sobota, 12 października 2013

21. Skyfall


Nadzieja jest najcenniejszą towarzyszką życia.

Tak minął tydzień. Odchodziłam od zmysłów. Kontaktowałam się z Liamem ale on nic nie wiedział. Reszta nie odbierała .Mała cały czas o niego pytała a mi brakowało już odpowiedzi
Trzask drzwi a potem huk wybudził mnie z letargu. Zbiegłam na dol widząc jak Harry trzymając się za klatkę, kuśtykając próbuje ustać na nogach. Jego koszula była podarta i zakrwawiona .
- O Boże - szybko do niego podbiegłam
Spojrzał na mnie smutnymi oczami. Pomogłam mu usiąść na kanapie i przyniosłam apteczkę. Próbowałam opatrzec rany. Zdjęłam nu koszulę chociaż się bronił. Siłą zabrałam dłoń z jego torsu. Moim oczom ukazały się dwie kule. Ten widok mnie przeraził. Mój Harry... Podniosłam głowę patrząc mu w oczy, ale on wzrok miał nieobecny.
- Gdzieś ty był...?
Zignorował zadane pytanie. Nawet nie za bardzo chciał, abym mu te kule wyjmowała.
 - Harry, co się dzieje? Daj ci to opatrzę. - w oczach stanęły mi łzy. - Martwiłam się...
Nie odzywał się do mnie w ogóle. Gdy tylko skończyłam, wstał i poszedł do naszego synka. Poszłam za nim, nie odpuszczając.
- Styles! Masz mi w końcu powiedzieć co się stało! - wykrzyczałam ze łzami.
Przez to, że krzyknęłam mały się rozpłakał. Chłopak wygodniej go ułożył w ramionach i uspokajał kołysząc.
- Mów do mnie, jak cię proszę... - jęknęłam spoglądając mu prosto w oczy. - Gdzie się podziało twoje uczucie do mnie? - z rozżaleniem opuściłam pokój, czując jak cała drżę i jak krew odchodzi mi z twarzy. Czułam zawroty głowy.
- Mamo..- podbiegła do mnie przestraszona Mayka.
Wyciągnęła rączki i wtuliła się w moją nogę.
- Idź do taty. - jęknęłam. - Mama musi zostać sama.
- Ale co ci jest?
- Mayu proszę idź do taty i lepiej zapytaj co mu jest.
Sama zamknęłam się w łazience i siadając na kafelkach, zaczęłam płakać Styles dodatkowo nic nie chciał mówić. Może już mnie nie kocha...Rozleglo się pukanie do drzwi.
Nie odpowiedziałam, tylko nasłuchiwałam. Pewnie to znowu Maya.
- Mamo tata nie chce ze mną rozmawiać.
- Tego już za wiele. - wyszłam z łazienki, każąc małej iść do siebie. Styles ostro przegiął.
Wpadłam wściekła do sypialni, na całe moje szczęście mały leżał i bawił się w łóżeczku.
- Ty zasrany idioto! - wrzasnęłam uderzając go pięścią w tors. - Co ty sobie w ogóle myślisz, co?! Martwię się ciebie cały tydzień wylewam łzy, a ty nawet nie raczysz mi wyjaśnić co się dzieje! Mam dość twojego zachowania co do mnie, potrafię to jeszcze zrozumieć... a co z twoją córką, co?! Ją też zaczynasz odpychać?! O może syna także?! Co mam jej powiedzieć? Może, oh skarbie tatuś nas już nie kocha... nie chce cię, co?! W końcu i tak ma w nas w dupie i nie patrzy na nasze uczucia... A zresztą po ca ja tu stoję i strzępię sobie język, może po prostu pójdę i jej to powiem, a i dodam aby się pakowała i się wyniesiemy.
Złapał moje nadgarstki patrząc głęboko w oczy. Długo się nie odzywał. tylko patrzył. Z wyrazu twarzy i spojrzenia nie mogłam nic wyczytać. Nie była to obojętność, a nicość.
- Zabiłem go.
- Kogo? - jęknęłam z uwiązanym gardłem.
Puścił mnie i odwrócił się do okna. Ręce oparł o parapet i tym razem już nieobecnym wzrokiem patrzył w szybę, którą pokrywały krople deszczu.
- Za długo milczysz... - westchnęłam. - Rób jak chcesz, abyś przez to czasami czegoś nie stracił. - pokręciłam głową i odwróciłam się w stronę wyjścia.
- Louis.
W tym momencie stanęłam jak w murowana, a moje myśli same przywołały obrazy związane z tym chłopakiem. Mogłoby się wydawać, że teraz poczułam jak bardzo mi go brak, ale nie weźcie mnie za złą, teraz poczułam wielką ulgę. Przez ten dłuższy czas chroniłam przed nim swoje dzieci i samą siebie, a teraz ten koszmar się skończył tyle, że teraz martwiłam się o Harryego. Może on to bardziej przeżywa.
Podeszłam do niego i wtuliłam się w jego plecy, zastanawiając się co mu powiedzieć by mnie zrozumiał.
- Kocham cię. I... i...
- Ja go zabiłem. Po prostu strzeliłem... - wydusił z siebie.
Oddychał głęboko i krotko. Starał się uspokoić, a moje bliskość mu pomagała. Chociaż nie widziałam jego oczu, wiedziałam to.
- Rozumiem... nie wiem co ci powiedzieć byś wiedział, że nie czuję gniewu czy smutku, a ulgę. Ponieważ... oh, tyle czasu chroniłam dzieci przed nim... więc... rozumiesz? A ty... ja nie wiem jakie ty z nim miałeś stosunki...
Odwrócił się do mnie. chwilę patrzył w ścianę, a potem wzrok przeniósł na mnie.
- Bałaś się mnie kiedyś pamiętasz? Teraz gdy go zabiłem nie odchodzisz, nie uciekasz.
Odsunęłam się na moment i spojrzałam w okno. Mam nadzieję, że mnie teraz dobrze zrozumie.
- To dlatego, że cię kocham Harry, a jedyne czego bardzo, ale to bardzo się boję to to, że pewnego dnia tak jak dzisiaj wrócisz po długiej nieobecności i usłyszę że ... że już mnie nie kochasz, albo.. a.. że chcesz odejść, ze masz dość, albo że masz kogoś innego. Stałeś się milczący Harry i... co ja mam myś... - przez łzy i ściśnięte gardło, nie mogłam wykrztusić z siebie żadnego słowa.
Odwrócił mnie stanowczo do ciebie.
- Stałem się. - przyznał.- Przez to, że go zabiłem. Pracowałem z nim, ale to nie oto chodzi. Patrzę na Maykę i widząc jak podobna jest to swojego ojca czuję ... rozdarcie i smutek. Nigdy nie przestanę cie kochać, nigdy nie będę cię miał dość. Nasza miłość jest na zawsze i na wieczność zapamiętaj.
- Ale to twoja córka i ciebie darzy uczuciem, nie jego... - jęknęłam przygnębiona. - Nie izoluj jej od siebie... łamiesz jej serce i moje w tej chwili też..
- Przepraszam. Daj mi trochę czasu.
- Jeśli teraz nie nauczysz się jej kochać, z czasem będzie ci jeszcze trudniej. Nie wiemy jaka będzie gdy dorośnie. - odwróciłam od niego wzrok. - Czym ona sobie na to zasłużyła. - mruknęłam bardziej do siebie. - Przez mój błąd z przeszłości...
- Nie to nie tak. Ja ją kocham. Kocham tak samo jak naszego syna. - wytlumaczyl.
Chciałam się do niego przytulić, ale przypomniałam sobie o szwach i opuściłam z powrotem ręce.
- Nigdy więcej tego nie rób.
- Czego?
- Nie zachowuj się tak jak dziś i nie znikaj bez słowa, na tak długi czas.
- To oni mnie porwali.
Spojrzałam na niego z przerażeniem.
- Zrobili ci coś jeszcze? Może powinnam cię obejrzeć?
- Nie chcę, abyś oglądała moje ciało. - szepnął i opuścił pokój
Wyszłam z sypialni, szukając wzrokiem Harryego, który siedział w salonie w półświetle. Przysiadłam obok niego. Hazz spojrzał na mnie przelotnie i utkwił wzrok na ścianie. Przysunęłam się bliżej i ucałowałam jego ramię. Dłońmi sięgnęłam za rogi koszulki i uniosłam ją lekko ku górze, nie odrywając od niego swoich warg.
- Kocham cię. - szepnęłam podciągając wyżej koszulkę.
Oddał pocałunek, ale siedział bez ruchu. Jego tors zdobyły dwie szramy od noża, blizny do postrzałów czyli nie było to tylko te dwie kule.
Oddał pocałunek, ale siedział bez ruchu. Jego tors zdobyły dwie szramy od noża, blizny do postrzałów czyli nie było to tylko te dwie kule.
Przejechałam delikatnie po jego ranach, obserwując dokładnie jego twarz.
- Opatrzę je. - szepnęłam. - Chodź ze mną. - oparłam swoje czoło o jego.
- Nie chcę cię opuszczać.
- Nie boli mnie to. - odparł po chwili.- Nie opuszczaj mnie.
- Nawet w snach, ale rany trzeba chociaż odkazić. Wiem, że boli postaram się być delikatna.
Poszliśmy do lazienki. Zaczęłam mu to wszystko przemywać.
Trochę się krzywił i za każdym razem kiedy sprawiałam mu ból, delikatnie go całowałam niedaleko rany.
- Chcę się z tobą kochać - powiedział po chwili ciszy
- Dobrze, ale nie dziś. Jak tylko rany się podgoją to pojedziemy gdzieś razem i będziemy się kochać do samego rana.
Pokiwał głową i pozwalał mi kontynuować.
- Nie odpowiedziałaś mi, gdy pytałem o ślub.
- Moim największym marzeniem jest zostać panią Styles. Podoba się odpowiedź? Resztą zajmiemy się potem.
Musnął moje usta jak piórko.
- Kocham cię,
- Ja ciebie także. Tylko proszę chociaż w dniu wesela niech będzie spokojnie.
- Od teraz będzie. - obiecał mi i wziął mnie za rękę. Ucałował każdą kostkę. - Pozwolisz mi się ścigać?
- Jeśli się od tego nie obejdziesz, ale proszę... jak dla mnie nie musisz być ciągle pierwszy na mecie, nie chce już widzieć cię poranionego.
- dobrze. - pocałował moje usta. - Chodź do sypialni
Podtrzymałam go, aby nie stracił równowagi, był taki biedny..
Stracił dużo krwi i był słaby. Doszliśmy do sypialni. Przebrałam się i pomogłam Harremu.
Ułożyłam go wygodnie do łóżka i okryłam.
- Potrzebujesz czegoś jeszcze?
- Nie - złapał mnie za rękę.- Mówiłem ci kiedyś że jesteś aniołem. Odpowiedziałaś że to nie prawda ale tak właśnie jest.
- Przeceniasz mnie. - usiadłam obok niego.
- Nie. - zamknął oczy kładąc moją dłoń na swoim policzku.
- Posiedzę, aż zaśniesz i prześpię się na kanapie.
- Nie. Połóż się obok inaczej razem będziemy spać na kanapie .
- Kochanie, musisz się wyspać.
- Przy tobie tak będzie
Delikatnie położyłam się nie za blisko Harry'ego i splotłam nasze dłonie razem.
- Kocham cię Rosemary .
- Ja kocham ciebie, panie Styles. Dobranoc.
- Dobranoc skarbie.- po chwili on zasnął a ja za nim.

~~~~~*~~~~~
No i jak? Harry wrócił i jest dobrze :)
Ostatnio tak myślałam... Mam mnóstwo opowiadań i piszę je z Karoliną lub Jaśkiem, ale teraz wpadłam na coś sama.
Nie wiem kto będzie czytał, bo One Direction nie ma. Jest za to Michał Winiarski - reprezentant Polski w siatkówce. Zobaczcie, może Was nawet i do takiego opowiadania przekonam.
 http://czasem-trzeba-odejsc.blogspot.com/

10 komentarzy:

  1. Świetne! Już się nie mogę doczekac nn !

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział. Cieszę się, że Hazz wrócił. Mam nadzieję, że nie poniesie konsekwencji za to, iż zabił Louisa. Czekam na nn. Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty rozdział !
    Michał <33 będę czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudeńko ♥
    Czekam nn !

    OdpowiedzUsuń
  5. śliczny <3 czekam na nn -patrysia

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekam niecierpliwa na next

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Clary G