piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 9

- Ufam Ci.
- Więc chodź - wziął mnie za rękę i wyprowadził z domu.
Szłam ostrożnie, żeby nie wybić sobie zębów na tych szpilkach. Pomógł mi wsiąść do samochodu. Po chwili usłyszałam, że ruszamy.
- Mogę to już zdjąć ?
- Nie  - odpowiedział szybko.
- Oj no weź..
- Nie.
Westchnęłam i usiadłam wygodnie.
Jechaliśmy około 15 minut. Zatrzymał się i wziął mnie na ręce gdzieś niosąc. Czułam, że wiatr nie wieje czyli jesteśmy w środku. Teraz już w uszach miałam słuchawki. Potem znów poczułam, że jesteśmy na dworze i wchodzi po jakiś schodach
Zaczęłam się trochę bać, ale mimo wszystko się śmiałam. Poczułam, że mnie sadza w czymś miękkim. Fotel.
- Harry ?
Wyłączył muzykę i zabrał mi krawat. Byliśmy w samolocie.
- Hazz ? Co się dzieje ?
- Lecimy na randkę
- Gdzie ?
- Do Florencji.
- Harry wystarczyłaby zwykła kolacja... Nawet kebab...
- Jak dla mnie możemy iśc potem i do McDonalda.
- Ale dzisiaj wracamy do Londynu ?
- Raczej się nie wyrobimy.
- Nie wzięłam ubrań, nic..
- Wszystko mam.
- Jesteś niesamowity..
- A ty piękna - wziął mnie na kolana.
- Ty serio lubisz moją urodę.
- Bardzo.
- Uroczy jesteś.
Całował moją szyję i przytulał.
- Gangster- pieszczoch.
- Haha dzięki.
- Ale to fajne.
Musnął mnie za uchem. Niekontrolowanie jęknęłam.
Zostawił malinkę na mojej szyi i uśmiechnął się
- Uwodzisz mnie.
- Myślałem, że już mi się udało.
- Nie ma tak łatwo.
- Och, to będę się starał bardziej. Chcesz wina?
- Harry !
- Co?
- Ty chcesz mnie upić.
- Nie kochanie.
- Wcale..
- No naprawdę.
Wtuliłam się w jego szyję 
Glaskal mnie ręką po plecach.
- I co my będziemy tam robić Hazz ?
- Zwiedzać. No i..lubisz fajerwerki?
- Czy ja wiem.. Ile ty chcesz tam zostać Harry ?
- za dwa dni wracamy.
- A Darcy ?
- Z moją mamą.
2 godziny później byliśmy na miejscu.  Poszliśmy na kolację w pięknej restauracji.
 - Tutaj jest niesamowicie.. i pewnie bardzo drogo..
- Etam drogo. Mnie stać. Dobrze, że ci sie podoba,
- Tak, ale.. wydajesz na mnie tyle pieniędzy, a ja nie mogę dać Ci nic w zamian.. I to.. dziwne uczucie.
- Dajesz mi siebie w zamian.
- To nie jest wystarczająco. - trzymał mnie za rękę kiedy czekaliśmy na deser.
- To jest bardzo wystarczająco - pocałował moją dłoń.
- Kolacja była pyszna.. Bardzo mi smakowało.
- To dobrze. Lubię jak jesz.
- Co ? - zaśmiałam się - O czym ty mówisz ?
- Po prostu. Lubię jak jesz. - wzruszył ramionami.
- To trochę dziwne.
- Wcale nie. - odpowiedział. - Jedzenie to czynność życia.
- Harry to tak jak ja bym powiedziała, że lubię kiedy chodzisz do toalety. 
- Wcale nie. Jest różnica między kupowaniem papieru a zrobienie obiadu - zaśmiał się. - Nie lubię marnować jedzenia.
- To strasznie dziwne. - śmiałam się. Oparł rękę na moim krześle i patrzył na mnie z uśmiechem.
- Znowu się przez Ciebie rumienię.
- I pięknie wyglądasz. Chodź - wyszliśmy z restauracji i spacerowaliśmy.

~ Avalon~

 Kiedy tego mężczyzny nie było, zastanawiałam się jak uciec. Jednak po dwóch tygodniach uznałam ze stad nie ma wyjścia. Z nudów sprzątałam albo oglądałam telewizję.
- Cześć. - wrócił.
- O nie...- jęknęłam.
- Coś masz mądrego do powiedzenia ?! - Mówiłam już, że się go boję? Uciekłam na górę.
- Chodź tutaj ! - Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie płacząc. Chcę do domu...
- Kiedy ty zrozumiesz, że ja Ci nic nie zrobię ? Proszę zejdź na dół. Nic? Ostatnio prawie mnie zgwałcił...Powoli zeszłam do niego. Opierał się o stół w jadalni. Czekałam, aż się odezwie. Miły to on jest przez pięć minut.
- Kupiłem Ci kebaba. Pewnie jesteś głodna. Chcę później pogadać. Proszę. - Jestem głupia i nie nadążam za jego humorami, ale grzecznie zjadłam.
- Smakował chociaż ? - Mruknęłam ze tak i poszłam umyć ręce.
- Avalon dogadamy się w końcu ?
- Jak mnie wypuścisz.
- Nie wypuszczę bo chodzisz i kablujesz. Mogę Cie skrzywdzić, albo dać Ci szczęście. Masz wybór.
- Ja mam chłopaka.
- Już nie. - wzruszył ramionami.
- Nikomu nic nie powiem.
- Kłamiesz.
- Nie...- Za bardzo się boje.
- Czy ja Ci krzywdę zrobiłem ? Nie.
- Prawie. Ale ja kogoś Kocham a ty mnie więzisz.
- A może ja chcę, żebyś kochała mnie.
- To nie koncert życzeń.
- Dokładnie. Prowadź ze mną wojnę, a skończysz wisząc na grubej linie pod mostem aż zjedzą Cie szczury.
- No widzisz?! Ty nie chcesz dobrze dla nikogo egoisto.
- Chce dobrze dla Ciebie i dla mnie.
- Nie prawda.
- KURWA KOBIETO ! Co ja mam zrobić ?!
- Wypuścić mnie - szepnęłam. - i znaleźć taką która cię uszczęśliwi.
- Taka opcja nie wchodzi w grę.
- Dlaczego? Widzisz, że się różnimy. - ktoś zapukał do drzwi. Kazał mi siedzieć i oznajmił ze przyszedł jego przyjaciel z dziewczyną na kolacje.


Trochę krótki, ale kolejny jest + 18 hahaha ;) / Horanowa.:) 

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 8

- Ała! Puść mnie!
- Zamknij się bo mnie wkurwiłaś.
- Powinieneś siedzieć! - pisnęła.
- No popatrz, taka niespodzianka. Ty sobie teraz posiedzisz.
- Puść mnie idioto, Debilu , nienormalny człowieku!
- Nie pomagasz sobie. - wrzuciłem ją do bagażnika i odjechałem.
Słyszałem tylko piski, ale to bardzo niewyraźne. Zaparkowałem w garażu.
Otworzyłem bagażnik i zawlokłem ją do salonu. Zabrałem jej jeszcze komórkę i rzuciłem ją na podłogę w salonie.
- Proszę Cię, puść mnie. Nie powiem nikomu.
- Już powiedziałaś.
- Ale cię nie zamknęli - syknęła.
- Bo jestem sprytniejszy niż Ci się wydaję.. hmm co mam teraz z Tobą zrobić.. - Louis Tomlinson nie ma sumienia. Zawlokłem ją do sypialni.

~Harry ~

Chodziliśmy po centrum już dobre dwie godziny. Ja to tylko kiwałem głową i płaciłem. W sumie to Darcy rządziła, bo Monic broniła się przed wszystkim co chciałem jej kupić. A wiadomo małej nie odmówi, więc miałem przewagę. Ha! Styles górą. Poszliśmy do jakiegoś butiku. Opierałem się o ladę rozmawiając z kasjerką. A dziewczyny chyba przymierzały.
 - Tatusiu chodź ! Tatusiu zobacz ! - Darcy przybiegła i ciągnęła mnie za rączkę w stronę przymierzalni.
Otworzyłem drzwi widząc Monic. Była ubrana w złotą sukienkę ze wzorem i jasny płaszcz.
- I jak ? - spytała mnie rumieniąc się.
Oblizałem lubieżnie wargi i puściłem jej oczko.
- Świetnie.
- Teraz poczekaj tato. - Darcy mnie wypchnęła i stała razem ze mną przed drzwiami. Po chwili znów sie otworzyły.
- Ładnie - uśmiechnąłem się widząc jej niebieską, jeansową kurtkę i czarna spodnicę krótką z przodu, a długą z tyłu.
- Znów czekaj ! - mała chyba się wczuła.
- We wszystkim będzie....- szczęka mi opadła.
Podszedłem do dziewczyny i ją obkręciłem.
- Nie pasuje prawda ?
- Zajebiście wyglądasz - powiedziałem. Miała krótką czarną sukienkę z odkrytymi plecami. - Ale zabiję jak ktoś na ciebie spojrzy,
Darcey patrzyła na moją rękę trzymającą dłoń Monic i dziwnie się uśmiechała. Nie mogę tego spierdolić.
Dziewczyna pokazała sie   w jeszcze jednej sukience. Krótkiej, białej. Idealnie eksponowała jej dekolt.
- Boże, jesteś piękna.
- Wcale nie..
- Tak, jesteś.
Znów się zarumieniła i poszła przebrać. Poszedłem do kasy zapłacić za zakupy.
Monic trzymała Darcy za rączkę.
Objąłem ją jedną ręką i prowadziłem do wyjścia.
- Harry nie musisz tego robić..na serio.. to nie potrzebne.
- Uznam, że nic nie słyszałem - pocałowałem jej policzek.
- No i widzisz tata ? - nie musiała kończyć. Wiedziałem o co jej chodzi.
Poczochrałem jej włosy i poszliśmy na lody. Nigdzie nam się nie śpieszyło. W końcu sobota.  Potem zabiorę je na basen. W domu w sensie. Otworzyłem dziewczynom drzwi od auta i napisałem sms do Zayna. „ Będę o 20 w tunelach. Nie wysadzajcie póki się nie pojawię”. Schowałem telefon i wsiadłem, odjeżdżając z parkingu.
- Harry ? - Monic podeszła do mnie kiedy Darcy była już w środku.
- Tak? - brałem zakupy z bagażnika.
Schowałem telefon i wsiadłem, odjeżdżając z parkingu.
- Może zrobię dzisiaj jakąś kolację i zjemy jak Darcy pójdzie spać ? - położyła nieśmiało dłonie na moim torsie
- Dzisiaj? - ta propozycja była bardzo ciekawa i chciałem się na nią zgodzic...
- Tak..
- A może jutro, kiedy będzie u mojej mamy?
- Chciałam po prostu zrobić coś miłego. Jeżeli nie chcesz to powiedz. - uśmiechnęła się blado.
- Chcę - pochyliłem się i pocałowałem jej kącik ust. - Ale dziś nie mogę.
- Nie chcę, żebyś tam szedł.. - spojrzała mi głęboko w oczy.
- Skąd wiesz gdzie idę?
- Nie jestem głupia Harry. Domyślam się.
- Ale to ważne. - złapałem jej dłonie. - Rano będe z wami.
- To nie jest bezpieczne.. Martwie się o Ciebie..
Chyba się przesłyszałem. Otworzyłem szeroko oczy, patrząc na nią zaskoczony.
- Przepraszam. - prawie pobiegła do domu.
- Zaczekaj - złapałem ją za rękę. Obróciłem w swoją stronę i spojrzałem w oczy. - Obiecuję, że rano będzie czekać na ciebie śniadanie. Nie martw się - pocałowałem ją krótko i wróciłem do auta, odjeżdżając.
~ Monic ~
Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Darcy miała powrót gorączki. Wołała ojca.
- Chcę do taty...tato...
- Śpij maleńka.. Jestem tutaj z Tobą.. Tatuś przyjdzie jak zaśniesz.. - podałam jej leki i ciągle głaskałam. Wtedy się uspokaja.
Zadzwonienie do Harry'ego chyba nie wiele by dało. Nie sądzę, aby miał włączony telefon. Poza tym nie wiem co robią i mogłabym go zdekoncentrować. Usnęła w końcu kiedy leki zaczęły działać. Przykryłam ją dokładnie i poszłam do siebie. Położyłam się do łóżka. Kręciłam się na materacu, gdy usłyszałam kroki na dole.
Położyłam się i nasłuchiwałam. Słyszałam jak Harry wchodzi po schodach. Chyba zajrzał do Darcy. Usiadłam na łóżku. Nie zamykałam drzwi, aby słyszeć czy mała nie płacze, wiec teraz słyszałam wszystko.
- Już tata jest. Śpij królewno. - Wstałam z łóżka i poszłam tam.  Harry przykrywał dziewczynkę jeszcze jednym kocem i poprawiał misia.
- Przecież spałaś.. - powiedziałam cicho i kucnęłam obok łóżka. Popatrzyła na mnie zmęczony oczkami i przytuliła misia. Westchnęłam i położyłam jej kolejny kompres na czole.
Gdy zasnęła, Harry wziął mnie za rękę i wyprowadził z pokoju.
- Dziękuję.
- Za co ?
- Za opiekę.
- To moja praca. A teraz pójdę spać, o ile zasnę.. - Przyparł mnie do ściany i wpił się w moje usta. Od niechcenia oddałam pocałunek. Jestem serio zmęczona. I to bardzo.
- Dobranoc mała - powiedział i zszedł na dół. Poszłam do pokoju i padłam na łóżko. Zasnęłam jak dziecko od razu. Rano obudził mnie delikatny pocałunek na policzku.
- Obiecałem śniadanie - usłyszałam przy uchu.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego zaspana.
- Jak Darcy się czuje ?
- Od piątej rano  ogląda bajki zadowolona.
- Która godzina ?
- Dziesiąta.
Usiadłam na łóżku i przetarłam oczy.
- Trochę zaspałam.. Przepraszam.
- Nic się nie stało - na łóżku stało śniadanie.
- Wygląda pysznie.
- To jedz - zaśmiał się.
Wzięłam tacę na kolana i zjadłam prawie wszystko co przygotował.
- Dziękuję.
- Proszę – pocałował mnie w czoło. – Słodka jesteś wiesz?
- Wcale nie. - wstałam z łóżka zapominając, że mam na sobie tylko skąpą bieliznę. Jak najszybciej wróciłam pod kołdrę.
- Wczoraj cię widziałem.
- Wczoraj miałam jeszcze koszulę, a dzisiaj mam tylko to. Nie chcę,żebyś oglądał mój gruby brzuch.
- Nie jesteś gruba - popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- Przestań.. - owinęłam się kołdrą i poszłam do łazienki.
Czekał, aż wyszłam ubrana. Przyciągnął mnie do siebie.
- Co robisz ?
- Patrzę na czyste piękno - szepnął i pocałował moją szyję.
- Harry daj spokój. - znów się zarumieniłam. Jezu..
- Zabiorę cię na kolację dzisiaj.
- Mnie ? Harry ja nie pasuję do.. eleganckich restauracji i takich tam..
- Pasujesz - zlustrował mnie wzrokiem. Stanął ze mną przed lustrem. Położył moje dłonie na mojej talii. - To jesteś ty. Piękna i cudowna.
- Ładnie nam razem co nie ?
- Ale ty nie chcesz, żeby razem było prawdziwe co nie?
- Nie wiem.. Gdybyś nie był w mafii to byłoby mi łatwiej..
Westchnął i pocałował moją szyję, a potem kark. Poprawił mi sukienkę i wyszedł z pokoju.
Zrobiłam delikatny makijaż i poszłam na dół.
- Hej Darcy.
- Cześc mamuś.
Uśmiechnęłam się.
- Jadłaś maleńka ?

- Jadłam – pokiwała głową.  – Tata powiedział, że pójdziemy na basen. 

*** 


Obserwowałam jak bawi się z dziewczynką w wodzie.  Dobrze się czuła. Cały czas było słychać jej śmiech. Zaczynam podejrzewać, że ona dostaje gorączki z nerwów jak nie ma Harry'ego. 
To dziwne...Nie raz zostawała w przedszkolu i nic się nie działo. Westchnęłam i nasmarowałam się oliwką. 
- Co chcecie na obiad? - spytał nas.
- Lasagne 
- Większa sztuka. Dobra. Darcy biegnij się przebrać.
- Pójdę z nią. 
- Jasne. - Pomogłam dziewczynce się wytrzeć i zmienić ubranka. Potem zaprowadziłam małą na dół, a ja poszłam pod prysznic.  Był długi i odprężający. Ubrałam się i gotowa zeszłam. Harry robił obiad. Po posiłku ma odwieźć Darc do jej babci.
- Chodź, jedziesz z nami.
- Co ? Oszalałeś chyba.. 
- Nie. Jedziesz z nami - przyciągnął mnie do swojego torsu. - Nie chcę Cię zostawiać skarbie.
- Dam sobie radę. To nie jest odpowiedni czas, żebym poznała Twoją mamę. 
- To ja jadę, a ty się przygotujesz.
- Tak.. tak będzie lepiej  - Odgarnął mi włosy i mnie pocałował. Oddałam z radością pocałunek.  Położył dłonie na moich biodrach. Całował bardziej zachłannie. Wplotłam palce w jego włosy zatracając się w tych idealnych, pełnych ustach.  Nie odrywaliśmy się od siebie bardzo długo. Ścisnął mój tyłek uśmiechając się.
- Zepsułeś chwilę. - odsunęłam się od niego i zaczęłam zbierać zabawki Darcey. 
- E tam. - zabrał małą i wyszli. Zamknęłam drzwi i uprzątnęłam bałagan po obiedzie. Potem zaczęłam się szykować na naszą randkę.  Ubrałam czerwoną sukienkę i beżowe szpilki. Dłużej zeszło z makijażem i włosami, ale się udało. Harry przyjechał o 18. Uśmiechnął się na mój widok.Oddałam mu uśmiech. 
- Pięknie wyglądasz. Jak zawsze zresztą - stanął za mną i zasłonił mi oczy satynowym krawatem.
- Co ty robisz ? Hazz.. - uśmiechnęłam się.
- Zaufaj mi. - mruknął mi do ucha.

sobota, 19 lipca 2014

7. Police ? Bitch please, I'm Tomlinson.

Uśmiechnąłem się do niej, a ona to odwzajemniła. Zeszliśmy na dół w chwili, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. - Louis ? Co ty tu robisz ?
- Wpadłem zobaczyć Twoją przedszkolankę.
- Skąd wiesz, że ona tu jest?
- Twoja córka do mnie dzwoniła.
- Nikogo nie będziesz widział. To nie muzeum.
- Oj no weź się pochwal. - Pokreciłem głową i poszedłem na górę. Wziąłem obie za ręce i Zeszliśmy do Tomlinsona. Monic chciała uciec do kuchni, ale ją złapałem.  Posadziłem ją na swoich kolanach. Darcey weszła na ręce Lou. - To Monic.
- Jestem Louis.
- Mój wujek!
- Tak mała Twój. - zaśmiał się tuląc ją.
- Ale wy się przecież znacie - przypomniałem sobie. Ostatnia akcja, strzelanina kiedy Lou Wyjmował kule z mojego ramienia.
- Taa.. kiepskie warunki do zapoznania były wtedy.
- A to moja nowa mama wiesz wujku ?
- Co? - spytała cała nasza trójka.
- No to moja mama. Widziałam jak tatuś ją trzyma za rękę.
- O Kurwa... - Monic patrzyła na mnie spanikowana.
- No, a teraz mamusia siedzi mu na kolanach. Nie jak ciocie.
- Spokojnie. - szepnąłem do jej ucha.
- To chore.. - powiedziała tak, że tylko ja mogłem to usłyszeć.
- Tak wiem. - Próbowała zejść z moich kolan, ale ją trzymałem. Rozmawialiśmy około godziny. Lou bawił się z małą. W końcu mój przyjaciel wyszedł, a Monic poszła wykąpać małą.
Pozbierałem zabawki. Sprzątnąłem po kolacji i poszedłem pod prysznic. Później w bokserkach udałem się do kuchni. Wziąłem leki dla małej, ale się spóźniłem. Monic już jej je podała i uśpiła małą. 
- Idziemy spać? - Zignorowała mnie i poszła do swojego pokoju. No super. Poszedłem do siebie.
" Ty przetłumaczysz Darcy, że nie jestem jej mamą " dostałem smsa.
"Leżysz za ścianą. Nie łaska przyjść?"
" Nie mam ochoty na Ciebie patrzeć "
"O teraz się jeszcze obraź po tym jak ci pomagam. Nie moja wina. To dziecko."
" Wplątujesz mnie w swój gang, przy kolegach traktujesz jak swoją dziewczynę. W co ty grasz Harry ?"
"Nie prawda. Jeszcze Bóg mnie nie opuścił abyś brała udział w gangu"
 " Chodź tutaj, Styles "

Leniwie Podniosłem się z łóżka. Z telefonem poszedłem do jej sypialni.
-  Bez wina nawet tu nie wchodź. - powiedziała kiedy tylko dotknąłem klamki.
- Oj skarbie - Zaśmiałem się i poszedłem do barku . Wziąłem i białe i czerwone. Leżała pod kołdrą. Kiedy wszedłem wstała z łóżka. Jej ciało zakrywała tyłko satynowa, krotka koszulka nocna. Oblizałem wargi. Założyła szlafrok i usiadła na prawej stronie łóżka. Będę miał problem. Coś czuję. Usiadłem obok niej. - Białe czy czerwone?
- Czerwone. - dlaczego ten szlafrok musiał się rozejść jej akurat na piersiach ? Zaraz mi stanie.
- Masz - podałem jej kieliszek i napełniłem alkoholem.
- Dziękuję. - zanurzyła w nim usta co również było cholernie ponętne. Podniecała mnie. Wiedziała to. Nie chciałem, żeby się bała ale chciałem ją pocałować. Powoli odgarnąłem jej włosy za ucho.
- Mam bardzo piękną nianie.
- A ja przystojnego szefa.. - powiedziała speszona. Poglaskałem jej policzek i pochyliłem się.
Nie odsunęła się. Więc pochyliłem się bardziej i ją pocałowałem. Nieśmiało oddała pocałunek.
Wplotłem palce w jej włosy i całowałem pewniej. Odsunęła mnie delikatnie umieszczając dłonie na moim torsie. Pocałowałem jej czoło i wziąłem łyk wina. Unikała mojego spojrzenia.
- Nie wstydź się.
- Nie powinniśmy.. To nie wypada..
- Dlaczego?
- Ja tu tylko pracuję.
- To w niczym nie przeszkadza.
- Przeszkadza.
- Nie. Cudownie smakujesz.
- Przestań.. Proszę Cie.. - zarumieniła się. Teraz tylko jej usta będę miał w głowie. Uśmiechnąłem się do niej i przejechałem palcami po jej dolnej wardze. Teraz już patrzyła na mnie. Taka delikatna i niewinna.
- Dobranoc Monic. - jeszcze raz ją pocałowałem.
- Nie skończyliśmy wina Harry..
- Wiesz, zawsze można je skończyć jutro i pojutrze i po pojutrze.
 - Jutro sobota, przecież nie idziesz do pracy.

Wziąłem butelkę i dolałem jej alkoholu do kieliszka.
Jej piersi jeszcze lepiej wyglądały w tej koszulce. Chciałbym je dotknąć, pieścić..
Zagryzłem wargę i oderwałem od niej wzrok. Nie mam zamiaru zakrywać krocza poduszką, a zaraz będę musiał.
- Wszystko dobrze, Styles ?
- Jasne.
położyła się na łóżku i patrzyła na mnie. Zaraz ją przelecę.
- Otwórz usta - powiedziałem i upiłem łyka.
- Po co?
Wywróciłem oczami, bo teraz jej nie odpowiem. Pochyliłem się, a ona rozwarła wargi. Przycisnąłem usta do jej, dzieląc się z nią winem. Jej usta smakują idealnie.. Chcę ich smakować każdego dnia. Odstawiłem kieliszek i położyłem dłonie na jej biodra. Jest pociągająca. Boże. Jęknąłem w jej usta. Całowałem ją jak zdesperowany wariat. Ale ja byłem zdesperowany i na pewno nienormalny. Przesunąłem rękoma po jej delikatnym ciele. Przez koszulkę masowałem jej piersi.
- Harry nie.. przestań..
Wiedziałem, że za chwile zaprzeczy. Odsunąłem ręce, ale wciąż ją całowałem.
Znów mnie odsunęła.
- Powinieneś - zamilkła wpatrując się w punkt za moimi plecami. Nie musiałem się odwracać. Darcy.
- Nie możesz spać? – przybrałem odpowiedni ton i powoli się odwróciłem, uśmiechając do córki.
- A ty ?
- Ja dotrzymuję towarzystwa Monic. Chodź, położymy się - wstałem i wziąłem ją na ręce. - Powiedz dobranoc.
- Dobranoc mamusiu. - przytuliła się do mojej szyi.
Wyszedłem z pokoju i poszliśmy do Darcey. Położyłem ją do łóżka.
- Kochanie, ale to nie jest twoja mama.
- Ale będzie.
- Nie wiesz tego.
- Ale ty wiesz i ja chcę. I masz tak zrobić ! - spojrzała na mnie śmiertelnie poważnie.
- Darcy - westchnąłem. - Nie wymuszaj na mnie nic. Śpij - pocałowałem czoło córki i wyszedłem.


~Louis~


Siedzieliśmy w tym barze co zawsze. Tylko Stylesa nie było, a my dyskutowaliśmy o następnej akcji. Avalon jak zawsze stała za ladą, gdy wpadła policja.
Zakuli nas. Cieszyłem się, że tego dnia nie miałem przy sobie ani broni, ani planów. W sumie to wszystko wyglądało jak luźna pogawędka kumpli przy piwach. Jednak po prostu zabrali nas i zaczęły się przesłuchania. Nie chcieli tylko powiedzieć kto złożył nakaz. 
-  Co pan robił w  tym barze ? Planował coś ?!
- Ta. Planowałem jak wlać wódkę do gardła, a potem jak wytropię węża.
- Panie Tomlinson, był pan już aresztowany. Chce pan znowu? Mamy świadków.
- Na co ?! Na to, że walę z kolegami w gaz ? To zbrodnia ? Nie wiedziałem.
- Na to, że spotykacie się tam regularnie i nie raz była widziana broń.
- Straszaki.
- Dobrze, w takim razie wydam nakaz przeszukania pańskiego miejsca zamieszkania. - wziął telefon.
- Czego Pan ode mnie chce ?
- Moja lista będzie bardzo długa - wziął jakieś papiery. - Nielegalne wyścigi. Handel autami na czarno. Kradzieże samochodów. To nie pan?
- A ma pan dowody ? - podpuszczałem go. 
- Dziewczyna w barze - wygadał się. Ups. - Nie raz słyszała pańskie rozmowy.
- Może kłamać. - rzuciłem mu na stół legitymację śledczego. Podrabiana, ale nie szkodzi. - FBI.
- Przepraszamy za niedogodności panie Tomlinson – podniósł się z krzesła.
- Nie szkodzi, a teraz proszę dać mi i moim kolegom wrócić do pracy. - wstałem chowając legitymację.
Tak jak nas szybko zamknęli to jeszcze szybciej wypuścili.

Wróciłem do baru i po prostu za włosy zaciągnąłem ją do mojego samochodu. 

wtorek, 15 lipca 2014

6. Nanny or Mummy ?

Byłem wykończony. Opieralem głowę o framuge drzwi od pokoju Darcey. Zmieniłem juz czwarty kompres, drugie prześcieradło i podałem dawkę leków.
- Tatusiu.. zimno..
- Kochanie, nie mam więcej kocy - jeknąłem i podszedłem do łóżka.
- Chcę do Monic.. - jęknęła.
- Spróbuj zasnąć. Proszę Cię Darcy. Jak znów zaczniesz płakać i siusiać to będziesz spać na materacu. Zamknęła oczka. Głaskałem ją, a potem usnąłem obok niej. Obudziłem się rano o 5. Musiałem podać jej leki. Zszedłem pół przytomny do kuchni, a potem wróciłem. - Kwiatuszku otwórz oczka. Spojrzała na mnie tak samo zmęczona jak ja.
- Usiądź i połknij - włożyłem strzykawkę z Nurofenem do jej buzi. Usiadła opierając głowkę o mój tors. Pocałowalem ją we włosy. Jak ona jest chora, to ja nie mam na nic siły. Strasznie mi jej szkoda.
- Tatusiu.. Pójdziemy obejrzeć bajkę ?
- Tak. - opatulilem ją kocem i poszliśmy do mojej sypialni. Włączyłem Mój brat niedźwiedź.
Poszedłem wyprać prześcieradła i zrobić jej śniadanie. Potem karmiłem córkę. Jadła grzecznie, oglądając bajkę. Chyba jej się trochę poprawiło.
- Tatusiu ?
- Słucham słonko - szukałem dla niej jakiejś bluzy.
- A nie pójdziesz do pracy ?
- Nie pójdę.
- To fajnie..
- Tak. Fajnie. Jak się czujesz?
- Boli mnie główka i gardełko tatusiu, ale jak przytulasz to nie..
- Darcy, boli czy nie? - Zaśmiałem się.
- Tak.
- Pojedziemy do lekarza.
- Nie ! Nie boli !
- Kotku, musimy. - założyłem jej bluzę. Wziąłem telefon i zadzwoniłem do Monic. Trochę wcześnie.
- Halo ? - odebrała zaspana.
- Cześć, możesz mi pomóc?
- Niby w czym ?
- Darcy ma grypę żołądkową . Nawet podchodzi pod angine.  I tak byłem u lekarza, ale ona chce ciebie.
- I tak nie pracuje więc mogę przyjechać. Adres?
- Znasz go. Byłaś tu przecież. I jak to nie pracujesz?
- Nie ważne. Bede za 10 minut. - rozłączyła się. Usiadłem obok dziewczynki. Założyłem na jej nóżki skarpetki. Weszła mi na kolana.
- Przyjdzie pani z przedszkola.
- To fajnie, ale tata nie pójdzie ?
22:32
Ja
- Nie..
- Kocham Cie tatusiu..
- A ja ciebie maleńka. - Usłyszałem dzwonek do drzwi. Zszedłem na dół. Otworzyłem i zaprowadziłem dziewczynę na górę. Siedziała z małą przez 2 godziny, aż zasnęła.
Zrobiłem jej śniadanie. Złapałem dziewczynę kiedy próbowała wymknąć się z domu i zaniosłem do jadalni.
- Jedz i tłumacz czemu nie pracujesz. Jestem wykończony i nie mam pozoru się uzerac.
- Bo mnie wylali.
- Dlaczego? Byłaś świetna.
- Kiedy ty ostatnio na zebraniu byles ? Zamykają przedszkole.
- Kupię ci, tylko się nią zajmuj.
- Nie, dzięki. Nie potrzebuje przedszkola.
- Więc gdzie chcesz pracować ? - wypiłem chyba już drugiego energetyka.
- Dostałam propozycje jako hmm.. cos w stylu guwernantki.
- Zapłacę ci więcej. Bądź jej nianią.
- Chcesz mnie kupić ? Oni zapewnili mi mieszkanie za darmo, wyżywienie i świetną pensje.
- Ja też. - Wzruszyłem ramionami. - Masz tu z 7 pokoi. Coś się znajdzie. Jeszcze w weekendy mogę ci spa fundować.
- Czemu akurat mi ? W przedszkolu było 10 innych opiekunek.
- Uwielbia ciebie. - Nie będę dopowiadał, że chce mieć ją na oku.
- Harry, ja wole trzymać się z daleka od mafii. Jesteś.. bardzo atrakcyjnym mężczyzną, ale to nie mój świat.
- Przecież cię do niej nie wciągam. Naprawdę, potrzebuję cię. Moja córka cię   potrzebuję.  Westchnęła. 
- Niania Darcy, a nie Twoja tak ?
- Ja nie potrzebuję niani - poczułem się urażony.
" Siedziała i pisała smsy " :) 
- Czy ja wiem. - popatrzyła z uśmiechem na moją brudną koszulkę.
- Oj dobra...Możesz tez być moją jak bardzo chcesz. - wstałem i poszedłem zrobić jej kawę.
Musze koniecznie kupić jej jakieś ładne ubrania. Jak tylko Darcy poczuje się lepiej, pojedziemy na zakupy. Wróciłem do niej. Siedziała i pisała smsy. Telefon też jej kupie.
- Trzymaj. - podałem jej kawę. - Zgadzasz się ?
- Muszę. Potrzebuje kasy i miejsca do spania.
- Pojedziemy na zakupy.
- Po co ? - Zlustrowałem ją wzrokiem. - Po ubrania.
- O co Ci chodzi ?
- O to, że potrzebujesz nowych ubrań. Chodź za mną - mruknąłem i poszliśmy na górę. Dałem jej sypialnie.
- Musze iść po swoje rzeczy.
- Dostaniesz nowe.
- Nie chce okej ? Chce moje.
- Marudzisz. Wszystkie jakie będziesz chciała.
- Chce moje. - wyszła za drzwi. Wróciła jakąś godzinę później kiedy składałem czyste prześcieradła.
- Już? Masz swoje? Super.
- Tak. - miała ze sobą dwie walizki średniej wielkości. Nagle podbiegła do mnie i przytuliła się płacząc. Zaskoczony stałem bezruchu. W końcu ją objalem. - Hej, czemu płaczesz.
- Wszystko się zepsuło.. ja już nie mam siły.
- Ale na co? O co chodzi?
- Wyrzucili mnie z pracy, z mieszkania, mój samochód spłonął, mam długi.. - Wziąłem ją na ręce i posadziłem na łóżku. Otarlem jej łzy, spoglądając w zielone oczy. - Masz prace. Dom. Samochód. Długi spłacę.
- Nie możesz.. Ja nie chce Cie wykorzystywać.
- Wiesz mała...Przyjęcie od kogoś pomocy nie sprawi, że staniesz się gorsza.
- Gdyby chodziło o 100£..a nie 5000£
- Pff...- Zaśmiałem się. - Uśmiech i głowa do góry. Pomogę Ci jak sprawisz, że moja córka tez będzie się śmiać.
- Darcy ? Wystarczy, że Cię zobaczy.              


I zapraszam na pierwszy rozdział mojego nowego bloga http://insomnia-zaynmalik.blogspot.com/

/ Horanowa.:) 

poniedziałek, 14 lipca 2014

5. Amnesia.


Ubrałem moje drogie dziecko i zaciągnąłem do samochodu.
- Zapnij się Darcy - poszedłem wsiąść od swojej strony.
- Ty zapnij.
- Umiesz sama.
- Ale ja chcę, żebyś ty.
Boże co za dziecko...Cała matka. Zapiąłem małą pasami i dałem jej miśka.
- Buzi.
Pochyliłem się i cmoknąłem ją w policzek. Odjechałem spod domu. Muszę pogadać z moją uroczą Monic. Gramy na moich zasadach.
- Gdzie jedziemy tato ?
- Do przedszkola. Weekend się skończył.
- Nie chcę.
- Nie ma nie chcę. Jadę do pracy. Musisz tam zostać.
- Pojadę z Tobą.. Tatusiu proszę.
- Nie kochanie - tak, jeszcze mi jej na spotkaniu gangu brakuje. Zaparkowałem pod przedszkolem i wziąłem Darcey na ręce.
Przytuliła się do mnie mocno i nie chciała puścić.
- Hej kotku co jest? Przecież ty lubisz tam chodzić.
- Chcę z tatą..
Pokręciłem głową i weszliśmy do środka.
- Twoja ulubiona pani.
- Tato ! Nie pójdę.
- Pójdziesz.
- Nie.
Postawiłem ją na ziemi.
- pójdziesz. Nie mam czasu z tobą zostać.
- To mnie weź. - przytuliła się do mojej .
- Nie mogę - odparłem. Wskazałem, żeby Monic podeszła.
Mała się rozpłakała.
Kucnąłem i ocierałem jej łzy. Zaraz się spóźnię. Cmoknąłem jej czoło, a potem wybiegłem. Wsiadłem do samochodu. Ma dzisiaj dziwne humorki. Zawsze jedzie do przedszkola bardzo chętnie. Nie wiem o co jej teraz chodzi.
Ruszyłem do chłopaków.
- Spóźniony. - Niall leniwie obracał telefon w dłoni.
- Och zamknij się. Ja tu rządzę.
- Trochę szacunku.
Wywróciłem oczami i podszedłem do Louisa. Dał mi dokładniejsze plany.
Zadzwonił ten cholery telefon.
- Halo? - odebrałem przeglądając papiery.
- Panie Styles. - moja słodka..
- Tak Monic? – od razu zmieniłem ton.
- Darcy ciągle płacze. Musi Pan przyjechać.
- Ale ja nie mam jak. Trzymaj to - podałem Lou. - Pojedziemy tam dzisiaj.
- Musi Pan bo wezwę policję.
- Grozisz mi?
- Nie. Ostrzegam.
- Rozmawialiśmy o tym dwa dni temu, tak? O ile pamiętasz, odradziłem ci takie sceny więc z łaski swojej zajmij się swoją pracą, bo to twoją rolą jest zajęcie się dzieckiem.
- Jeżeli dziecko jest chore i ma gorączkę to obowiązkiem rodzica jest je odebrać, ale skoro masz to w dupie Styles to dzwonię na policję. - rozłączyła się.
- Co za... - zacisnąłem zęby. Nialla wysłałem po małą, on ma pozwolenie na odbiór.
Chwilę później moja maleńka była już przy mnie.
- Pojedziemy do lekarza, dobrze? Tylko nie płacz.
- Nie chcę tatusiu. Chcę być przy Tobie.
- Tak, tak - włożyłem jej słuchawki w uszy i włączyłem jakąś grę na telefonie. Bawiła się. Gorączki nie miała. Coś czuję, że dzisiaj wieczorem złożę wizytę Swarovskiej.
I poważnie sobie pogadam z małą. Bo symulowania nie lubię.
Ustaliłem co musiałem i wróciliśmy do domu. Posadziłem ją na kanapie.
- Słuchaj Darcy, ja nie mam czasu się tobą zajmować w dzien. Musisz to zrozumieć, a nie kłamać. Nie wolno jest kłamać.
- Ty nigdy nie mas casu.
- Mam czas dla ciebie. Tylko nie kiedy pracuję, a ty jesteś w przedszkolu.
- No czyli nigdy.
- Teraz już przesadzasz - ukucnąłem przy niej. - Skarbie, musisz chodzić do przedszkola.
- A ty musis mieć dla mnie cas.
- Okay. Chodź, zrobimy ciastka - wziąłem ją do kuchni.
Przytuliła się do mnie.
Pocałowałem ją w czoło. Dobrze, że ją mam. Kocham ją całym sercem. Matka spieprzyła. Nie chciała jej. No, a potem wpadła w ręce Louisa który akurat wcale nie ma sumienia i ups...
- Tato no.. - zamyśliłem się, a mała czekała na mąkę.
- Ym..już - wyjąłem z szafki składniki.
Wieczorem Zayn został z Darcy, a ja znalazłem adres Monic.
Jej mina kiedy otworzyła drzwi ? Bezcenna.
- Czego chcesz ?!
Wepchnąłem ją do środka i zamknąłem za sobą.
- Grzeczniej - poprawiłem kołnierzyk jej koszuli.- Ładnie wyglądasz.
- A ty nie.
- Ale ty sobie grabisz - pokręciłem z dezaprobatą głową.
- To może się ode mnie odwal ?
- Ja się dopiero dowalę - złapałem jej podbródek. Pociągnąłem ją za włosy do salonu.
- Czego chcesz Styles ?! - syknęła.
- Ciebie. Proste jak dwa plus dwa.
- Rozglądałem się po jej mieszkaniu. Małe, przytulne, dobrze urządzone. Ma gust.
- Zmusisz mnie Styles ?
- Styles, Styles, Styles - wywróciłem oczami. Monotonia. - Siadaj na tym tyłku - pociągnąłem ją na kanapę. - Harry.
- Możesz byc i Barack Obama. Dla mnie zawsze bedziesz tylko ojcem Darcy.
- Wolałbym Ianem Somerhalderem. Do niego jakoś łatwo lecą. Dobra - spojrzałem na nią. - Zrozum dziewczyno, że jeśli będziesz ze mną w  coś grać to i tak przegrasz.
- Zrozum, że nie chce mieć z Tobą nic wspólnego.
- Ale już masz - westchnąłem. Zacząłem się bawić jej brązowymi włosami. Była naprawdę piękna.
Ale bała się mnie. Nie chce tego. Nie chciałem jej grozić, ale ona była tak uparta że mnie szlag trafiał. Pogłaskałem jej różowy policzek.
- Zostaw..
- Przecież nic ci nie zrobię mała.
- Nie chcę, żebyś mnie dotykał. Przez Ciebie czuje się brudna.
- Przesadzasz - warknąłem.
- Nigdy nikt mnie nie dotykał i tak ma zostać.
Uśmiechnąłem się i szepnąłem do jej ucha.
 - Zdradziłaś swój sekret.
- To nie  jest sekret. Jestem dziewicą i się tego nie wstydzę.
- Już niedługo.
- Słucham ?!
- Złość piękności szkodzi - pocałowałem jej policzek i wstałem.
- Harry zrobisz coś dla mnie ?
- Co?
- Daj mi spokój.
- Niestety twoje niedoczekanie.
- Ucieknę.
- Znajdę cię - Zaśmiałem się patrząc na jakieś zdjęcie. Z mamusią.
- Jestem lesbijką.
- Kłamiesz. A za kłamstwa jest kara. Poważnie chcesz abym dostał całą twoja kartoteke ? Wszystkie informacje?
- No i co ? To nie znaczy, że wiesz jaka jest moja orientacja seksualna.
- Pff, dobranoc.
Wypchnęła mnie za drzwi i je zamknęła.  Zabawna jest. Ale przegra.
Następnego dnia odwiozłem Darcy do przedszkola, ale zamiast Monic zobaczyłem jakąś inną babę. Co jest kurwa.
Dziewczyna zaczyna mnie drażnić.
Wyszedłem z przedszkola i pojechałem do jej mieszkania, ale tam również jej nie zastałem.
dobra. Potem jej poszukam. Musiałem pojechać na akcję.
~Louis~
 siedzieliśmy w barze po udanej akcji.  Prawie pozamykane było. A raczej na pewno. Tylko my.
- Harry co ty taki struty ? - spytałem wychylając kolejny kielon.
- Bo mi przedszkolanka spieprzyła.
- Znów sobie dupe znalazłeś ?
5 | via Tumblr- Znalazłem? Dawno żadnej nie było i tej nie zabijesz – zmroził mnie wzrokiem.
- Jak na razie to Ci spierdala.
- To ją znajdę. – zawołał kelnerkę, która nas obsługiwała. Przyniosła kolejne kieliszki wódki. Widziała naszą broń leżącą na stolikach. Dziwną miała minę.
- Te lalka, czego się gapisz ? - spytałem.
- Ja? Nie..- wydukała i podała mi kieliszek. Myślałam, że zaraz wytrząsie tę wódkę.
pociągnąłem ją za rękę i posadziłem sobie na kolanach.
Pisnęła zaskoczona i popatrzyła na moich kolegów.
 - Louis - Harry popatrzył na mnie z politowaniem.
- Co ? Cichaj. Jak masz na imię ?
- Avalon.
- Ładnie.. A co robisz dzisiaj wiecz.. później ?
- Idę spać. - wyrwała mi się i poszła do baru.
- Ej ej mała.. - poszedłem za nią.
Zmywała blat, a chłopaki śmiali się z tylu..
- Nie  bądź taka.. Przecież jestem miły.
- Ale ja pracuję. Teraz.
- A potem nie ? Czyli jak wy wyjdziemy to jesteś wolna ? Super. WYPAD ! - krzyknąłem do kolegów.
- Nie...naprawdę Proszę pana. Co on wynosi? - pokazała mi Nialla. Odwróciłem się. Ee ..Nie wiem o co jej chodzi. Gdy znów spojrzałem za bar, nie było dziewczyny. Harry pokazał mi podłogę.
Przeszedłem wzdłuż baru stając na końcu. Dalej jej się lada kończy.
Leżała bez ruchu  na ziemi
- Na pewno mamy iść? - spytał Niall.
- Wypad stąd. - wywaliłem ich, a  potem zamknąłem drzwi i wylałem jej na twarz dzbanek wody. Nie jestem zbyt delikatny..
Otarła twarz. Mokre brązowe włosy kleily jej się do policzków.
- Odprowadzę Cię do domu.
- Jakiś sobie poradzę. Trafię.
- Jezu przestań. Nic Ci nie zrobię.
- Nie twierdzę inaczej.
- Więc chodź.

~~~~~~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
WAŻNE OGŁOSZENIA:D
1. Od dzisiaj ten blog pisze również Monika ( M Horanson na pewno kojarzycie no nie? Horanators i te sprawy haha). Będzie Monic i Louisem, a ja Harrym i Avalone.
2. Od tego rozdziału swoją historię będzie miał również Louis. ( wybaczcie, ale on musi być bo go za bardzo kocham. )
3. Iiii jak ktoś chce to zapraszam na mojego TT https://twitter.com/Skyfallgirl
Szablon wykonała Clary G