niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 10

 ~ Monic ~

Nigdy nie bawiłam się tak dobrze. Z nikim nie bawiłam się tak dobrze. Z Harrym co chwila się śmieje, bo mnie czymś rozbawia. Gdy pokazał mi tatuaż z literą M to myślałam że jest z henny.
- Harry.. Spójrz na mnie. - Odwrócił się odkładając telefon. Patrzył na mnie zszokowany.
- Ruszysz się ? Bo czuje się jak idiotka.. - powiedziałam czując jak moje policzki płoną.
- Po prostu...wow - podszedł do mnie. Wziął mnie ja kolana i pocałował.
- Tylko delikatnie okej ? - jęknęłam między pocałunkami.
- Wiesz, że nie musisz. Możemy poczekać. - składał pocałunki na mojej szyi.
- Chcę. - To chyba wystarczyło za zapewnienie. Położył mnie pod sobą.
- Bardzo ładne kokardki, ale pozbędziemy się tego. Drżałam pod nim. Bałam się bólu.
- Hej skarbie, zaufaj mi.
- Ufam..
- Ból może być przyjemnością. - Kiwnęłam głową. Zszedł na mój dekolt. Rozpiął zapięcie stanika z przodu i wziął do ust moją pierś. Jęknęłam wplątując palce w jego włosy. Chuchnął zimnym powietrzem, a jego dłoń masowała moją kobiecość. Jęczałam niekontrolowanie.
- To też nam nie potrzebne - zębami zsunął moje majtki. Poczułam się skrępowana. Nikt nigdy nie widział mnie nago. Harry przesuwał delikatnie palcami po mojej skórze. Czułam dziwne podekscytowanie.
- Wszystko dobrze kochanie? - spytał. Poczułam jego oddech na udach.
- T-tak. Chyba tak. - Pocałował moje najwrażliwsze miejsce. Wygięłam się w łuk zaciskając mocno oczy. Poczułam kolejny pocałunek i wsunął język między moje wargi. Zacisnęłam dłonie na prześcieradle. Sprawiał mi przyjemność. Czułam się wilgotna. Dziwne uczucie.. Przyjemne. Przygryzłam wargę, żeby stłumić jęki. Wepchnął mi do ust swoje palce.
- Ssij. - Czułam smak siebie. Słony. Inny. Oblizałam palce. Harry mnie pocałował i zsunął bokserki. - Rozluźnij się. - Próbowałam, ale mi nie wychodziło. Delikatnie mnie całował. Powoli mnie rozpychał. Oddychałam niespokojnie. Pojawił się też uporczywy ból.
- Wszystko dobrze. Musisz się rozluźnić. Nie  denerwuj się. - Zabrał mi to. Zabrał dziewictwo. On jęknął z zadowolenia, a ja z bólu. Zatrzymał się. Nie ruszał, abym mogła się z tym oswoić.
Patrzył mi głęboko w oczy.
- Jesteś idealna. Przepraszam..
- Jest.. okej.. - wysapałam. Jutro się nie ruszę
- Nie jest. Wiem, że Cię boli.
- Inaczej nie mogło być Harry. Kiedyś musiało się tak stać.
- Tak. Mam nadzieje, ze nie będziesz tego żałować - Pogłaskał mój policzek.
- Nie będę.. - Pocałował mnie i zaczął się poruszać.
- Harry zaczekaj jeszcze chwilkę..
- Już. - patrzył mi w oczy nic nie robiąc.
 - Jest okej. - powiedziałam dwie minuty później. Znów mnie powoli rozpychał. Schował twarz w mojej szyi. Nagle ze mnie wyszedł i wziął do ręki ręcznik. Przyłożył go do mojej kobiecości. Krwawię ? Nie chciał, żebym to widziała ale na pewno. Nawet aż tak nie bolało.
- Może na dziś starczy?
- Było Ci dobrze ?
- Tak. Jak widziałem, że twój ból przeszedł - wziął mnie na ręce i zaniósł pod prysznic. Czułam się jak dziecko. Nawet pomógł mi się umyć. Nagą zaniósł mnie do łóżka.
Przykrył kołdrą przyciągając mnie do siebie. Poczułam jak całuje moje włosy.
- Jestem szczęśliwa wiesz ?
- Ja też jestem. Z tobą. Tutaj. Teraz.
- Nie zapominaj o Darcy.
- Nie zapominam. O niej nie da się zapomnieć. - zaśmiał się.
- A o mnie ?
- O tobie też. Nigdy.
- Kochany jesteś.
- Śpij słońce -musnął moje czoło.
- Wiesz co ? Uprawialiśmy seks, a pierwszy raz śpimy w jednym łóżku..
- Tak...Gdy wrócimy chciałbym abyś spała ze mną.
- A jak Darcy to przyjmie ?
- Ona? Jak wiesz zacznie się cieszyć.
- No, ale wiesz, że ja.. nie wiem czy zawsze ze sobą będziemy Harry. Nie chcę dawać jej złudnych nadziei.
- Wiem o tym. - odpowiedział i mocniej mnie przytulił.
- Chciałbyś mieć jeszcze dzieci, żonę i tak dalej ?
- Chciałbym, żebyś mnie pokochała. - Zaskoczona jego słowami nie powiedziałam już nic. Usnęłam. Rano zjedliśmy śniadanie na tarasie, a potem trochę pochodziliśmy. Ciągle mnie obejmował. Około 15 pojechaliśmy na lotnisko. Samolot na nas czekał.
- To Twój prywatny ? - trzymałam go za rękę.
- Tak kochanie - przepuścił mnie po schodach.
- Ładny. - weszłam na pokład. Odebrał wideo rozmowę, gdy już leciliśmy. - Skąd ja ci ciężarówki wytrzasnę Niall? Tomlinson niech skołuje. Dużo macie tego? - chodził nawet nie patrząc w ekran. Za to ja patrzyłam na niego. Ukucnął obok moich nóg i pocałował mnie w usta. - No będzie ze dwie ciężarówki. Zależy od czasu. Szacuje, że przez 2 minuty i 30 sekund wyniesiemy z kilkadziesiąt sztabek. Zatkałam usta ze zdziwienia. Stanowczo mi się to nie podoba.
- Dobra. Ale ja nie biorę w tym udziału. Zaraz ci ciężarówki załatwię. - Rozłączył się i zadzwonił do Louisa. Odebrała jakaś dziewczyna. 
- Ej gościu komputer ci dzwoni! - zawołała.
- Co do cholery ?! - rozbawiona patrzyłam na niego jak się denerwuje. - Idź mi stad kobieto! - i pojawił się Louis. - Czego dusza chce? - Wyjaśnił mu o co chodzi.

~Louis ~

 Louis zrób, Louis załatw. Pewnie, zawsze. Rozłączyłem się bo już się tam lizali. - Jakie złoto? Jakie ciężarówki? Ty nie możesz...- stała mi za plecami.
- A nie mogę bo co ?
- Bo to nie twoje przecież - patrzyła na mnie zaskoczona.
 - A przecież my się nie lubimy to co Cie to interesuje ? - Wywróciła oczami i zabrała laptopa wychodząc jak obrazowe dziecko.
- Oddaj mój komputer kobieto.
- Nie facecie. Nudzi mi się.
- Kurwa wibrator Ci kupię.
- Nie jesteś zabawny. Zero ubawu. Co to była za laska w tym samolocie?
- Przedszkolanka mojego przyjaciela.
- Twój przyjaciel ma opiekunkę? - patrzyła na mnie dużymi oczami.
- Nie no.. to przedszkolanka jego córki była, a teraz chyba oni ze sobą są. Nie wiem.
- Ma dziewczyna szczęście. Przynajmniej przystojny jej się trafił - westchnęła i wyszła. Poczułem się urażony. Ja jej ten charakterek wyrobię. Poszedłem się ogolić i ułożyłem włosy. Ja nie jestem przystojny? No jesteś Lou, jesteś. Poklepałem się po policzkach i zszedłem na dół. Wypluła sok jak mnie zobaczyła. - Idziesz do kościoła? Wpuszcza cię?
- Nie ? I .. nie obchodzi mnie to ? Nie wkurwiaj mnie chociaż raz. - odpaliłem sobie papierosa.
- Fu - zabrała mi i zgasiła.
- DAJ MI SPOKÓJ ! - Ja już wiem w co ona gra. Robi wszystko, abym miał mieć ją dość. 
-  Ty mi też! - Zakułem jej ręce w kajdanki, a usta zakleiłem taśmą. O. Cisza i spokój. Patrzyła na mnie tylko obrażona. Załatwiłem te ciężarówki. Dzwonek do drzwi. O. Harry i Monic. Dziewczyna wyglądała pięknie.
- Cześć stary. Nie przeszkadzamy?
- N.. nie wiem. - wpuściłem ich do środka.  Chwilę później tylko zobaczyłem jak Harry przytula przerażoną przedszkolankę. Jego wzrok mnie zabija. No co ja poradzę?! Wreszcie cicho była. 
- Spokojnie kochanie. Louis to wytłumaczy. On nie robi jej krzywdy.
- Ja tylko chciałem żeby ona się zamknęła.
- Louis...pogrążasz się.
- No, a czy ty wiesz jak ona się wydziera ?! Ja tez mam swoją wytrzymałość. - Monic chciała do niej podejść, ale Harry ją trzymał.
- Puść ją. - mruknął. - Niech porozmawiają.
- Jak ta Twoja to się zaraz ze strachu posika. Ech... Dobra Avalon. Jak mnie teraz wkurwisz to przestane być miły. - zdjąłem taśmę i kajdanki. Wstała i pocałowała mój policzek. - Wybaczcie, Louis nie brał dzisiaj leków. Kawy? - poszły do kuchni
- Zaraz ją zabije. - mruknąłem do przyjaciela. Opadłem na kanapę. Usiadł na fotelu śmiejąc się. 
- Jak cię wkurwia to po co ci?
- Do zabawy. A ty co taki szczęśliwy ? Dała Ci ?
- Może. Jezu...jest cudowna.
- Czyli dała. Do tego pewnie dziewica bo ty na inne nie patrzysz.
- Ale ta to co innego jasne? To nie jest kolejna panienka.
- A co ? Kobieta Twojego życia ? Gdybym Cie nie znał to bym uwierzył. - prychnąłem.
- A żebyś wiedział. I matka mojej córki. Bo tam tą poćwiartkowałeś.
- Połowa to nie ćwiartka i jak będzie trzeba to ją też mogę.
- Tomlinson! - szturchnal mnie. Dziewczyny wróciły. Ava podała mi herbatę. - No sama widzisz ma gorszy dzień. - wcisnęła mi się na kolana. Harry pociągnął brunetkę na swoje i pocałował. Nadal była przestraszona. Strasznie wstydliwa. Widać na niej już wpływ Harry'ego. To ubezwłasnowolnienie.
- Hej no nie bój się mała.- szepnął do niej. Sama miłość Kurwa no.
- Jak weekend Lou ? - spytał Harry bawiąc się jej włosami.
- Nie widać? Cudownie.

- A my byliśmy na Florencji.
- Fajnie, musiało być ładnie. Nie szczyp mnie - Powiedziałem do brunetki i uśmiechnąłem się do przyjaciół.
- Hazz musisz jechać po Darcey. - powiedziała do niego. Ona się na mnie spojrzeć boi.
- Więc masz dwa wyjścia. Zostajesz z Louisem, albo jedziesz ze mną.
- Jadę z Tobą. Bo jeszcze mnie w kajdanki zakuje i zaknebluje.
- Nie. Wiesz prawdopodobnie po prostu zamknął by cię w piwnicy. Ma różne schizy. Mój biedny Lou - przytulila się. Zrobiły ze mmie wariata. Nawet Harry miał niepewność w oczach.
- Twój ? - prychnąłem. - Godzinę temu mało mi oczu nie wydrapałaś.
- Widzisz Monic? Mówiłam. Nie pamięta niektórych rzeczy, albo sam zmyśla. I ma wahania nastroju.
- Zaraz Cie przez okno wyrzucę i utopię w basenie. - warknąłem jej na ucho.
- Ta dawka leków jest za mała - udała troskę głaszczac mój policzek.
- Lou jakbyś potrzebował ośrodka to mów - odezwał się Harry.

- Nie no wystarczy ! - zrzuciłem ją ze swoich kolan. - Ona tutaj jest bo poszła na psy, że jesteśmy gangiem. Godzinę temu ryczała, że mam ją wypuścić i że ona chce do swojego chłopaka. WYPIEPRZAJ NA GÓRĘ ! - wydarłem się na nią. 

15 komentarzy:

  1. Kocham Ave! :D Posika am sie ze smiechu hahah oby tak dalej :)
    Pozdrawiam, Paulina :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha ten rozdział jest zajebisty! Najbardziej podobał mi sie moment w którym Louis mówi że jest ładny i Ave robiła z niego psychicznie chorego. Pisz kolejny jak najszybciej :*~Kinia

    OdpowiedzUsuń
  3. Daj więcej harrego i monic proszę

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham <3 proszę daj szybko kolejny

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny! Haha, rozśmieszyłaś mnie <3]

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! Super! Super! Mam nadzieję, że Monic i Ave, dobra głównie Monic nie zajdzie zaraz w ciążę! Niechcianą, lepiej tak -nieplanowaną ciążę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Avalon ty wariatko
    Louis zły
    Harry jeju jacywy słodcy.Ola k

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Clary G