
- Louis da - Harry na  mnie spojrzał. - Test możesz zrobić nawet po 24 godzinach od stosunku, ale po tygodniu lepiej się można upewnić.
- Jak jesteś, to usuniesz.
- Co?! - oboje krzyknęli.
- Ja dziecka niańczył nie będę.
- To ja będę sama ale nie usunę. Pojebało cię już do końca? - zła trzasnęła drzwiami.
Wyszedłem za nią.

- Czego ty ode mnie oczekujesz ?
- Niczego - podawała zamówienia.
- Dziewczyno ! - złapałem ją w talii i zmusiłem, żeby na mnie spojrzała.
- Odpowiedziałam. Puść mnie.
- Ja sam jestem jak dziecko. Nie wychowam go. Będzie takim samym debilem jak ja.
- Ja to dobrze wiem. Kocham debila.
- Co ?
- No to.
- Kochasz mnie ?
- Niestety.
- O dzięki wiesz.
- Jak sam stwierdziłeś jesteś debilem.
- Cóż.. wychowasz mnie i dziecko. - delikatnie ją pocałowałem.
- To będzie trudne zadanie - oddała pocałunek i pokręciła głową. - Teraz przepraszam, ale rosół stygnie. - Wróciłem do Harry'ego.
- Gratuluję tatusiu.
- Spierdalaj. Idź sobie pilnuj Monic i się nią zajmij bo Cie nie lubi. - znów wsadziłem mu długopis w ucho.
- Jak mnie nie chce widzieć to jej sprawa,  Tomlinson Kurwa ile ty masz lat! - rzucił we mnie długopisem.
- 27. A co ? - narysowałem mu kutasa na kartce gdzie robił obliczenia.
- Zachowujesz się gorzej niż Darcy i Monic razem wzięte.
- Jesteś Harry Styles i pozwalasz jakiejś przedszkolance wchodzić sobie na głowę ?


czytasz = komentuj


.

11 komentarzy:

  1. świetny rozdział jak zawsze :) zapraszam do mnie na nowy post http://myslespecyficznie.blogspot.com/2014/08/ale-probowaam.html :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeej!! Genialne :**

    OdpowiedzUsuń
  3. haha zostańmy gejami xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na kolejny rozdział ;) cudny :>

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha
    Zostańmy gejami :D
    Nhe no oni mnie rozwalają! Hahaha :D
    Czekam na następny :*
    Buziaki :*
    A.

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Clary G