sobota, 19 lipca 2014

7. Police ? Bitch please, I'm Tomlinson.

Uśmiechnąłem się do niej, a ona to odwzajemniła. Zeszliśmy na dół w chwili, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. - Louis ? Co ty tu robisz ?
- Wpadłem zobaczyć Twoją przedszkolankę.
- Skąd wiesz, że ona tu jest?
- Twoja córka do mnie dzwoniła.
- Nikogo nie będziesz widział. To nie muzeum.
- Oj no weź się pochwal. - Pokreciłem głową i poszedłem na górę. Wziąłem obie za ręce i Zeszliśmy do Tomlinsona. Monic chciała uciec do kuchni, ale ją złapałem.  Posadziłem ją na swoich kolanach. Darcey weszła na ręce Lou. - To Monic.
- Jestem Louis.
- Mój wujek!
- Tak mała Twój. - zaśmiał się tuląc ją.
- Ale wy się przecież znacie - przypomniałem sobie. Ostatnia akcja, strzelanina kiedy Lou Wyjmował kule z mojego ramienia.
- Taa.. kiepskie warunki do zapoznania były wtedy.
- A to moja nowa mama wiesz wujku ?
- Co? - spytała cała nasza trójka.
- No to moja mama. Widziałam jak tatuś ją trzyma za rękę.
- O Kurwa... - Monic patrzyła na mnie spanikowana.
- No, a teraz mamusia siedzi mu na kolanach. Nie jak ciocie.
- Spokojnie. - szepnąłem do jej ucha.
- To chore.. - powiedziała tak, że tylko ja mogłem to usłyszeć.
- Tak wiem. - Próbowała zejść z moich kolan, ale ją trzymałem. Rozmawialiśmy około godziny. Lou bawił się z małą. W końcu mój przyjaciel wyszedł, a Monic poszła wykąpać małą.
Pozbierałem zabawki. Sprzątnąłem po kolacji i poszedłem pod prysznic. Później w bokserkach udałem się do kuchni. Wziąłem leki dla małej, ale się spóźniłem. Monic już jej je podała i uśpiła małą. 
- Idziemy spać? - Zignorowała mnie i poszła do swojego pokoju. No super. Poszedłem do siebie.
" Ty przetłumaczysz Darcy, że nie jestem jej mamą " dostałem smsa.
"Leżysz za ścianą. Nie łaska przyjść?"
" Nie mam ochoty na Ciebie patrzeć "
"O teraz się jeszcze obraź po tym jak ci pomagam. Nie moja wina. To dziecko."
" Wplątujesz mnie w swój gang, przy kolegach traktujesz jak swoją dziewczynę. W co ty grasz Harry ?"
"Nie prawda. Jeszcze Bóg mnie nie opuścił abyś brała udział w gangu"
 " Chodź tutaj, Styles "

Leniwie Podniosłem się z łóżka. Z telefonem poszedłem do jej sypialni.
-  Bez wina nawet tu nie wchodź. - powiedziała kiedy tylko dotknąłem klamki.
- Oj skarbie - Zaśmiałem się i poszedłem do barku . Wziąłem i białe i czerwone. Leżała pod kołdrą. Kiedy wszedłem wstała z łóżka. Jej ciało zakrywała tyłko satynowa, krotka koszulka nocna. Oblizałem wargi. Założyła szlafrok i usiadła na prawej stronie łóżka. Będę miał problem. Coś czuję. Usiadłem obok niej. - Białe czy czerwone?
- Czerwone. - dlaczego ten szlafrok musiał się rozejść jej akurat na piersiach ? Zaraz mi stanie.
- Masz - podałem jej kieliszek i napełniłem alkoholem.
- Dziękuję. - zanurzyła w nim usta co również było cholernie ponętne. Podniecała mnie. Wiedziała to. Nie chciałem, żeby się bała ale chciałem ją pocałować. Powoli odgarnąłem jej włosy za ucho.
- Mam bardzo piękną nianie.
- A ja przystojnego szefa.. - powiedziała speszona. Poglaskałem jej policzek i pochyliłem się.
Nie odsunęła się. Więc pochyliłem się bardziej i ją pocałowałem. Nieśmiało oddała pocałunek.
Wplotłem palce w jej włosy i całowałem pewniej. Odsunęła mnie delikatnie umieszczając dłonie na moim torsie. Pocałowałem jej czoło i wziąłem łyk wina. Unikała mojego spojrzenia.
- Nie wstydź się.
- Nie powinniśmy.. To nie wypada..
- Dlaczego?
- Ja tu tylko pracuję.
- To w niczym nie przeszkadza.
- Przeszkadza.
- Nie. Cudownie smakujesz.
- Przestań.. Proszę Cie.. - zarumieniła się. Teraz tylko jej usta będę miał w głowie. Uśmiechnąłem się do niej i przejechałem palcami po jej dolnej wardze. Teraz już patrzyła na mnie. Taka delikatna i niewinna.
- Dobranoc Monic. - jeszcze raz ją pocałowałem.
- Nie skończyliśmy wina Harry..
- Wiesz, zawsze można je skończyć jutro i pojutrze i po pojutrze.
 - Jutro sobota, przecież nie idziesz do pracy.

Wziąłem butelkę i dolałem jej alkoholu do kieliszka.
Jej piersi jeszcze lepiej wyglądały w tej koszulce. Chciałbym je dotknąć, pieścić..
Zagryzłem wargę i oderwałem od niej wzrok. Nie mam zamiaru zakrywać krocza poduszką, a zaraz będę musiał.
- Wszystko dobrze, Styles ?
- Jasne.
położyła się na łóżku i patrzyła na mnie. Zaraz ją przelecę.
- Otwórz usta - powiedziałem i upiłem łyka.
- Po co?
Wywróciłem oczami, bo teraz jej nie odpowiem. Pochyliłem się, a ona rozwarła wargi. Przycisnąłem usta do jej, dzieląc się z nią winem. Jej usta smakują idealnie.. Chcę ich smakować każdego dnia. Odstawiłem kieliszek i położyłem dłonie na jej biodra. Jest pociągająca. Boże. Jęknąłem w jej usta. Całowałem ją jak zdesperowany wariat. Ale ja byłem zdesperowany i na pewno nienormalny. Przesunąłem rękoma po jej delikatnym ciele. Przez koszulkę masowałem jej piersi.
- Harry nie.. przestań..
Wiedziałem, że za chwile zaprzeczy. Odsunąłem ręce, ale wciąż ją całowałem.
Znów mnie odsunęła.
- Powinieneś - zamilkła wpatrując się w punkt za moimi plecami. Nie musiałem się odwracać. Darcy.
- Nie możesz spać? – przybrałem odpowiedni ton i powoli się odwróciłem, uśmiechając do córki.
- A ty ?
- Ja dotrzymuję towarzystwa Monic. Chodź, położymy się - wstałem i wziąłem ją na ręce. - Powiedz dobranoc.
- Dobranoc mamusiu. - przytuliła się do mojej szyi.
Wyszedłem z pokoju i poszliśmy do Darcey. Położyłem ją do łóżka.
- Kochanie, ale to nie jest twoja mama.
- Ale będzie.
- Nie wiesz tego.
- Ale ty wiesz i ja chcę. I masz tak zrobić ! - spojrzała na mnie śmiertelnie poważnie.
- Darcy - westchnąłem. - Nie wymuszaj na mnie nic. Śpij - pocałowałem czoło córki i wyszedłem.


~Louis~


Siedzieliśmy w tym barze co zawsze. Tylko Stylesa nie było, a my dyskutowaliśmy o następnej akcji. Avalon jak zawsze stała za ladą, gdy wpadła policja.
Zakuli nas. Cieszyłem się, że tego dnia nie miałem przy sobie ani broni, ani planów. W sumie to wszystko wyglądało jak luźna pogawędka kumpli przy piwach. Jednak po prostu zabrali nas i zaczęły się przesłuchania. Nie chcieli tylko powiedzieć kto złożył nakaz. 
-  Co pan robił w  tym barze ? Planował coś ?!
- Ta. Planowałem jak wlać wódkę do gardła, a potem jak wytropię węża.
- Panie Tomlinson, był pan już aresztowany. Chce pan znowu? Mamy świadków.
- Na co ?! Na to, że walę z kolegami w gaz ? To zbrodnia ? Nie wiedziałem.
- Na to, że spotykacie się tam regularnie i nie raz była widziana broń.
- Straszaki.
- Dobrze, w takim razie wydam nakaz przeszukania pańskiego miejsca zamieszkania. - wziął telefon.
- Czego Pan ode mnie chce ?
- Moja lista będzie bardzo długa - wziął jakieś papiery. - Nielegalne wyścigi. Handel autami na czarno. Kradzieże samochodów. To nie pan?
- A ma pan dowody ? - podpuszczałem go. 
- Dziewczyna w barze - wygadał się. Ups. - Nie raz słyszała pańskie rozmowy.
- Może kłamać. - rzuciłem mu na stół legitymację śledczego. Podrabiana, ale nie szkodzi. - FBI.
- Przepraszamy za niedogodności panie Tomlinson – podniósł się z krzesła.
- Nie szkodzi, a teraz proszę dać mi i moim kolegom wrócić do pracy. - wstałem chowając legitymację.
Tak jak nas szybko zamknęli to jeszcze szybciej wypuścili.

Wróciłem do baru i po prostu za włosy zaciągnąłem ją do mojego samochodu. 

wtorek, 15 lipca 2014

6. Nanny or Mummy ?

Byłem wykończony. Opieralem głowę o framuge drzwi od pokoju Darcey. Zmieniłem juz czwarty kompres, drugie prześcieradło i podałem dawkę leków.
- Tatusiu.. zimno..
- Kochanie, nie mam więcej kocy - jeknąłem i podszedłem do łóżka.
- Chcę do Monic.. - jęknęła.
- Spróbuj zasnąć. Proszę Cię Darcy. Jak znów zaczniesz płakać i siusiać to będziesz spać na materacu. Zamknęła oczka. Głaskałem ją, a potem usnąłem obok niej. Obudziłem się rano o 5. Musiałem podać jej leki. Zszedłem pół przytomny do kuchni, a potem wróciłem. - Kwiatuszku otwórz oczka. Spojrzała na mnie tak samo zmęczona jak ja.
- Usiądź i połknij - włożyłem strzykawkę z Nurofenem do jej buzi. Usiadła opierając głowkę o mój tors. Pocałowalem ją we włosy. Jak ona jest chora, to ja nie mam na nic siły. Strasznie mi jej szkoda.
- Tatusiu.. Pójdziemy obejrzeć bajkę ?
- Tak. - opatulilem ją kocem i poszliśmy do mojej sypialni. Włączyłem Mój brat niedźwiedź.
Poszedłem wyprać prześcieradła i zrobić jej śniadanie. Potem karmiłem córkę. Jadła grzecznie, oglądając bajkę. Chyba jej się trochę poprawiło.
- Tatusiu ?
- Słucham słonko - szukałem dla niej jakiejś bluzy.
- A nie pójdziesz do pracy ?
- Nie pójdę.
- To fajnie..
- Tak. Fajnie. Jak się czujesz?
- Boli mnie główka i gardełko tatusiu, ale jak przytulasz to nie..
- Darcy, boli czy nie? - Zaśmiałem się.
- Tak.
- Pojedziemy do lekarza.
- Nie ! Nie boli !
- Kotku, musimy. - założyłem jej bluzę. Wziąłem telefon i zadzwoniłem do Monic. Trochę wcześnie.
- Halo ? - odebrała zaspana.
- Cześć, możesz mi pomóc?
- Niby w czym ?
- Darcy ma grypę żołądkową . Nawet podchodzi pod angine.  I tak byłem u lekarza, ale ona chce ciebie.
- I tak nie pracuje więc mogę przyjechać. Adres?
- Znasz go. Byłaś tu przecież. I jak to nie pracujesz?
- Nie ważne. Bede za 10 minut. - rozłączyła się. Usiadłem obok dziewczynki. Założyłem na jej nóżki skarpetki. Weszła mi na kolana.
- Przyjdzie pani z przedszkola.
- To fajnie, ale tata nie pójdzie ?
22:32
Ja
- Nie..
- Kocham Cie tatusiu..
- A ja ciebie maleńka. - Usłyszałem dzwonek do drzwi. Zszedłem na dół. Otworzyłem i zaprowadziłem dziewczynę na górę. Siedziała z małą przez 2 godziny, aż zasnęła.
Zrobiłem jej śniadanie. Złapałem dziewczynę kiedy próbowała wymknąć się z domu i zaniosłem do jadalni.
- Jedz i tłumacz czemu nie pracujesz. Jestem wykończony i nie mam pozoru się uzerac.
- Bo mnie wylali.
- Dlaczego? Byłaś świetna.
- Kiedy ty ostatnio na zebraniu byles ? Zamykają przedszkole.
- Kupię ci, tylko się nią zajmuj.
- Nie, dzięki. Nie potrzebuje przedszkola.
- Więc gdzie chcesz pracować ? - wypiłem chyba już drugiego energetyka.
- Dostałam propozycje jako hmm.. cos w stylu guwernantki.
- Zapłacę ci więcej. Bądź jej nianią.
- Chcesz mnie kupić ? Oni zapewnili mi mieszkanie za darmo, wyżywienie i świetną pensje.
- Ja też. - Wzruszyłem ramionami. - Masz tu z 7 pokoi. Coś się znajdzie. Jeszcze w weekendy mogę ci spa fundować.
- Czemu akurat mi ? W przedszkolu było 10 innych opiekunek.
- Uwielbia ciebie. - Nie będę dopowiadał, że chce mieć ją na oku.
- Harry, ja wole trzymać się z daleka od mafii. Jesteś.. bardzo atrakcyjnym mężczyzną, ale to nie mój świat.
- Przecież cię do niej nie wciągam. Naprawdę, potrzebuję cię. Moja córka cię   potrzebuję.  Westchnęła. 
- Niania Darcy, a nie Twoja tak ?
- Ja nie potrzebuję niani - poczułem się urażony.
" Siedziała i pisała smsy " :) 
- Czy ja wiem. - popatrzyła z uśmiechem na moją brudną koszulkę.
- Oj dobra...Możesz tez być moją jak bardzo chcesz. - wstałem i poszedłem zrobić jej kawę.
Musze koniecznie kupić jej jakieś ładne ubrania. Jak tylko Darcy poczuje się lepiej, pojedziemy na zakupy. Wróciłem do niej. Siedziała i pisała smsy. Telefon też jej kupie.
- Trzymaj. - podałem jej kawę. - Zgadzasz się ?
- Muszę. Potrzebuje kasy i miejsca do spania.
- Pojedziemy na zakupy.
- Po co ? - Zlustrowałem ją wzrokiem. - Po ubrania.
- O co Ci chodzi ?
- O to, że potrzebujesz nowych ubrań. Chodź za mną - mruknąłem i poszliśmy na górę. Dałem jej sypialnie.
- Musze iść po swoje rzeczy.
- Dostaniesz nowe.
- Nie chce okej ? Chce moje.
- Marudzisz. Wszystkie jakie będziesz chciała.
- Chce moje. - wyszła za drzwi. Wróciła jakąś godzinę później kiedy składałem czyste prześcieradła.
- Już? Masz swoje? Super.
- Tak. - miała ze sobą dwie walizki średniej wielkości. Nagle podbiegła do mnie i przytuliła się płacząc. Zaskoczony stałem bezruchu. W końcu ją objalem. - Hej, czemu płaczesz.
- Wszystko się zepsuło.. ja już nie mam siły.
- Ale na co? O co chodzi?
- Wyrzucili mnie z pracy, z mieszkania, mój samochód spłonął, mam długi.. - Wziąłem ją na ręce i posadziłem na łóżku. Otarlem jej łzy, spoglądając w zielone oczy. - Masz prace. Dom. Samochód. Długi spłacę.
- Nie możesz.. Ja nie chce Cie wykorzystywać.
- Wiesz mała...Przyjęcie od kogoś pomocy nie sprawi, że staniesz się gorsza.
- Gdyby chodziło o 100£..a nie 5000£
- Pff...- Zaśmiałem się. - Uśmiech i głowa do góry. Pomogę Ci jak sprawisz, że moja córka tez będzie się śmiać.
- Darcy ? Wystarczy, że Cię zobaczy.              


I zapraszam na pierwszy rozdział mojego nowego bloga http://insomnia-zaynmalik.blogspot.com/

/ Horanowa.:) 

poniedziałek, 14 lipca 2014

5. Amnesia.


Ubrałem moje drogie dziecko i zaciągnąłem do samochodu.
- Zapnij się Darcy - poszedłem wsiąść od swojej strony.
- Ty zapnij.
- Umiesz sama.
- Ale ja chcę, żebyś ty.
Boże co za dziecko...Cała matka. Zapiąłem małą pasami i dałem jej miśka.
- Buzi.
Pochyliłem się i cmoknąłem ją w policzek. Odjechałem spod domu. Muszę pogadać z moją uroczą Monic. Gramy na moich zasadach.
- Gdzie jedziemy tato ?
- Do przedszkola. Weekend się skończył.
- Nie chcę.
- Nie ma nie chcę. Jadę do pracy. Musisz tam zostać.
- Pojadę z Tobą.. Tatusiu proszę.
- Nie kochanie - tak, jeszcze mi jej na spotkaniu gangu brakuje. Zaparkowałem pod przedszkolem i wziąłem Darcey na ręce.
Przytuliła się do mnie mocno i nie chciała puścić.
- Hej kotku co jest? Przecież ty lubisz tam chodzić.
- Chcę z tatą..
Pokręciłem głową i weszliśmy do środka.
- Twoja ulubiona pani.
- Tato ! Nie pójdę.
- Pójdziesz.
- Nie.
Postawiłem ją na ziemi.
- pójdziesz. Nie mam czasu z tobą zostać.
- To mnie weź. - przytuliła się do mojej .
- Nie mogę - odparłem. Wskazałem, żeby Monic podeszła.
Mała się rozpłakała.
Kucnąłem i ocierałem jej łzy. Zaraz się spóźnię. Cmoknąłem jej czoło, a potem wybiegłem. Wsiadłem do samochodu. Ma dzisiaj dziwne humorki. Zawsze jedzie do przedszkola bardzo chętnie. Nie wiem o co jej teraz chodzi.
Ruszyłem do chłopaków.
- Spóźniony. - Niall leniwie obracał telefon w dłoni.
- Och zamknij się. Ja tu rządzę.
- Trochę szacunku.
Wywróciłem oczami i podszedłem do Louisa. Dał mi dokładniejsze plany.
Zadzwonił ten cholery telefon.
- Halo? - odebrałem przeglądając papiery.
- Panie Styles. - moja słodka..
- Tak Monic? – od razu zmieniłem ton.
- Darcy ciągle płacze. Musi Pan przyjechać.
- Ale ja nie mam jak. Trzymaj to - podałem Lou. - Pojedziemy tam dzisiaj.
- Musi Pan bo wezwę policję.
- Grozisz mi?
- Nie. Ostrzegam.
- Rozmawialiśmy o tym dwa dni temu, tak? O ile pamiętasz, odradziłem ci takie sceny więc z łaski swojej zajmij się swoją pracą, bo to twoją rolą jest zajęcie się dzieckiem.
- Jeżeli dziecko jest chore i ma gorączkę to obowiązkiem rodzica jest je odebrać, ale skoro masz to w dupie Styles to dzwonię na policję. - rozłączyła się.
- Co za... - zacisnąłem zęby. Nialla wysłałem po małą, on ma pozwolenie na odbiór.
Chwilę później moja maleńka była już przy mnie.
- Pojedziemy do lekarza, dobrze? Tylko nie płacz.
- Nie chcę tatusiu. Chcę być przy Tobie.
- Tak, tak - włożyłem jej słuchawki w uszy i włączyłem jakąś grę na telefonie. Bawiła się. Gorączki nie miała. Coś czuję, że dzisiaj wieczorem złożę wizytę Swarovskiej.
I poważnie sobie pogadam z małą. Bo symulowania nie lubię.
Ustaliłem co musiałem i wróciliśmy do domu. Posadziłem ją na kanapie.
- Słuchaj Darcy, ja nie mam czasu się tobą zajmować w dzien. Musisz to zrozumieć, a nie kłamać. Nie wolno jest kłamać.
- Ty nigdy nie mas casu.
- Mam czas dla ciebie. Tylko nie kiedy pracuję, a ty jesteś w przedszkolu.
- No czyli nigdy.
- Teraz już przesadzasz - ukucnąłem przy niej. - Skarbie, musisz chodzić do przedszkola.
- A ty musis mieć dla mnie cas.
- Okay. Chodź, zrobimy ciastka - wziąłem ją do kuchni.
Przytuliła się do mnie.
Pocałowałem ją w czoło. Dobrze, że ją mam. Kocham ją całym sercem. Matka spieprzyła. Nie chciała jej. No, a potem wpadła w ręce Louisa który akurat wcale nie ma sumienia i ups...
- Tato no.. - zamyśliłem się, a mała czekała na mąkę.
- Ym..już - wyjąłem z szafki składniki.
Wieczorem Zayn został z Darcy, a ja znalazłem adres Monic.
Jej mina kiedy otworzyła drzwi ? Bezcenna.
- Czego chcesz ?!
Wepchnąłem ją do środka i zamknąłem za sobą.
- Grzeczniej - poprawiłem kołnierzyk jej koszuli.- Ładnie wyglądasz.
- A ty nie.
- Ale ty sobie grabisz - pokręciłem z dezaprobatą głową.
- To może się ode mnie odwal ?
- Ja się dopiero dowalę - złapałem jej podbródek. Pociągnąłem ją za włosy do salonu.
- Czego chcesz Styles ?! - syknęła.
- Ciebie. Proste jak dwa plus dwa.
- Rozglądałem się po jej mieszkaniu. Małe, przytulne, dobrze urządzone. Ma gust.
- Zmusisz mnie Styles ?
- Styles, Styles, Styles - wywróciłem oczami. Monotonia. - Siadaj na tym tyłku - pociągnąłem ją na kanapę. - Harry.
- Możesz byc i Barack Obama. Dla mnie zawsze bedziesz tylko ojcem Darcy.
- Wolałbym Ianem Somerhalderem. Do niego jakoś łatwo lecą. Dobra - spojrzałem na nią. - Zrozum dziewczyno, że jeśli będziesz ze mną w  coś grać to i tak przegrasz.
- Zrozum, że nie chce mieć z Tobą nic wspólnego.
- Ale już masz - westchnąłem. Zacząłem się bawić jej brązowymi włosami. Była naprawdę piękna.
Ale bała się mnie. Nie chce tego. Nie chciałem jej grozić, ale ona była tak uparta że mnie szlag trafiał. Pogłaskałem jej różowy policzek.
- Zostaw..
- Przecież nic ci nie zrobię mała.
- Nie chcę, żebyś mnie dotykał. Przez Ciebie czuje się brudna.
- Przesadzasz - warknąłem.
- Nigdy nikt mnie nie dotykał i tak ma zostać.
Uśmiechnąłem się i szepnąłem do jej ucha.
 - Zdradziłaś swój sekret.
- To nie  jest sekret. Jestem dziewicą i się tego nie wstydzę.
- Już niedługo.
- Słucham ?!
- Złość piękności szkodzi - pocałowałem jej policzek i wstałem.
- Harry zrobisz coś dla mnie ?
- Co?
- Daj mi spokój.
- Niestety twoje niedoczekanie.
- Ucieknę.
- Znajdę cię - Zaśmiałem się patrząc na jakieś zdjęcie. Z mamusią.
- Jestem lesbijką.
- Kłamiesz. A za kłamstwa jest kara. Poważnie chcesz abym dostał całą twoja kartoteke ? Wszystkie informacje?
- No i co ? To nie znaczy, że wiesz jaka jest moja orientacja seksualna.
- Pff, dobranoc.
Wypchnęła mnie za drzwi i je zamknęła.  Zabawna jest. Ale przegra.
Następnego dnia odwiozłem Darcy do przedszkola, ale zamiast Monic zobaczyłem jakąś inną babę. Co jest kurwa.
Dziewczyna zaczyna mnie drażnić.
Wyszedłem z przedszkola i pojechałem do jej mieszkania, ale tam również jej nie zastałem.
dobra. Potem jej poszukam. Musiałem pojechać na akcję.
~Louis~
 siedzieliśmy w barze po udanej akcji.  Prawie pozamykane było. A raczej na pewno. Tylko my.
- Harry co ty taki struty ? - spytałem wychylając kolejny kielon.
- Bo mi przedszkolanka spieprzyła.
- Znów sobie dupe znalazłeś ?
5 | via Tumblr- Znalazłem? Dawno żadnej nie było i tej nie zabijesz – zmroził mnie wzrokiem.
- Jak na razie to Ci spierdala.
- To ją znajdę. – zawołał kelnerkę, która nas obsługiwała. Przyniosła kolejne kieliszki wódki. Widziała naszą broń leżącą na stolikach. Dziwną miała minę.
- Te lalka, czego się gapisz ? - spytałem.
- Ja? Nie..- wydukała i podała mi kieliszek. Myślałam, że zaraz wytrząsie tę wódkę.
pociągnąłem ją za rękę i posadziłem sobie na kolanach.
Pisnęła zaskoczona i popatrzyła na moich kolegów.
 - Louis - Harry popatrzył na mnie z politowaniem.
- Co ? Cichaj. Jak masz na imię ?
- Avalon.
- Ładnie.. A co robisz dzisiaj wiecz.. później ?
- Idę spać. - wyrwała mi się i poszła do baru.
- Ej ej mała.. - poszedłem za nią.
Zmywała blat, a chłopaki śmiali się z tylu..
- Nie  bądź taka.. Przecież jestem miły.
- Ale ja pracuję. Teraz.
- A potem nie ? Czyli jak wy wyjdziemy to jesteś wolna ? Super. WYPAD ! - krzyknąłem do kolegów.
- Nie...naprawdę Proszę pana. Co on wynosi? - pokazała mi Nialla. Odwróciłem się. Ee ..Nie wiem o co jej chodzi. Gdy znów spojrzałem za bar, nie było dziewczyny. Harry pokazał mi podłogę.
Przeszedłem wzdłuż baru stając na końcu. Dalej jej się lada kończy.
Leżała bez ruchu  na ziemi
- Na pewno mamy iść? - spytał Niall.
- Wypad stąd. - wywaliłem ich, a  potem zamknąłem drzwi i wylałem jej na twarz dzbanek wody. Nie jestem zbyt delikatny..
Otarła twarz. Mokre brązowe włosy kleily jej się do policzków.
- Odprowadzę Cię do domu.
- Jakiś sobie poradzę. Trafię.
- Jezu przestań. Nic Ci nie zrobię.
- Nie twierdzę inaczej.
- Więc chodź.

~~~~~~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
WAŻNE OGŁOSZENIA:D
1. Od dzisiaj ten blog pisze również Monika ( M Horanson na pewno kojarzycie no nie? Horanators i te sprawy haha). Będzie Monic i Louisem, a ja Harrym i Avalone.
2. Od tego rozdziału swoją historię będzie miał również Louis. ( wybaczcie, ale on musi być bo go za bardzo kocham. )
3. Iiii jak ktoś chce to zapraszam na mojego TT https://twitter.com/Skyfallgirl

niedziela, 29 czerwca 2014

4. Don't stop.


W mojej głowie ciągle witała ta przedszkolanka. Dużo widziała, dużo wiedziała. Nie mogłem wpakować się w bagno. Przecież miałem córkę i powód do normalnego życia. Nie mogę się też jej pozbyć. Pomogła mi i nie mam aż takiego sumienia. Zabijam tych, co na to zasługują. Ona się tym razem nie wlicza. Problemy Stylesa.
Darcey była u babci. Miałem ją że tak powiem z głowy na razie. Siedziałem z chłopakami zastanawiając się nad kolejną akcją. Kasyno. Dużo na tym zarobimy, ale plan musi być wręcz idealny. Mamy taki? Być może.
- Styles, mówię do ciebie - warknął Louis.
Spojrzałem na niego wyrwany z rozmyśleń.
- Co? I nie zapominaj się - dodałem zaraz.
- Niall zajmie się blokadami, a ty ze mną pójdziesz na szefostwo. Będziemy musieli szantażować. No, czyli to na czym się znamy najlepiej - uśmiechnął się złośliwie. On jest głupi. Dobra, czasem ma świetne pomysły, ale jest idiotą i nic tego nie zmieni.
- Dobra - odparłem i wstałem. - Przepraszam panowie, muszę jechać.
Pożegnałem się z grupą i wyszedłem. Wygrzebałem z kieszeni kluczyki od auta, aby zaraz je otworzyć. Moim celem było przedszkole. Właśnie tam pojechałem. Musiałem z nią porozmawiać. Może trochę pogrozić. Awrrr groźny Styles. Zatrzymałem się na światłach.
Monic była piękna. Tak, zdecydowanie tak. Ciekawe czy kogoś miała...A nawet jeśli to co? Jeśli chciałbym aby była moja, to i tak by się tak stało. Nie widziałem, żadnego problemu. Jednakże wolałem się upewnić, że nie wywinie czegoś głupiego jak na przykład pójście na policję. Zawsze doprowadzałem każdą sprawę do końca. Bez wyjątków.
Zobaczyłem zielone i ruszyłem. Już chwilę później szedłem do przedszkola. Widać, że nikogo nie było, a ona się zbierała. Wszedłem na salę.
- Dzień dobry panno Swarovska - mruknąłem wprost do jej ucha. Stała tyłem, a jej ciało od razu się napięło. Strach. - Jak minął dzień?
- Bardzo dobrze panie Styles. - odwróciła się. - Dopóki się pan nie zjawił.
- To zabolało - ukryłem uśmiech. - A teraz musimy porozmawiać - chwyciłem ją za nadgarstek i pociągnąłem na krzesełka. Wyrwała mi się oburzona. Królewna. Pff. - Ja jestem miłym facetem. Nawet bardzo. Zwłaszcza dla pięknych kobiet takich jak pani. Wmieszałem panią niepotrzebnie w nie swoje sprawy, ale wolałbym abyś to zachowała Monic dla siebie.
- A jeśli nie to co? Zabijesz mnie? - wyzywająca jest. Trzeba będzie jej tę buzię uciszyć.
- Po co mam zabijać? Mogę zrobić wiele fajniejszych rzeczy - położyłem rękę na jej kolanie i ścisnąłem. - Dogadamy się?
- Nie - mruknęła.
- Pewna jesteś? Po co ci to? Chcesz odebrać ojca małej?
I to ją mam. Nie odpowiedziała, bo nie wiedziała co. Jęknęła, spuszczając głowę w dół. Mam panią w garści. Objąłem jej talię.
- Ja nie jestem taki zły. Polubimy się - szepnąłem do jej ucha i poprawiłem dziewczynie niebieską sukienkę.
Klepnąłem ją lekko w tyłek i wyszedłem zadowolony. Będzie moja? Jasne, że tak.
Zrobiłem zakupy w drodze do domu. Córkę odbiorę w sobotę. Niech się babcia nacieszy wnuczką.

sobota, 28 czerwca 2014

Ważne pytanie

Jest dużo wejście . Prawie 100 obserwatorów, a komentarzy ledwo 10. Po prostu nie wiem czy chcecie to dalej czytać. Więc?

poniedziałek, 9 czerwca 2014

3. Midnight memories.



Obudziła mnie Darcey żądająca śniadania.

- Też cię kocham...- zwlekłem się z sofy.
- No kocham cię tatusiu. Zrobisz mi kanapkę?      
- Tak, już - poszedłem do kuchni przecierając twarz.         
- Z czekoladą.    
- No jasne. Oczywiście. Mowy nie ma. - posadziłem ją na blacie. Zrobiłem jakieś normalne śniadanie. - siedź tu, tata idzie się ubrać.       
- Jesteś wredny- krzyknęła za mną.          
Pokręciłem głową wchodząc na piętro. Od razu zdjąłem koszule i przebrałem świeże ciuchy. Wziąłem klucze od audi - szczegół że wczoraj jak ją do przedszkola zawoziłem był mercedes a wcześniej bmw- i poszedłem do córki.
- Maluchu do auta !        
- Nie!    
Przerzuciłem ją przez ramię i wpakowałem do samochodu. Zapiąłem w foteliku i ruszyłem.             
- Nie lubię cię.- Założyła ręce na piersi i pokazała mi język.             
- A tak fajnie. Bo ja cię kocham .- popatrzyłem w lusterko.            
- Jesteś wredny. Nie lubię cię.    
- Nie jestem wredny i nie pyskuj Darcy. - powiedziałem przyspieszając. W przedszkolu byłem punktualnie. Zahamowałem 2 centymetry przed Monicą- oczywiście celowo.           
Patrzyła na mnie mrużąc swoje piękne oczy. Uśmiechnąłem się do niej i wysiadłem z samochodu. Chwilę musiałem poszarpać się z Darcy, która nie chciała wysiąść.             
- Darcey kur ...kochanie nie będę się z tobą kłócił. Wysiadaj albo wujek Lou do ciebie nie przyjdzie .
- Wolę wujka Louisa. - Wysiadła z samochodu i specjalnie nadepnęła mi na nogę.
- Ała! Ty zołzo jedna. - zmrużyłem oczy . 
- Powiem babci jak do mnie mówisz.       
- Właź tam i nie dyskutuj.             
Obrażona dziewczynka poszła do przedszkola. Sam nie wiem co w nią wstąpiło.   
- Co za dziecko.. - zamknąłem drzwiczki.
Całemu temu cyrkowi przyglądała się Monic. Pewnie miała niezły ubaw.   
- Wie pani muszę zabić dziś parę osób nieco się spóźnię.
- Zabić?- Otworzyła usta ze zdziwienia.   
- Oj żartuje. Ale spóźnię się .       
- Zdziwiłabym się jakby pan przyjechał punktualnie.           
- Ładna kiecka. - poszedłem do swoich drzwi .     
- Ładne auto.    
- Wiem - położyłem się delikatnie na masce. - Moja Monik.         
Kobieta pokręciła rozbawiona głową i weszła do budynku przedszkola.
Wsiadłem do auta i w dobrym humorze odjechałem. Spotkałem się z chłopakami i od razu ruszyliśmy na akcje. Mimo że to nie była noc łatwiej ich było zaskoczyć.
Monic
Dzień w pracy minął szybko. Darcy jak zawsze bawiła się sama.    
Przy swoim ojcu była taka roześmiana, a w grupie swoich rówieśników nie potrafiła się odnaleźć. Poza tym on ją inaczej wychowywał. Nie był ojcem z książek. Był kimś innym.    Widać było, że kocha córkę nad życie.  Siedziałam z małą po godzinach. Bawiła się swoją lalką. Ciekawa byłam gdzie on tak pracuje.
- Darcy- zwróciłam się do dziewczynki.   
-Tak proszę pani?            
- A co robi twój tatuś?   
Odwróciła się do mnie patrząc z przechyloną głową. Wyruszyła ramionkami.         
- Nie mówił ci nigdy gdzie pracuje?          
- Ne - pokręciła głową.
- Szkoda.- Dziewczynka wróciła do zabawy, a ja dalej myślałam nad tajemniczym panem Stylesem.
Musiał być bogaty. Darcy zawsze miała drogie ubrania a on miał masę aut. Pewnie pracował w jakiejś korporacji.  W końcu przyjechał. Wszedł trzymając rękę na żebrach. Wargę miał mocno rozciętą. Przeraziłam się jego widokiem, Darcy tak samo.
- Nic panu nie jest?- spytałam.   
- Niee... - marynarka przesiąkała krwią.  
 - Może ja wezwę karetkę.           
- Nic mi nie jest. Darcy do auta - oparł się o ścianę.          
- Dobrze.- Dziewczynka zgodziła się bez gadania.              
- Do widzenia. - odwrócił się idąc do wyjścia. - Darcy stój! - krzyknął zanim wyszła a rozległa się seria strzałów.            
Byłam przerażona tym co się działo, dziewczynka też. Za łzami w oczach podeszła do mnie. Wtuliła się mocno. Wszystko ucichło. Mężczyzna zjechał powoli po ścianie krztusząc się krwią.
Nie wiedziałam co mam robić. Podeszłam do niego.         
- Panie Styles.
- Zabierz Darcy.
- A ty?  
- Poradzę sobie. - rzucił mi brudne, czerwone kluczyki i klucze od domu.   
Wzięłam przerażoną dziewczynkę na ręce i wyszłam z przedszkola. Wsiadłam do jego samochodu.
Mała się rozpłakała a ja nie wiedziałam co się dzieje. Nic nie pojmowałam.
- Ce do tatusia .
- Spokojnie słoneczko. Powiesz mi gdzie mieszkacie?       
Byłam spanikowana. Musiałam użyć gps żeby się dowiedzieć gdzie mieszkają .
- Niech przyjdzie tutaj
- Nie może.        
Płakała tak głośno jak nie wiem. Jechałam do ich domu. To była wielka rezydencja. Zaparkowałam na podjeździe. Wysiadłam z auta i wzięłam ją na ręce. Przytuliła się do mnie nadal płacząc.    
Harry
Będąc pewny że nic im nie grozi zadzwoniłem po Louisa. Przyjechał do mnie bo ja nie miałem siły się podnieść. Wyprowadzi mnie z tego budynku i posprzątał po tym całym bałaganie.              
W moim domu zaczął mi wyjmować kule i zaszywać ranę. Krzyczałem z bólu na pół Londynu.         
Do łazienki wpadła Monic. Kobieta była blada jak ściana. 
- Nie...wyjdź ..  
- To powinien zobaczyć lekarz.   
- Nic mu nie będzie. Trzymaj się Harry. - Lou zdezynfekował ranę a ja zacisnąłem w zębach ręcznik.
Ledwo się trzymałem, ból był nie do zniesienia.  Aż mną trzęsło.
 - Już... Już koniec. - uspokoił mnie przyjaciel.      
- Dzięki Bogu. Co z Darcy?           
- Śpi. - wydusiła Diana. Louis podał mi pół garści przeciwbólowych i wyszedł.         
- To dobrze.- Podniosłem się z krzesła.- Nie powinnaś była tego widzieć.  
Nie odpowiedziała mi bo stała jak sparaliżowana. Złapałem jej ramię i wyprowadziłem z łazienki.
 - Odwiozę cię.  
- Najpierw chce usłyszeć jakieś wyjaśnienia i chyba nie zostawisz Darcy samej. Najadła się dzisiaj strachu.              
- Ona śpi. Zdążę wrócić. Ty nic nie musisz wiedzieć.
- Dobrze, ale policja z chęcią się dowie.  
- Chcesz mnie straszyć policją? Nie próbowałbym.            
- Co mi zrobisz?- NIgdy bym nie pomyślał, że ta kobieta jest tak zadziorna.- Naraziłeś na niebezpieczeństw​o własne dziecko, mnie i myślisz, że odejdę bez wyjaśnień.         
- Jeśli pójdziesz na policję źle skończysz. 
- Wiesz co pieprz się Styles.         
- Przykro mi Monic. Nie jestem ze świata dobrych. Nie chce cię krzywdzić. Po prostu ...nie wtrącaj się w to dla własnego dobra. 
- Mam cię gdzieś.            
- Monic mówię o twoim życiu słyszysz? Co chcesz wiedzieć? Zabiłem wszystkich członków mafii jak dotąd myślałem. A jednak nie .   
- Kim ty do jasnej cholery jesteś?              
- Szefem angielskiej mafii.           
Kobieta usiadła ze zdziwienia. Patrzyła na mnie niedowierzająco.   
- To chciałaś usłyszeć ?  
- Muszę stąd wyjść.        
- Nie trzymam cię - poszedłem na dol.    
Monic chwyciła swoją torebkę i wyszła. Poszedłem do córeczki. Położyłem się obok. Mała wtuliła się we mnie i spała dalej. Mój aniołek. On tu był najmniej winny. Nic złego nie zrobił. Sam zasnąłem ale budziłem się co chwila. Od 5 nie zmrużyłem oka. Nadal trzymając w ramionach córkę myślałem nad wczorajszym dniem. Monica za dużo widziała i wiedziała. Nie mogłem tego zmienić. Nie wiedziałem też co z nią zrobić.
- Tatusiu siusiu - usłyszałem.       
- Już kochanie.- Podniosłem się z łózka i zaniosłem Darcy do łazienki         
- Nic ci nie jest? - spytała gdy odwiązywałem jej spodenki.             
- Nic księżniczko.            
- Ale...no dobla.              
- co idziemy jeść śniadanko kochanie?    
- Mogę kanapkę z czekoladą ? - zrobiła dziobek. 
- Tylko ten jeden raz.     
- Dziękuję tatku. - objęła moją szyję         
Wziąłem ją na ręce i zeszliśmy do kuchni.              
Zrobiłem jej wymarzone śniadanie, a później ubrałem w sukienkę. Posadziłem ją na krześle i zaplotłem warkoczyki.
- Jedziemy do babci.       
- Tak do babci- ucieszyła się.       
Pocałowałem ją w policzek i wziąłem za rękę . Wyszliśmy z domu do garażu. Usadziłem ją w samochodzie i pojechaliśmy.
Szablon wykonała Clary G