niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 31

Odsunął się.
- Ava -upomniał mnie.
- Idź do niej ! Idź ! Do swojej głupiej żony ! - krzyczałam wkurwiona na niego. Dawał mi sygnały, a teraz nie.
- Nigdy nie mów tak o Monic - złapał mocno mój podbródek. - Uznam, że jesteś zdesperowana i o tym zapomnę. -wstał. -Jedziesz czy nie?
- Oddam Ci się.
-  Słucham?!
- Wiem, że chcesz. Powiedziałeś, że się martwisz, złapałeś mnie za rękę. Widziałam Twoje sygnały.
- Avalon zwariowałaś ?! Jesteś naszą przyjaciółką.
- Przecież nikt się nie dowie.
- Nie będę zdradzał swojej żony. Dziewczyno zwariowałaś - wyszedł.. Trzeba go jakoś pokłócić z Monic. Wtedy przyjdzie. Następnego dnia pojechałam do niej. Musze jej powiedzieć, że WIDZIAŁAM Harry'ego z inną.
- A Ty co tutaj robisz ? - jest na mnie wściekła. Harry na pewno jej powiedział co sie wczoraj stało.
- Chciałam z tobą pogadać.
- O czym ? - trzymała na rękach jednego z bliźniaków. Jaki podobny do Harry'ego.
- Chciałam cię po prostu uświadomić, że Harry wczoraj mnie skrzywdził - zmiana planów. Udaje zdruzgotaną.
- Eww nie wierzę Ci
- Ale taka prawda! Wykorzystał to, że byłam w takim stanie.
- Harry taki nie jest, a Ty próbujesz nas pokłócić bo zazdrościsz.
- Tak było - otarlam łzy. Tak! Zazdroszczę! Masz wszystko dziewczyno.
- Skończ tą szopkę. Nie skłócisz mnie z Harrym. A tak dla Twojej wiadomości Harry nie może uprawiać seksu przez 2 tygodnie.
- Nie powiedziałam ze mnie zgwałcił.
- Więc co strasznego Ci zrobił ?
- Kochanie ale ja nie wiem gdzie są te śpioszki. Szu...- stanął przy mas z drugim chłopcem.
Dała mu długiego całusa. Miałam ochotę wydrapać jej oczy.
- Co jest? - objął ją ręką.
- Odpowiedz mi Avalon.
- No na pewno nie przy nim!
- Zejdź mi z oczu. - powiedziała i zamknęła mi drzwi przed nosem.


~Harry~ 

Wziąłem talerze z pizzą i poszedłem na górę do Darcy. 
- Proszę dziewczyny - bawiła się z Clarą nowa koleżanką. Pocałowałem córeczkę w czoło i Zszedłem na dół. - Monic?
- Tak ? - czyściła buźki bliźniaków.
- Nic jej nie zrobiłem - Powiedziałem cicho.
- Wiem. - Pocałowałem jej kark i Położyłem dłonie na jej talii. - Musimy iść do lekarza.
- Po co ?
- Zrobić usg - Odsunąłem się i zbierałem zabawki.
- A.. to fałszywy alarm wiesz ? - Chyba odetchnąłem z ulgą. 
- Ale nie poroniłaś ? - wyprostowałem się po chwili.
- Nie
- To dobrze. Pojadę do Louisa.
- Zostań.
- Nie wiem co on wymyślił. - podałem jej ubranka.
- Miś to nie nasze życie.
- Tak, ale on jest dla mnie jak brat. Tylko ten głupszy.
- Jak zwykle. Jedź w pizdu. - westchnęła smutno.
- Wrócę za godzinę - Przyciągnąłem ją pocałowałem i uszczypnąłem w tyłek.
- Zostaw. - odepchnęła moją rękę. Jest zła.
- Nie bądź wściekła, że chcę mu pomóc.
- Jasne, zostaw mnie z bliźniakami, Darcy i jej koleżanką. Przywieźcie mi jeszcze Nell, a wy idźcie na piwo.
- Masz rację, pojadę wieczorem.
- Albo zadzwoń i on przyjedzie. - Tak zrobiłem. Był 10 minut później.
- Słuchaj - poszedłem z nim do garażu. - Weź się człowieku w garść.
- Ja ? Daj mi spokój.
- Nie. Ja. Traktujesz ją jak przedmiot.
- Dobrze, że ona taki ideał.
- No właśnie oto chodzi. Mnie chce uwieść, bo jest zdesperowana.
- Harry, a gdyby Monic ciągle marudziła to byłbyś taki chętny do czegokolwiek ? Staram się, jest źle. Nie staram, to już w ogóle.
- Ale wiesz czemu nie marudzi? Bo ją doceniam. Komplementuje. Troszcze się. Ty nie i dlatego podrywa mnie.
- A ja też ją doceniam i się troszczę.
- No właśnie tak ją doceniasz ze wymyśla gwałty aby ktoś zwrócił na nią uwagę.
- Przesadzasz Harry. Ja jej w dupe wchodził nie będę.
- Przesadzam?! Wczoraj zadzwoniła do mnie zaplakana ze w ogóle jesteś taki i taki. Dobra przyjechałem. Ona jest tak zdesperowana ze chce rozbić moją rodzinę wiec weź się w garść.
- Harry jak ja nie wiem co do niej czuję. - przytulał do siebie Nell
- Wiesz jak było od początku. Zmusiłeś ją a potem zaszła w ciążę. Może znajdziesz kogoś innego.
- Chyba tak zrobię. - westchnął. - Ale dziecka jej nigdy nie oddam.
- Ona jest tak samo matką jak ty ojcem.
- Bedzie chciała mi ją odebrać.
- To pójdziecie do sądu. Ustalicie kiedy będziesz się widywać.
- Ona chyba. Ja Nell jej nie oddam. Nie ma nawet opcji. Ciekawe czy ty byś Monic tak dzieci oddał.
- Dzieciom najlepiej jest z matką.
- To daj jej Darcy i bliźniaków, a ty zostaniesz sam.
- Ale my się kochamy i nie rozstajemy. Przecież uczestniczył bym w ich życiu. A i jeszcze jedno. Nie możesz zostawić jej z  niczym.
- Jak Nell zostanie ze mną to ona mnie nie interesuje.
- To po co mieszales w jej głowie? Weź Cześć winy na siebie.
- Biorę.
- No właśnie.
- Jestem chujem. Ok.
- Dawaj dziecko - zabrałem mu małą. - Jedź i to załatw raz a dobrze.
- Jeżeli dasz ją Avalon to do mnie sie już nawet nie odzywaj.
- To ty jedziesz do Avalon, poza tym Monic jej tu nie wpuści.
- Jak ona tu przylezie i dasz jej moje dziecko to Cie zajebię.
- Nie dam.
- Mam nadzieję. - pocałował córę i wyszedł. Poszedłem do żony. Położyłem Nelly w wózku.
- Mhm, jednak dostaje piąte pod opiekę ?
- Ale ja nigdzie nie idę.
- Czemu Nell została ?
- Bo Louis musiał jechać do Avy.
- Wariatki miałes na mysli. - zazdrosna Monic. Tego jeszcze nie bylo.
- Oj przestań.
- Oj nie wkurwiaj mnie.
- Po co ty się denerwujesz? Kryzys przechodzi.
- Po co ?! A gdyby ktoś tak mnie bajerował jak ona Ciebie to taki spokojny byś był ?-Przyciągnąłem ją.
- Ale juz tego nie będzie robić. I nie krzycz dzieci śpią.
- Mhm bo ty akurat wiesz.
- Ale ja jestem twój i nie masz o co być zazdrosna. Kotku - pocałowałem jej usta, nosek i szyję. - kocham cię.
- Jest ode mnie ładniejsza, zgrabniejsza i ma bardziej przebojowy charakter.
- Nie jest od ciebie ładniejsza. Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie.
- Kłamiesz.
- Nie kłamię skarbie. Nie widzę świata poza tobą, ty nim jesteś. - Wtuliła nos w moją koszulę. Jest strasznie zła. Całowałem ją po włosach.
- Uśmiechnij się.
- Nie.
- No proszę. - posadziłem ją na biodrach.
- Nie.
- Uparta jesteś. Ale ze złością ci nie do twarzy  - postawiłem ją i poszedłem otworzyć drzwi. Mama Clary.
- Dzień dobry, proszę wejść.
- Dziękuję- weszła do środka.
- Darcy! - zawołałem je.
- Tak tatuś ? - zeszła na dół razem z koleżanką.
- Chodź - wziąłem moje słoneczko. - Clara mama przyszła.
- Do widzenia. - powiedziała dziewczynka kiedy jej mama otworzyła jej drzwi.
- Do widzenia. Wpadaj kiedy będziesz chciała.
- Dziekuje za opieke Panie Styles.
- Nie ma za co.
- Do widzenia. - wyszły. Przytuliłem Darcey.
- I jak było?
- Fajnie.
- No to się ciesze. Może następnym razem zostanie na noc?
- Nie wiem. Czemu mama uderzyła w ściane.
- Zaraz się zapytam. Idź do braci -poszedłem do żony. - Skarbie.
- Skarbie ?! - rzuciła we mnie swoim telefonem. Zobaczyłem zdjęcie moje i Avy.
- No przecież cie nie zdradzilem ! - złapałem jej rękę. - To zdjęcie jest z naszych wakacji tylko przerobione. Nie widać ? Odepchnęła moją dłoń.
- Nie rób scen Monic. Nigdy bym cię nie zdradził - Powiedziałem zły i poszedłem do dzieci.
Nie musiałem długo czekać, żeby usłyszeć trzask drzwi wejściowych. Byłem wściekły, że w ogóle tak pomyślała. Wszystko dla nich robie a ona mnie oskarża o romans z wariatką.
Jestem wkurwiony na Louisa bo przez niego jebie się mnie. Cudownie nie? Zajebiście. Wykąpąłem. bliźniaków i wszystkich uśpiłem. Zszedłem na dół i usiadłem na krześle.  Przecieralem zmęczoną twarz. Boże! Nell. Na szczęście spała. Nie mam kurwa siły.
Wziąłem telefon i zadzwoniłem do Louisa. W tym momencie Monic wparowała do domu i tak się na mnie rzuciła, że telefon wyleciał mi z ręki. Tuliła się do mnie drżąc. Poczułem na policzku coś ciepłego i lepkiego. Spojrzałem na jej buzię. Na policzku miała dwie rany, jedną bardzo blisko oka.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Young Sex Love

Rozdział 30

Uśmiechnąlem się i pocałowałem ją w czoło.
- Dobrze tato ?
- Tak. - Uśmiechnęła się i zaczęła ich karmić. Po Poszedłem na górę. Przebrałem się z granatowego t-shirtu.
- Jestem ! - usłyszałem Monic.
- W kuchni. - Przyszła do nas i pocałowała mnie w policzek.
- I jak zakupy.
- Liam marudził. - wywróciła oczami.
- Ważne, że nic ci nie jest.
- Nawet nikt nas nie śledził. Położysz się w końcu spać.
- Masz - podałem jej talerz.
- Dziekuję, ale masz położyć się spać.
- Nie jestem zmęczony.
- Nie spałeś całą noc.
- To dziś będę.
- Harry prosze odpocznij. Ledwo żywy nas nie ochronisz.
- Powiedział tata...Powiedział tata - Mówiłem do siebie idąc na górę. Coś jest ze mną nie tak. Gadam sam do siebie. Chyba robię się nienormalny. Położyłem się i zasnąłem. Obudziłem się dopiero wieczorem. Na kolację. Monic zrobiła moje ulubione Spaghetti. Siedziałem z Darcy na kolanach i karmiłem ją oraz siebie.
- Ta-ta ! Ma-ma ! - krzyczeli na zmianę chłopcy. A my się tylko uśmiechaliśmy dumni.
Moja córa dzisiaj była kompletnie nie w humorze. Tylko nie wiedziałem czemu.
Wyglądała na okropnie znudzoną. Po kolacji wziąłem ją do ogrodu na huśtawkę.
Nadal nie wyglądała na zainteresowaną.
- Co jest Darcey? - bujałem ją.
- Braty nie chcą ze mną gadać, nie mam już koleżanek. Chcę mieć kolegów tato.
- Braty są za mali. Przecież masz koleżanki. Były u ciebie na urodzinach.
- Ale one chodzą z mamami do parku, a ja tutaj siedzę i sie nudzę.
- To powiedz mamie.
- Mówiłam, ale mama mówi, że sobie nie poradzi z chłopcami i się boi.
- Więc jutro wszyscy razem idziemy na plac zabaw. Okay?
- Wszystko jedno. - wzruszyła ramionami. - Chcę do przedszkola.
- Darcy za chwile idziesz do szkoły.
- I co z tego ?! Dla Was liczą się tylko Braty. - zeszła z huśtawki i pobiegła do domu.
Poszedłem za nią i złapałem. 
- Nigdy. Ale to nigdy tak nie mów. Jesteś moją córeczką i strasznie cię kocham. Fakt oni są mali i potrzebują więcej uwagi, ale ty też się liczysz. Przepraszam skarbie. Wtuliła się we mnie płacząc.
- Cichutko.
- Nie chcę więcej Bratów.
- Mama jest w ciąży. - Rozpłakała się jeszcze głośniej.
- Obiecuję. Nie będziesz czuła się gorsza.
- Zostaw mnie. - zaczeła się wyrywać. Przycisnąłem ją mocno do siebie i tuliłem. W końcu się uspokoiła.
- Bardzo cię kocham Darcy.
- Ja Ciebie też kocham tato. - pociągnęła nosem. Poszedłem na górę do łazienki. Kąpałem dziewczynkę. Ochlapała mnie wodą. Zaśmiałem się i dotknąłem gąbką jej nosa.
Trzeba by jej te kudły podciąć bo już do tyłka ma.
- Pójdziemy do fryzjera.
- Czemu ? Nie !
- Są za długie.
- Nie chcę ! Ja je lubię. Tato..
- No dobrze. - Uśmiechnęła się do mnie. Wyjąłem ją z wanny i ubrałem.
- A myślisz, że w szkole będą mnie lubili ?
- Jasne. Jesteś świetna. - Położyła się do łóżka. Zasnęła szybko. Zszedłem na dół do Monic.
- Trzeba poświęcać jej więcej czasu.
- Darcy ?
- Tak.
- Dobrze.
-  śpią ?
-Tak.
- Dobrze.

~ Louis ~

- No co księżniczko ? - nosiłem córcię. Ciągle płacze. Chyba ma kolkę. Albo to zęby.
- Oj no cicho bo mi uszy rozjebie. - jęknąłem.
- Noś ją brzuszkiem na ręce. - Zrobiłem jak powiedziała mi Ava.
- Masz jakieś zatyczki do uszu ?
- Włóż sobie słuchawki - przestawiła drabinę i weszła na nią myjąc kolejne okno. Cisza. Jezu. Jak dobrze. Ona płakała całą noc i teraz cały dzień.
- Wiedziałem, że się dogadamy.
- Louis wychodzę - usłyszałem około piątej.
- Gdzie ?
- No do brata. Pomogę im.
- Nidzie nie wychodzisz.
- Louis, obiecałam. Mała śpi. Dasz radę. Sam też byś się czasem mógł do Fizzy pofatygować.
- Ja się nikomu narzucał nie będę.
- A mnie prosili - zamykane drzwi i cisza.
- A daj mi spokój. - Sprawdziłem czy Nell śpi i włączyłem mecz.

~Avalon~

 Razem z Harrym i Monic wyszliśmy do kina na potem na kolacje. Sami mnie zaprosili.
Mam dość kiszenia w domu z naburmuszonym Louisem. On ma mnie dość. No więc ja nie mam zamiaru się nudzić. Z nimi poszliśmy nawet do klubu. Trochę było mi przykro jak na nich patrzyłam. Są tacy szczęśliwi. Idealni.Zakochani.
- Idź do Harry'ego, ja już nie domagam.
- Trzymaj - Podałam jej zamówiony sok i poszłam do przyjaciela.
- Ava. - uśmiechnął się i zaczęliśmy tańczyć. Na chwilę zapomniałam o rzeczywistości.
Wolna piosenka, a ja byłam wtulona w jego tors. Chyba jedyna taka chwila przy której czułam motylki.
- Dziękuję za taniec. - pocałował wierzch mojej dłoni i poszedł do Monic. Uśmiechnęłam się i  stałam tak przez moment. Później się z nimi pożegnałam i wyszłam.
- Ava.. - Harry złapał mnie za nadgarstek. - Odwieziemy Cie. O tej porze nie jest już bezpiecznie. - zobaczyłam Monic stojącą obok samochodu. Jezuuu czemu ona musi tutaj być ?
- Nie, naprawdę. Musze się przejść - wysunęłam dłoń z jego dłoni muskając opuszkami palców jego skórę.
- Ava nie chcę, żeby coś Ci się stało. - Martwił się..Aww. Pocałowałam go w policzek, Monic pomachałam i poszłam przed siebie. Już widziałam jak wywraca swoimi zielonymi oczami i idzie do niej. DO NIEJ. Kurwa...Avalon ogarnij się. On ma żonę.. a ja.. Louisa. Chciałabym żeby LOUIS BYŁ JAK HARRY. Albo mogę też wziąć sobie Harry'ego. Zawsze dostaję to czego chcę. Może spróbuję... Co mi szkodzi ? Louisa i tak nie obchodzi. Wróciłam do domu. Czekał na mnie w salonie. Ominęłam go i poszłam na górę. Malutka spała.
- Mogę wiedzieć gdzie byłaś ?
- Daleko od ciebie.
- O co Ci do cholery chodzi ?
- O nic. Wyszłam, wrócilam. Co cię to obchodzi? Idź sobie do kolegów, nie potrzebują  czułości -  weszłam do sypialni.
- Oo jaki słodki foch. Myślisz, że ze mną wygrasz ? Nie. Mam Cie odciąć od znajomych ? Proszę bardzo.
- SPIERDALAJ. Przeliterować ? Nie. I tak nie zrozumiesz idioto - trzasnęłam drzwiami i weszłam do łazienki. Kiedy z niej wyszłam w domu nie było ani Louisa, ani Nell. Byłam wściekła, że w ogóle wyniósł moje dziecko. Zadzwoniłam do niego, ale nie odebrał. Napisałam Harry'emu smsa " Louis mnie zostawił, zabrał Nell... Przyjedziesz ? ' "Jak to zabrał? Tak, zaraz przyjadę. Zadzwonię do niego. " Uśmiechnęłam się do siebie.
Wiem, że małej krzywda nie będzie a ktoś mnie musi pocieszyć. Harry przyjechał po chwili. Znalazł mnie w sypialni.- Hej, pokłóciliście się ? Kiwnęłam głową wycierając łzy. Wymusiłam płacz.
- O co znowu? -usiadł i mnie przytulił.
- O to, że jest taki zimny. - wtuliłam się w niego mocno. Było mi bardzo wygodnie i przyjemnie. Miał takie ładne perfumy. Pogłaskał mnie po włosach. 
- Porozmawiam z nim.
- Jesteś taki kochany. - zaciągnęłam się jego zapachem.
- Może wezmę cię do nas? - Nie myślałam co robię. Zlapałam go za policzki i chciałam pocałować

niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 29

- Jest naszym przyjacielem.
- Chyba moim. Ty masz Monic.
- Moim też. Zawsze nam pomaga.
- Dobra bo się zakochasz. - zaparkował pod domem Nialla.
- Może już to zrobiłam - powiedziałam. To nie prawda no ale. Wyszłam z auta i poszłam do środka.
- Córa ! - prawie do niej pobiegł. I tak to ja wzięłam małą na ręce i ucałowałam. Niall byłby idealnym ojcem. Zawsze taki troskliwy. Kochany. Taki słodki. Nie minęła minuta, a mi ją zabrał.
- No Louis - spiorunowałam go wzrokiem.
- Co ?
-Nie zjem jej.
- A ja chciałem ją przytulić. - spiorunował mnie wzrokiem. Tak właśnie potrafię wszystko zepsuć jednym tekstem.

~*~

~ Harry ~

Wracamy do domu. Jesteśmy szczęśliwi. To był najlepiej spędzony czas. Monic spała w samolocie oparta o moje ramię. Pocałowałem ją we włosy. Jęknęła coś, ale nadal spała.
Była najpiękniejsza. Przez cały miesiąc się nie pokłóciliśmy. Obudziłem ją pod koniec lotu.
- Jakie orzeszki ? - powiedziała otwierając oczy.
- Co?
- Nie wiem.
- Chodź mała. - Zaspana wyszła z samolotu i zadrżała z zimna. W sekundzie otuliłem ją ciepłą kurtką. Wziąłem na ręce i niosłem do auta.
- Ale paskudna pogoda.
-To jest Londyn miśku. - otworzyłem drzwi.
- Wiem. - Poszedłem na swoje miejsce i ruszyłem do domu.
- Kiedy dzieci będą z nami ?
- Dzisiaj je odbiorę.
- Dobrze. - Odstawiłem żonę i pojechałem po dzieci.
- Tatuś ! - Darcy rzuciła mi się na szyję.
- Malutka.
- Braty były grzeczne !    
- O no to super!
- Pilnowałam ich tatuś.
-Moja dzielna dziewczynka.
- Twoja. A ty opiekowałeś się mamą ?
- Oczywiście.
- Dobrze ?
- Tak. Wracamy?
- Pewnie !
- To biegnij się pożegnać. - Dała babci buziaka, a ja zaniosłem walizki i chłopców do samochodu. Pojechaliśmy do domu. Dzieciaki mi pozasypiały. No i kurwa dostałem telefon, że się restauracja jara. Podjechałem tam i objąłem ramieniem przestraszoną Monic.
- Kurwa...- przeklnąłem.
- Podpalenie.- szepnęła.
- Dowiem się kto. - Rozpłakała się.
- Hej nie płacz. Wybuduje ich więcej.
- Boje się.
- Nie masz czego. Nic ci nie grozi kotku. Przysięgam. Wam i dzieciom nic. Jedz do domu - dałem jej kluczyki.
- A Tobie ?
- Mi też nie. Jedz.
- Muszę Ci coś ważnego powiedzieć.
- Więc mów.
- Jestem w ciąży.
- Słucham?!
- Nie krzycz. - prawie się popłakała i pobiegła do auta.
- Chodź tu - złapałem jej rękę. - Jakim cudem znowu? Oni nawet nie mają roku. Boże..
- Nie wiem.. Ja nie chcę. - już płacze.
- Uspokoj się Monic. Stało się to płacz nic nie da.
- Harry ja mam 23 lata i czwórkę dzieci ?! To ile do cholery będziemy mieli jak będę miała 35 ?
- To nie wiem zacznij brać tabletki. Trudno. Jesteś to jesteś. Najwidoczniej to ostatnie.
- Jesteś strasznym dupkiem. - wsiadła do auta i odjechała. Ja?! Bo zareagowałem szokiem. No na serio ? Kiedy wróciłem wieczorem powitała mnie cisza. Spali. Chłopcy w łóżeczkach, a Darcy z Monic. Poszedłem na dół i usiadłem na kanapie. Nie wiem kto życzy sobie mojej śmierci. Ale wole aby zabił mnie niż moją rodzinę. Nie pozwolę nikomu dotknąć mojej żony, a tym bardziej dzieci. Styles myśl, rusz głową.. Poszedłem na górę i ukucnąłem przy łóżku. Pocałowałem rączkę córki i czoło dziewczyny. 
- Kocham was - szepnąłem. Żona złapała mnie za rękę. Podniosłem jej dłoń i przyłożyłem do ust całując.
- Chodź spać. - szepnęła. Zdjąłem koszulkę i położyłem się obok dziewczyn. Wziąłem żonę w ramiona. 
- Śpij kochanie.
- Co ty planujesz?
- jeszcze nie mam pomysłu. Jedno jest pewne. Wszystko dla was.
- Obiecałeś mi, że nie będziesz ryzykował.
- Obiecałem. Ale obiecałem tez, ze oddam za was życie gdy będzie trzeba. Na razie nie wiem kto to i czego chce.
- Więc śpij.
- Tak - Wtuliła się we mnie bardzo mocno. Nie spałem  całą noc. Ale nie miałem się jak ruszyć bo bym ją obudził. Dopiero gdy elektroniczna niańka dała znać poszedłem do Oliwiera. Wyciągał do mnie rączki.
- Chodź krolewiczu - Podniosłem go. Już nawet się trochę uśmiecha.
- Jemy? No i co się szczerzysz? - Wskazał paluszkiem za moimi plecami. Odwróciłem się i zobaczyłem Monic.
- Cześć skarbie.
- Hej. Wyspałeś się ?
- No pewnie.
- Szkoda, że nie spałeś.
- Skąd wiesz ?
- Bo wiem jak oddychasz kiedy śpisz, a do tego całą noc bawiłeś się moimi włosami .
- Tak - przyznałem i podałem jej synka.
- Cześć syn nr 1.
- Ma...
- Mama.
- Ma..ma.
- Brawo syneczku ! - była taka szczęśliwa. Uśmiechnąłem się i oboje pocałowałem w czoło.
Poszedłem po Daniela i znieśliśmy ich na dół. Zrobiłem rodzinie śniadanie.
- Hazz, zostaniesz dzisiaj z dziećmi ? Chciałam z Avą iść do centrum, kupić chłopcom nowe ciuszki. Wiesz, jak szybko rosną.
- Tak, zostanę. - odparłem półprzytomny. - Ale Liam pójdzie z wami.
- Co ? Dlaczego ?
- Co ci wczoraj mówiłem?
- Nie będę z obstawą do sklepu chodziła rozumiesz ?
- Nie będziesz narażała życia, rozumiesz ?
- To tylko centrum. Tam jest pełno ludzi.
- No właśnie - popatrzyłem na nią.
- No właśnie. Czyli jest bezpiecznie.
- No własnie nie jest.
- Strasznie dramatyzujesz.
- Tak strasznie. Może niedługo nam auto albo dom pójdzie w powietrze.
- Co ty mówisz tatuś ?
- Jedz królewno. - Spojrzała na mnie z pretensjami i zajęła się kanapką. Gdy Monic wyszła, Liam pojechał z nią.  Byłem wykończony myśleniem. Siedziałem na dywanie z bliźniakami i córką.
- Braty no mówcie.. - jęknęła Darcey.
- Wiesz trochę za mali są.
- Cicho tato.
- Okay... położyłem się na plecach. Na moje nieszczęście bliźniaki raczkują.
Wszystkie szafki mają specjalne zamknięcia, a do rogów stołu przyklejone do rogów ochraniacze. Jak tylko zamknąłem oczy to jeden z nich na mnie wlazł.
- Hej maluchu.
- Ma-ma.
- Pięknie mówisz.
- Ma-ma. - pokazał na mnie paluszkiem.
- Nie. Jestem tata.
- Ta !
- Ta-ta.
- DA- DA.
- Tata.
- Mama.
- TATA.
- Ta-ta.
- Tak! - podrzuciłem Daniela.
- Mama.
- Eh - pocałowałem go i położyłem obok.
- Darcy jesteś głodna?
- tak.
- Weź Oliwiera i chodź ze mną do kuchni. - Wzięła go na ręce.. jakoś i poszliśmy tam.
Posadziłem młodych w krzesełkach i robiłem córce coś do jedzenia. Jak się odwróciłem to zobaczyłem najsłodszy obrazek świata. Darcy sama robiła kaszkę dla braci. 

wtorek, 2 grudnia 2014

Rozdział 28

Wstaliśmy dopiero na obiad. Jedliśmy na plaży wraz z naszymi gośćmi. Darcy była strasznie zadowolona. Oni dzisiaj wylatywali. Darcy i dzieci będą u mamy Harry'ego.
- Córcia. Dziękuję Ci bardzo za to, że to z tatą zorganizowaliście. Jesteś kochana. - pocałowałam ją w policzek.
- Teraz chce siostrzyczkę - powiedziała uśmiechnięta i pobiegła do LouPomachaliśmy im. 
Harry wziął mnie za rekę i poszliśmy się przebrać. Od razu udaliśmy się na plaże.

~Avalon~

W drodze powrotnej myślałam o ślubie Stylesów. Był piękny, a Monic taka szczęśliwa.
No i jest już mężatką. Westchnęłam i wstałam z fotela. Podeszłam do wózka. Czemu Monic ma wszystko ? Zabiera ją na drogie wakacje, zakupy, kupuje jej prezenty. Nie to że nie czuję się nie kochana, ale brakuję mi czułości. Louis jest taki spontaniczny. Jego życiowe motto to chyba "Oj tam, potem". Albo " Pierdol plany, najlepsze są spontany ". A jeśli chodzi o czułość to okazuje ją. Tak, tylko i wyłącznie naszej córeczce.
- Nelly no uśmiechnij się do tatusia. Super ! - cieszył się chociaż nawet na niego nie spojrzała. Zrobiłam im zdjęcie. Ważne, żeby ona wychowywała się w pełnej rodzinie. Chociaż...tak chyba zazdroszczę Monic.
- Ava ?
- Co?
- Idziemy na kolację dzisiaj. - O przypomniał sobie o mnie. Super.. 
- Okaay.
- A Nell zostaje z wujciem Niallem. No właściwie to Nelly śpi dzisiaj u wujka.
- Przyjemność po mojej stronie - powiedział blondyn. Chwile później byliśmy już w Londynie. Niall od razu wziął Nell do samochodu. Podałam mu torbę z rzeczami.
- Papa córeczko ! Tatuś będzie tęsknił !
- Louis robisz siare - mruknął blondyn.
- Zamknij sie patałachu. - mruknął i objął mnie ramieniem.
- Jedziemy królewno od tego zgreda - wsiadł do auta i odjechał.
- Zaraz mu przyjebe. - Louis otworzył mi drzwi od auta. Wsiadłam do środka, a on za mną zamknął To dziwny gest z jego strony. Miałam nadzieję, że nie robił tego z litości.
- Na co masz ochotę ?
- Na pizze. Tanie wino i spacer.
- Wysokie wymagania.
- Górna półka pragnień.
- A co jeszcze na niej jest ?
- Nie powiem - zrobiłam się czerwona.
- Powiedz.
- Masz koc w aucie ?
- Może w bagażniku, a co ?
- No bo....moglibyśmy to zrobić pod gołym niebem. - powiedziałam szybko.
- Nie. - Oparłam skroń o auto. Ja mam jakieś wygórowane pragnienia?
- Jest za zimno.
- To Kurwa wyjedziemy na Karaiby. - mruknęłam. - Kiedyś.
- Nie bede sie bzykał jak jakiś dzikus do cholery.
- Nie mam porównania.
- Co ?
- Nic. - Westchnął parkując pod domem. Wzięłam sportową torbę i weszłam z nim do domu.
- Wskakuj w kiecke. - mruknął i poszedł po łazienki. Poszłam na górę i się ubrałam. Kiedy zeszłam na dół Louis wyglądał zaskakująco.. jak nie Louis.
- O cholera - zachwiałam się patrząc na niego.
- Możemy iść ?
- Jaaasne. - Wyciągnął do mnie rękę. Podałam mu swoją. 
-Louis - zatrzymałam się na chwilę.
- Tak ?
- Kocham cię.
- Ja Ciebie też. - Przyciągnęłam go i pocałowałam. Oddał krótko pocałunek. - Chodź już.
Wyszliśmy z domu i poszliśmy do auta. Mój brat napisał, że urodziły mu się bliźniaki. Ups.
Nie wiem czy mówić o tym Louisowi. Może nie teraz... Tylko się wkurzy, a to odbije sie na mnie. Nie. Nie mówię. Ostatnio zastanawiam się czy nie jest  ze mną dla dziecka. Przecież widzę jak Harry patrzy na Monic z miłością. Chciałabym mieć takiego Harry'ego. W sumie.. mogę spróbować. Chociaż to trochę chamskie, ale on mi czasem prawi komplementy.
- Która pizzernia  ?
- Obojętnie.
- Ava..
- Tak?
 - Która pizzernia ?
- Nie wiem, znasz je lepiej. - Wywrócił oczami i zaparkował pod jedną z nich. Wysiadłam i poszłam za nim. Usiedliśmy przy stoliku. Wziął mnie za rękę.
- Louis, nie denerwuj się ale chcę ci zadać pytanie. - popatrzyłam na niego. Bawiłam się naszymi palcami.
- Słucham?
- Gdyby nie Nell nie byłoby cię tu ze mną?
- W poradniku młodej matki to przeczytałaś ?
- Pytam poważnie.
- Avalon wiesz jaki jestem.
- Wiem, ale ... To wszystko takie nienormalne jest.
- Bo ja jestem nienormalny. - A nie możesz być jak Harry? Chciałam zadać to pytanie.
- Ava, kocham Cie, chociaż nie zawsze umiem to okazać.
- Przepraszam - odparłam. Jedliśmy pizzę i rozmawialiśmy. Chciałam go wreszcie POZNAĆ.
O dziwo czasami umie być normalny. Pocałowałam go w policzek i wytarłam swój ubrudzony nos z sosu.
- Wracamy ? Musimy jeszcze kupić tanie wino.
- Tak, tak. Chodźmy - wstałam. Przeszliśmy się do galerii alkoholi. Takie do końca tanie to ono nie było. Ale odpuściłam mu za dobre chęci. Szliśmy przez park z winem. Prowadził mnie do samochodu.
- A dywan może być?
- Łóżko.
- Ten kominek jest zachęcający.
- Ava, a kto Ci w ogóle powiedział, że będziemy  uprawiać seks ?
- Zgwałcę cię.
- Spokojnie.
- Ne wkurzaj mnie. - Otworzył samochód. Wsiadłam i włączyłam radio. 15 minut później byliśmy w domu. Wzięłam go za rękę i pociągnęłam na górę. Popchnelam go na łóżku nie dając dojść do słowa. Całowałam go i rozbierałam.
A on tylko się śmiał.
- Jesteś idiotą - powiedziałam. Zdjęłam swoją bieliznę i obróciliśmy się.
- Teraz Ci pokażę jak się to robi. - zsunął się między moje nogi. Piszczałam na cały dom. Ale krzyczałam. I jęczałam. I wszystko na raz. A on się ze mnie śmiał. On się ciągle śmieje. Przynajmniej ma dobry humor. Świetnie. Przyciągnęłam go i oplotłam nogami w pasie.
Poczułam go przy swoim wejściu.
- Louis - sapnęłam. Igrał.
- Taak ? - drażnił moje czułe punkty.
- Wejdź.
- A jak nie to co ? - wbił się we mnie mocno. Krzyknęłam ciągnąc go za włosy. Było mi bardzo dobrze. Robił to powoli, ale bardzo mocno. Całą noc mamy dla siebie.
- Tylko w ciąże nie zachodź. - mruknął całując moją szyję.
- Wezmę tabletki..
- Co ?! 
- Bo tabletki można brać też po.
-  Mam gumkę. Nie strasz mnie kobieto. - Uśmiechnęłam się i go pocałowałam. Rano od razu wyciągnął mnie z łóżka i pojechaliśmy po małą. Był dziwnie milczący. Nie wygłosił jeszcze złośliwej uwagi ani nic. Ciekawa byłam co mu się stało. Położył dłoń na moim udzie prowadząc.
- Loueh?
- Hm ?
- Co ci?
- A co ma mi być ?
- Jesteś jak nie ty.
- Głowa mnie boli.
- Brałeś tabletkę ?
- Nie. To chyba po tym winie.
- Masz słabą głowę do wina? - Podałam mu do ust proszek.
- Nie przepadam za nim
- Okay.
- Harry uwielbia. Ja jako facet wolę wódę.
- Harry tez jest facetem.
- Pizdą.
- Nie mów tak. Ma inny charakter. Nie każdy mężczyzna jest taki sam.
- A co ty go tak bronisz ? 
Szablon wykonała Clary G